Wywiady

CLJ-ka od środka: “Dla Hutnika priorytetem są wychowankowie”

Czy dla Hutnika Kraków problemem jest, że obok funkcjonują tak duże ośrodki jak Wisła i Cracovia? Jakie cele i plany na 2022 rok ma akademia z Nowej Huty? Co funkcjonuje w tym klubie dobrze, a co wymaga poprawy? Rozmawiamy z nowym dyrektorem akademii, Pawłem Palusińskim.

Miniony rok, jaki on był dla akademii Hutnika Kraków?

– Na pewno końcówka roku była udana dla naszych drużyn. W kategorii juniora młodszego wywalczyliśmy awans do CLJ U-17, a nasi trampkarze byli najlepsi w województwie i otarli się o poziom centralny, przegrywając w barażach z Resovią. Generalnie jesteśmy zadowoleni z przepracowanego całego roku. Akademia działa prężnie. Cieszy nas również to, że udało nam się utrzymać złotą gwiazdkę w programie certyfikacji szkółek PZPN. Ciężko pracujemy na to, żeby rok 2022 był lepszy niż poprzedni. Lepsze zawsze jest wrogiem dobrego, więc będziemy poprawiać to, co możemy jeszcze usprawnić.

Pan jest dyrektorem akademii Hutnika od października 2021 roku. Co udało się przez ten czas zrobić?

– Nie mi to oceniać, ponieważ od tego są inne osoby, które będą rozliczać mnie z mojej pracy. Na pewno jestem zadowolony z pracy z trenerem koordynatorem, Maksymilianem Habowskim, który świetnie spisuje się w drużynach młodzieżowych. Na pewno ważnym elementem jest współpraca z przedszkolami. Powoli zaciskamy więzi i wprowadzamy zajęcia z najmłodszymi  w tych placówkach, ponieważ wpływa to później na to, że dzieci z Nowej Huty zarażają się pasją do Hutnika. Wierzymy, że później przyjdą do nas do kategorii skrzata, pełni entuzjazmu, z pewnymi umiejętnościami i znajomości naszych gier i zabaw, co sprawi, że łatwiej im będzie wpasować się do naszego środowiska. Nie ukrywam, że dalej jesteśmy na etapie sporej reorganizacji. Chcemy wystartować z naborem dziewczynek w większej skali niż to się obecnie dzieje. Będziemy starali się pielęgnować sekcję kobiecą. Wierzę, że rok 2022 przyniesie w tej materii więcej sukcesów, a dziewczynki z Nowej Huty będą miały miejsce, gdzie będą mogły przyjść i potrenować piłkę nożną.

W tym momencie nie prowadzicie sekcji dziewczęcych?

– Mamy sekcję dziewczęcą, ale na ten moment jest to tylko jedna grupa dziewczynek. Wydaje mi się, że mamy potencjał ku temu, żeby wystartować z większą promocją kobiecej piłki nożnej. Mamy też kilka rzeczy, których nie udało nam się zrobić tj. boisko, które nie zostało ukończone. Mieliśmy inne plany, ale wierzymy, że w najbliższym roku uda nam się ten temat zamknąć, co sprawi, że będziemy mieli dwa boiska ze sztuczną nawierzchnią do dyspozycji. To spowoduje, że będziemy mieli większe możliwości treningowe dla wszystkich drużyn młodzieżowych. 

Gdy pan przychodził do akademii w październiku to miał takie wrażenie, że wchodzi do dobrze działającej maszyny? Czy takiej, w której trzeba dużo pozmieniać i ciężko popracować?

– Na pewno jest mi niezwykle trudno zastąpić poprzedniego dyrektora akademii, Michała Wiącka, który jest związany z Hutnikiem od małego i on zawsze poświęcał się dla tego klubu, nawet, gdy nie pełnił w nim żadnych funkcji. Podjąłem się trudnego zadania. Nie ukrywam, że ta maszyna dobrze funkcjonuje. Jestem człowiekiem, który lubi wyzwania, ciekawe projekty, w których można coś poprawiać, zmienić. Wychodzę też z takiego założenia, że zawsze można coś ulepszyć.

Co pana zdaniem wymaga poprawy, zmian w akademii Hutnika? 

– Wiele jest do poprawy np. struktura treningowa. Mam swoje pomysły, żeby to usprawnić. Chciałbym, żeby trenerzy mieli większą odpowiedzialność za swoją pracę. Moim celem jest też to, żeby umożliwić trenerom dalszy rozwój poprzez wszelakie kursy i szkolenia. W tym roku wystartowaliśmy z kursami sędziowskim dla naszych juniorów, żeby obeznali się szczegółowo z przepisami. Mamy świadomość, że tylko garstka z nich będzie profesjonalnymi piłkarzami, dlatego też chcemy im podsuwać różne inspiracje i alternatywy, gdy nie wyjdzie im z piłką. Może zostaną sędziami piłkarskimi lub dietetykami sportowymi? Chcemy pokazać im wiele możliwości i przygotować do dorosłego życia. Nie zamykamy się tylko na kariery zawodników. Dążymy do tego, żeby zapewnić tym chłopcom nie tylko rozwój piłkarski, ale i ogólnospołeczny.

W pierwszym zdaniu napomknął pan o tym, że do poprawy jest struktura treningowa w akademii Hutnika. Niech dyrektor rozwinie swoją myśl, co jest z nią nie tak? Co wymaga zmiany?

– Zależy mi na tym, żeby trenerzy skupiali się bezpośrednio na swoich drużynach. Często zdarza się tak, że z uwagi na niewielkie środki finansowe w klubach, trenerzy pracują z doskoku z młodzieżą, gdzie dodatkowo zajmują się jeszcze dwoma czy trzema innymi aktywnościami zarobkowymi. Wierzę w to, że uda nam się wprowadzić takie zmiany, że każdy trener w naszej akademii będzie przychodził do pracy z przyjemnością, a warunki, które uda nam się stworzyć, będą takie, że najlepsi trenerzy będą u nas zostawać, a jeszcze lepsi przychodzić. 

Czym jest dla was Centralna Liga Juniorów?

– Na pewno jest to szansa tych chłopców na pokazanie się szerszej publiczności. To też dobra okazja do tego, żeby określić, w jakim miejscu jesteśmy na tle innych akademii, które osiągają sukcesy w kraju. Nie przywiązujemy dużej wagi do wyników. Jednak łatwiej jest nam reklamować pracę naszej akademii, gdy mamy drużyny w Centralnej Lidze Juniorów. Nie ukrywam, że nastawiamy się na utrzymanie w CLJ U-17 i wierzymy, że CLJ-ki będą naszym oknem wystawowym, które potwierdzi, że wykonujemy dobrą pracę w naszej akademii. 

W planach macie posiadanie trzech drużyn w CLJ-kach? Czy jest to w ogóle możliwe do zrealizowania w waszych warunkach?

– Oczywiście, że wszystko jest możliwe. Sport zweryfikuje wszystkie nasze plany, czego najlepszym przykładem jest nasza drużyna trampkarzy, która na własnym podwórku nie miała sobie równych, w cuglach wygrała I ligę wojewódzką. Awans do Centralnej Ligi Juniorów wydawał się tylko formalnością. Mało tego, bo po pierwszym meczu barażowym, który przegraliśmy 0:1 z Resovią, było widać pomysł na grę, spore zaangażowanie, co sprawiało, że mieliśmy takie przeświadczenie, że był to tylko wypadek przy pracy i uda nam się awansować do CLJ U-15. Jednak życie zweryfikowało nasze plany. Nie poddajemy się, pracujemy dalej i wierzymy, że za chwilę kolejne roczniki będą atakowały CLJ-kę. Jesteśmy optymistycznie do tego nastawieni, bo widzimy, jak nasze drużyny i poszczególni zawodnicy się rozwijają. Widać regularne postępy, gra naszych zespołów cieszy oko i to z czasem przełoży się na naoczne rezultaty. Moi poprzednicy wykonali kawał dobrej roboty, my to kontynuujemy i niedługo będziemy zbierać owoce tej pracy.

Czy dla Hutnika Kraków to nie jest spory problem lokalizacyjny, że obok was są tak duże kluby, ośrodki jak Wisła i Cracovia? Nie jest też tak, że często jesteście trzecim lub czwartym wyborem dla młodych zawodników? Z uwagi na tą dużą konkurencję musicie się mocno nagimnastykować, żeby pozyskiwać zdolną młodzież do siebie?

– To nas tylko mobilizuje do jeszcze cięższej pracy. Cieszymy się, że w naszym mieście jest tak duża konkurencja. Jeżeli udaje nam się walczyć, jak równy z równym z tymi klubami to jest chluba dla nas. Mamy też swoje atuty. Po pierwsze lokalizacja – jesteśmy z dala od centrum miasta, skupiamy się na osobach, które wychowują się i mieszkają na Nowej Hucie. Po drugie hutniczy klimat – staramy się utrzymywać u siebie wychowanków od najmłodszych lat. Historia też pokazuje, że wielu naszych wychowanków zaistniało w polskiej piłce (czyt. Michał Pazdan, Marcin Wasilewski, Łukasz Sosin, Marek Koźmiński i wielu innych – przyp. red.). Dysponujemy takimi środkami, obiektami i trenerami, którzy są w stanie doprowadzić wychowanka do tego, żeby stał się profesjonalnym piłkarzem. Wierzymy, że nasza praca przyniesie taki efekt. Nie chcę wymieniać nazwisk. Bacznie im się przyglądamy i solidnie pracujemy. Współpracują z nami fizjoterapeuci, dietetyk oraz psycholog sportowy. Zwracamy uwagę na obszary, które możemy jeszcze poprawić. Natomiast cierpliwie, krok po kroku, cały czas dążymy do tego, żeby warunki w naszym klubie były jeszcze lepsze. 

Czy ze słów, które pan powiedział na początku mamy wywnioskować, że chcecie być osiedlowym klubem, który głównie skupia wokół siebie ludzi związanych z tą częścią Krakowa, którzy utożsamiają się z Nową Hutą i Hutnikiem? Czy też chcecie pozyskiwać do siebie zawodników z całego województwa?

– I tak, i nie, bo priorytetem dla nas są wychowankowie. Zdajemy sobie sprawę, w jakim miejscu jesteśmy, że są więksi od nas, ale też są mniejsi, a co za tym idzie, że dla nas najważniejsi są wychowankowie, czyli osoby związane mocno z Hutnikiem i terenami wokół Nowej Huty. Tak, jak wspomniałem, CLJ-ki to okazja pokazania się na zewnątrz, co wiąże się z tym, że jest to spory magnes dla osób z całego Krakowa, jak i innych miejscowości. Z całym szacunkiem dla Cracovii i Wisły, chyba jesteśmy jedynym klubem, który ma tak rozbudowaną bazę treningową w Krakowie. To też jest nasz atut, bo nie musimy się tułać po wynajętych obiektach dookoła. Jesteśmy u siebie, mamy, gdzie trenować. Oczywiście, Cracovia ma absolutnie fantastyczną bazę treningową poza miastem. Wisła korzysta ze świetnych boisk w Myślenicach. Natomiast my nie tracimy czasu i kosztów na dojazdy. Jesteśmy na miejscu. Na naszą mocną kartę przetargową mają też wpływ trenerzy, o których wspomniałem, że się rozwijają, są, coraz lepsi i jeśli nie będą od nas odchodzić to będą stanowić o jeszcze większej sile Hutnika. Żartobliwie powiem, że Cracovia i Wisła powinny zacząć się obawiać, bo Hutnik robi się mocny (śmiech).

Od razu w głowie mi się zapaliła lampka, że jest to idealny pomysł na tytuł tego wywiadu.

– To tylko żarty. Znamy się dobrze z ludźmi z Cracovii i Wisły, więc jestem spokojny o to, że zrozumieją piłkarską szyderkę. 

Czy tożsamość z Hutnikiem, jego historią to jest coś dla was bardzo ważnego? Chcecie to wpajać swoim zawodnikom? Czy z uwagi na fakt, że w Krakowie dominują dwa kluby – Wisła i Cracovia liczycie się z tym, że przychodzą do was sympatycy tych zespołów, którzy nie dostali się do swoich ulubionych drużyn?

– Kwestie kibicowskie odstawiam na bok. Każdy ma prawo kibicować, komu chce. Proszę mi wierzyć, że kluby w Małopolsce współpracują ze sobą na wielu szczeblach. Nie ma to znaczenia, czy to jest Wisła, Cracovia, Garbarnia, czy Kabel, który robi świetną robotę z młodzieżą. My skupimy się na sobie i tym, co my możemy zrobić więcej. Dajemy rodzicom pole do decydowania o tym, gdzie chcą, żeby ich dziecko trenowało. Wierzę, że dobra praca zawsze się obroni. Jeśli ktoś wybierze nas zamiast Wisły czy Cracovii to my będziemy z tego dumni. Jednak, jeśli tak się nie stanie to nam to nie przeszkadza, że dokonują takich wyborów. My skupiamy się na zmianach w naszym klubie, aby to właśnie do nas przychodzili. Z kolei, jeśli chodzi o tożsamość, wspominałem już o wychowankach. Moim marzeniem jest to, żeby grupa skrzatów, która liczy dwadzieścia osób doszła do etapu juniora w liczbie trzynastu, co jest niespotykane w innych klubach. Natomiast, nie ma co ukrywać, że potrzebna jest świeża krew i spojrzenie w każdym zespole. Nie unikniemy zmian. Wiemy, że po drodze wiele dzieci rezygnuje z piłki nożnej, z różnych powodów. To jest nieunikniony proces, który zawsze będzie miał miejsce. Natomiast wierzymy, że ta tożsamość z Hutnikiem, rodzinna więź i wspieranie się na każdym kroku, spowoduje, że ci chłopcy będą walczyć na boisku i wspólnie osiągną sukces sportowy lub społeczny, który również jest dla nas ważny.

Jak pan ocenia program certyfikacji szkółek piłkarskich PZPN i jego rozwój? Na samym początku pochwalił się pan, że udało się wam utrzymać złotą gwiazdkę. Do tego też wcześniej pracował pan w PZPN-ie i był blisko tego projektu, więc może rzucić nam nieco inne spojrzenie. 

– Duże brawa dla PZPN-u, bo uważam, że idea projektu była fantastyczna. Wydaje mi się, że na przestrzeni lat ten program odszedł od poprawy jakości szkolenia, co miało być pierwotnie jego celem, a skupił się na poprawie organizacji i weryfikacji wydatków przeznaczanych na młodzież. Z mojej perspektywy wyglądało to tak, że z czasem ta biurokracja zaczęła przeważać, co spowodowało, że kluby zaczęły mniej interesować się tym programem, bo dla wielu z nich wiązało się to z przerostem obowiązków nad korzyściami. Natomiast, nie ma co ukrywać, że wiele spraw w kwestiach organizacyjnych zostało poprawione w szkółkach i akademiach, a mowa o: programach szkolenia, systematyczności uzupełniania treningów itp. Wiele spraw zostało uporządkowanych, dzięki temu programowi. Na pewno też zwiększył się rynek trenerski, bo szkółki potrzebują szkoleniowców z określonymi licencjami, żeby otrzymać dany certyfikat, co powoduje, że nie biorą pierwszego lepszego trenera, tylko weryfikują go pod wieloma aspektami – czy pasuje do danej grupy, jaką posiada wiedzę szkoleniową itd. To jest bardzo duży plus. Z perspektywy dyrektora akademii Hutnika uważam, że jest wiele jeszcze do poprawy w tym programie. Wierzę, że zmiany, które ostatnio nastąpiły, spowodują, że PZPN będzie szukał więcej kontaktu z klubami i będzie ich słuchał, szczególnie tych mniejszych. Widać, że ten pomysł z zielonymi gwiazdkami jest ciekawym rozwiązaniem. Być może trzeba jeszcze pomyśleć o większej gradacji certyfikatów? 

W ostatnich latach pracował pan w PZPN-ie, jak podsumuje ten czas? Co udało się panu zrobić?

– Na pewno była to wspaniały czas, gdzie spotkałem wielu świetnych ludzi. W PZPN-ie pracowałem na kilku różnych stanowiskach. Byłem kierownikiem młodzieżowych reprezentacji, z którymi przeżyłem wspaniałe chwile. W ostatnich latach byłem regionalnym specjalistą na województwo małopolskie, jeśli chodzi o piłkę amatorską. Co udało się zrobić? M.in. program certyfikacji szkółek piłkarskich PZPN. To, że funkcjonuje w takim kształcie to jest zasługa całej ekipy regionalnych specjalistów z innych województw, która ze mną współpracowała. Być może jest to tylko mała cegiełka, ale to nie mnie oceniać. Dochodziło do wielu ciekawych wymian doświadczeń, burz mózgów. Trudno mi mówić o swoich dokonaniach, bo od oceny mojej pracy są moi pracodawcy. Mogę za to powiedzieć, że cieszę się, że mogłem przeżyć niezapomniane przygody z reprezentacjami Polski futsalu i z kadrami U-18 i U-21.

ROZMAWIAŁ ARKADIUSZ DOBRUCHOWSKI

Fot. Hutnik Kraków