Wywiady

Hutnik Kraków wprowadza metodologię szkolenia w… Egipcie

Hutnik Kraków ogłosił ostatnio za pośrednictwem swoich mediów społecznościowych, że rozpoczyna współpracę z klubem egipskiej Ekstraklasy – Ghazl El-Mahalla. Akademia z Suchych Stawów będzie odpowiedzialna za wprowadzenie na Półwyspie Arabskim… własnej metodologii szkolenia! O całym projekcie porozmawialiśmy z dyrektorem szkółki, Michałem Wiąckiem.

Pierwsze pytanie, jakie nasuwa się na myśl, to skąd pomysł na taką nietypową współpracę?

– Pomysł wyszedł od naszego trenera, Walida Kandela. Jest to szkoleniowiec, który pracuje u nas już od dwóch lat, Egipcjanin. Do Polski przyjechał siedem lat temu, był sprowadzony do kraju jako reprezentant Egiptu U-21 do Jagiellonii Białystok, ale miał problemy z kolanem i wylądował w Limanowej. Wtedy Limanovia grała jeszcze w II lidze i tak się tutaj zadomowił. Został trenerem, a później trafił do naszej akademii, m.in. dzięki jego kontaktom pojawił się w klubie Abdallah Hafez, który gra obecnie w pierwszej drużynie. Walid wspomniał mi ok. pół roku temu, że jeden z egipskich klubów poszukuje szkółki, która pokieruje ich, jeżeli chodzi o kwestię budowania profesjonalnej akademii. Przyznam szczerze, że początkowo słysząc o tym pomyśle, uśmiechnąłem się pod nosem…

Gdy zobaczyliśmy informację, że Hutnik rozpoczyna współpracę z egipskim klubem, sami zaczęliśmy się zastanawiać, o co tutaj chodzi.

– Tym bardziej, że powiedział mi, że w Egipcie są szkółki Liverpoolu, Atletico Madryt. Szukali klubu z zachodniej Europy, ale Walid zaproponował, żebyśmy spróbowali wysłać naszą ofertę. Podszedłem sceptycznie do tego tematu, może to też jest takie polskie myślenie, że gdzie my będziemy rywalizować z Zachodem. Po dwóch dniach stwierdziłem jednak, że nic nas to nie kosztuje, więc czemu by nie spróbować. Dlaczego cały czas mamy się czuć gorsi i patrzeć na innych? Niech też ktoś wreszcie popatrzy na nas. Przygotowaliśmy ofertę. Pierwszą weryfikację przeszliśmy pozytywnie, zaczęły się toczyć rozmowy – ze względu na sytuację pandemiczną, wszystko odbywało się online. Natomiast, kiedy w projekt włączył się minister egipskiego sektora publicznego, to zacząłem coraz bardziej wierzyć w pozytywne rozstrzygnięcie. To już nie były przymiarki, tylko poważne dyskusje. Metodą małych kroczków w zeszłym tygodniu pojechaliśmy na miejsce, praktycznie z gotową umową, tam była tylko kwestia dogadania pewnych szczegółów, sprawdzenia wszystkiego na żywo, czy jest tak, jak nam to przedstawiali w rozmowach czy mailach. Okazało się, że nikt nam kitu nie wciskał, umowa została już podpisana i od 1 września jedziemy tam na rok. To my będziemy kogoś szkolić, a nie ktoś nas. Myślę, że jest to pionierskie działanie na polskim rynku. Przez ten rok mamy tam wdrażać nasz system szkolenia, który bardzo im się spodobał. To na pewno ogromna zasługa wszystkich naszych trenerów, budujemy go od półtora roku i cały czas staramy się pewne rzeczy udoskonalać, to jest proces. Pokazuje to też, że nie warto nie wierzyć w siebie i patrzeć tylko na innych. Uważam, że jest to mega fajna sprawa, że ktoś na docenił.

Ghazl El-Mahalla to nowy klub?

– Nie, jest to klub z ponad 80-letnią tradycją, raz nawet byli mistrzami kraju. Tam bardzo dużym problemem jest systematyka pracy z dziećmi. Były piłkarz z automatu staje się trenerem, nie przechodzi żadnych szkoleń, studiów, tylko ktoś kiedyś dobrze grał w piłkę, to od razu zostaje szkoleniowcem. Ci ludzie mają bardzo duże doświadczenie boiskowe, ale brakuje im tej jakości merytorycznej. W tym momencie akademia liczy 300 dzieciaków. Kiedy klub miesiąc temu ogłosił, że rozpoczynają współpracę z polską akademią, która będzie wdrażała swój system szkolenia, to na nabór zgłosiło się… 3,5 tysiąca dzieci.

Sporo.

– Nabór został podzielony na 16 dni, kiedy od rana do wieczora odbywały się test-mecze. Podczas jednego z dni naszego pobytu, kiedy oglądaliśmy te spotkania, to czasami widzieliśmy dzieciaków biegających bez butów, w podartych ubraniach…

W biedniejszych krajach futbol jest często jedynym sposobem, żeby poprawić swoją sytuację życiową.

– Zdecydowanie. Nie ma co ukrywać, że większość dzieciaków na to liczy. Kiedy przyjechaliśmy, widzieli w nas ludzi, którzy pomogą im w ziszczeniu marzeń. U nas dziecko, które jest dowożone przez rodziców prosto na trening, w najnowszym modelu butów, nie ma takiego parcia do działania, żeby zrobić coś więcej. A tutaj dla tych dzieciaków, jak pan wspomniał, jest to jedyna szansa, żeby być kimś. To zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Przez trzy dni odbywaliśmy także spotkania z potencjalnymi kandydatami na trenerów. Zgłosiło się ponad 70 osób, oni wybrali wstępnie 37, a potem my ich skautowaliśmy pod kątem tego, kto rozpocznie pracę od 1 września. Wiadomo, że podczas półgodzinnego spotkania wybór może być oparty o duży margines błędu, ale jakoś musieliśmy na początek tych ludzi wybrać.

Czy ktoś z Hutnika będzie tam stacjonował na miejscu?

– Tak. Koordynatorem projektu, czyli dyrektorem akademii będzie Andrzej Paszkiewicz. Ja działania będę koordynował z Krakowa. Nie ukrywam, że Andrzej od początku był priorytetową osobą przy tym projekcie. Znamy się od 30 lat, razem graliśmy w piłkę, bardzo go cenię jako trenera. Uważam, że jest jednym z najlepszych fachowców w Polsce, jeszcze bardzo niedocenionym. Starałem się go przekonać do tego, że będzie dla niego fajna opcja rozwoju i mocniejszego zaistnienia w trenerskim światku. W Egipcie będzie jeszcze dwóch naszych koordynatorów, jednym z nich jest Walid Kandel, który wróci do swojego ojczystego kraju. Będzie nam tam bardzo pomocny pod kątem aklimatyzacji w zupełnie nowym środowisku. Trzeciego nazwiska nie mogę jeszcze zdradzić, ponieważ do 15 sierpnia jest zobligowany do zakończenia swojej działalności w dotychczasowym klubie. Jest to osoba, którą próbowałem od trzech lat ściągnąć do akademii Hutnika i tym projektem udało mi się go przekonać.

 

Wiadomo, że Hutnik nie będzie wprowadzał swojej metodologii pro bono, ale ta współpraca jest dla was bardzo korzystna finansowo? Mówimy o kraju arabskim, a tam często nie brakuje pieniędzy na futbol.

– Nie. Przynajmniej ten pierwszy rok będzie kwestią lepszego poznania się. Oprócz tego, że spodobała im się nasza koncepcja, to byliśmy cztery razy tańsi od dwóch klubów z Zachodu – niemieckiego i holenderskiego. To też na pewno miało duży wpływ, ale co by nie mówić, że dla nas będzie to opłacalne finansowo. Trenerzy będą mieli okazję zarobienia godnych pieniędzy, a uważam, że PR-owo jest to kapitalna okazja dla klubu, żeby zaistnieć. Nikt w Polsce nie zrobił czegoś na zewnątrz, to my do tej pory braliśmy od innych. Nasza umowa ma wiele dodatkowych punktów, które myślę, że w perspektywie czasu będą nam dawały jeszcze większe korzyści.

Jakimi kategoriami wiekowymi będziecie się zajmować w Egipcie?

– Akademia Ghazl El-Mahalla rozpoczyna szkolenie od 10. roku życia. Teraz najmłodszym rocznikiem będzie 2012, a najstarszym 2001, czyli drużyna U-21.

Najzdolniejsze dzieciaki stamtąd będą miały okazję np. przyjechać na testy do Polski?

– Takie rzeczy będziemy jeszcze doprecyzowywać. Na pewno w umowie jest wpisana wymiana zawodników, czyli my mamy tam wysłać 2-3 zdolnych chłopców na tydzień lub dwa, żeby zobaczyli, jak to wygląda, poznali nową kulturę. I w drugą stronę, czyli kilku starszych chłopaków z Egiptu przyjedzie do nas.

Na tę chwilę umowa jest podpisana na rok, ale rozumiem, że z opcją przedłużenia?

– Tak, natomiast istnieje także opcja przedłużenia jej o kolejne trzy lata, jeżeli obie strony będą zadowolone.

W Egipcie to jest norma, że kluby podejmują współpracę z europejskimi klubami?

– Jeden klub ma patronat Liverpoolu, inny Atletico Madryt, ale to właściwie tyle. Historię Ghazl El-Mahalla można trochę porównać do naszej, bo jest to klub oparty o ogromną fabrykę bawełny, największą w tamtym rejonie świata. Minister biznesu i sektora publicznego, który nadzoruje ten projekt, chciał stworzyć przy tym klubie coś na wzór Sportowej Spółki Akcyjnej, czyli według ich nazewnictwa, będzie to pierwsza oficjalna egipska firma piłkarska. Plan jest taki, żeby stworzyć tam mega profesjonalne szkolenie, bo można powiedzieć, że na razie warunki są dosyć skromne.

Jak wygląda ich infrastruktura?

– Jest stadion oraz dwa boczne boiska z nawierzchnią naturalną, które ze względu na klimat są średniej jakości. Na dniach jednak ma ruszyć budowa dwóch boisk sztucznych oraz hotelu dla najzdolniejszych zawodników, o czym rozmawialiśmy już wcześniej, bo to ma być szkółka dla chłopców z całego okręgu.

Myślę, że dla was jest to też duża szansa, żeby pokazać się na zagranicznym rynku, bo gdyby nie ta współpraca, to Hutnikowi ciężko byłoby zaistnieć…

– Bez dwóch zdań. Drużyny, które są ogromnymi przedsiębiorstwami, czyli Legia Warszawa, Lech Poznań czy Wisła Kraków, czegoś takiego jeszcze nie zrobiły, a tu nagle mały klub z Nowej Huty wypływa na piłkarskie salony. Dla mnie to też było dziwne, że my jako II-ligowy zespół, będziemy odpowiadać za szkolenie w klubie z… najwyższego szczebla rozgrywkowego, ale do odważnych świat należy. Mam nadzieję, że efekt po roku będzie taki, że tę współpracę przedłużymy. Może ktoś wreszcie zobaczy, że nie jesteśmy takim totalnym zaściankiem futbolowym, jeżeli chodzi o szkolenie dzieci i młodzieży.

ROZMAWIAŁ BARTOSZ LODKO

Fot. Newspix, nh2010.pl