Wywiady

CLJ-ka od środka: “W polskiej piłce kobiecej pojawiła się stagnacja”

Warta Poznań półtora roku temu otworzyła się na piłkę kobiecą, a już może pochwalić się wszystkimi zespołami na poziomie centralnym. Czy udało im się to osiągnąć w tak krótkim czasie przez słaby poziom innych drużyn? Czy piłka kobieca rozwija się w dobrym kierunku? Czy projekt Centralnej Ligi Juniorek spełnia oczekiwania? Rozmawiamy z trenerką Anną Jankowską, która od podstaw zbudowała szkolenie w kobiecych drużynach Warty.

Jaka to była jesień w wykonaniu kobiecych drużyn akademii Warty Poznań? W mediach społecznościowych chwalicie się wynikami sportowymi, więc niech pani powie coś więcej o poczynaniach “Warcianek” w tej części sezonu?

– Zacznę od naszych najmłodszych zespołów – orliczki rywalizowały w turniejach bez ewidencji wyników i tabel organizowanych przez Wielkopolski ZPN. Spotykaliśmy się przynajmniej raz w miesiącu, żeby rywalizować z innymi zespołami. Muszę przyznać, że nasze dziewczyny prezentowały się z bardzo dobrej strony i najważniejsze dla na jest to, że był widoczny u nich ciągły postęp. Nowością w tym sezonie były Halowe Mistrzostwa Wielkopolski U-9, również organizowane przez Wielkopolski ZPN, gdzie oczywiście nie było wyników i tabel, a dziewczyny czerpały wiele radości z gry podczas tych rozgrywek, co jest najważniejsze w ich wieku. Rezultaty zaczynają się od kategorii młodziczek, gdzie nasza drużyna zajęła drugie miejsce w lidze wojewódzkiej i wywalczyła awans do rozgrywek centralnych. Czekamy na wiosnę, bo ten zespół ma na pewno spory potencjał i może pokazać się z dobrej strony na tym poziomie. Z kolei, drużyna U-15 zajęła drugie miejsce w lidze i wiosną będzie rywalizowała w Centralnej Lidze Juniorek U-15. Sporo graliśmy też meczów kontrolnych z chłopcami, ponieważ w piłce kobiecej nie ma jeszcze tyle zespołów, żebyśmy mogły rywalizować tydzień w tydzień z innymi drużynami. Jeśli chodzi o CLJ U-17 to debiutowaliśmy w tych rozgrywkach i zajęliśmy czwarte miejsce w tabeli.

Mamy bardzo młody zespół, wiele dziewczyn z rocznika 2006 występowało w tej lidze. Jesteśmy zadowoleni z wyniku sportowego, ale to, co mnie jako trenerkę najbardziej cieszy – w każdym meczu chcieliśmy grać w piłkę, rozwijać się, byliśmy zespołem, który nie chciał się pozbywać piłki. Mimo że graliśmy z bardziej renomowanymi i doświadczonymi rywalkami to nie było widać u naszych dziewczyn strachu, a wręcz chęć narzucania swojego stylu gry. Do omówienia został nam jeszcze zespół seniorski, a będąc dokładnym to juniorski, który występuje z dorosłymi kobietami w IV lidze, dlatego, że w tym składzie mamy tylko jedną pełnoletnią piłkarkę, a pozostałe są U-17. Jesteśmy liderkami po rundzie jesiennej, nie przegrałyśmy meczu, więc trudno mówić o tym, że nie była to udana jesień w naszym wykonaniu. Dużym plusem było to, że nasze zawodniczki chcą cały czas grać w piłkę i nie dostosowują się pod rywalki, które z reguły preferują bardziej fizyczny futbol niż techniczny. My skupiamy się na sobie i pracujemy na treningach głównie nad założeniami techniczno-taktycznymi.

Mówi pani o sukcesach, ale nie zaznaczyła jednej rzeczy, że jesteście bardzo młodą akademią. Nie funkcjonujecie jeszcze nawet dwóch lat, a już macie wszystkie drużyny na poziomie centralnym, a seniorki są na pierwszym miejscu w IV lidze…

– Tak, mamy za sobą rozegrane półtorej sezonu, odkąd rozpoczęliśmy naszą działalność. Jesteśmy bardzo młodym klubem, który wcześniej dokonał fuzji, żeby posiadać tyle drużyn w swoich szeregach. Spora część dziewczyn grała wcześniej w Szkole Futbolu Lejdis Luboń. Oczywiście, od momentu powstania akademii Warty Poznań dołączyło do nas również wiele innych utalentowanych zawodniczek. Rozwijamy się nie tylko sportow0, ale i medialnie. Sam pan wspomniał o tym, że chwalimy się w mediach społecznościowych swoimi sukcesami, bo uważamy, że warto doceniać wysiłek młodych zawodniczek.

Dążyłem swoją wypowiedzią do tego, że jesteście bardzo krótko na rynku, a już dobiliście do grona najlepszych drużyn w kraju. Z czego to wynika? Czy ma na to wpływ bardzo słaby poziom innych drużyn kobiecych w Polsce? Czy to jest w głównej mierze zasługa marki Warty Poznań, która przyciągnęła do siebie najzdolniejsze zawodniczki w regionie, a  wraz z nimi przyszły wyniki?

– Jeżeli chodzi o konkurencję to rywalizacja w CLJ U-15 i U-17 pokazuje, że ta konkurencja nie jest słaba, bo na tym poziomie jest sporo dobrych zespołów. Spójrzmy na juniorki, które na co dzień grają w Ekstralidze Kobiet czy I lidze, a do tego też grają w CLJ U-17.

Bardziej chodziło mi jednak o rywalizację na poziomie ligi wojewódzkiej, dlatego, że ledwie, co zdążyliście założyć swoje pierwsze drużyny w klubie, a od razu wbiliście na poziom centralny we wszystkich kategoriach wiekowych. To wynika ze słabej konkurencji w Wielkopolsce?

– W Wielkopolsce mamy przyjemność rywalizować z dużymi markami tj. Medyk Konin, AZS UAM Poznań, który przekształca się w Lecha Poznań. Są dwa, trzy zespoły na wysokim poziomie. Chcielibyśmy, żeby rywalizacja na szczeblu wojewódzkim była zdecydowanie lepsza, bo miałoby to bezpośredni wpływ na poprawę jakości piłkarek. Moim marzeniem na przyszłe lata jest to, żebyśmy mogły rywalizować na dobrym poziomie z większą liczbą drużyn w województwie. Jeżeli chodzi o rozgrywki wojewódzkie jesteśmy w czołówce, odkąd powstała sekcja kobieca Warty Poznań. Uważam, że to wynika z dobrej jakości naszych piłkarek. W każdym roczniku mamy pięć, sześć wyróżniających się zawodniczek, które są regularnie powoływane do kadr wojewódzkich, gdzie stanowią o sile tych drużyn. Drugim czynnikiem, który ma na to wpływ jest metodologia szkolenia Warty Poznań. Przyjęliśmy taki sam model pracy jak drużyny chłopięce “Zielonych”. Wiadome jest to, że nie jesteśmy w stanie wszystkiego przełożyć jeden do jednego na nasze warunki. Półtorej roku temu ustaliśmy program szkolenia, który staramy się wpajać naszym zawodniczkom, żeby się rozwijały i nie traciły swojej kreatywności. Efekty naszej pracy są już widoczne, wystarczy spojrzeć na liczbę powołań naszych zawodniczek do reprezentacji Polski U-15 i U-17. Aż 7 zawodniczek Warty otrzymywało w tym roku powołania na zgrupowania Reprezentacji Polski kobiet U-15, 6 z nich w październiku rozegrało dwumecz towarzyski z Czeszkami. Natomiast w listopadzie br. 5 zawodniczek otrzymało powołania na zgrupowanie szkoleniowe Reprezentacji Polski kobiet U-17. Nasze dziewczyny są dobrze wyszkolone pod względem indywidualnym, technicznym, a później grają z orzełkiem na piersi w meczach towarzyskich lub eliminacyjnych, co nas niezmiernie cieszy. Klubów kobiecych może i powstaje coraz więcej, ale nie przekłada się to jeszcze na wysoki poziom tych ekip.

Podkreśliła pani, że widoczne są już efekty waszej pracy z metodologią szkolenia Warty Poznań. Dyrektorzy akademii i inne osoby odpowiedzialne za wprowadzanie metodologii szkolenia w innych klubach często podkreślają, że na efekty ich pracy trzeba poczekać 5-10 lat. Tutaj pani mówi, że 1,5 roku wystarczyło wam na to, żeby wejść na wysoki poziom i widać rezultaty waszego szkolenia. Jak to możliwe? Czy piłka kobieca potrzebuje mniej czasu na pierwsze efekty? Czy to jeszcze długa droga do oczekiwanych rezultatów szkolenia, a sukcesy sportowe wynikają z tego, że mało jest drużyn kobiecych i łatwiej jest coś osiągnąć w bardzo krótkim czasie aniżeli u chłopców? Podejrzewam również, że inne kluby kobiece w sporej większości nie działają w usystematyzowanych programach szkolenia, a na bazie doświadczeń trenerów prowadzących daną grupę. To daje wam przewagę nad innymi?

– Szczerze powiem, że nie wiem, jak się pracuje w innych akademiach kobiecych. My przyjęliśmy taką zasadę, że w jednym tygodniu skupiamy się na działaniach ofensywnych, a w drugim na defensywnych. Pracujemy w sześciotygodniowym cyklu, który powtarzamy. Myślę, że też przez powtarzalność pewnych zachowań i momentów gry zawodniczce jest łatwiej coś przyswoić. Specyfika pracy z dziewczynami wiąże się z tym, że one potrzebują powtarzalności. Jeśli zawodniczce raz się coś pokaże to jest mała szansa na to, że ona to zapamięta. Jeśli, co jakiś czas, a u nas jest to za dwa tygodnie, wracamy do danych elementów gry to one są łatwiej przyswajalne przez dziewczyny, a później przeradza się to w nawyk. Jednak nie zabijamy przy tym kreatywności. Przy atakowaniu skupiamy się na wymiennościach na pozycjach, gdzie oddajemy swobodę dziewczynom na działania ofensywne. Mają luz na podejmowanie decyzji. Nic im nie narzucamy, co mają robić, zadajemy pytań i dążymy do tego, żeby same szukały rozwiązań. Z doświadczenia wiem, że praca na schematach zabija kreatywność, więc tego unikam. Bazuję na małych grach, gdzie zawodniczki mają spore pole do podejmowania samodzielnych decyzji. Jeżeli nie wiedzą, jak rozwiązać dane zadanie to wówczas trener zadaje im pytania, po to, żeby same znalazły odpowiedzi. W taki sposób nie tylko stają się lepszymi piłkarkami, ale więcej myślą na boisku. To nie jest tak, że my pracujemy 1,5 roku w nowym systemie i od razu nam wszystko wychodzi. Z większością tych piłkarek pracuję pięć, sześć lat. Wcześniej grały te dziewczyny w kadrach wojewódzkich, które ja prowadziłem. Byliśmy też dwa lata w Luboniu, teraz przypada kolejny okres w Warcie, więc akurat w przypadku tej konkretnej grupy, z którą pracuję, ten czas wspólnej pracy jest okazały. Natomiast, patrząc na młodsze drużyny, gdzie też pojawiają się sukcesy to one są spowodowane też tym, o czym mówiliśmy wcześniej – konkurencja. Najważniejsze jest to, że z każdym cyklem, który trwa sześć tygodni, widoczny jest ciągły postęp. Mimo że poziom rywalizacji w województwie nie jest taki, jakbyśmy oczekiwali.

Jak pani ocenia projekt Centralnej Ligi Juniorek? Czy są to poważne i prestiżowe rozgrywki? Pytam, dlatego, że pamiętam dobrze pierwszy sezon, gdzie dochodziły do mnie zewsząd takie opinie, że pod względem organizacyjnym CLJ-ka nie była najlepsza. Do tego dochodziło do wielu absurdalnych sytuacji, jak i wysokich rozstrzygnięć. Jak wygląda to obecnie?

– Nie wiem, jak to wyglądało to wcześniej, bo pracowałam z młodszymi rocznikami. Moja wiedza opiera się na tym, co pan teraz opowiedział i kilku innych głosach trenerów, którzy pracowali wtedy przy tej lidze. Poziom rozgrywek jest bardzo zróżnicowany, ale to wynika z tego, że zespoły, które tu występują, mają też swoje zespoły seniorskie. Dlatego też często te najzdolniejsze zawodniczki zespołów U-17 trafiają do Ekstraligi Kobiet czy I ligi. Wysokie wyniki zdarzają się z uwagi na te rotacje. Zawodniczki często podróżują między seniorkami a juniorkami. I później dochodzi do takiej sytuacji, że beniaminek, czyli Warta Poznań wygrywa mecz 8:0 z zespołem renomowanym, który ma swojego odpowiednika w Ekstralidze, a w CLJ U-17 jest od początku istnienia tych rozgrywek. Z punktu widzenia szkoleniowego to nie jest dobre, bo wolałabym, żeby w każdej kolejce były spotkania na styku. Jeżeli chodzi o organizację to wszystko jest na dobrym poziomie. Mecze rozgrywamy na boiskach ze sztuczną nawierzchnią. Na miejscu nie dochodziło do żadnych absurdalnych sytuacji. Jedynym problemem jest słaba dostępność boisk, co później ma przełożenie na przekładane spotkania. Często terminy rozgrywania ligi nakładały się ze zgrupowaniami kadry U-15. Trzy mecze musieliśmy przełożyć w tej rundzie, z uwagi na przedstawioną wyżej sytuację. Jeżeli na reprezentację jechało pięć, sześć naszych dziewczyn i wracały ze zgrupowania w sobotę to ciężko było, żeby zagrały mecz tego samego dnia lub nazajutrz. Myślę, że kalendarz rozgrywek powinien być lepiej dopracowany.

Czy częstotliwość spotkań w Centralnej Lidze Juniorek jest optymalna? Czy nie jest ich za mało? W ligach męskich jest tak, że drużyny grają spotkania tydzień w tydzień i w końcowym rozrachunku wszystkie ekipy w CLJ U-15 i U-17 rozgrywają 14 spotkań – mecz i rewanż. U was jest tak, że w rundzie gracie dziewięć spotkań i nie zawsze jest możliwe to, żeby liga odbywała się cyklicznie raz w tygodniu. Zdarza się, że macie dwa lub trzy tygodnie przerwy.

– Zaczęliśmy sezon w sierpniu, następnie czekała nas dwutygodniowa przerwa, która wynikała z tego, że reprezentacja Polski U-19 brała udział w turnieju eliminacyjnym do ME U-19. Później było tak, że jakieś spotkania były przełożone i śmialiśmy się z jednej rzeczy, bo rozgrywki IV ligi kobiet kończyły się w drugim tygodniu października, a w CLJ U-17 jeszcze się dobrze rozgrywki nie zaczęły, bo było sporo przerw. Wrzesień był bardzo dziurawy, gdzie nie graliśmy prawie w ogóle, a później przytrafił nam się natłok spotkań. W ubiegły weekend rozegraliśmy ostatni mecz w tym roku. Jeżeli chodzi o samą liczbę spotkań to mam na ten temat niejednoznaczne zdanie. Bo są takie zawodniczki, które są powoływane do reprezentacji Polski, grają w CLJ U-17 i seniorkach, więc tych minut w nogach zbiera im się bardzo dużo. Jednak pod względem motorycznym nasze piłkarki były dobrze przygotowane i dla nich taki układ jest optymalny, gdzie grają często i nie są zajechane fizycznie. Aczkolwiek był taki moment w tej rundzie, gdzie graliśmy mecze systemem środa- sobota i w takim układzie więcej rozgrywaliśmy spotkań niż trenowaliśmy. Dla mnie najlepszą opcją byłoby regularne granie tydzień w tydzień, ale wiem, że ciężko przeskoczyć niektóre rzeczy, czyli przerwy na kadrę.

Piłka kobieca w Polsce – nabiera rozpędu i prężnie się rozwija? Czy nadal to nie funkcjonuje tak, jak powinno?

– Mam wrażenie, że doszliśmy do etapu stagnacji. Był taki czas, gdzie mieliśmy do czynienia z “bumem” na piłkę kobiecą – nowa struktura, przeorganizowanie lig od tych najmłodszych aż po Ekstraligę. Wiadomo, że efekty tej reformy mogą przyjść dopiero za kilka lat i może poziom będzie wyższy. Sama Ekstraliga Kobiet się mocno wyrównała. Nie ma już jednego, dwóch zespołów, które walczą o mistrza, gdzie wszyscy czekają tylko na jeden mecz w sezonie, który przesądzi o wszystkim. Jednak jest to w głównej mierze spowodowane tym, że te najbardziej utalentowane piłkarki wyjechały do zagranicznych klubów. Liga się wyrównała. Niestety, pojawiła się stagnacja. Ostatnio usłyszałam na Wydziale Piłki Kobiecej w Wielkopolsce, że spadła liczba trenujących piłkarek w naszym kraju na przestrzeni ostatnich trzech lat. Czy spadła też jakość naszych zawodniczek? Trzeba to zbadać i dokładnie sprawdzić. Jesteśmy w takim momencie, gdzie nie jestem w stanie powiedzieć, że to, co się dzieje w piłce kobiecej = rozwój, ale wykonywany bardzo małymi krokami. W innych krajach wygląda to zdecydowanie lepiej.

Na pewno potrzebni są ludzie, którzy będą chcieli się mocno zaangażować i rozwijać te kluby kobiece. W rozmowach z trenerami z Ekstraligi dowiedziałam się, że mało jest klubów, które będą miały zachowaną ciągłość szkolenia – od drużyn dziecięcych do seniorek. Teoretycznie powinno się to coraz bardziej rozwijać, bo kluby z męskiej Ekstraklasy otwierają się na piłkę kobiecą. Jednak nie do końca idzie to w parze z jakością. Nieraz, gdy włączę transmitowany mecz Ekstraligi czy I ligi w Internecie lub w TVP Sport to nie widzę tam jakości szkolenia i pomysłu na grę. Niby są to zespoły z najwyższej półki w Polsce, ale nie ma w nich nic charakterystycznego. Nie widać myśli szkoleniowej i konkretnego sposobu na grę. Mam nadzieję, że to będzie się zmieniać, ale moje obecne stanowisko nie jest optymistyczne. Na pewno projekty PZPN-u zasługują na słowa pochwały. Byłam nam zgrupowaniach Talent Pro, LAMO, ZAMO i mogę powiedzieć, że tam widać jakość selekcji i szkolenia. Dziewczyny, które tam przyjeżdżają są na wysokim poziomie, ale mówimy tu o trzech, czterech piłkarkach z województwa. Duży jest przeskok między tymi najzdolniejszymi a pozostałymi. Tym bardziej, że tych dziewczyn w piłce nożnej, z roku na rok, jest coraz mniej.

Pani zdaniem, z czego to może wynikać, że tych dziewczyn jest coraz mniej?

– Myślę, że teraz dzieci są coraz mniej sprawne. Pracuję też w szkole i widzę, że sprawność ogólna jest słabsza niż w poprzednich latach. Z drugiej strony, dzieci mają więcej możliwości na dodatkowe zajęcia. Jeszcze kilka lat temu tych opcji było niewiele w mniejszych miejscowościach, a teraz dzieci mają większy wybór. Do tego też dochodzi nauka i zajęcia pozalekcyjne. Rodzic i dziewczynka muszą w pewnym momencie wybierać, co jest dla nich istotniejsze – nauka czy piłka nożna. My w akademii też się często z takimi sytuacjami spotykamy. Mentalność piłkarek i rodziców zmierza w ten sposób, że dziecko nie jest w stanie sobie radzić z dwoma, trzema rzeczami na dobrym poziomie. Wyjechałam ze swojego domu rodzinnego, żeby grać w piłkę. Jednak wiedziałam, że te 200 kilometrów od domu nie może spowodować tego, że zawalę szkołę, która może mi się przydać w przyszłości. Stawiałam to zawsze na równi. Chciałam, żeby nauka szła w parze z piłką nożną. Niektóre piłkarki nie są w stanie tego pogodzić lub po prostu tak uważają i rezygnują ze sportu. W ostatnim czasie na pewno pandemia mocno namieszała. Po tym okresie, gdzie nie było treningów i spotkań ligowych wiele dziewczyn nie wróciło już do piłki. Znalazły sobie inne zajęcia. Gdy ktoś nie ma takiego przeświadczenia i marzeń o tym, żeby zostać profesjonalną piłkarką to później z tego rezygnuje.

Pojawił się taki trend w ostatnich latach, gdzie duże marki z męskiej piłki weszły w sekcję kobiet. Czy to jest dobre dla kobiecej piłki? Czy to ma realny wpływ na rozwój dyscypliny i większe zainteresowanie?

– Na pewno pod względem medialnym to przyciąga rodziców i zawodniczki. Gdy zaczynałam swoją przygodę z trenerką, chciałam otworzyć swoją akademię w Poznaniu. Natomiast po roku działalności, zderzyłam się ze ścianą. Trudno jest prowadzić takie przedsięwzięcie, gdy nie jest się marką. Otwarcie się męskich klubów na kobiecą piłkę powinno zapewnić rozwój i zachęcić dziewczyny do tego sportu. Natomiast, jak to będzie się przekładało na ciągłość tych sekcji i jakość szkolenia? To wszystko zależy od działaczy tych klubów. Jeśli rodzic lub piłkarki zauważą, że dziewczyny są inaczej traktowane niż chłopcy z tego samego klubu to będzie to duży problem. Były takie sytuacje, gdzie sekcje dziewczęce były traktowane po macoszemu przez duże kluby, nie poświęcano im takiej uwagi jak chłopcom i nie dbano o podstawowe rzeczy. Jeśli markowe akademie będą podchodziły tak samo profesjonalnie do obu sekcji to będzie miało to przełożenie na rozwój i większe zainteresowanie.

ROZMAWIAŁ ARKADIUSZ DOBRUCHOWSKI

Fot. Newspix