Wywiady

CLJ-ka od środka: “W piłkarskiej Polsce panuje ładny bałagan”

Resovia wróciła do Centralnej Ligi Juniorów. Na co ich stać? Czy Rzeszów będzie wiodącą siłą w przyszłości, jeśli chodzi o piłkę nożną w Polsce? Resovia i Stal wzajemnie się napędzają i dążą do tego, żeby ich miasto miało futbol na wysokim poziomie? Jak potoczyły się losy zawodników, którzy jeszcze kilka lat temu grali w barwach Resovii w CLJ U-19? Czy reforma CLJ-ki była w ogóle potrzebna? Rozmawiamy z Romanem Borawskim, szkoleniowcem drużyny U-17 rzeszowskiego klubu.

Czym jest dla was, akademii, klubu awans do Centralnej Ligi Juniorów?

– Dla klubu i akademii jest to podsumowanie pracy danych roczników, w  tym przypadku 2004 i 2005. Awans do Centralnej Ligi Juniorów wiąże się z wieloma pozytywnymi rzeczami. Oczywiście, nie jest to nasz pierwszy awans do centralnych rozgrywek.  Drużyny SMS-u Resovii w poprzednich latach grały na każdym poziomie CLJ-ki (U-15, U-17 i U-19), ale każdy kolejny awans ciągnie za sobą kolejne wyzwania, zwłaszcza dla samych zawodników. To może spowodować, że za chwile kilku kolejnych chłopców obudzi w sobie potencjał piłkarski, który w nich jest i zaczną funkcjonować na poziomie piłki seniorskiej. Gro naszych zawodników już zadebiutowało w pierwszej lidze, a w niedalekiej przyszłości mogą dojść następni, którzy włączą się do rywalizacji o skład. Na poziomie CLJ-ki pojawia się już prawdziwa rywalizacja sportowa, bo każda drużyna chce pozostać w tych rozgrywkach, żeby mierzyć się z mocnymi zespołami. Do tego w tych rozgrywkach występuje wiele akademii ekstraklasowych, więc oni też bacznie obserwują zawodników z innych drużyn pod kątem potencjalnych przyszłych transferów. To jest fajny bodziec dla tych chłopaków.

Jaki macie plan na CLJ U-17? Zawodnicy, którzy wywalczyli awans do niej, będą grać w tych rozgrywkach? Czy po prostu rocznik 2004 awansował do tej ligi dla młodszych kolegów z SMS-u Resovii?

– Chcemy dać szansę chłopakom, którzy stanowili kręgosłup tego zespołu w lidze wojewódzkiej i barażach z rocznika 2005. Natomiast ci z 2004 przeszli do drużyny juniora starszego. Bardzo dziękuje tym zawodnikom za to, że pomogli nam awansować do tych rozgrywek. Ta drużyna w małym stopniu będzie ewaluowała. Będą dochodzili chłopcy z młodszego rocznika jak i z innych drużyn, żeby uzupełnić cała kadrę. Od lat jestem przyzwyczajony do żmudnej, ciężkiej pracy. Staramy się sięgać po utalentowane jednostki, ale jest z tym bardzo ciężko. Natomiast zawsze staram się skupić na tych chłopcach, których mam, czyli poświęcić im czas i ukierunkować. Później człowiek ma wielką satysfakcję, gdy dochodzi do rywalizacji sportowej, a jego zespół dobrze się prezentuje, nie odstaje od tych, którzy są bardziej renomowani. Szczerze i otwarcie powiem, że zawsze będziemy polegać na tych chłopakach, których mamy u siebie. Tylko ciężką pracą możemy obronić się w tych rozgrywkach.

Jesteście już w trakcie okresu przygotowawczego do nowego sezonu? Jaki macie plan na przygotowania?

– Wróciliśmy do zajęć 19 lipca. Zaczęliśmy przygotowania, gdzie trenujemy dwa razy dziennie. Taki sam plan jest na przyszły tydzień, a później jedziemy na obóz przygotowawczy do Kolbuszowej, który jest położony 30 kilometrów od Rzeszowa, gdzie zagramy dwa sparingi. Przez cały ten okres chcemy zagrać sześć meczów kontrolnych przed startem rozgrywek. Rozegramy dwa spotkania z drużynami z CLJ-ki, a pozostałe będą to mecze z drużynami seniorskimi czwartoligowymi. Będziemy stopniowo podnosić poziom trudności. Chłopcy wcześniej już dawali sobie radę z zespołami seniorskimi, to dlaczego teraz mieliby sobie nie poradzić?

Dlaczego decydujecie się na starcia z seniorami? Przygotowujecie ich do tego, że CLJ-ka będzie bardzo wymagającą ligą pod względem aspektów fizycznych i motorycznych? Czy to też jest już krok do przygotowania tych chłopaków do wejścia do piłki seniorskiej?

– Mierząc się z drużynami z CLJ-ki, które są o podobnym potencjale, co my, na pewno nie tracimy czasu. Rozegranie takiego sparingu jest bardzo pożyteczne, bo jest to pewien wyznacznik tego, co będzie nas czekać w lidze. Aczkolwiek drużyny seniorskie dają tym chłopakom obycie z większa fizycznością. Nie każdy zespół godzi się na takie sparingi, bo z kolei to oni patrzą na takie starcia jako stratę czasu. Natomiast do końca tak nie jest, bo chłopcy nie odpuszczają, są zaangażowani mocno w mecz, który wybiegają. Oczywiście, bezpośrednie starcie fizyczne jest na korzyść zawodnika doświadczonego. Granie z takimi klubami, które na poważnie podejdą do tego sparingu, jest fajnym doświadczeniem dla młodych zawodników, bo mogą funkcjonować na trochę innym poziomie, jeśli chodzi o walkę fizyczną. Jednak zawsze będę się upierał, że sensem gry w piłkę jest utrzymywanie się przy piłce i umiejętność konstruowania akcji ofensywnych. To jest najważniejsze. Fizyczność? Wiadomo, im szybciej będziesz grał piłką do przodu, tym mniej rywal cię sponiewiera na boisku. Jakby nie patrzeć, to jest korzyść dla tych chłopaków.

Co chcecie wypracować podczas okresu przygotowawczego? Na czym wam najbardziej zależy?

– Chcemy zespolić tę drużynę. Tak, jak mówiłem wcześniej mieliśmy w zeszłym sezonie kilku zawodników z rocznika 2004. Kręgosłup zespołu będą stanowić piłkarze z 2005. Aczkolwiek teraz naszym celem będzie odpowiednie dokooptowanie zawodników, którzy przyjdą do tej drużyny z zewnątrz. Trzeba będzie wypracować z nimi styl grania i zachowań boiskowych, które wyznaczyliśmy sobie wcześniej. Drużyna, która wywalczyła awans, miała już wypracowane pewne automatyzmy. Teraz musimy ponownie to wprowadzać dla nowych zawodników. Najważniejsze dla mnie w pracy z tymi chłopakami jest zbilansowanie pomiędzy wyczuciem i doświadczeniem zawodnika, a liczbami, parametrami, które również są ważne w piłce. Umiejętność przekazania tego wszystkiego chłopakom kształtuje kompletnego zawodnika, który za chwilę może wejść do piłki seniorskiej. To jest kierunek działań, który jest dla mnie najważniejszy.

Czego możemy spodziewać się po drużynie Resovii w Centralnej Lidze Juniorów?

– Chcielibyśmy pokazać się z dobrej strony jako rodzynek ziemi rzeszowskiej. Mam na myśli Resovię, bo nasz rywal zza miedzy, Stal ma trzy drużyny na poziomie centralnym. Nie chcielibyśmy zawieść kibiców i przede wszystkim samych siebie. Będziemy starali się grać w piłkę. Idąc tą drogą, chcemy zdobywać punkty. Na pewno nie będziemy sobie słodzić i mówić o tym, że jesteśmy faworytami i będziemy grać o najwyższe cele. Przede wszystkim chcemy przeczytać tę ligę na swój sposób i pozostać w niej na kolejną rundę. To będzie dla nas najważniejsze.

Rywal zza miedzy, Stal Rzeszów. Jak wyglądają starcia z drużynami tej akademii? To są mecze dużej wagi, a na boisku zawsze jest “walka na noże”?

– Myślę, że w każdym mieście, gdzie są zakorzenione starcia dwóch klubów – one nigdy nie są odpuszczane. Chęć wygrania tego meczu i chęć udowodnienia wyższości rywalowi zawsze jest na wyższym poziomie. To wychodzi samo z siebie. Nie trzeba wielce motywować chłopaków przed meczami derbowymi. Do spotkań ze Stalą staram się podchodzić tak samo jak do każdego innego. To nie będzie nowość, gdy powiem, że emocje towarzyszące tym meczom są podobne, co w innych częściach kraju: Trójmiasto, Kraków, Śląsk itd. Chęć bycia lepszym w derbach pojawia się nawet w młodszych rocznikach. I to przeświadczenie rodzi się w zawodnikach samoistnienie. Tak jest, było i zawsze będzie. Mecz derbowy zawsze będzie meczem derbowym.

Jakie są ambicje SMS-u Resovii? Chcecie podążać ścieżką akademii Stali i mieć trzy drużyny na poziomie centralnym?

– Ciężko jest mi formułować niektóre rzeczy w bezpośrednim przekazie. Wiadomo, że gramy dla Resovii i robimy wszystko, żeby piłka nożna była u nas na jak najwyższym poziomie, zarówno w piłce seniorskiej jak i młodzieżowej. Pierwsza drużyna zadomowiła się w pierwszej lidze. Z kolei piłka juniorska też cały czas rosła w siłę. Wydaje mi się, że na miarę naszych możliwości, przewijamy się na poziomie ogólnokrajowym. Stal ma swoje ambicje. Widać, że dążą do tego, żeby mieć wszystko poukładane, brnąć do przodu i rozwijać akademię. Myślę, że zdrowa rywalizacja w takim mieście jak Rzeszów jest potrzebna, mimo że oba kluby za sobą nie przepadają. Jeżeli miasto mające ponad 200 tysięcy mieszkańców, będzie miało na wysokim poziomie pierwsze drużyny i prosperująca młodzież w najwyższych ligach, to będzie oznaczało, że coś zaczęło się dziać na Podkarpaciu i w takim dużym mieście jak Rzeszów. Uważam, że powinno pojawić się też małe wsparcie od miasta na przychylność, bo następny temat, jaki się pojawia, to rozwój dzieci. Sama chęć treningu, uczestnictwa i uprawiania sportu, niekoniecznie zawodowo, powinna otwierać coraz szersze horyzonty. Żyjemy w czasach pandemii, która zamyka dostęp do uprawiania jakiegokolwiek sportu, a to w skali globalnej powoduje wiele rzeczy, jeśli chodzi o rozwój dzieci i młodzieży. Powinniśmy się cieszyć, że rywalizacja między Stalą a Resovią idzie w dobrą stronę i poniekąd też rozwija te kluby. Fajnie by było, żeby całe miasto dopingowało tym drużynom, nawet w stosunku 50 do 50, bo będzie to napędzało rozwój tych dwóch klubów.

Lokalna rywalizacja, która ma spowodować, żebyście się wzajemnie napędzali?

– Tak, żyjemy w świecie cywilizowanym. Nie musimy przepadać za sobą, każdy trzyma kciuki za swój klub, ale szacunek dla rywala zawsze powinien być, bo nie żyjemy w czasach w przedpotopowych, gdzie dominowała nienawiść. Powinniśmy się cieszyć z tego, że dwa kluby z jednego miasta idą łeb w łeb, a to stwarza większe możliwości dla pierwszych drużyn, akademii, dzieci i całego Rzeszowa. Jeżeli dzieją się u nas pozytywne rzeczy, to wieść rozchodzi się po całym kraju. Nic, tylko się cieszyć, jeżeli dwa kluby rywalizują ze sobą w normalny cywilizowany sposób.

Pracował pan przy drużynie SMS-u Resovii, gdy ta rywalizowała w sezonie 2017/18 w CLJ U-19. To były ostanie rozgrywki przed wielką reformą ligi. Zajęliście wtedy 11. miejsce w tabeli, ale to był czas reorganizacji, gdzie utrzymanie mogło zapewnić sobie tylko sześć drużyn. Jak pan wspomina tamten sezon?

– Naszym nieszczęściem było to, że nastąpiła wtedy reorganizacja rozgrywek, gdzie w lidze pozostawało tylko sześć ekip. W normalnych okolicznościach ze spokojem utrzymalibyśmy się w CLJ-ce. Osiągnięcie szóstego miejsca w tabeli w rywalizacji z Legią, Wisłą Kraków, Cracovią, Jagiellonią Białystok było bardzo ciężkie. Nie byliśmy z góry na przegranej drodze, bo zdarzały nam się fajne mecze, gdzie byliśmy w stanie pokonać tych rywali, których przed chwilą wymieniłem. Zadecydował m.in. aspekt finansowy. Tamte kluby mają mocniejsze kadry. Zajęcie szóstego miejsca w tamtej lidze było dla nas naprawdę wielkim wyzwaniem. Mały niesmak pozostał, gdybyśmy mieli większe możliwości, a bazowaliśmy tylko na lokalnych chłopakach. to osiągnęlibyśmy spory sukces. Niestety, nie udało się nam utrzymać.

Czy ktoś z tamtej drużyny przebił się na wyższy poziom i gra zawodowo w piłkę?

– Tak, Karol Twardowski ma na swoim koncie już 31 spotkań w I lidze. Mateusz Geniec też miał okazję w zeszłym sezonie pograć na zapleczu Ekstraklasy w barwach Resovii (14 spotkań – przyp. red.). Jakub Persak teraz został wypożyczony do Stali Stalowa Wola, ale też zebrał szlify na tym samym poziomie rozgrywkowym, co Twardowski i Geniec (11 spotkań, z czego 10 w pierwszym składzie – przyp. red.). Gdyby tak się dłużej zastanowić, to znalazłoby się jeszcze kilku zawodników, którzy liznęli poziomu I czy II ligi. Nie wymieniłem jeszcze Szymona Fereta (13 spotkań w I lidze – przyp. red.) i Jakuba Kądziołkę (4 mecze w II lidze – przyp. red.)

Czytałem wywiad z trenerem z 2017 roku, kiedy to pan negatywnie wypowiadał się na temat reformy CLJ. Z perspektywy czasu zmienił trener zdanie? Dobrze się stało, że mamy ją w takim formacie, jaki jest obecnie? 

– Mogę przedstawić swoje subiektywne spojrzenie. Wiele osób mówi o skautingu i rozwoju młodzieży. Docelowo tym tematem powinien zajmować się PZPN. Czy ta reforma i liczba zawodników, którzy weszli do piłki seniorskiej jest większa niż wcześniej? Kolejna sprawa to przepis o młodzieżowcu. Oczywiście, cały czas upieram się przy tym, żeby dawać szanse młodym chłopakom. Z resztą nie tylko ja mam takie zdanie, bo jest to oklepany temat. Cały czas mówimy o tym, że 22-letni zawodnik jest młody, świeży i gotowy do grania. Nie powinno tak być. Są kluby na zachodzie, które dają grać od pierwszych minut zawodnikom 17-letnim. Ajax Amsterdam? Tam do takich sytuacji dochodzi nagminnie, nie boją się stawiać na młodzież. Spójrzmy na Red Bull Salzburg, który jest w stanie sięgnąć po mistrzostwo kraju, mając średnią wieku kadry wynoszącą poniżej 23. roku życia. Zdolnych chłopaków, gdy rzucisz na głęboką wodę, to oni powinni obronić się swoimi umiejętnościami. U nas przyjęto takie standardy, które blokują młodych chłopaków. Też nie jestem zwolennikiem tego, żeby młodzieżowcy na siłę dostawali szanse gry. Spójrzmy dwadzieścia, trzydzieści lat do tyłu, gdzie nasz kraj był zamknięty na obcokrajowców i siłą rzeczy grali tylko Polacy, i wielu młodych. Do tego mieliśmy kluby w europejskich pucharach tj. Widzew Łódź, Legia Warszawa. Te drużyny się broniły jakością tych piłkarzy. Przecież teraz też wychowują się młodzi piłkarze na podwórkach i akademiach. Powinno to być relatywnie sondowane. Nie możemy wpychać na siłę chłopców do grania, bo jest to nielogiczne i absurdalne. Aczkolwiek młodzi powinni dostawać szanse gry na tych niższych poziomach rozgrywkowych, żeby się ogrywali w I, II czy III lidze.

Pominąłbym Ekstraklasę, z takiego względu, że tam są większe pieniądze i szansa na pokazanie się w Europie. Co te kluby mają ugrać w tych rozgrywkach, gdy mają narzucone wymagania w lidze? To im mocno komplikuje sprawę i muszą kombinować. Młodzi muszą gdzieś się ogrywać i tym miejscem powinna być I, II liga. Z kolei dla klubów z Ekstraklasy to powinien być priorytet, żeby robić skauting z tych drużyn, a nie ze słabszych europejskich lig, gdzie pozyskują 30-letnich piłkarzy. Środowisko piłkarskie często ładnie mówi o wychowankach, którzy oddają serducho za klub, a gdy osiągną pewien poziom to idą w świat. To są tylko puste słowa. Bo, który klub stawa na wychowanków w naszym kraju, gdzie liczy się wynik sportowy? Na pewno to, co zrobił Lech Poznań jest czymś pozytywnym, gdzie młodzi zawodnicy zakasali rękawy i wzięli odpowiedzialność za wynik na siebie – Kamil Jóźwiak, Jakub Moder, Tymoteusz Puchacz, Robert Gumny i do tego jeszcze było kilku innych, którzy dawali dobre zmiany. Da się? Aczkolwiek chyba był to wypadek przy pracy, bo teraz nie wygląda to już tak obiecująco. To jest temat rzeka. PZPN powinien mocno zadbać o tych chłopaków, obserwować, wyselekcjonować i otoczyć opieką. Co zrobiła Belgia czy Włochy kilka lat temu? Teraz widać tego efekty. I takich przykładów można mnożyć wiele. Pamięta pan czasy sir Alexa Fergusona? On postawił na młodych chłopaków, wygrał Premier League, później Ligę Mistrzów i stworzył mocną drużynę na lata.

Czy pan nie ma takiej optyki, że po prostu trenerzy w polskiej lidze boją się stawiać na młodych zawodników i stąd ten przepis o młodzieżowcu się pojawił? Odnoszę czasem takie wrażenie, że szkoleniowcy stawiają na doświadczonego piłkarza tylko dlatego, że jest doświadczony lub po prostu dużo zarabia, mimo że popełnia błędy i gra słabo. Łatwiej jest odtrącić piłkarza, który ma niski kontrakt niż tego, który zarabia najwięcej. Taki zagraniczny zawodnik może zagrać dziesięć słabych spotkań w lidze, a i tak na jedenaste wyjdzie w pierwszym składzie. Z kolei polski zawodnik zagra jeden słaby mecz i od razu jest przesunięty na pół rok do rezerw.

– To, co pan mówi, są to trafne spostrzeżenia. Jeżeli chodzi o trenerów to u nas panuje ładny bałagan. Cierpliwość prezesów trwa na kilka meczów, omamiają się wszyscy nawzajem i używają  pięknych pustych zwrotów. Do tego karuzela trenerska wygląda cały czas tak samo. Jeżeli jest szkoleniowiec, który przez kilka lat robi dobre wyniki w III, potem w II, a na końcu w I lidze i nie dostaje szansy poprowadzenia klubu w Ekstraklasie. Dlaczego prezesi nie dają takim ludziom szansy, tylko stawiają non stop na te same nazwiska trenerów, którzy zawodzą w kolejnych klubach? Mamy Dariusza Banasika, Piotra Tworka, którzy robią świetną robotę od kilku lat. Tomasz Tułacz podpisał teraz nową umowę z Puszczą Niepołomice. Sześć lat pracuje w jednym miejscu, a nikt mu szansy nie daje, żeby spróbował wyżej. Tak samo jest z młodymi piłkarzami, którzy nie dostają szans, a są głodni gry i mają wielkie ambicje. Oni muszą dostawać swój czas na pokazanie się w lidze, bo nie wierzę, że w 38-milionowym kraju nie ma zdolnej młodzieży.

Zobaczmy na Czechów, Słowaków, Austriaków, Szwajcarów. To są wszystko kraje dużo mniejsze od Polski, a tam pojawiają się utalentowani chłopcy i grają. Tutaj chodzi o to, żeby odpowiednio nakierunkować młodych zawodników i być cierpliwym. Sukces buduje się latami. Trzeba poczekać na zebranie plonów, to może potrwać kilka lat. Belgia to idealny przykład kraju, który zreformował szkolenie, a teraz ma zawodników w najlepszych klubach na świecie. Owszem, nasi piłkarze też grają w Europie. Teraz tylko trzeba zastanowić się nad tym, jak rozruszać Ekstraklasę, żeby fajnie funkcjonowała. Bo na razie to dobrze wygląda, ale tylko w telewizji, dzięki świetnej oprawie Canal +. Boisko powinno przekonać ludzi do tego, żeby chcieli przychodzić po pandemii na stadiony i oglądać fajną piłkę. Nie może być tak, że w europejskich pucharach zatrzymujemy się na mistrzu Cypru czy Luksemburga. To jest wręcz śmieszne.

Odbiegliśmy mocno od głównego pytania – czy dobrze się stało, że CLJ jest w takiej formie jak teraz czyli U-18? Czy optowałby pan raczej za tym, żeby była to CLJ U-19? Nie ukrywam, że jestem zwolennikiem rozgrywek CLJ w formacie U-19, a nie U-18. Uważam, że był wtedy wyższy poziom ligi. To jest jedna rzecz, a druga jest taka, że liga juniorska była bezpośrednio skorelowana ze szkołami, do których uczęszczają młodzi zawodnicy. Gdy skończyłeś wiek juniora, wiązało się to też z końcem edukacji i napisaną maturą. CLJ U-18 trochę w tym temacie namieszało i doprowadziło do wielu dylematów. Zawodnik, który ma 18 lat, musi zmienić klub tuż przed maturą, żeby próbować swoich sił w seniorskiej piłce? Albo zostać rok w tym miejscu, co jest i grać na dużo niższym poziomie, tylko po to, żeby skończyć szkołę? 

– Młodzi piłkarze już mają podpisane profesjonalne umowy, ale nie wiemy tego, czy wszyscy przebiją się na zawodowy poziom. Obowiązek szkolny powinien być narzucony, bo musimy kierować się logicznie pewnymi tematami. Ci chłopcy mają po 19 lat i startują w dorosłe życie. Szkoła jest niejako obowiązkiem dla tych zawodników. Oczywiście, jeżdżą na mecze po całym kraju, są półzawodowcami, ale obniżając rok juniora o rok, tracimy kontrolę na skoordynowaniem pewnych spraw, nie tylko szkolnych. Bo tracą też rok gry na fajnym poziomie juniorskim, a możliwe, że nie są jeszcze gotowi na piłkę seniorską. Szkoda, że nikt o tym nie pomyślał, wprowadzając tę reformę. Jestem ciekawy, czy coś zmieni się w tym temacie po wyborach na prezesa PZPN-u i ktoś weźmie te rzeczy pod uwagę o których mówimy.

Czy ma pan jeszcze takie ambicje, żeby wrócić do piłki seniorskiej? Czy jest raczej w stu procentach ukierunkowany na pracę z młodzieżą?

– Cały czas coś mnie łączyło z tą młodzieżą. Nie mogę mówić, że nie, bo miałem wiele propozycji, żeby pracować w piłce seniorskiej. I pewnie prędzej czy później wrócę, żeby poprowadzić drużynę seniorską. Adrenalina jest zupełnie inna przy pracy z dorosłymi aniżeli młodzieżą. Nie chciałbym zostać zaszufladkowany jako trener od juniorów. Mam też swoje ambicje i będę chciał się również sprawdzić na seniorskim polu w przyszłości.

Jakim trenerem jest i chce być Roman Borawski? Co chce przekazać młodym zawodnikom podczas pracy z nimi?

– Człowiekiem się jest, a trenerem – bywa. Uciekałbym do człowieczeństwa i tego, w jakich czasach żyjemy, co możemy ludziom przekazać i w jaki sposób ich ukierunkować. Zawsze chłopakom powtarzam, że zawód sportowca jest ciężki i trwa krótko. Mija dwadzieścia lat i trzeba szukać czegoś nowego. Są takie pasje i zawody, gdzie można w nich funkcjonować do końca życia lub przez lwią jego część, choćby aktor czy muzyk. Oczywiście, piłkarz pobiega dwadzieścia lat po boisku, a potem może zostać w futbolu, ale już w innej formie. To nie jest to samo. Rozmawiam z zawodnikami jako człowiek. Z kolei mój przekaz piłkarski jest prosty – realizacja i ukierunkowanie na przyszłość. Aczkolwiek ważniejszy jest dla mnie przekaz ludzki aniżeli piłkarski.

ROZMAWIAŁ ARKADIUSZ DOBRUCHOWSKI

Fot. Szkoła Mistrzostwa Sportowego Resovia w Rzeszowie/Facebook