Wywiady

“Konspekt nie świadczy o tym czy trener jest dobrze przygotowany do zajęć”

Czego trener powinien nauczyć się od dzieci, z którymi prowadzi trening piłki nożnej? Dlaczego każdy szkoleniowiec, który odpowiada za rozwój najmłodszych, powinien wsłuchać się w potrzeby dzieci i na ich podstawie budować kolejne jednostki treningowe? Dlaczego trenera na takich zajęciach powinno być jak najmniej? Swoją filozofię pracy z najmłodszymi przekazał nam trener Paweł Guziejko, który od kilkunastu lat prowadzi zajęcia z dziećmi poza granicami naszego kraju. Obecnie pracuje w akademii Norwich City i prowadzi swoją szkółkę w Anglii PavFunball Academy.

Paweł Guziejko jest trenerem dzieci i młodzieży i od kilkunastu lat pracuje w zawodzie poza granicami naszego kraju. Najpierw działał w Stanach Zjednoczonych, później przeniósł się do Anglii. Przez wiele lat pracował przy projekcie Angielskiego Związku Piłki Nożnej – FA Skills, gdzie zajmował się edukacją trenerów i nauczycieli wychowania fizycznego. Obecnie pracuje w akademii Norwich City i prowadzi swój autorski program PavFunball Academy, gdzie pracuje według własnego systemu, wprowadzając wiele nowatorskich rozwiązań w zakresie szkolenia dzieci, ale także trenerów.

***

Zanim przejdziemy do głównych tematów szkoleniowych, chciałbym nakreślić twoje kompetencje i historię trenerską. Jak to się stało, że obecnie pracujesz w akademii Norwich City, czyli klubu, który jest teraz beniaminkiem Premier League?

– Jestem skromną osobą i nie lubię mówić o sobie, gdyż w głównej mierze skupiam się na pracy z dzieciakami. To jest mój główny cel. Moja historia w porównaniu do wielu innych uznanych trenerów jest uboga, bo ja tak naprawdę jeszcze niczego nie osiągnąłem. Pracuję z dziećmi i uwielbiam to robić. To jest dla mnie najważniejsze. Aczkolwiek moja przygoda z trenerką rozpoczęła się od tego, że najpierw ukończyłem studia na AWF-ie Józefa Piłsudskiego w Warszawie w filii w Białej Podlaskiej. Następnie wyjechałem do Stanów Zjednoczonych, gdzie ciężko pracowałem. Zbierałem tam pierwsze szlify w zawodzie trenera, ale pieniądze z tej pracy nie gwarantowały mi utrzymania, więc musiałem próbować innych zajęć zarobkowych m.in. sprzątałem duże budynki. Ta praca mnie wiele nauczyła m.in. cierpliwości, tolerancji, a to mi się przydało w zawodzie, w którym od zawsze chciałem pracować.

Po Stanach Zjednoczonych pojawiła się propozycja wyjazdu do Anglii?

– Tak, w Stanach Zjednoczonych spędziłem siedem lat, gdy pojawiła się propozycja pracy w Anglii, postanowiliśmy wraz z żoną wyjechać do Norwich. Na początku działałem w Norwich City przy Community Program, gdzie chodziłem do szkół i prowadziłem dedykowane zajęcia edukacyjne dla dzieci niepełnosprawnych. Później otrzymałem ofertę pracy od Angielskiego Związku Piłki Nożnej, z której skrzętnie skorzystałem, bo w sumie, kto by z niej nie skorzystał? Tam zajmowałem się głównie programem FA Skills, który polegał przede wszystkim na edukacji trenerów, rodziców i nauczycieli wychowania fizycznego. W ramach tego projektu prowadziłem również zajęcia dla dzieci w wieku 5-11 lat w dedykowanych ośrodkach, które stworzyła Angielska Federacja Piłkarska. Po ośmiu latach pracy w The FA, postanowiłem stworzyć coś swojego i tak powstało PavFunball Academy, projekt, z którego jestem bardzo dumny i przede wszystkim poświęcam mu najwięcej czasu. W międzyczasie pracowałem dwa lata w akademii Ipswich Town, ale nie byłem tam zatrudniony na pełen etat. I takie same warunki zatrudnienia mam obecnie w akademii Norwich City. 

Na czym polega projekt PavFunballl Academy, który założyłeś?

– Zawsze chciałem stworzyć taki projekt dla dzieci, gdzie najważniejszym celem będzie nauka. Mój program opiera się na trzech filarach: motywacja do gry, pewność siebie i kompetencje indywidualne. Najważniejszy jest rozwój indywidualny dziecka. PavFunball Academy powstało w 2017 roku. Obecnie uczęszcza do nas na zajęcia 150 dzieciaków z różnymi umiejętnościami. Nasz program cały czas się rozwija, wprowadzamy co jakiś czas nowe rzeczy do treningów. Chcemy iść nową drogą i nie powielać starych schematów. Dzieci na naszych zajęciach mają ogromną dozę swobody. Skupiamy sporą uwagę na ich indywidualne podejmowanie decyzji. Wszystko, co robimy, jest oparte na małych grach i wizualizacjach boiskowych. U nas każde dziecko może otrzymać indywidualne wsparcie, jeśli go potrzebuje. 

Ilu trenerów działa przy tym projekcie?

– Zatrudniamy 9 trenerów, zajmujemy się również edukacją szkoleniowców i nauczycieli wychowania fizycznego w szkołach podstawowych. Staramy się pokazywać, w jaki sposób można przeprowadzić dobrą lekcję wychowania fizycznego i jak powinno pracować się z dziećmi, aby te czuły radość z uczestnictwa w zajęciach. Ponadto, dzieci w ramach naszego programu mogą liczyć na wsparcie od psychologa sportowego. Też jest u nas trener od boksu. Robimy wszystko, żeby dziecko dobrze się u nas czuło, czerpało radość i rozwijało. Każdemu dziecku przyświeca indywidualny cel oparty o ich mocną stroną. Przez dziesięć tygodni realizujemy założenia, następnie wracamy do dziecka i rodziców z informacją zwrotną, co dalej. Jeśli się rozwinął to ruszamy z kolejnym celem, a jeśli nie to próbujemy powtórzyć to, co już było wcześniej, ale w nieco inny sposób. 

Nasze grupy są nie tylko podzielone z uwagi na wiek, ale również z podziału na cechy wolicjonalne, jak i mocne strony dziecka. Czy to dobry pomysł? Tego jeszcze nie wiemy, bo testujemy nowe pomysły, chcemy się ciągle rozwijać. Wychodzimy z założenia, że ciągłe granie w jednym roczniku nie przynosi korzyści dla dzieci, które mają potencjał do uczenia się na wysokim poziomie. Celem naszego programu nie jest wychowanie wybitnych piłkarzy. Jeśli któryś z tych dzieciaków pogra w piłkę w przyszłości na bardzo wysokim poziomie to fajnie, natomiast dla nas równie ważni są ci, którzy będą tylko amatorsko uprawiać ten sport. Najważniejsze, żeby byli dobrymi ludźmi. Z kolei, fajnie byłoby, żeby w przyszłości zostali przy piłce nożnej, bo to jest ich pasja, którą im wszczepiliśmy na zajęciach. Już teraz mamy przypadki naszych wychowanków, którzy zaraz skończą 16 lat, a chcą być trenerami i pracować w naszym programie. Super sprawa, bo chcą kontynuować to, co my zaczęliśmy – przekazywać miłość do piłki nożnej.

Czy czujesz, że praca z dziećmi to jest twoje powołanie lub swego rodzaju misja? Czy jako trener masz takie ambicje sportowe, żeby w przyszłości poprowadzić seniorską drużynę? Czy jesteś już na takim etapie, gdzie wyspecjalizowałeś się w pracy z najmłodszymi i tylko na tym chcesz się skupić?

–  Mam już za sobą doświadczenie pracy z drużynami seniorskimi. Miałem okazję pracować najwyżej na ósmym poziomie rozgrywkowym w Anglii. Odpowiem na to pytanie tak, nie wiem, co będzie jutro, a co dopiero za pięć czy dziesięć lat. Liczy się dla mnie to, co jest tu i teraz. W ogóle nie myślę o przyszłości. Jestem realistą i pragmatykiem. Nigdy nie bujałem w obłokach, zawsze byłem skromnym chłopakiem, który ze spokojem, krok po kroku, dążył do wyznaczonych celów. Uważam, że piłka nożna to jest taka dziedzina, gdzie musimy zadać sobie pytania: jakie są nasze mocne strony? W czym się specjalizujemy? Gdzie nasza wiedza może być spożytkowana? Jednak mogę ze spokojem stwierdzić, że praca z dziećmi i piłka młodzieżowa to jest to, co lubię robić. Dążę do tego, żeby zawsze być jak najlepiej przygotowanym do zawodu i cały czas chcę się rozwijać w swojej dziedzinie. Futbol dziecięcy i młodzieżowy też daje ogromne możliwości i perspektywy na przyszłość np. praca w młodzieżowej reprezentacji danego kraju. 

Praca z młodymi ludźmi przynosi mi wiele satysfakcji. Fajne jest to, gdy możesz obserwować, jak dziecko rozwija się przy tobie jako piłkarz i też jako człowiek. Do piłki seniorskiej potrzeba ogromnych umiejętności i odpowiedniego przygotowania. Trener musi zdawać sobie sprawę z tego, że jest to wyzwanie, które stawia przed nim też wiele różnych barier. Trener, który wchodzi do piłki seniorskiej, w jakiejkolwiek roli, musi przede wszystkim rozumieć ludzi. To jest najważniejsze we współczesnej edukacji piłkarskiej, żeby rozumieć ludzi, z którymi pracujesz. Obecnie rozwijam się w piłce młodzieżowej, gdzie mnie to doprowadzi? Nie wiem, aktualnie pracuję z dziećmi i młodzieżą, lubię to robić i staram się cały czas rozwijać. Gdy na horyzoncie pojawi się jakaś nowa oferta pracy, przemyślę ją, aczkolwiek też nie należę do osób, które skaczą z kwiatka na kwiatek, gdy dostaną propozycję pracy gdzieś indziej. Jestem zadowolony z miejsca, w którym jestem i na ten moment nigdzie się nie wybieram.

Ale masz ambicje sportowe?

– Owszem, moja sportowa ambicja jest taka, żeby ci mali ludzie, z którymi obecnie pracuję, w przyszłości nadal kochali piłkę nożną. Niekoniecznie muszą w nią grać zawodowo, mogą zostać trenerami lub po prostu będą wiernymi kibicami danej drużyny. Esencją każdego sportu jest pasja do niego. Moją ambicją sportową jest to, żeby dzieci się rozwijały i w przyszłości byli dobrymi ludźmi oraz zostali przy sporcie, niekoniecznie jako piłkarze. 

Jak to jest w takim Norwich City, gdzie prowadzisz drużynę do lat 11? Czy dla nich jednym z głównych celów jest to, żeby wychować przyszłych piłkarzy i na tym skupia się praca trenerów? Czy mają tam takie podejście, jakie ty przed chwilą przedstawiłeś, że najważniejsze jest wychować dobrych ludzi z pasją do sportu? W największych polskich akademiach przyświeca taki główny cel, żeby wychować przyszłych piłkarzy. Owszem, nie każdy nim zostanie, ale to jest kluczowa myśl, jaka towarzyszy tym akademiom – dostarczanie młodych zawodników do pierwszej drużyny. 

– Celem nadrzędnym każdego programu akademii, gdzie są dzieci z potencjałem do grania w piłkę nożną, jest to, żeby zrobić wszystko, aby część z nich w przyszłości uprawiała profesjonalnie ten sport, niekoniecznie muszą trafić do Premier League. Aczkolwiek innym celem nadrzędnym akademii jest to, żeby wychować dobrych ludzi i przekazać im odpowiednie życiowe wartości. I tak jest wszędzie, gdzie pracowałem. Z resztą w Polsce też tak jest, nie widzę tutaj różnicy w zestawieniu z Anglią. Owszem, każdy pracuje inaczej, ale wspólny, ogólny cel jest taki, żeby wychowywać dobrych ludzi, poprzez stwarzanie im odpowiednich warunków do edukacji itd. Chodzi o to, żeby każde dziecko mogło rozwijać się dwutorowo. Każdy rodzic, jak i młody zawodnik, który trafia do profesjonalnej akademii sportowej, muszą zdawać sobie sprawę z tego, że jest tam określony program rozwojowy, edukacyjny, tak, jak w szkole. W każdej akademii najważniejsze jest rozwijanie indywidualne jednostki i dostosowanie dostępnych możliwości do potrzeb rozwoju dziecka.

Czy w zespole Norwich City U-11, który prowadzisz, masz utalentowanych zawodników? Czy są takie jednostki w tej drużynie, o których możesz powiedzieć, że mają talent do piłki nożnej? Celowo podkreślam słowo “talent”, gdyż w swoich tekstach na “Łączy Nas Trening” unikasz go i optujesz za tym, żeby się nie pojawiało w kontekście dzieci. Dlaczego? I co oznacza dla ciebie to słowo?

– Nie mam problemu ze słowem “talent”. Natomiast nie potrafię do końca zdefiniować tego słowa w kontekście dzieci. Bo to są mali ludzie, którzy dopiero się rozwijają, mają określone: predyspozycje, cechy ruchowe, cechy wolicjonalne itd. Do profesjonalnych akademii trafiają dzieci o określonym potencjale do uczenia się i trenerzy pracując z takimi osobami, są w stanie po jakimś czasie określić, jak wysoki jest ten potencjał – czy dany chłopak cały czas się rozwija, czy osiągnął sufit. Dla mnie talent to jest właśnie potencjał do uczenia się, żeby go rozwinąć muszą być wokół niego osoby, które rozumieją proces uczenia się i rozwoju młodych ludzi. Jeżeli nie będziemy przeszkadzać w tym rozwoju, będziemy mieć więcej zawodników na wyższym poziomie. Jednak jest to bardzo skomplikowany proces. Potrzeba dużej wiedzy, cierpliwości i ludzi, którzy rozumieją, na czym polega ten proces, a mam na myśli nie tylko trenerów, ale i rodziców oraz same dzieci, ponieważ jedni uczą się szybciej, a drudzy wolniej. I to jest ten potencjał do uczenia się, który u każdego jest inny, a należy pamiętać o tym, że na końcu i tak ważniejsze są zdolności miękkie od tych twardych. Na potencjał do uczenia się, może mieć też wpływ środowisko, w którym dziecko się otacza. Może być tak, że w jednym miejscu będzie się wolno rozwijać, a gdy dojdzie do zmiany otoczenia to nagle ten potencjał jest większy. Wiele czynników ma na to wpływ. Rozwój mózgu dziecka to jest temat, nad którym cały czas są prowadzone badania i obserwacje. Dlatego trzeba być cierpliwym i cały czas zdobywać wiedzę na temat rozwoju mózgu dziecka.

W podcaście “Tata Trampkarza” powiedziałeś takie zdanie: “nie wierzę w selekcję 8-10 latków”. W wielu akademiach jest tak, że już w najmłodszych grupach są podziały na grupy ze względu na umiejętności danych dzieci. W Polsce często pojawia się taka retoryka, że lepiej będzie dla dziecka z większym potencjałem ruchowym, gdy znajdzie się w grupie z chłopcami o podobnych predyspozycjach, bo to sprzyja lepszemu ich rozwoju. Co o tym sądzisz?

– Przede wszystkim chciałbym zaznaczyć, że nie jestem przeciwnikiem selekcji. Uważam, że wiemy za mało o dzieciach i ich rozwoju. Dziecko, które trafia do akademii zazwyczaj nie ma żadnych problemów z tym, żeby opanować podstawowe umiejętności piłkarskie, bo są to kluczowe elementy, jeśli chodzi o abecadło piłki nożnej. Jeśli dziecko ma 6 lat i piłka klei mu się do nogi to nie możemy mówić o tym, że miał na to wpływ trener. Po prostu ten chłopak ma to “coś”. Pomału Europa zaczyna odchodzić od selekcji na wczesnym etapie. Są już takie kluby, które przyjmują dzieci do akademii, gdy te mają 13 lat. Wcześniej ci młodzi zawodnicy funkcjonują na poziomie Grassroots. Z selekcją jest o tyle problem, że wiemy o dzieciach za mało. Selekcją możemy sobie pomóc o tyle, jeśli chcemy mieć w akademii zawodników o określonym profilu. Aczkolwiek to podejście niczego nie gwarantuje. Bo u dzieci cały czas rozwija się mózg i ciało. Spójrz na okres dojrzewania u nastolatków to może wywrócić wszystko do góry nogami w kontekście ich przyszłości. Dlatego uważam, że bez sensu jest mówienie o tym, że 11-latek będzie w przyszłości grał profesjonalnie w piłkę. Dużo zależy od samego zainteresowanego, środowiska, w którym się wychował, podejścia rodziców itd. Kluczową rolę w tym procesie odgrywają serce i mózg, na samym końcu są nogi, które uchodzą tylko za narzędzie do gry w piłkę.

Potencjał tkwi w mózgu i sercu danego chłopaka czy dziewczyny. Jeżeli my, trenerzy będziemy skupiać się tylko na środkach treningowych to dużo rzeczy nam po prostu ucieknie. Rzadko doceniamy cechy wolicjonalne, które są bardzo potrzebne w sporcie. Często zwracamy uwagę na elementy techniczne, a taki chłopak, który dużo biega, jest mocno zaangażowany, a ma na gorszym poziomie technikę, może zajść daleko. W dzisiejszych czasach piłka idzie w kierunku cech socjalnych i psychologicznych. Jeżeli chodzi o fizyczne zdolności to pobiliśmy już wszystkie rekordy i limity. Nie da się już nic więcej wypracować. Z kolei, mało wiemy na temat mózgu, bardzo niewielką wiedzę mamy o tym, w jaki sposób dziecko podejmuje decyzje. Kraje zachodnie dążą do tego w swojej pracy, żeby dowiedzieć się, w jaki sposób dziecko się uczy i jak można im w tym pomóc. Dlatego powinniśmy dążyć do selekcji pozytywnej. Uważam, że selekcja negatywna w tak młodym wieku jest omylna, niesprawiedliwa, a to jest spowodowane tym, że mamy jeszcze małą wiedzę o dzieciach. Zauważmy, że takie 8-10-letnie dziecko ma jeszcze przed sobą dziesięć, piętnaście lat rozwoju to jest dużo czasu, a częstym kryterium selekcji są umiejętności techniczne. Wychodzę z założenia, że dzieci powinny się bawić, spędzać czas z rówieśnikami na treningach. Często podaję, a propos tego tematu, przykład placu zabaw, gdzie dzieci same potrafią się sobą zająć i dobrze bawić. To samo powinno być na treningu piłki nożnej. 

W takim razie, kiedy powinna pojawiać się selekcja negatywna, w twoim odczuciu, trzymając się cały czas retoryki z poprzedniego pytania?

– Środowisko i trening powinny być dostosowane do potrzeb dzieci. Jeżeli jest to możliwe, to dzieciom o większym potencjale do uczenia się, powinniśmy po prostu podnosić cały czas poprzeczkę. Dzieci lubią wyzwania i trudne ćwiczenia. Jeśli coś jest dla dziecka za łatwe to wtedy się nie rozwija. One potrzebują czegoś trudnego do wykonania podczas treningu. Nie jestem w stanie dokładnie odpowiedzieć na to pytanie, bo nie mam do tego odpowiednich kompetencji. Nie zajmuję się rekrutacją dzieci do akademii. Nie chodzę na kursy dotyczące skautingu. Aczkolwiek nurtuję mnie jedna rzecz i chciałbym zadać pytanie skautom, którzy udają się na mecze 7-latków. Czego wy tam dokładnie szukacie? Co jesteście w stanie dostrzec u 7-latka, czyli osoby, która nie tak dawno zaczęła chodzić i nie umie jeszcze dobrze czytać? Może mam inne na to spojrzenie jak większość? Być może jestem w błędzie? Bo też nie jestem alfą i omegą. Aczkolwiek, nie rozumiem tego, bo łatwiej jest ocenić, choćby 14-latka – który miał za sobą dobrą ścieżkę piłkarską, odpowiednie środowisko do rozwoju i sam posiada określone cechy wolicjonalne – że zrobi karierę piłkarską. Aczkolwiek nic nie jest pewne. Gdybyśmy się teraz zastanowili to moglibyśmy mnożyć przykłady zawodników, którzy nie wyróżniali się w juniorach, a zrobili spektakularne kariery. Dużo zależy od jednostki, ale musi mieć też wokół siebie odpowiednich ludzi i wsparcie. Uważam, że wszystko, co jest związane z piłką dziecięcą i młodzieżową, powinno odnosić się do indywidualnej jednostki, a nie do zespołu. Trenerzy są od tego, żeby wspomagać indywidualny rozwój młodego człowieka.

Nie jestem skautem, więc nie odpowiem ci na to pytanie. Aczkolwiek taki klub jak FC Barcelona kilka lat temu do swojej akademii wziął kilkuletnich polskich braci Żuk. Jeden z nich, Michał, ciągle szkoli się w La Masii i ma teraz 12 lat, a filmiki z jego meczów robią furorę w sieci. Czy zrobi karierę? Nie jesteśmy omnibusami i ciężko nam prorokować, bo to jeszcze dziecko, ale musi coś w sobie mieć, że jest w FC Barcelonie. W jednym z twoich tekstów rzuciło mi się w oczy takie zdanie: “Kłamie osoba, która wróży wielką karierę dziecku”. Giovanni dos Santos wymiatał na turnieju Danone Cup w 2001 roku, a miał wtedy 12 lat i cały piłkarski świat mówił o tym, że zrobi wielką karierą. Krótko po tym turnieju trafił do FC Barcelony. Może nie zrobił takiej furory w światowym futbolu jak Leo Messi, choć miał być od niego lepszy, ale nie można mu tego zabrać, że zaistniał w europejskiej piłce. Z kolei Messi też był bardzo szybko wyhaczony przez La Masię i o jego talencie mówiło się, gdy miał 10-11 lat.

– Przytoczyłeś przykłady ekstremalne. Leo Messi na świecie jest jeden. Jeżeli ktoś mówi, że dany 8-latek za dziesięć, piętnaście lat będzie grał zawodowo w piłkę to ja w tym wypadku, mogę tylko się uśmiechnąć i powiedzieć: “powodzenia”. To jest totalna abstrakcja. On tego nie wie, ja tego nie wiem. Jeżeli okaże się to prawdą to nie będzie spowodowane tym, że ta osoba wypatrzyła talent. Droga do zawodowej piłki jest bardzo długa i ciężka. Przytoczyłeś przykład tak wielkiego klubu jak FC Barcelona. Na jednym z moich kursów na najwyższą licencję trenera grup młodzieżowych, wykłady prowadzili trenerzy z katalońskiego klubu. W ich akademii jest prowadzona metodologia uczenia się, a nie metodologia piłkarska. Ile klubów posiada taką metodologię, która skupia się na tym, jak dziecko się uczy? Na pewno niewiele. Jeżeli mówimy o tym, że skaut FC Barcelony udał się na mecz kilkulatków to był wyedukowany, jeśli chodzi o metodologię uczenia się, być może coś zauważył u tego chłopaka np. to, że podejmuje dobre decyzje albo jedną sytuację potrafi rozwiązać na kilka różnych sposobów. Można wyhaczyć takie dziecko, ale trzeba je długo obserwować i mieć naprawdę ogromną wiedzę. Nadal podtrzymuję swoje zdanie, że abstrakcją jest wróżenie dziecku wielkiej kariery. Tacy piłkarze jak Messi, Neymar, Maradona, Pele to ludzie, którzy z piłką się urodzili. Oni mieli być piłkarzami i nimi zostali. Trenerzy nie mieli nic do tego, aczkolwiek są to ekstremalne przykłady. Jednak warto zaznaczyć, że środowisko nie przeszkadzało im w tym, żeby zostali sportowcami. Bo trener czasem może też przeszkodzić w rozwoju. Gdy mamy do czynienia z utalentowanym dzieckiem to najważniejsze jest to, żeby mu nie przeszkadzać, co więcej, możemy się od niego wiele nauczyć. 

Czego może trener nauczyć się od dzieci? W jednym z tekstów na portalu “Łączy Nas Trening” przytoczyłeś historię, w której jeden ze starszych trenerów, zapytał się ciebie po jednym z treningów: “czego nauczyłeś się dzisiaj od dzieci?” I nie byłeś w stanie odpowiedzieć na to pytanie w tamtym momencie.

– Przede wszystkim najważniejszą rzeczą na treningu jest obserwacja. To jest metoda treningowa, która naprawdę jest pomocna w zawodzie trenera. Od dziesięciu lat prowadzę notatki. Ostatnio rozpocząłem zapiski w piątym notesie. I tam zapisuję to, czego nauczyłem się od dzieci. Pierwszą rzeczą, którą nauczyłem się od nich to komunikacja – w jaki sposób dziecko komunikuje się z innym dzieckiem? Krótko, maksymalnie dwadzieścia sekund, a zdania są jednosylabowe, proste, ale zrozumiałe. Komunikacja w każdym zawodzie jest bardzo ważna. I to, co zauważyłem na zajęciach, jestem w stanie przełożyć na praktykę i w taki sam sposób się z nimi komunikować. Drugą rzeczą jest cierpliwość. Dziecko z natury nie jest cierpliwe, ale ja nauczyłem się, że najmłodsi na treningu potrzebują dwóch rzeczy: piłkę i bramkę. Mniej znaczy więcej. Im więcej rzeczy na zajęciach, tym dziecko będzie bardziej zakłopotane. Kiedyś rozpisywałem im szczegółowe ćwiczenia, ale z tego zrezygnowałem.

Dlaczego? 

– Bo zauważyłem, że dzieci potrzebują czegoś innego. Często robiłem tak, że ustalałem im, że teraz będzie mała gierka 2 na 2, dałem im piłkę i bramki. Resztę oni podzielili, wybrali w jaką gierkę będą grać, bo poznali wcześniej kilka różnych opcji i po prostu grali. Gdy dziecko gra to zawsze się uczy, Trzecia rzecz: jednostka, czyli indywidualne potrzeby dzieci. Nie jest ważne to, co ja chcę, żeby było wykonywane na treningu, bo jest to wizja dorosłego człowieka, a nie jest to jednoznaczne z tym, co dziecko chce się nauczyć. Musisz być wnikliwym obserwatorem i dowiedzieć się, czego te dzieci potrzebują i czego mogą się nauczyć? To nie ja decyduję, w jaki sposób ma przebiegać trening. Oczywiście to ja jestem trenerem, ale nie decyduję o tym, co będzie na treningu. Muszę najpierw zobaczyć, czego one potrzebują, a później przygotować jednostkę treningową wedle ich potrzeb.

Czwarta rzecz – pozwolenie im na wybór i podjęcie decyzji w każdej dziedzinie życia. Gdy zaczynałem swoją przygodę z trenerką to wszystko sam przygotowywałem i przede wszystkim mało graliśmy w piłkę. Jak dzieci mają się uczyć i podejmować decyzje, gdy nie grają? Na początku zawsze panuje chaos na boisku, a dla mózgu dziecka jest to dobre, bo w takiej sytuacji uczy się, jak podejmować decyzje. Piąta, najważniejsza rzecz – zrozumienie, w czym dziecko jest dobre. Większość trenerów skupia się na rozwijaniu słabych stron. Po co tracić na to czas? Jeżeli ktoś jest znakomitym dryblerem to oznacza, że nie ma problemów z omijaniem przeciwników. W takiej sytuacji trzeba mu pomóc w tym, żeby dokonywał lepszych decyzji. Dzieci nauczyły mnie tego, żeby skupiać się na ich mocnych stronach. I to wszystko dzięki jednej rzeczy – obserwacji. 

Ostatnia rzecz: interwencja, musisz mieć dobry powód, żeby zatrzymać zajęcia treningowe. Dzieci nie uczą się, gdy jest przerwa. Jeśli zatrzymałeś trening to zastanów się, jaki był tego powód – czy robisz to po to, żeby im pomóc w zrozumieniu gry? Jeśli nie to działasz w odwrotny sposób. Dlatego zredukowałem swoje interwencje do dwóch, trzech, jeżeli muszę je robić. W momencie, gdy przygotujesz trening pod potrzeby dzieci to nie będziesz musiał interweniować. Dobry trening nie wymaga interwencji, bo dzieci najlepiej uczą się podczas gry przygotowanej przez ciebie. Nie zatrzymuję nigdy zajęć, moje interwencje są indywidualne, biorę jednostkę i przekazuje jej, co ma poprawić. Muszę mieć naprawdę dobry powód, żeby zatrzymać grupowe zajęcia np. w momencie, gdy kilka osób popełnia te same błędy w podobnej sytuacji boiskowej. To są te główne rzeczy, które nauczyłem się od dzieci. Pomijając to, że zawsze trzeba być pozytywnie nastawionym do życia i często się uśmiechać, co wynika z soft skills. Prawda jest taka, że codziennie uczę się czegoś nowego i dopisuję nowe rzeczy do notatnika.

Codziennie wpisujesz nowe rzeczy do notatnika, w którym znajdują się tylko twoje obserwacje?

– Tak, to jest moje przygotowanie do zajęć. Prowadzę zajęcia z różnymi grupami wiekowymi, więc siłą rzeczy, nie wynoszę po każdych zajęciach tych samych wniosków. Konspekt nie świadczy o tym, czy jesteś dobrze przygotowany do zajęć. To jest tylko papier, a on wszystko przyjmie. Najważniejsze jest to, żeby wyciągać wnioski i obserwować. Nieraz zdarzy się tak, że na treningu dzieci będą robić coś innego, niż ty przygotowałeś na kartce. Ważne są potrzeby dzieci, a nie trenera. Piłkarskie zachowania dzieci pokazują to, czy twój trening jest odzwierciedleniem ich potrzeb. Jeżeli często interweniowałeś podczas jednostki to musisz zadać sobie pytanie – czy trening odzwierciedlał ich potrzeby? W mojej ocenie nie. Może jest za mało przestrzeni do gry lub za dużo? To są rzeczy, które człowiek uczy się od nich. Moja kolejna książka będzie dotyczyć właśnie tego tematu: “jak uczą się młodzi piłkarze”, gdzie będę korzystał ze swoich notatek, a mam ich dużo. Wiele rzeczy nie wiem i bardzo dobrze, bo świat jest pełen wyzwań i człowiek powinien się uczyć całe życie.

Jaką rolę powinien odgrywać trener piłki nożnej dziecięcej? W wielu wywiadach podkreślałeś, że “trenera w zajęciach dzieci powinno być jak najmniej”. W takim razie, co powinien robić trener, skoro ma być mało widoczny?

– Rolą trenera jest pedagogiczne i metodyczne podejście do dziecka. Trener powinien znać i rozumieć proces uczenia się. Szkoleniowiec powinien też znać potrzeby dzieci, z którymi pracuje. Powinien być wyedukowany w tym temacie. Większość trenerów skupia się na piłce nożnej, taktyce. Naoglądali się Manchesteru City Pepa Guardioli i chcą to przekładać do drużyn dziecięcych i młodzieżowych. Wiesz, co to oznacza? Totalne niezrozumienie tego, z kim się pracuje. Rola trenera polega na tym, żeby przygotować zajęcia adekwatne do potrzeb indywidualnej jednostki. Można to robić w różny sposób: przygotować zawodnikom indywidualne zadania, można też to zrealizować w grze np. masz dziecko, które dobrze podaje to dajesz mu zadanie, żeby zagrywało do przodu. Proste? A buduje pewne nawyki. Warto wspierać ich mocne strony dodatkowymi zadaniami. Rolą trenera jest obserwacja, rozumienie dzieci, wyegzekwowanie i pielęgnowanie dobrych cech. Ważne jest też wspomaganie dziecka, niekoniecznie poprzez korygowanie błędów. Błąd jest fantastycznym narzędziem do nauki, ale musisz obserwować dziecko, czy uczy się na swoich błędach. Bo są dzieci, które nie potrzebują twojej indywidualnej interwencji. Rolą trenera w grupach dziecięcych na pewno nie jest przygotowywanie zespołu pod konkretny mecz. Ważna jest edukacja. W swojej pracy też popełniłem wiele błędów, dalej je popełniam. Aczkolwiek będę robił nowe błędy, nie powtórzę już starych. To jest najważniejsze. Naszą rolą jest rozwijanie dzieci i wychowywanie ich na dobrych ludzi. Trenerzy zaraz po rodzicach i nauczycielach mają największy wpływ na jednostkę. Warto o tym pamiętać. 

ROZMAWIAŁ ARKADIUSZ DOBRUCHOWSKI

Fot. archiwum prywatne Pawła Guziejko