Wywiady

“Doświadczenie, które zdobyli na tym turnieju, pomogło im w przyszłości”

Wraca Turniej “Z Podwórka na Stadion o Puchar Tymbarku” i ponownie dzieci z całego kraju będą mogły powalczyć o awans do wielkiego finału, gdzie przyjdzie im zagrać na Stadionie Narodowym. Z jakimi emocjami wiążę się rywalizacja na tym obiekcie? Jak cenne jest to doświadczenie dla młodych chłopców i dziewczynek? O swojej perspektywie opowiedział nam Maciej Bielski, który w 2017 roku wygrał Turniej wraz ze Szkołą Podstawową 45 Wrocław.

Tylko do 31 października trwają zapisy do XXII edycji Turnieju “Z Podwórka na Stadion o Puchar Tymbarku”. Po dwuletniej absencji wracają największe rozgrywki dziecięce w Europie i jest w Polsce wiele dzieci, które już nie mogą się doczekać, kiedy rozpoczną swój marsz na Stadion Narodowy.

***

W 2017 roku udało się trenerowi doprowadzić swoją drużynę SP 45 Wrocław w kategorii U-12 do triumfu w Turnieju “Z Podwórka na Stadion o Puchar Tymbarku”. Co to była za ekipa?

– Była to klasa piłkarska ze Szkoły Podstawowej nr 45 im. Janusza Kusocińskiego we Wrocławiu. Ci chłopcy, którzy brali udział w tym Turnieju, w głównej mierze na co dzień trenowali w Śląsku Wrocław. Aczkolwiek nie można powiedzieć, że cały skład opierał się na tym klubie, bo na to nie przyzwalają przepisy rozgrywek. Zgłosiliśmy drużynę opartą o zawodników z klasy piłkarskiej SP 45. Byli na tyle mocni, że udało im się osiągnąć tak duży sukces. Część tych chłopców nadal trenuje w akademii Śląska Wrocław, aczkolwiek trójka z tamtego składu nie przeszła dalszej selekcji.

Jak wyglądała wasza droga po triumf na Stadionie Narodowym podczas XVII edycji Turnieju?

– Jeśli chodzi o osiągnięcie dobrego wyniku to zawsze takie rozgrywki są bardzo trudne do rozgrywania. Bo my w akademii Śląska Wrocław nauczamy kultury gry, z myślą o indywidualnym rozwoju zawodnika. W tym Turnieju na każdym etapie pojawiały się zespoły, które grały brzydki futbol, nastawiony na wynik, żeby tylko przejść kolejnego rywala i osiągnąć cel – awans do kolejnego etapu. Jednak nasi chłopcy przewyższali swoimi umiejętnościami resztę drużyn, dołożyli do tego determinację i chęć dalszej rywalizacji i udało nam się zajść tak daleko. Aczkolwiek muszę zaznaczyć, że w finałach wojewódzkich tak łatwo nie było, jak mogłoby się wydawać, bo na Dolnym Śląsku jest wiele dobrych szkółek i stoczyliśmy na tym etapie kilka zaciętych pojedynków. Wyjazd do Warszawy traktowaliśmy jako przygodę i nagrodę za pracę wykonywaną na co dzień. To była też ich pierwsza okazja do tego, żeby pokazać się przed większą publicznością. Do tego wyniki szły w parze z dobrą postawą na boisku, co sprawiało chłopcom wielką radość.

Trener bardziej skupił się na opisie waszej drogi na etap ogólnopolski, a jak to już wyglądało w samej Warszawie?

– Świetny Turniej, kapitalna organizacja, niesamowite przeżycie dla tych chłopaków. Sam fakt, że szesnaście najlepszych drużyn w Polsce bierze udział w tym etapie, dodawał dodatkowy dreszczyk emocji. Pamiętam pierwszy mecz w Warszawie, który… przegraliśmy z MGUKS Pogoń Zduńska Wola. Co ciekawe, spotkaliśmy się raz jeszcze z tym rywalem w tym Turnieju, ale już w wielkim finale na Stadionie Narodowym, gdzie wygraliśmy po rzutach karnych. Pamiętam, że na początku mieliśmy lekki problem z tym, żeby przestawić się na małe boisko, bo w piłce klubowej funkcjonowaliśmy już w innym formacie rozgrywek, a nie szykowaliśmy się stricte pod ten Turniej, więc potrzebowaliśmy chwili, żeby zacząć grać swoje. Aczkolwiek chłopcom szybko to poszło, bo z meczu na mecz się rozkręcali i przychodziły za tym wyniki, co mnie cieszy najbardziej, przy tym się świetnie bawili. Nie było napinki na zwycięstwo, cieszyli się, że grają w piłkę. Gdy doszło do wielkiego finału na Narodowym to już wiadomo, że każdy miał w głowie tylko jedną myśl – wygrać. Myślę, że doświadczenie, które zdobyli na tym Turnieju pomogło im w przyszłości. Stres przed takim meczem na Stadionie Narodowym był ogromny. Znaleźli się w nietypowej, niecodziennej sytuacji, gdzie musieli walczyć nie tylko z rywalem, ale i swoimi emocjami. Do tego też mecz finałowy rozstrzygnął się dopiero po serii rzutów karnych. To jest spory bagaż doświadczeń, który sprawia, że ci chłopcy są o mały krok przed swoimi rówieśnikami, jeśli chodzi o emocje. Oczywiście, po końcowym gwizdku była wielka radość. Nie ma co ukrywać, że dla niektórych z nich był to życiowy sukces, bo nie każdy będzie grał zawodowo w piłkę, ale będą to wspominać jako tą najważniejszą przygodę w swoim życiu i to jest fajne. Nagroda za zwycięstwo w Turnieju to przecież spotkanie z reprezentacją Polski, co też jest wielkim przeżyciem dla tych chłopców.

Oprócz tego pierwszego meczu mieliście jakieś większe problemy w drodze po triumf?

– Formuła tych rozgrywek sprawia, że każdy mecz jest na styku. To nie jest tak, że drużyna lepsza zawsze wygrywa. Nie ma tej pewności w tych rozgrywkach, z uwagi na krótki czas rozgrywania spotkań, małe boisko i bramki. Wszystko może zależeć od ustawienia się przeciwnika i jego stylu gry. Dlatego też mecze były na styku, a chłopcy w każdym spotkaniu musieli pokazywać pełnię swoich umiejętności. To też jest dobre, bo nic nie przychodziło łatwo i zawodnicy musieli być w stu procentach skupieni na kolejnym meczu, żeby wyjść i wygrać.

Co trener zapamiętał z meczu finałowego na Stadionie Narodowym? Czy jest pan w stanie nam go zreferować minuta po minucie?

– Aż tak bardzo dobrze nie pamiętam, ale mam w głowie obrazki, gdzie moi chłopcy byli zestresowani podczas trwania meczu. Niektórych chłopców w ogóle nie poznawałem, bo wykonywali takie ruchy, które nie zdarzały im się nigdy wcześniej. Aczkolwiek z każdą minutą potrafili się oswajać z tą atmosferą i wyglądali coraz lepiej. To jest duża rzecz, że potrafili przezwyciężyć stres w trakcie tego spotkania. Myślę, że te kamery, otoczka, znane osobistości polskiej piłki, komentarz Mateusza Borka to wszystko sprawiało, że czuli się nieswojo, ale potrafili to przezwyciężyć, co też pokazali w rzutach karnych, a po nich już całkowicie oszaleli, nie dało się ich opanować, była to furia radości.

Mówi trener o stresie, czy on już przejawiał się wcześniej? Mam na myśli noc przed finałem jak i poranek w dniu meczu.

– Pamiętam, że chcieliśmy zdjąć z nich odpowiedzialność za wynik i dać pełen luz. Oni mogli robić, co chcieli, zabraliśmy ich na lody, pozwiedzali Warszawę. Staraliśmy się o to, żeby nie myśleli o meczu finałowym, a bawili się tym, że są tutaj. Koncentracja na finale pojawiła się chwilę przed pierwszym gwizdkiem. Myślę, że to też miało wpływ na sukces – wyluzowanie i nie myślenie o piłce w przerwach między spotkaniami.

Co najbardziej utkwiło w pana pamięci z Turnieju “Z Podwórka na Stadion o Puchar Tymbarku”? 

– Trochę czasu już minęło od tych rozgrywek i człowiek wiele rzeczy zapomniał. Do tego też jest to dynamiczny Turniej, więc trudno coś wyłapać. Aczkolwiek mam w głowie obrazek z ćwierćfinału, gdzie jeden z moich zawodników musiał opuścić boisko z powodu urazu. Był opatrywany przez medyków. Gdy już wstał to myślał, że dokonałem zmiany i szedł w moim kierunku na ławkę rezerwowych, odrzekłem: “Kuba, jeśli wszystko gra to wejdź od razu na boisko”. Wszedł i po chwili strzelił gola, który zadecydował o awansie do półfinału.

Graliście chwilę w osłabieniu?

– Tak, tę chwilę graliśmy w osłabieniu. To było jakieś kilkadziesiąt sekund. Chłopak myślał, że dokonałem zmiany, a ja miałem w głowie to, że po prostu zaraz z powrotem wejdzie na boisko. Nie zrozumieliśmy się, ale efekt był taki, że i tak strzelił gola, który dał nam wiele radości.

ROZMAWIAŁ ARKADIUSZ DOBRUCHOWSKI

Co trzeba zrobić, żeby też przeżyć taką przygodę jak SP 45 Wrocław i wiele innych drużyn? Wystarczy zgłosić swój zespół do XXII edycji Turnieju „Z Podwórka na Stadion o Puchar Tymbarku”? Wejdź na www.zpodworkanastadion.pl i daj szansę swoim podopiecznym, by przeżyli równie fantastyczną przygodę jak zawodnicy z Wrocławia! Zapisy trwają do 31 października.

Fot. zpodworkanastadion.pl