CLJ-ka od środka: „Potrzeba czasu, żeby rozkręcić koło”

Po mistrzostwo Polski w kategorii juniora młodszego sięgnęli w tym roku zarówno u mężczyzn, jak i u kobiet. Co jest największą siłą drużyn UKS-u SMS Łódź? Jak doszło do takich rozstrzygnięć? Czy świeży projekt Centralnej Ligi Juniorek rozwinął się względem początkowych doniesień? Jak wygląda od strony organizacyjnej? W przerwie między rozgrywkami rozmawiamy ze Sebastianem Papisem, szkoleniowcem łódzkiego klubu.

CLJ-ka od środka: „Potrzeba czasu, żeby rozkręcić koło”

Gratulujemy zdobycia mistrzostwa Polski juniorek młodszych. Czy zdążyliście już nacieszyć się tym sukcesem? Teraz odpoczynek czy szybki powrót do treningów?

– Dziękuję za gratulacje w imieniu swoim, jak i całej drużyny. Mecz finałowy mistrzostw Polski U-17 był również naszym oficjalnym zakończeniem sezonu. Dziewczyny teraz mają wolne. My też nie wysyłaliśmy im żadnych rozpisek treningowych. Od przyszłego tygodnia będą już pracować indywidualnie w domach, a 26 lipca spotkamy się na pierwszym treningu przygotowującym do nowego sezonu. Śmiejemy się w klubie, że zawodniczki mają wolne, a sztab trenerski jeszcze nie. Staramy się wszystko dopiąć na przyszły sezon, żebyśmy mogli, jak najlepiej przygotować się do kolejnej rundy.

Trenerzy, chociaż znaleźli czas na świętowanie mistrzostwa Polski?

– Był to bardzo krótki czas, z uwagi na pandemię CLJ-ka się mocno przedłużyła. Pierwotnie koniec sezonu miał być 6 czerwca. Los chciał, że było inaczej. W momencie, gdy dziewczyny powinny mieć już wakacje, przychodziły na treningi i przygotowywały się do końcowego etapu rozgrywek.

W wielkim finale mistrzostw Polski U-17 zmierzyliście z Górnikiem Łęczna. Wielkie emocje, dużo goli i przede wszystkim wasze zwycięstwo 4:3. Jak ten mecz przebiegał z perspektywy ławki trenerskiej? Czy pojawiały się takie myśli w pańskiej głowie podczas spotkania, że może wam się wymsknąć z rąk to trofeum?

– Górnik Łęczna nie był łatwym rywalem, o czym też świadczyła nasza rywalizacja w grupie. W rundzie jesiennej pokonali nas 2:1, a my u nich w rewanżu wygraliśmy 5:1. Każdy wiedział, że w ostatnim meczu czekać nas będzie wyrównana walka o mistrzostwo. Finał też rządzi się swoimi prawami. Nie ukrywam, że wiele osób nie spodziewało się tego, że Górnik awansuje aż do samego finału. Z kolei ja, czułem, że może do takiej sytuacji dojść, bo nasza grupa była wyrównana. Równie dobrze SWD Wodzisław Śląski mógłby znaleźć się w półfinałach, bo niewiele im brakowało do drugiego miejsca. Do samego końca czekali i liczyli na spadek formy Górnika w końcówce sezonu, że przydarzy im się jakiś remis. Drużyna z Łęcznej konsekwentnie realizowała plan i zasłużenie awansowała do najlepszej czwórki. Widowisko, które obie drużyny zaprezentowały w tym starciu było godne… finału Ligi Mistrzów. Pierwsze na prowadzenie wyszły „Górniczki”. Śmialiśmy się z trenerką Marzeną Salamon, że my zawsze musimy jakąś bramkę stracić. Był tylko jeden mecz w rundzie wiosennej, gdzie zachowaliśmy czyste konto. Fajnie, że szybo odpowiedzieliśmy i schodziliśmy na przerwę z wynikiem 3:1. Mogłoby się wydawać, że już ich mamy, ale druga połowa pokazała, że wcale tak nie jest. Padła jedna bramka, potem druga – to dodaje animuszu zespołowi goniącemu. Jednakże końcówka należała do nas, w momencie, gdy wiele osób spodziewało się już dogrywki i rzutów karnych.

Aczkolwiek pojawiały się chwile zwątpienia w pańskiej głowie podczas meczu? Były takie momenty, gdzie pan czuł, że Górnik może to wygrać i zabrać wam mistrzostwo Polski?

– Nie miałem takich myśli. Zawsze powtarzam dziewczynom: „jeśli będziecie grać na swoim poziomie, to będziecie wygrywać”. Wiem, jaki jest potencjał tej drużyny, dlatego nawet przy stanie 3:3 byłem spokojny o to, że, jeśli one będą dalej konsekwentnie realizować plan taktyczny, to na pewno coś jeszcze strzelimy. I tak się stało.

Jeśli dobrze pamiętam, to przy stanie 3:3 Patrycja Kazanowska z Górnika miała bardzo dogodną sytuację do zdobycia bramki, a mimo to trener był spokojny o wynik?

– Koniec końców wyszło tak, że jesteśmy mistrzami Polski. Wypaliły nasze zmiany. Przy trzeciej straconej bramce błąd popełniła nasza bramkarka. Jednakże, nie mieliśmy też do niej o to pretensji. Amelia Niedzielska dysponuje sporym potencjałem, a błąd może przydarzyć się każdemu. Graliśmy dalej i staraliśmy się realizować to, co sobie założyliśmy przed meczem. Może nie wszystko poszło zgodnie z planem, ale cieszymy się, że stałe fragmenty okazały się naszą skuteczną bronią. Nie ukrywamy, że sporo czasu poświęcaliśmy temu elementowi gry.

Co było największą siłą waszego zespołu w przeciągu całego sezonu Centralnej Ligi Juniorek?

– Jednym słowem – drużyna. Różne osoby w naszym zespole grały, a udało nam się tak to poukładać, że one mogły wszystko i iść po złoto. U nas nie było jednej wyróżniającej się postaci. Nie mieliśmy wyraźnej liderki, jeśli chodzi o strzelanie bramek. Mimo, że zdobywaliśmy naprawdę dużo goli – 165 w przeciągu całego sezonu. Siła ofensywna to był nasz klucz do mistrzostwa. Poza jednym meczem z Resovią, nie było innego takiego, gdzie trafilibyśmy do siatki mniej niż trzy razy. Cieszy nas to, że dziewczyny grały ofensywny, przyjemny dla oka futbol.

UKS SMS Łódź jest również mistrzem Polski w męskiej odsłonie CLJ-ki. Co ma na to największy wpływ, że obok tych największych marek zawsze jest UKS SMS Łódź, który potrafi być nawet najlepszy w kraju w swoich kategoriach wiekowych?

– Trzeba rozróżnić dwie kwestie: piłkę kobiecą i męską. W tym momencie UKS SMS Łódź jest bardzo znanym klubem w piłce kobiecej, słynie z dobrego szkolenia dzieci i młodzieży, a do tego jest aktualnym wicemistrzem Polski i finalistą Pucharu Polski, jeśli chodzi o seniorki. Z kolei u mężczyzn jest trochę inaczej. W CLJ dominują zespoły, które mają swoich odpowiedników w Ekstraklasie. Gdy spojrzymy na poszczególne grupy, to znajdziemy po dwa, trzy zespoły, które nie mają drużyny seniorów na poziomie centralnym. Chłopcy z UKS-u SMS-u sprawili ogromną niespodziankę. Gdyby pan spytał trenera Mariusza Soleckiego, co było największą bronią jego zespołu, zapewne też odpowiedziałby to samo, co ja – drużyna. Oni stanowili kolektyw i uwierzyli w sukces. Do ostatniej kolejki ważyły się losy tego, kto awansuje do półfinału z grupy A. Dali radę, potem czekał na nich Raków, gdzie w rewanżu przegrywali już 0:3, a potrafili wygrać to spotkanie 4:3. Pokazali, że są mocni i potrafią walczyć, jak równy z równym z takimi markami, co Lech Poznań.

W przekroju całego sezonu, jaki on był dla pańskiej drużyny? Były to nietypowe rozgrywki, którym przeszkadzała pandemia koronawirusa. Jak radziliście sobie w tych trudnych momentach?

– Ten sezon był bardzo dziwny. Już poczynając od przygotowań do sezonu, po moment, gdzie zostały przerwane rozgrywki. W zeszłym roku UKS SMS Łódź po rundzie jesiennej też był na pierwszym miejscu w grupie i miał duże szanse na to, żeby powalczyć o złoty medal. Niestety, rozgrywki zostały anulowane. Mieliśmy obawy, że tak samo może być i w tym roku. Gdy nie mogliśmy trenować na boisku, robiliśmy wszystko, co w naszej mocy, żeby dobrze wykorzystać czas na indywidualne treningi. Monitorowaliśmy postępy dziewczyn, jeśli chodzi o działania wydolnościowo-motoryczne, przy pomocy aplikacji Endomondo. Mamy świetne warunki do trenowania u nas w klubie, więc, gdy mogliśmy wrócić do wspólnych treningów, mieliśmy wszystko, co potrzebne, żeby dobrze przygotować się do reszty sezonu.

Trener w przeszłości doprowadzał swoje drużyny do sporych sukcesów, jeśli chodzi o Turniej „Z Podwórka na Stadion o Puchar Tymbarku”. Czy tegoroczne mistrzynie Polski to zawodniczki, które pan prowadził na tamtym Turnieju?

– Ten zespół jest złożony z zawodniczek, które wcześniej grały w innych klubach, a do nas przyszły w zeszłym roku czy dwa lata temu. Zapewne większość tych piłkarek w przeszłości brała udział w Turnieju „Z Podwórka na Stadion o Puchar Tymbarku”. Jeżeli mowa o tej drużynie, którą ja miałem na tym Turnieju, te zawodniczki są teraz w drużynie U-15. Drużynę trampkarek prowadziłem do połowy tego sezonu. Trener Adrian Sokołowski, który prowadził jesienią zespół U-17, otrzymał propozycję przejęcia drużyny chłopców w SMS-ie Łódź. Prezes zaproponował mi pracę przy zespole U-17 kobiet i tak się tutaj znalazłem. Chciałbym z tego miejsca podziękować trenerowi Sokołowskiemu za jego wkład w rozwój tych zawodniczek. Mistrzostwo Polski to też jego zasługa. Ogromne podziękowania należą się również trenerce Marzenie Salomon, która zgodziła się na to, żeby pomóc mi w przygotowaniach do CLJ U-17. Bez niej ten medal byłby niemożliwy. Wracając do pytania, od przyszłego sezonu w zespole U-17 zobaczymy siedem zawodniczek, które grały w Turnieju „Z Podwórka na Stadion o Puchar Tymbarku”, kiedy to ja się nimi opiekowałem. Mamy nadzieję, że ponownie uda nam się zdobyć mistrzostwo Polski, ale to nie jest nasz główny cel. Zawsze powtarzam dziewczynom: „dla mnie nie jest ważne to, ile medali zdobędziecie w juniorach, liczy się to, ile z was dojdzie do pierwszej drużyny i reprezentacji Polski”. To jest nasz główny cel, a medale są tylko miłym dodatkiem.

Centralna Liga Juniorek powstała w 2019 roku. Niestety, początki tej ligi przypadły na czasy pandemii koronawirusa. Jednak, mimo tych okoliczności, myślę, że można już powoli wyciągnąć jakieś wnioski dot. tego projektu, który miał być przełomowy w kontekście piłki kobiecej. Pana zdaniem, jakie są wady i zalety kobiecej CLJ-ki?

– Z uwagi na pandemię koronawirusa PZPN postanowił wprowadzić zapis do regulaminu rozgrywek na sezon 2020/21, dzięki, któremu cztery dziewczyny z rocznika 2003 mogły występować w jednej drużynie na boisku. Nie ukrywam, że jestem za tym, żeby rocznik po roczniku brał udział w tych rozgrywkach, a nie wykluczone, że ten zapis o starszych zawodniczkach występujących w CLJ, będzie obowiązywał również w kolejnym sezonie. Aczkolwiek sam projekt Centralnej Ligi Juniorek oceniam bardzo pozytywnie. Cieszę się, że on powstał. Myślę, że z sezonu na sezon ta liga będzie silniejsza. W tym momencie zdarzają się jeszcze bardzo wysokie wyniki w lidze, dwucyfrowe, i są spore różnice między poszczególnymi drużynami. Jednak myślę, że będzie się to zmieniać i za dwa, trzy lata ta liga się wyrówna i coraz mniej będzie takich wysokich wyników. Do tego też coraz trudniejsze będzie dostanie się do tej ligi, gdyż, żeby wywalczyć awans na poziom centralny, trzeba wygrać ligę wojewódzką, a następnie przejść przez dwustopniowe baraże. Centralna Liga Juniorek to świetna inicjatywa, która przygotowuje dziewczyny do wejścia w piłkę seniorską. Może kolejnym krokiem powinno być CLJ U-18 lub U-19 tak, jak to funkcjonuje w przypadku panów? Reasumując, plusy są takie, że można rywalizować z topowymi drużynami w Polsce i zobaczyć, na jakim poziomie się jest. Na minus to potyczki ze słabszymi zespołami, które oscylują w okolicach dwucyfrówek. Aczkolwiek, myślę, że będzie to się zmieniać. Potrzeba czasu, żeby rozkręcić koło.

Jak wygląda Centralna Liga Juniorek od strony organizacyjnej? Dwa lata temu napisałem duży tekst o tym projekcie, gdzie zaznaczyłem, że dochodziło do wielu absurdalnych sytuacji w tej lidze. Drużyna, która wygrała baraże, postanowiła wycofać się z rozgrywek i w jej miejsce wszedł klub, który de facto przegrał rywalizację o miejsce w tej lidze. Były spotkania, które się nie odbywały, bo drużyna przeciwna miała za mało zawodniczek. Czy to się zmieniło?

– Liczę na to, że od przyszłego sezonu będzie taka możliwość, żeby pokazywać jeden mecz w miesiącu z Centralnej Ligi Juniorek na kanałach „Łączy Nas Piłka, tak, jak to było w przypadku męskich CLJ-ek U-15 i U-17. Fakt, zostały pokazane dwa mecze finałów mistrzostw Polski U-15 i U-17 kobiet, ale myślę, że byłoby fajnie, gdyby były transmitowane również spotkania z wcześniejszej fazy sezonu. Oprawa PZPN-u na meczach finałowych w Ząbkach? Godna pochwały, robiła wrażenie, a do tego piękny stadion. Dziewczyny były zachwycone tym wszystkim, co działo się wokół nich. Gdy przyjechały na stadion, to od razu towarzyszyły im kamery. Profesjonalna odprawa sędziowska przed meczem. Absolutny top. Każdy z nas poczuł, że jest to wielkie wydarzenie. Jeżeli chodzi o organizację całej ligi, to na pewno lepiej to wygląda, jak dwa lata temu. Nie zdarzają się już mecze, za które były przyznawane walkowery. Poziom sędziowania jest coraz lepszy. Fajnie, że oprócz pań sędziują te rozgrywki również panowie. Dobre jest też to, że strona internetowa Łączy Nas Piłka zadbała o dedykowaną stronę dla Centralnej Ligi Juniorek, gdzie można sprawdzić tabelę i wszystkie wyniki. We wcześniejszych latach człowiek musiał nieźle się nagimnastykować, żeby znaleźć w Internecie wyniki juniorskich kobiecych rozgrywek. Teraz wszystko jest w jednym miejscu. To spore ułatwienie.

Piłka kobieca w Polsce – nabiera rozpędu i prężnie się rozwija? Czy nadal to nie funkcjonuje tak, jak powinno?

– To już mój dziesiąty rok w piłce kobiecej i zauważam ogromne różnice względem tego, co było, gdy zaczynałem. To jest przepaść. Spójrzmy, chociażby rozgrywki juniorskie, wcześniej tego nie było, odbywały się tylko turnieje, brakowało stałych rozgrywek ligowych. Liga jest najlepszym rozwiązaniem dla rozwoju piłkarek. Stałe rozgrywanie meczów co tydzień, przynosi same korzyści, bo na tym zyskują nie tylko zawodniczki, ale kluby, jak i reprezentacja Polski. To ma ogromny wpływ na rozwój piłki kobiecej. Ważne jest to, żeby o to zadbać, bo im więcej dziewczyn gra w piłkę, tym na tym zyskują drużyny w naszej lidze, jak i kadra, a na tym wszystkim nam zależy, żeby osiągać w przyszłości sukcesy. Z kolei, sukces napędza zainteresowanie danym sportem. Myślę, że przełomowym momentem były mistrzostwa Europy U-17 w 2013 roku, kiedy Polki zdobyły złoty medal. Po tym mistrzostwie można było zauważyć to, że coraz więcej dziewczyn przychodzi na treningi piłki nożnej. Opowiem, jak wyglądały moje początki z piłką kobiecą. Zobaczyłem ogłoszenie, że MUKS Strzały Łódź poszukuje trenerów, zgłosiłem swoją kandydaturę, przyszedłem na trening, a tam… dziewczyny. Byłem w szoku, że dziewczynki też grają w piłkę. Dodam, że byłem pod wielkim wrażeniem, gdy zobaczyłem, jak one prezentują się na boisku, bo naprawdę sporo potrafiły. Nie sądziłem, że na tym etapie dziewczyny mogą mieć takie umiejętności piłkarskie. Cieszy mnie to, że dziewczyna, która była z nami od początku, jeszcze w MUKS-ie Strzały Łódź, czyli klubie, który po dwóch latach przeszedł do struktur UKS-u SMS-u Łódź, wybiła się do pierwszej drużyny i jest w kręgu zainteresowań pierwszej reprezentacji Polski – Paulina Filipczak. Myślę, że to tylko kwestia czasu, kiedy na stałe zagości w kadrze Niny Patalon. Kolejną sprawą są media, które nakręcają zainteresowanie piłką kobiecą. Mecze reprezentacji Polski i finały Pucharu Polski od kilku lat są transmitowane w telewizji, a od poprzedniego sezonu możemy oglądać jeden mecz kolejki Ekstraligi Kobiet w TVP Sport. Myślę, że to cały czas będzie się rozwijać. Zwiększyły się też wymogi licencyjne dla klubów naszej ligi. To też jest nieodzowne do tego, żeby polepszać tę ligę. Jestem fanem tego, że jednym z warunków przyznania licencji jest prowadzenie sekcji dziecięcych i młodzieżowych w klubie. To jest klucz do rozwoju. Spójrzmy na nasz klub, odkąd tutaj jestem, była rozwinięta drabinka szkoleniowa. Jakie to przyniosło efekty dla drużyny seniorów? W tym sezonie zostaliśmy wicemistrzem Polski i doszliśmy do finału Pucharu Polski. Czyja to zasługa? Oczywiście, że zdolnej młodzieży, która pracuje z nami od wielu lat i to przyniosło sukces sportowy. Apetyt rośnie w miarę jedzenia i na pewno nie spoczniemy na laurach. Ciężka praca od podstaw przyniosła efekty w postaci dobrych wyników.

Co się stanie z zawodniczkami, które sięgnęły po mistrzostwo Polski juniorów młodszych, gdy wrócą po urlopach? Jak jest ich przyszłość w waszym klubie?

– Dużym plusem jest to, że mamy wszystkie drużyny na poziomie centralnym: Ekstraliga Kobiet, I liga, II liga, CLJ U-17, CLJ U-15. Do tego dochodzą najwyższe ligi wojewódzkie w U-13 i U-11. Jeżeli chodzi o najbliższą przyszłość tych dziewczyn, to wiem, że część z nich już w przyszłym tygodniu rozpocznie przygotowania do nowego sezonu u trenera Marka Chojnackiego w pierwszym zespole. Inna grupka, która jest w kręgu zainteresowań pierwszego trenera, będzie trenowała w pierwszoligowej drużynie, a w każdej chwili będą mogły dołączyć do treningów z ekstraligowym zespołem. Trener Chojnacki bacznie obserwuje poczynania zawodniczek w pierwszej lidze, więc, jeśli na to zasłużą swoją pracą, wylądują w pierwszej drużynie. Niewykluczone są również wypożyczenia i odejścia z klubu w poszukiwaniu regularnej gry.

ROZMAWIAŁ ARKADIUSZ DOBRUCHOWSKI

Fot. archiwum prywatne Sebastiana Papisa