Weszło Junior

Wacław Sąsiadek – pierwszy gwiazdor młodzieżowych reprezentacji

Włodzimierz Lubański w dniu swojego premierowego meczu w pierwszej reprezentacji Polski miał dokładnie 16 lat i 188 dni. Został wtedy najmłodszym debiutantem w historii i jest nim po dziś dzień. Komu odebrał rekord w 1963 roku? Przybliżamy losy Wacława Sąsiadka (na zdjęciu pierwszy z prawej w drugim rzędzie), uważanego za pierwszą gwiazdę kadry do lat 19. 

Od małego pasjonował się piłką. Urodził się w 4 marca 1931 roku, we Lwowie. Z bratem Jurkiem chodził na mecze miejscowej Pogoni, ale nie było im dane tam długo pomieszkać. Z powodu wybuchu II Wojny Światowej, rodzina Sąsiadków musiała się przeprowadzić – padło na Kielce.

Franciszek Sąsiadek, z zawodu kolejarz, latem 1945 roku ściągnął swoich bliskich na Śląsk. Większość byłych mieszkańców Lwowa ostała się w Bytomiu, ale oni wybrali Katowice, gdzie ojciec miał znajomych.

Wacław występował na pozycji prawoskrzydłowego. Był zwinny i miał dobrą technikę. Cóż za zrządzenie losu, że w Katowicach też był klub o nazwie “Pogoń” – wybór nie mógł być więc inny. Miał talent, mimo swojego młodego wieku występował w drużynie juniorów.

W ówczesnych czasach, z młodzieżowych kadr istniała tylko reprezentacja Polski do lat 19. Większość zawodników występowała w niej tylko przez jeden rok, ale Sąsiadek był wyjątkiem. Trafił do niej niedługo po swoich 16. urodzinach. W biało-czerwonych barwach zadebiutował dokładnie 27 lipca 1947 roku, w meczu z Lustrzanką Wałbrzych. Juniorzy wygrali 4:2, a on zdobył jedną z bramek. Był ulubieńcem trenerów Tadeusza Forysia, Ryszarda Koncewicza i Wacława Kuchara, którzy prowadzili tamtą reprezentację. Łącznie zagrał w kadrze U-19 w 11 meczach i zdobył 11 bramek.

Sukcesy zdolnego nastolatka musiały się odbić echem. Niecałe półtora roku później został powołany na mecz pierwszej reprezentacji z Finlandią. Rozegrał całe spotkanie, ale to nie z tego powodu zapisał się na kartach historii. W dniu meczu miał 17 lat i 227 dni – został najmłodszym debiutantem w historii, wyprzedzając w tej klasyfikacji o 105 dni Ernesta Wilimowskiego.

Pogoń Katowice stawała się dla niego za ciasna, a chrapkę na niego miały wszystkie czołowe kluby w kraju. Był bardzo bliski przejścia do Polonii Bytom, był już na treningach w klubie, ale ostatecznie trafił do Legii Warszawa. Tak się złożyło, że pierwsze spotkanie w barwach “Wojskowych” rozegrał przeciwko… Polonii. – Ile ja się gwizdów nasłuchałem… – wspominał po latach w rozmowie ze sport.pl.

W Warszawie był gwiazdą, ale już tylko ligi. W reprezentacji mu nie wyszło, nie wykorzystał w pełni swojego potencjału. Jego licznik występów w pierwszej reprezentacji zatrzymał się na trzech – poza meczem z Finlandią, zagrał jeszcze w spotkaniach z Albanią oraz NRD.

Koniec końców – zagrał w Polonii Bytom, z którą zdobył nawet mistrzostwo Polski. Jego kariera została przedwcześnie zakończona z powodu kontuzji kolana. Został przy piłce, ale zanim wcielił się w rolę trenera, pracował w dziale kreślarskim w bytomskiej elektrowni.

Jako szkoleniowiec prowadził m.in. młodych zawodników w Stadionie Śląskim Chorzów. Spod jego ręki wyszli m.in. Jerzy Wyrobek (wieloletni piłkarz Ruchu Chorzów, z którym zdobył trzy mistrzostwa kraju) czy Henryk Wieczorek (przez lata występował w Górniku Zabrze). Był także trenerem Uranii Ruda Śląska (i to trzy razy), CKS-u Czeladź, GKS-u Tychy, Wisłoki Dębica i Polonii Bytom. Miał także krótką przygodę zagraniczną, z Toronto Falcons udało mu się zdobyć Puchar Kanady. W tym samym w zespole grał wówczas Zygfryd Szołtysik.

Sąsiadek przez piętnaście lat był najmłodszym debiutantem w historii reprezentacji Polski. Obecnie jest trzeci w tej klasyfikacji, bo wyprzedają go Włodzimierz Lubański i Marek Saganowski.

Zmarł 2 października 2017 roku. Jego ciało zostało pochowane zostało na bytomskim cmentarzu Mater Dolorosa.

Fot. Legia Warszawa, zdjęcie archiwalne, za: sport.pl