Weszło Junior

“J…ł cię twój stary”, “koś debila” – patologiczne sceny na meczu młodzików?

Trash talk jest bardzo popularny wśród sportowców. Często pięściarze czy zawodnicy MMA obrażają swojego rywala przed walką, aby wpłynąć na zainteresowanie swoim pojedynkiem. I chyba też po to, żeby zyskać przewagę psychologiczną nad rywalem. Nie sądziliśmy, że z tym samym zjawiskiem można się spotkać na meczu… młodzików, gdzie chamskie odzywki będą padać z ust 12-letnich chłopców. A to kilka z nich: “j…ł cię twój stary dlatego jesteś takim ogórem”,  “grubasie i tak nie obronisz”, “koś debila”.

Do tej karygodnej sytuacji doszło w miniony weekend w Kołobrzegu podczas starcia miejscowej Kotwicy z OKS-em Prawobrzeże Szczecin w kategorii młodzik starszy (rocznik 2008). Oba zespoły sąsiadują w dolnej części tabeli. Jaki padł wynik w tym meczu? Gospodarze wygrali aż… 9:0, czyli można uznać, że plan się udał – zyskanie przewagi psychologicznej nad rywalem. Co więcej, o tym pojedynku zrobi się teraz głośno, ale młodzi chłopcy chyba nie zrozumieli jednej rzeczy – pięściarze robią to przed pojedynkiem, żeby ludzie obejrzeli ich walkę na żywo, a nie po tym, kiedy każdy zna jej wynik.

Może na Facebooku trzeba było wstawiać wpisy podobnej treści? Na pewno wtedy spotkanie byłoby już szeroko komentowane przed pierwszym gwizdkiem sędziego… A potem sława, pieniądze, walki na Fame MMA…

A nie, czekaj, czekaj… to tylko mecz 12-latków w lidze młodzika.

Całe szczęście, że nie doszło do bójek w tym meczu. Zawodnicy Prawobrzeża Szczecin nie dali się sprowokować i nie reagowali na wulgarne zaczepki przeciwników.

Jak cała sytuacja wyglądała z perspektywy boiska? Były to głośne wyzwiska i napięta atmosfera? – Z perspektywy ławki był to zwykły mecz. Były faule jak w każdym innym. Sędzia panował nad spotkaniem. Jednak w pewnym momencie moi zawodnicy zaczęli pojedynczo zgłaszać zmiany i schodzili z boiska. Było widać, że coś jest nie tak, bo mieli zeszklone oczy. Gdy zszedł pierwszy, spytałem “co się stało?”. Ten nie był w stanie złożyć zdania i powiedział tylko: “trenerze, później wyjaśnię”. Stwierdziłem: “okej, nie ma problemu”. Jednak po chwili zszedł kolejny, więc zacząłem ciągnąć ich za język. Opowiedzieli, że faule to jedna rzecz, ale dostawali takie wiązanki od przeciwników, że mój zawodnik nie był w stanie od razu powiedzieć, co się dokładnie stało. Dopiero w szatni byłem w stanie dowiedzieć się, o jakie słowa chodziło – opowiada nam trener OKS-u Prawobrzeża Szczecin, Rafał Szałek.

– Chłopak na boisku nie był w stanie powiedzieć, o co dokładnie chodziło, bo wyzwiska dotyczyły też jego ojca. A trafiło akurat na chłopca, który jest wrażliwy na ten temat. Dlatego mocno to się na nim odbiło. A później dochodziło do kolejnych sytuacji. Rywale mieli rzut karny. Rezerwowi stali za naszą bramką i mówili do niego: “grubasie, i tak tego nie obronisz”. Te wszystkie sytuacje, to nie były krzyki. To było tak zrobione, żeby nie słyszał tego ani sędzia, ani trenerzy – dodaje.

Czy trener na bieżąco reagował na to, co się działo na boisku? – Jeszcze podczas meczu zgłosiłem trenerowi drużyny przeciwnej, że moi zawodnicy są wyzywani na boisku. Trener poprosił o numery zawodników, więc je podałem, a on ich zdjął z boiska. Później ta dwójka chłopaków przyszła przeprosić, ale było widać, że jest to wymuszone. Bo wypowiadali te słowa z uśmiechem na ustach, zaznaczając: “nie chciałem” i “przez przypadek”. Jak kogoś można obrazić przez przypadek? – pyta retorycznie.

Jak na tę sytuację zapatruje się Zachodniopomorski ZPN? – Dowiedzieliśmy się o tej sytuacji, tak, jak wszyscy, czyli przy pomocy mediów społecznościowych. Po konsultacji z Wydziałem Dyscypliny punktem odniesienia jest sprawozdanie sędziego, gdzie powinny znaleźć się opisane zachowania, które podlegają pod ewentualne wykroczenia dyscyplinarne. To powinno się znaleźć w sprawozdaniu. Trenerzy powinni to zgłosić, a nic takiego nie miało miejsca. Ponadto, kontaktowaliśmy się z arbitrem tego spotkania, który nie mógł potwierdzić, że takie zdarzenia miały miejsce. My jako Zachodniopomorski ZPN mamy w tym momencie związane ręce, bo nie mamy punktu zaczepienia, stricte formalnego, żeby podjąć odpowiednie działania – wyjaśnia nam Marek Safanów, trener koordynator ZZPN.

Ciężko wyciągnąć konsekwencje z tej sytuacji, gdy nie mamy konkretnego dowodu na to, że takie zachowania miały miejsce. Nie ma żadnej wzmianki w sprawozdaniu. Nie mamy również żadnego nagrania z tego meczu. Sędzia mówi, że nie widział tej sytuacji. Nie mamy żadnych materiałów, do których moglibyśmy się odnieść – dodaje.

A czy ze sprawozdania sędziowskiego wynika, że w tym meczu było sporo agresji, brutalności? Czy zawodnicy byli upominani lub karani przez arbitra? – Nic takiego nie wynika ze sprawozdania – zaznacza Safanów.

Dlaczego trener OKS-u nie zgłosił więc tego do sprawozdania sędziowskiego? – Nie pomyślałem o tym, żeby to wpisywać w protokół. Dopiero wieczorem naszła mnie refleksja, że nie mogę tak tego zostawić. Następnym razem na pewno zapiszę to w protokole. Nie odczuwałem tego na boisku. Myślałem, że były to pojedyncze przypadki. A w szatni i w autobusie dowiedziałem się, że takich sytuacji było więcej – z perspektywy boiska nie było to widoczne. Dopiero, gdy zawodnicy schodzili z murawy, było widać, że coś jest nie tak. Wcześniej nie spotkałem się z takimi sytuacjami, dlatego w tamtym momencie nie pomyślałem, że należałoby to wpisać – wyjaśnia.

Safanów: – Mogę zarekomendować na przyszłość: jeśli w przyszłości będą miały miejsce podobne sytuacje, należy bezwzględnie zamieścić takie informacje w sprawozdaniu sędziowskim. Tam jest na to miejsce, żeby takie zdarzenia opisać, abyśmy mogli podjąć adekwatne działania względem zawodników, czy trenerów. A w tym przypadku mamy tylko informacje od jednego z trenerów. A relacja sędziego jest zgoła inna. Uważa, że trener wszedł podpisać protokół i nie odniósł się do sytuacji, które opisał na stronie.

Ostry facebookowy wpis, który wywołał burzę, trudno zatem rzetelnie ocenić. Z jednej strony – trudno uwierzyć, by ktoś to wszystko zmyślił. Młodzi piłkarze OKS-u nie zachowywali się przecież w trakcie gry naturalnie, coś na to musiało mieć wpływ. Z drugiej – skoro nawet szkoleniowiec drużyny ze Szczecina nie słyszał, co dzieje się na boisku, zawodnicy Kotwicy wyglądają jakoś tak… zbyt sprytnie jak na swój wiek.

Jak zatem widział to trener drużyny przeciwnej? – Ani ja, ani sędzia tego spotkania nie słyszeliśmy tych wyzwisk. Chłopcy drużyny przeciwnej twierdzili, że padły obraźliwe słowa wobec nich. Moi zawodnicy zostali sprowadzeni do pionu. Nałożyłem na nich kary dyscyplinarne. Od razu zeszli z boiska, nie dograli meczu do końca. Wyciągam konsekwencje z ich zachowania. Przykro mi, jeśli doszło do takiej sytuacji. Nie jestem zwolennikiem takich zachowań – zaznacza Mariusz Skok, szkoleniowiec Kotwicy Kołobrzeg.

– Pierwszy raz doszło do takiej sytuacji. Tym bardziej jestem zdziwiony, bo prowadzę ich trzeci rok. Wiem, że są zadziorni, ale taka sytuacja wydarzyła się po raz pierwszy i na pewno ostatni. Nie pozwolę na to, żeby to się powtórzyło. Porozmawiam jeszcze z chłopakami na ten temat i będą wyciągnięte kolejne konsekwencje. Z tego miejsca też chciałbym przeprosić za zachowanie moich zawodników – podkreśla.

Dziś o 18:00 w Kołobrzegu odbyło się nawet specjalne spotkanie w tej sprawie. Z rodzicami rzekomych “agresorów”.

Reasumując – wygląda na to, że wina nie stoi po stronie osób dorosłych, które obserwowały ten mecz, bo wszyscy, jak jeden mąż, są nią zaskoczeni. Ta historia może być jednak przykładem, że nieodpowiednie zachowania na boisku mogą się dziać, nawet w momentach, gdy nikt tego nie widzi.

Zasady fair play są wpajane sportowcom od najmłodszych lat, czasem wręcz z uporem maniaka, ale takie sytuacje, jak ta tylko udowodniają, jak ważna jest edukacja w tym temacie. Szacunek dla rywala jest kluczowy w każdym sporcie. Nieszczęśni zawodnicy sportów walki, w oktagonie lub ringu, owszem, dają sobie po mordzie, ale po walce przybijają piątki i dziękują sobie za stoczony pojedynek. Wiedzą ile zdrowia, treningów i poświęcenia włożył też drugi zawodnik, by znaleźć się w tym samym miejscu.

Wszystkich adeptów futbolu na Zachodnim Pomorzu zachęcamy do podobnych przemyśleń. Tylko bez przenoszenia na boisko zachowań z ringu.

Fot. Newspix