Weszło Junior

Uratował życie chłopca, bo szybko zareagował. Bohater z AP Oborniki

Mówi się, że wypadki chodzą po ludziach, bo nigdy nie wiemy, kiedy wydarzy się coś złego. Jednak gdy do takiej sytuacji dojdzie, czy wiemy jak się zachować? Trener Michał Stachowiak podczas meczu młodzików zauważył, że jeden z zawodników traci przytomność. Szybko zareagował i prawdopodobnie uratował chłopca przed śmiercią. Jak wyglądała ta sytuacja? Jak należy się zachować w takich i podobnych przypadkach?

Kilka dni temu na stronie Akademii Piłkarskiej Oborniki pojawił się wpis przedstawiający sytuację z 9 lipca z obozu piłkarskiego w Trzęsaczu, kiedy to mogło dojść do tragedii, gdyby nie, przytomne zachowanie jednego z trenerów. Co tak właściwie się stało?

– Do zdarzenia doszło przy linii bocznej, którą akurat ja obstawiałem. Trener drugiej drużyny był po drugiej stronie boiska. Chłopcy się ze sobą zderzyli, czyli sytuacja, jakich w meczu jest dużo. Nie wyglądało to groźnie. To była walka o piłkę. Z mojej perspektywy wyglądało to tak, że chłopiec przyjął zderzenie na splot słoneczny, po czym nie mógł złapać oddechu – opowiada w rozmowie z naszym portalem  trener Akademii Piłkarskiej Oborniki, Michał Stachowiak.

W jaki sposób zareagował szkoleniowiec na sytuację, której był świadkiem? – Od razu podbiegłem do chłopca, żeby zobaczyć, czy coś się poważnego stało. Widziałem jak chłopak “odpływa”, a jego usta robiły się sine. On od razu nie padł na murawę, zdążyłem podbiec i zaasekurować omdlenie.  Pierwsze, co zrobiłem to zawołałem trenera drużyny przeciwnej. Delikatnie ułożyłem chłopaka na ziemi, zauważyłem, że ma szczękościsk i od razu udrożniłem drogi oddechowe. Złapałem go za szczękę, wyciągnąłem język. Trener naszych rywali w mgnieniu oka do nas dobiegł. Wspólnie ustabilizowaliśmy pozycję, a chłopak odzyskał przytomność. Pierwsze co zrobił po przebudzeniu to spytał się nas: “co się stało?”, bo nie pamiętał, co się wydarzyło. Fajnie zachowali się pozostali trenerzy obecni na murawie, którzy od razu zajęli się pozostałymi zawodnikami, żeby ci nie patrzyli na to, co się dzieje, bo nie wyglądało to za ciekawie – wyjaśnia.

Pierwsze pytanie, jakie nasuwa się po przedstawieniu tej sytuacji: “gdzie była opieka medyczna podczas tego sparingu?”. – My byliśmy na obozie piłkarskim. Opiekę medyczną mieliśmy zapewnioną na terenie ośrodka. Odbyliśmy trening, podczas którego zagraliśmy grę kontrolną. Od razu po naszej interwencji chłopak został zaprowadzony do opieki medycznej na terenie ośrodka, żeby się nim zaopiekowali – tłumaczy Stachowiak.

Najważniejsza informacja jest taka, że chłopak jest cały i zdrowy. Nic poważnego się nie stało, choć wszyscy najedli się strachu. Podobna sytuacja miała miejsce kilka lat temu w meczu ligi ukraińskiej, kiedy to Ołeh Husiew po zderzeniu z bramkarzem padł na murawę i nie mógł złapać oddechu. Od razu podbiegł do niego zawodnik drużyny przeciwnej, Jaba Kanknava i udrożnił mu drogi oddechowe. Później lekarze wypowiadali się na ten temat, że gdyby nie szybka reakcja Gruzina to Ukrainiec najprawdopodobniej już by nie żył.

Takie sytuacje jak ta w Trzęsaczu zmuszają do refleksji: “czy ja będąc w takiej sytuacji, wiedziałby jak się zachować?”. Trenerzy odbywają szkolenia z pierwszej pomocy, ale czy ta wiedza jest mocno zakorzeniona w głowie czy powierzchowna? Czy trener Stachowiak wiedział, jak się zachować? Czy działał instynktownie?

– Gdyby ktoś zapytał się mnie godzinę przed tym zdarzeniem: “jak zareagowałbym w tej sytuacji?”. Odpowiedziałbym: “nie wiem”. Musiał zadziałać jakiś impuls, pojawiły mi się w głowie wspomnienia ze szkoleń, gdzie była mowa o udrożnieniu dróg oddechowych. Gdy emocje opadły, miałem taką refleksję: “kurczę, skąd ja miałem taką wiedzę, żeby tak postąpić?”. Zadziałał impuls – stwierdza.

O trenerze Stachowiaku powstało wiele artykułów i wpisów, które tytułują go “bohaterem”. Jak sam nam mówi trochę go to deprymuje i umniejsza działaniom pozostałych osób. – Wszyscy dorośli obecni przy tej sytuacji zachowali się wzorowo. Trener drużyny przeciwnej był niczym Usain Bolt, bo od razu pojawił się przy mnie i mi pomagał. To były działania grupowe, a nie indywidualne. Wszystko to sprawiło, że chłopiec jest cały i zdrowy. My nie znamy się i nie znaliśmy się wcześniej, a działaliśmy jak zgrana drużyna medyków. “Łączy nas piłka” to nie jest puste hasło, a jedna wielka rodzina, gdzie każdy czuje się odpowiedzialny za każdego. Gdyby to zdarzenie miało miejsce po drugiej stronie boiska, jestem przekonany, że efekt byłby taki sam – podkreśla Michał Stachowiak.

Zachowanie trenerów? TOP. – Myślę, że każdy, kto decyduje się na bycie trenerem i prowadzenie grup dziecięcych lub młodzieżowych musi liczyć się z tym, że będzie ciążyć na nim ogromna odpowiedzialność, gdyż rodzic przyprowadzając dziecko na treningi powierza mu de facto opiekę nad nim na czas zajęć. Trener musi być przygotowany na wszystko, nie tylko na boiskowe sytuacje, ale i te nagłe – puentuje trener AP Obroniki.

Oby do takich i podobnych sytuacji dochodziło jak najrzadziej, a najlepiej w ogóle. Aczkolwiek warto o tym głośno mówić i przypominać, jak bardzo ważna jest wiedza z zakresu pierwszej pomocy. W każdej chwili może dojść do sytuacji zagrażającej czyjemuś życiu. A dzięki temu, że będziemy wiedzieć jak się zachować to możemy uratować życie, które wszyscy mamy tylko jedno.

ARKADIUSZ DOBRUCHOWSKI

Fot. Akademia Piłkarska Oborniki