Kilka udanych sezonów w Ekstraklasie. Dwa gole w pierwszej reprezentacji. Prawie 100 występów w Bundeslidze. Artur Sobiech nie jest wielkim napastnikiem, natomiast karierę miał, a właściwie nadal ma,  całkiem przyzwoitą. Jak wyglądały jej początki? O tym porozmawialiśmy z Jarosławem Zajdlem, który prowadził „Abdula” w juniorach Grunwaldu Ruda Śląska. 

Pierwszy trener: Artur Sobiech

Starszy brat. Postać trochę niedoceniana w świecie futbolu, ale często bardzo istotna. Dariusz Sobiech występował w Grunwaldzie Ruda Śląska razem z Jarosławem Zajdlem, czyli późniejszym trenerem 13-krotnego reprezentanta kraju. – Artur miał podobne warunki do brata. Można powiedzieć, że Darek był trochę zmarnowanym talentem, bo tak samo miał możliwości, żeby grać w wyższych ligach. Odkąd zaczął grać w piłkę, widziałem, że coś może z tego być. Prowadziłem go przez dwa sezony w juniorach, chociaż wiekowo był jeszcze trampkarzem. Czasami rywale byli od niego o 2-3 lata starsi – tłumaczy szkoleniowiec.

Czym wyróżniał się młody Sobiech? – Był szczupły i wysoki. Dużo dała mu gra na podwórku, gdzie rywalizował ze starszymi chłopakami. Na pewno wyróżniał się tym, że piłka go szukała, a zarazem „nie przeszkadzała” przy nodze – mówi nam Zajdel. Nie można też zapominać o jego instynkcie strzeleckim. Napastnik wspominał w rozmowie z „Wyborczą” o pewnym meczu w trampkarzach, który wygrali 28:0, a on sam aż… 17 razy pokonał bramkarza (mecz trwał 2×30 minut!) Gońca Chorzów.

Dobry piłkarz musi mieć nie tylko wysokie umiejętności, ale także charakter oraz odpowiednie nastawienie do sportu. – Nie umiał przegrywać, ale to jest akurat dobra cecha dla sportowca. Grał ostro oraz zdecydowanie, mimo że walczył ze starszymi. Pamiętam, że raz dał się sprowokować i otrzymał czerwoną kartkę. Miał charakter walczaka, nie odpuszczał. Poza boiskiem był spokojnym i ułożonym chłopakiem. Oraz pracowitym, to najważniejsze. Miał talent, ale poparty ciężką pracą. Przez dwa lata nie opuścił żadnego treningu. W Gwarku Ornontowice prowadziłem również Mateusza Matrasa (obecnie Górnik Zabrze – dop. red.) i ten pojawił się na wszystkich zajęciach… przez cztery i pół roku – opowiada były opiekun juniorów Grunwaldu Ruda Śląska. 

Artur Sobiech jest bezapelacyjnie najlepszym piłkarzem, jakiego miał okazję prowadzić trener Zajdel, ale nie jedynym, który zagrał na najwyższym szczeblu rozgrywkowym w Polsce. Sam „talent” czasami nie wystarcza. – Tutaj pana zaskoczę, ale Artur nie był największym talentem, jaki prowadziłem. Miałem kilku chłopaków ze sporym potencjałem, którzy naprawdę mogli dużo osiągnąć. Nie boję się powiedzieć, że pod względem technicznym byli lepsi od Artura, ale nie zrobili kariery – wspomina trener.

Urodzony w Rudzie Śląskiej zawodnik etos pracy odziedziczył po swoim ojcu, górniku w miejscowej kopalni węgla kamiennego. – Jego tata nie grał w piłkę. Artur zaczął przychodzić na treningu do klubu już w młodym wieku, mieszkali obok boiska, więc codziennie się na nim pojawiał. Wyciągał wnioski, może też z błędów starszego brata. Warto podkreślić, że podejmował również mądre decyzje. Pamiętam, jak chciał go Górnik Zabrze, z którym Artur sympatyzował. Klub powiedział, że go chce, ale będzie dalej występował w juniorach. Był wtedy 16-latkiem. Powiedziałem mu, żeby zaczekał, aż zgłosi się zespół i szkoleniowiec, który będzie go widział w pierwszej drużynie, chociażby żeby z nimi trenował. Znałem trenerów pracujących wówczas w Górniku i wiedziałem, że tam nie dostanie szansy w seniorach. Potem zauważył go Waldemar Fornalik, który chciał go sprowadzić wtedy do Ruchu. Zaczął od rozgrywek Młodej Ekstraklasy, a niedługo później wraz z Andrzejem Niedzielanem tworzyli najlepszy duet napastników w lidze – zauważa Jarosław Zajdel.

„Abdul” do „Niebieskich” dołączył w 2006 roku. Oczywiście w Chorzowie nie zapomniał, jak się strzela gole – w sezonie 2007/2008 w Młodej Ekstraklasie zdobył 16 bramek, a rok później zadebiutował już w Ekstraklasie. Wówczas łączył grę w obu tych rozgrywkach, za to w „ME” udało mu się sięgnąć nawet po mistrzostwo kraju.

Sobiech bardzo szybko zaczął też otrzymywać powołania do pierwszej reprezentacji prowadzonej wtedy przez Franciszka Smudę. Premierowe spotkanie w „biało-czerwonych” barwach rozegrał jeszcze przed 20. urodzinami, gdy wszedł na boisko na ostatnie minuty towarzyskiego starcia z Finlandią. Jeżeli chodzi o jego całą przygodę z kadrą, to łącznie wystąpił w 13 spotkaniach, zdobył 2 gole, a także znalazł się w składzie na EURO 2012, jednakże podczas turnieju ani razu nie podniósł się z ławki rezerwowych.

Wychowanek Grunwaldu Ruda Śląska, zanim wyjechał podbijać Bundesligę, po kilku latach spędzonych przy Cichej, przeniósł się na rok do Polonii Warszawa. Tam rozegrał dobry sezon i z łatką dużego talentu trafił do Hannoveru 96. Artur Sobiech mógłby pewnie zrobić zdecydowanie większą karierę, ale przeszkodziły mu w tym problemy z kolanem. W juniorach przez dwa lata NIE opuścił żadnego treningu, zaś na Zachodzie pauzował m.in. przez zerwane więzadła zewnętrzne czy naderwane więzadła wewnętrzne, a do tego dochodziło sporo mniejszych urazów. Niemniej jednak, nie przepadł, a bramek strzelonych Borussii Dortmund czy Bayernowi Monachium nikt mu nie zabierze. W Niemczech grał także w SV Darmstadt 98.

Latem doświadczony napastnik wrócił do Polski. Zresztą, nie pierwszy raz, bo przed transferem do Turcji, występował w Lechii Gdańsk. Czy Sobiech w obecnej kampanii nawiąże do udanych sezonów sprzed niemal dekady? Najpierw musi wywalczyć sobie miejsce w podstawowej jedenastce Lecha Poznań.

BARTOSZ LODKO

Fot. Newspix