Wywiady

CLJ-ka od środka: “Kariera piłkarza jest krótka, pracujcie ciężko każdego dnia”

Pamiętacie takiego napastnika jak Przemysław Pitry, którego Franciszek Smuda w Górniku Łęczna wystawiał… na środku obrony? Po karierze zawodniczej został trenerem i obecnie łączy pracę w IV-ligowym LKS-ie Jawiszowice z GKS-em Tychy U-17, który zagra wiosną w CLJ. To jednak nie jedyne obowiązki Pitrego, który nadal jest czynnym, czwartoligowym piłkarzem, a do tego prowadzi jeszcze treningi indywidualne. Jak na to znajduje czas? Jakim jest, i chce być, trenerem? Czy jego zawodnicy są sztywno przypisani do jednej pozycji? Czy zdarzyło mu się już jakiegoś napastnika “przekształcić” w obrońcę?

Zima zaskoczyła Polaków, czy ona przeszkadza wam w przygotowaniach do Centralnej Ligi Juniorów? I jak one wyglądają w wykonaniu GKS-u Tychy?

– Nie, nie przeszkadza. Jesteśmy już od miesiąca w treningu. I tylko poniedziałkowe zajęcia zostały przesunięte na inną godzinę, bo boisko wtedy mocniej przymroziło i musieliśmy je doprowadzić do porządku. Aczkolwiek to jest sztuczna nawierzchnia, która jest podgrzewana. To jest ogromna zaleta u nas w GKS-ie Tychy, że mimo takich warunków pogodowych jesteśmy w stanie normalnie pracować na boisku. Nie ma u nas żadnych zachwiań w mikro- i makrocyklach.

Do startu ligi został jeszcze miesiąc. Jakie plany? Nad czym będziecie jeszcze pracować?

– Na razie rozegraliśmy trzy sparingi i kolejne trzy jeszcze przed nami. W okresie przygotowawczym staramy się poprawić wszystko to, z czym mieliśmy problemy w lidze wojewódzkiej. CLJ stoi poziomem wyżej, a stanie w miejscu nie pozwoli nam na godną rywalizację z renomowanymi rywalami. Pracujemy, gdzie skupiamy się na grze w ataku i obronie. Do meczu 1. kolejki ze Śląskiem Wrocław zostały nam jeszcze cztery tygodnie, więc jeszcze jest czas na to, żeby dobrze się przygotować.

Macie za sobą obóz przygotowawczy? Czy zrezygnowaliście z tej opcji w tym roku?

–  Niestety, nigdzie nie byliśmy, ale stworzyliśmy obóz dochodzeniowy na naszych obiektach. U siebie mamy wszystko pod ręką, więc nie było problemu, żeby z technicznego punktu widzenia, normalnie pracować.

A doszło do jakichś transferów przychodzących lub odchodzących w pana drużynie? 

– Nikt od nas nie odszedł. Aczkolwiek pojawili się nowi zawodnicy z formacji ofensywnej i defensywnej, a to pozwoli nam wzmocnić drużynę. Mam nadzieję, że ci chłopcy, którzy do nas doszli, wniosą sporo świeżej krwi do zespołu i podniosą środowisko wewnętrznej rywalizacji.

W jaki sposób określiłby trener potencjał kadrowych swojego zespołu?

– Jako trener widzę w tej drużynie potencjał, bo pracuję z nią na co dzień i wiem, jak prezentowali się w lidze wojewódzkiej, natomiast nie mam tego odniesienia do CLJ-ki. Nie miałem jeszcze okazji pracować w klubie czy akademii, gdzie były zespoły na tym poziomie. Mam dopiero półroczny staż w GKS-ie Tychy, więc trudno do czegokolwiek to porównywać, ale z perspektywy zawodnika, który coś pokopał na krajowym podwórku, mogę powiedzieć, że są osoby, które wyróżniają się i już fajnie wyglądają pod kątem fizycznym i motorycznym. Kto wie, może w niedalekiej przyszłości będziemy ich obserwować na boiskach I- lub II-ligowych? Kto wie… może ekstraklasowych?

Wspomina trener o półrocznym stażu, a przyszedł pan do GKS-u Tychy i jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki od razu awans do CLJ-ki, gdzie w poprzednich latach nie oglądaliśmy Tyszan na tym poziomie.

– Gdyby to tak działało, jak pan mówi, to byłoby cudownie (śmiech). Ta drużyna nie była budowana od momentu mojego przyjścia do klubu. Ten zespół był tworzony latami. To nie jest tak, że nagle biorę różnych 16-latków i od razu sukces. Z tego, co się dowiedziałem, oni już w poprzednich latach fajnie się prezentowali i teraz tylko to potwierdzili awansem do CLJ-ki. Tylko mogę się cieszyć, że stało się to za mojej kadencji. Czuję satysfakcję z tego powodu, ale takie uczucia mają też trenerzy, którzy wcześniej pracowali z tym zespołem.

Co wniósł i zmienił Przemysław Pitry w tym zespole?

– Ciężko powiedzieć, czy coś zmieniłem? To pytanie należałoby zadać poprzednim szkoleniowcom lub zawodnikom, którzy widzą, jakie nastąpiły zmiany. Jestem praktykiem i wszystkie te rzeczy, które wymagam od chłopaków, sam przeżyłem jako piłkarz. I staram się to wprowadzać na treningach. Wiem, że nie każdy preferuje taki styl prowadzenia treningów. Jednak, gdy jesteś w stanie pokazać zawodnikom, co mają zrobić, więcej zapamiętają z tego, co wymagamy od nich, nawet jeżeli ich umiejętności techniczne nie są jeszcze na najwyższym poziomie, to głowa widzi i reaguje. Robię to tak, żeby im było łatwiej przyswoić nowe umiejętności aniżeli przy pomocy samej teorii.

Jakim trenerem jest i chce być Przemysław Pitry?

– Dobre pytanie, na razie się uczę i poznaję warsztat trenerski od kuchni. Na spotkaniach szkoleniowych omawiamy różne formy grania i modelu gry naszego klubu. Jakim chcę być trenerem? Trenerem, który ma wpływ na to, jak wyglądają jego poszczególni zawodnicy, jak i cała drużyna. Zawodników, których obecnie prowadzę, później oddam do starszych roczników. Fajnie byłoby, gdyby ta praca, którą tu wykonujemy miała realny wpływ na ich rozwój, nie tylko piłkarski, ale i mentalny, bo też nie każdy dojdzie na poziom ekstraklasowy czy pierwszoligowy.

Często mówi się, że trener z doświadczeniem piłkarskim jest w stanie więcej przekazać młodym zawodnikom od tych bez tego doświadczenia. Czy zgadza się pan z tą tezą?

– Nie wiem, czy jest tak do końca, bo można też na to spojrzeć z drugiej strony. Trener, który ma więcej teorii niż praktyki bardziej wchodzi w szczegóły i detale. A my, byli piłkarze mamy tak, że wiemy, jak wykonać pracę na treningach, bo już tego się nauczyliśmy i mamy za sobą lata doświadczeń w najwyższych klasach rozgrywkowych i możemy to pokazać. Moim zdaniem teoretyk nie jest dużo lepszy od praktyka i na odwrót.  Trzeba to ze sobą połączyć i znaleźć balans.

Dlaczego zdecydował się pan na pracę w GKS-ie Tychy jako szkoleniowiec juniorów?

– Rozmowy już prowadziliśmy wcześniej, kiedy byłem na etapie kończenia kursu UEFA A. Nie ukrywam, że fajnie jest rozpocząć drogę szkoleniowca od grup młodzieżowych, a takie też głosy dochodziły do mnie zewsząd, że to jest idealne miejsce, gdzie można wiele się nauczyć. To, co możemy doświadczyć w juniorach, można płynnie przenieść na poletko seniorskie. Gdy dostałem propozycję od GKS-u Tychy, długo się nie zastanawiałem. Robię to, co lubię, a piłka nożna jest nadal moją pasją, z którą byłem związany ostatnie 25 lat i mogę dalej to kontynuować.

Przed GKS-em Tychy pracował pan jako trener w IV-ligowym LKS-ie Jaszowice…

– W dalszym ciągu tam pracuję. Mam taką możliwość, więc łączę ze sobą pracę w dwóch miejscach. Nie tylko jestem szkoleniowcem IV-ligowego LKS-u Jaszowice, ale też czynnym zawodnikiem. Nie ukrywam, że dalej sprawia mi to przyjemność.

Występuje pan na środku obrony czy w ataku?

– Na środku obrony. Bieganie z przodu pozostawiam młodym, niech oni się wykazują. Ja już w formacji ofensywnej dość sporo zrobiłem i mi wystarczy (śmiech). Są młodsi, szybsi  i wytrzymalsi, a nie ukrywajmy, że z przodu jest pod tym względem “orka” (śmiech).

Czy lepiej i łatwiej pracuje się z młodzieżą niż seniorami?

– Nie pracuję się łatwiej, jest to trudniejsze zadanie i większe wyzwanie dla trenera jak i zawodnika. Mimo to że oni mają już 16 czy 17 lat, nadal możemy coś w ich życiu zmienić. Czasem jedna zła rada czy podpowiedź może spowodować, że kogoś zniechęcimy do piłki, a ten ktoś miał predyspozycje, żeby zaistnieć na wyższym szczeblu. Natomiast w seniorskiej piłce dostajemy gotowe “produkty”. Okej, jest to poziom IV ligi czy okręgówki, ale oni są mentalnie dojrzalsi i widać tę różnicę. Dlatego więcej szczegółów i detali trzeba brać pod uwagę podczas pracy z młodzieżą. Przynajmniej takie jest moje zdanie, które wyrobiłem sobie na podstawie swoich doświadczeń.

W przyszłości chciałby pan pracować w seniorskich klubach? Trener Przemysław Pitry ma Ekstraklasę z tyłu głowy?

– Każdy ma swoje cele jako trener, a moim jest… utrzymanie się w CLJ-ce (śmiech). To jest nasz aktualny cel, żeby powalczyć z najlepszymi drużynami w kraju i zobaczyć na jakim jesteśmy poziomie i co mamy do poprawy. Fajnie byłoby, gdyby ta kariera trenerska się rozwinęła, ale nie mam magicznej kuli, która dałaby mi jasną odpowiedź, co się wydarzy. Nie chcę wybiegać za mocno w przód. Różnie w życiu bywa. Jednak jak już wykonujemy swoją pracę jako trenerzy, chcemy być jeszcze lepsi w swoim zawodzie.

Chciałby pan prowadzić w przyszłości drużyny seniorskie na wyższym szczeblu? Bo są tacy szkoleniowcy, którzy skupiają się tylko na pracy z młodzieżą i w tym kierunku cały czas się rozwijają.

– Tak, jak najbardziej chciałbym. Kilka lat spędziłem w Ekstraklasie, wiem, z czym to się je i jak to wygląda. Do tego podoba mi się ta praca i chciałbym ją wykonywać też w przyszłości. W tym momencie nie mam jeszcze odpowiednich uprawnień, żeby myśleć o drużynach z wyższych lig. Jak dobrze pójdzie to za parę lat pójdę na kurs UEFA Pro. Na razie mam UEFA A, więc nie ma co wybiegać za daleko w przód.

Czy nadal pan prowadzi treningi indywidualne dla piłkarzy?

– Tak, choć teraz mamy trudne warunki, żeby je realizować, bo nadal jest pandemia, gdzie boiska o sztucznej nawierzchni, jak i hale są pozamykane. Dlatego musiałem z tym przystopować, ale lubię uczyć innych gry w piłkę. Podczas takich zajęć można pochylić się nad wieloma aspektami, gdzie tego nie jesteś w stanie zrobić podczas treningu grupowego. Jeżeli jest taka możliwość, to przekazuję im to. Tak, jak mówiłem jestem bardziej praktykiem niż teoretykiem. Na pewno to jest duży plus dla zawodników, którzy przychodzą na te treningi.

Niech trener powie coś więcej o tych treningach indywidualnych. One są dedykowane dla zawodników GKS-u Tychy? Na czym się skupia pan na tych zajęciach?

– Nie są dedykowane dla zawodników GKS-u Tychy. Każdy chłopak, który jest spoza naszego klubu może śmiało uczęszczać na te zajęcia. Wszystko jest zależne od stopnia zaawansowania zawodnika. W kontekście roczników starszych najpierw sprawdzam, na jakim poziomie są jego umiejętności. A u młodszych chłopaków pracujemy nad przyjęciem piłki, otwieraniu pozycji, patrzeniu za siebie, czyli tzw. skanowania, prowadzenia piłki odpowiednią nogą itd.. Tego jest sporo, a to może im wiele pomóc podczas gry. Łatwiej jest funkcjonować na boisku, gdy pozna się bliżej kilka podstawowych zasad. Następnie pochylamy się nad tym na kolejnych treningach.

Gdzie odbywają się takie treningi? Jak często? Jak liczna jest grupa tych zawodników?

– Różnie to bywa. Największa grupa składa się z sześciu osób, ale też są stricte indywidualne treningi, które odbywają się na boisku w Pszczynie. Mam niezłą możliwość, bo jest tam naturalna murawa, więc przez całą wiosnę, lato i jesień mogę prowadzić te treningi. To jest duży plus, bo nie wykorzystuję sztucznej nawierzchni. Patrząc na aspekty zdrowotne dla dzieciaków jest to dużo lepsza sprawa, bo na naturalnym boisku lepiej się pracuje niż na sztucznej.

W maju ubiegłego roku, jeszcze przed przyjściem do GKS-u Tychy, udzielił pan wywiadu Gazecie Wyborczej, gdzie wspomniał o tym, że oprócz obowiązków sportowych, chodzi pan codziennie do innej pracy. Czy to się zmieniło? Bo tych aktywności ma pan sporo, jak na to wszystko znaleźć czas?

– To akurat się już zmieniło, nie wyrobiłbym się z tym wszystkim (śmiech). Sporo mam tych aktywności i nie ukrywam, że są takie dni, gdzie wychodzę z domu wczesnym rankiem, a wracam wieczorem. Niestety, każdy ma swoje zajęcia, a ja chciałbym się poświęcić trenerce i to sprawia mi radość.

Czy z uwagi na fakt, że przez większość kariery piłkarskiej był pan napastnikiem więcej uwagi poświęca snajperom? Mam na myśli m.in. treningi pozycyjne. Czy jednak z uwagi na fakt, że grał pan też na środku obrony, też z nimi pracuje?

– Nie chciałbym robić tak, że tylko jednym poświęcam uwagę. Moim asystentem jest trener Marcin Zemanek i na treningach pozycyjnych czy taktycznych dzielimy się zawodnikami. Raz ja biorę ofensywę, a on defensywę. Innym razem się zamieniamy. To nie jest stałe. Wiadomo, że dla mnie zawsze była świetna finalizacja i poruszanie się w ataku. I w tym aspekcie czuję się dużo pewniej, ale fajnie jest też coś przekazać chłopakom z zakresu defensywy. Fakty są takie, że tylko pół roku spędziłem na środku obrony w Ekstraklasie, ale są takie niuanse, które mogę im podpowiedzieć. Staramy się nakierowywać i inspirować zawodników, żeby sami znaleźli swoje pozycje i miejsce w drużynie, a pod to dobieramy środki treningowe.

A propos pozycji na boisku, gdzie pan jako piłkarz grał w ataku i defensywie, czy to też przekłada się na drużynę, że zawodnicy nie są przypisani do jednego miejsca na boisku? Przygotowujecie ich do gry na wielu pozycjach?

– Zanim przyszedłem do GKS-u Tychy zawodnicy mieli już przypisane pozycje na boisku. I tam się sprawdzali. Fajną rzeczą jest też podpatrywanie piłkarzy na innych pozycjach, żeby zobaczyć jak sobie radzą. Nie robimy często takich zmian. Staramy się ich kształcić pod względem pozycyjnym, aby byli jak najlepsi na danej pozycji. Jeżeli dojdą na wysoki poziom, wtedy można dodać im nowego bodźca i spróbować czegoś nowego w mikrocyklu. Aczkolwiek raczej staramy się przypisać piłkarza do jednej pozycji i robić to tak, żeby byli coraz lepsi.

Gdy pan przychodził do GKS-u Tychy i zapoznawał się z zawodnikami, czy doszło do takiej sytuacji, że podszedł pan do jednego z napastników i powiedział: “ty będziesz się nadawał na środkowego obrońcę”. Czy jest już trener autorem takiego przebranżowienia?

– Jeszcze takich pomysłów jak trener Franciszek Smuda nie mam (śmiech). Muszę jeszcze z tym poczekać, nie mam takiego doświadczenia jak on, żeby zobaczyć to gołym okiem. Nie jestem jeszcze aż tak odważny.

We wspomnianym już wywiadzie mówił pan: “dzięki temu, że grałem na kilku pozycjach, mam wiedzę i spojrzenie, które chcę wykorzystać także w pracy trenera. Chciałbym, żeby moje drużyny mądrze budowały akcje od tyłu, żeby stoper był pierwszym rozgrywającym.”. Czy nadal to jest pana pomysł na budowanie zespołu? W CLJ-ce będziecie tworzyć akcje od tyłu i narzucać swój styl gry? Czy wychodzicie z założenia, że nie ma co rzucać się z motyką na słońce, gdy dochodzi do rywalizacji z najlepszymi drużynami w kraju, które uwielbiają dominować na boisku?

– Mamy wypracowany swój model gry. W ostatnim półroczu to funkcjonowało i byłoby to nienaturalne, gdybyśmy nagle to zmienili. Pracowaliśmy w jednym systemie, docieraliśmy go i poprawiliśmy deficyty. Nie chcę tego zmieniać. Chcę pracować cały czas w takim sam sposób. Będziemy starali się rozgrywać piłkę i nią grać, bo wtedy będą mogli się jeszcze bardziej rozwinąć. Nie sztuką jest kopnąć długą piłkę do przodu. Oczywiście jest to obecne w piłce nożnej, ale fajnie byłoby grać swoje. Wszystkie nasze plany zweryfikuje liga. Ciężko przed startem rozgrywek mówić o tym, co i jak będziemy robić. Gra się tak, jak przeciwnik pozwala. Z niektórych założeń nie chcemy rezygnować, a jak będzie w lidze? To okaże się już w przyszłym miesiącu.

Czy trenujecie i gracie tylko w jednym ustawieniu i formacji? Czy z uwagi na europejski trend, gdzie trenerzy potrafią w ciągu meczu kilkukrotnie zmienić system gry, jest to też powielane w GKS-ie Tychy?

– Pracujemy w jednym modelu, ale na boisku staramy się reagować na bieżąco. Przygotowujemy się do przejścia z formacji do formacji, gdy pojawi się problem w trakcie meczu, żeby go jak najszybciej zniwelować, wtedy jesteśmy w stanie zmienić formację. I mamy przygotowane różne warianty gry.

Czego możemy spodziewać się po pana drużynie w CLJ U-17?

– Na pewno będziecie mogli spodziewać się tego, że będzie to drużyna walcząca do ostatniej minuty. Chciałbym, żeby to cechowało moją drużynę. Z drugiej strony można powiedzieć, że każdy tak ma i chce, żeby jego zespół gryzł trawę na boisku. Liga jest dla nas niewiadomą, jesteśmy beniaminkiem i musimy ciężko pracować, żeby się utrzymać.

Przejście z wieku juniora do seniora. Jaki na to pomysł ma GKS Tychy? W jaki sposób starcie przygotować się najzdolniejszych zawodników z akademii do przejścia z juniora do seniora? Pana zawodnicy mają po 16, 17 lat, więc już powoli powinni wchodzić do dorosłej piłki…

– I wchodzą, wyróżniający się zawodnicy z rundy jesiennej, otrzymali zaproszenia do treningów z pierwszą drużyną pod okiem trenera Artura Derbina. Spędzili tam dwa, trzy tygodnie, ale też pojawiają się na zajęciach u trenera koordynatora Jarosława Zadylaka w drużynie rezerw. Staramy się ich rozwijać pod kątem indywidualnym, stąd też te przesunięcia z drużyny U-17 czy U-19 do piłki seniorskiej.

Zawodnicy, którzy wywalczyli awans do CLJ-ki, będą w niej grać? Czy, ci najbardziej wyróżniający się trafią do drużyny rezerw lub szerokiego składu pierwszego zespołu?

– Jeszcze jest za wcześnie, żeby o tym mówić. Nie wiemy, czy sobie poradzą w IV-ligowych rezerwach, więc może dochodzić do rotacji między zespołami. Będziemy to monitorować. A już same treningi z drużyną seniorów im pomogą w dalszym rozwoju.

Co ma do przekazania młodym zawodnikom trener Przemysław Pitry?

– Nie czekajcie na lepszy dzień, bo teraz się nie udało. Należy wykorzystać każdą minutę spędzoną na treningu, nie obrażać się czy strzelać fochów. Każdego dnia możecie stawać się lepszymi zawodnikami. Masz możliwość odbijać dziesięć razy piłkę od ścianę? Nie chcę ci się? To idź i obijaj ścianę. Może są to rady proste jak budowa cepa, ale są to ważne aspekty. Nam trenerzy nie przekazywali ważnych i istotnych rad. Kariera piłkarza jest bardzo krótka, tylko tak się wydaję, że to będzie trwało długo, wykorzystajcie każdy dzień, żeby być jeszcze lepszym.

Między wierszami już to wybrzmiało z ust trenera, ale podsumujmy sobie to na koniec: jakie cele stawiacie sobie na rundę wiosenną CLJ U-17?

– Naszym celem będzie utrzymanie w CLJ-ce. To jest nasz priorytet. I będziemy mocno pracować nad tym, żeby to zrealizować. Uważam, że stać nas na to, żeby utrzymać się w tej lidze. A jak będzie? Pożyjemy, zobaczymy (śmiech).

ROZMAWIAŁ ARKADIUSZ DOBRUCHOWSKI

Fot. Newspix