Blogi i felietony

Mamczak: Sztab Rakowa to zwykłe chłopaki z łapanki!

Z oburzeniem, mam wrażenie, Twitter zareagował na mój wpis o kozackim sztabie, który kompletuje Raków Częstochowa. W zasadzie sztab ten, kozacki, już Raków skompletował dawno, ale teraz regularnie go wzmacnia.

Raków buduje klub inaczej niż reszta ligi. Od dawna mówi się, że częstochowską konstrukcję oparto na solidnych podstawach i mądry właściciel robi to trochę nie po polsku. Mnie cieszy jednak to, co dzieje się w kadrze pracującej nad merytoryką.

Bo czy dzisiaj wiele jest klubów, które mogą pochwalić się sztabem na wysokim poziomie? Pewnie kibice inaczej patrzą na funkcjonowanie zespołu niż ja. Pewnie inaczej interpretują możliwości, jakie dają poszczególne osoby. Pewnie wielu szkoleniowych kozaków, których ja szanuję i którzy kozakami są dla mnie, a którzy w cieniu mozolnie wykonują kapitalną pracę, dla wielu kibiców kozakami mogą nie być. I pewnie ich praca nie jest postrzegana przez ogół tak, jak przeze mnie.

Ale przeanalizujcie te wszystkie nazwiska, doczytajcie, poszukajcie opinii na ich temat. I zobaczcie, jaki dzisiaj komfort ma Marek Papszun… Możemy bagatelizować wpływ drobnych taktycznych detali, które zauważyć może jeden czy drugi trener, ale na ich znalezienie zawsze potrzeba czasu.

Trener-asystent to standard w każdym klubie. O ile tych drugich trenerów na wysokim poziomie w Ekstraklasie jest wielu, o tyle powiedzcie mi – w którym klubie znajdę zlepek kilku takich drugich trenerów na poziomie? To już wcale nie takie normalne.

Trzeba przyznać, że napisałem to niefortunnie. “O matko, @Rakow1921 pod względem sztabu szkoleniowego robi sobie jaja z reszty ligi i pluje w twarz rywalom. Do Marka Papszuna i spółki dołącza @czytamgre_mk” – tak to poszło. I obrazili się na mnie zarówno kibice Rakowa, jak i zwolennicy innych obozów.

O co mi chodzi z tym pluciem na rywali?

O plucie takie, jak plucie Michaela Phelpsa, gdy po sześciu złotych medalach w Atenach, w Pekinie sięgnął, bez krępacji, po osiem złotych krążków. O plucie takie jak Rafael Nadal, który pierwszy French Open zwyciężył w roku 2005, a piętnaście lat później raz jeszcze zmiótł z planszy Novaka Djokovicia, którego w pierwszym secie ograł do zera. Wygrywając gładko 3-0, triumfując na kortach Rolanda Garrosa po raz trzynasty. Albo o takie plucie jak Usain Bolt, który nie dość, że w 2008 na zupełnym luzie wygrał igrzyska, bijąc rekord świata w biegu na sto metrów, to rok później w Berlinie rekord ten pobił, a w tamtym okresie zasłynął tym, że na ostatnich metrach uśmiechnięty od ucha do ucha potrafił rozglądać się za rywalami. O, a pamiętacie, jak z Moniką Pyrek i Anną Rogowską o medale w skoku o tyczce walczyła Jelena Isinbajewa? I jak centymetr po centymetrze poprawiała światowy rekord na kolejnych mityngach? Śmiała się Polkom w twarz, żartowała sobie z dyscypliny.

W żadnym z powyższych nie chodziło o brak szacunku dla przeciwników. O lekceważenie ich czy naśmiewanie się z ich słabości. Wszystkie te historie to jednak historie sportowego głodu. Historie wytrwałości, historie drogi opartej na ciągłych udoskonaleniach. Na chęci zwyciężania i nieustannego poprawiania. Jestem w tym obszarze najlepszy? Okej, ale mogę odskoczyć przecież jeszcze o pół kroku!

Oczywiście, jakość sztabu szkoleniowego jest niemierzalna. I jest tylko składową drużyny, składową klubu, składową całej piłki. Ale ja właśnie tą składową się na co dzień zajmuję i to ją właśnie obserwuję, wnikliwie analizuję. Dla mnie więc Mariusz Kondak to czołowy analityk w kraju, a nie, jak pisał mi ktoś prywatnie – “były asystent śmiesznej Wisły Płock, z której, notabene, wyleciał przecież”. Dla mnie ludzie, którzy u Marka Papszuna są w sztabie, to topowi ludzie na swoich pozycjach.  Dziś współpracuje z nim blisko pięciu świetnych trenerów, podczas gdy w wielu klubach realne wsparcie daje góra dwóch szkoleniowców, a ten drugi to jeszcze często ktoś mocno na dorobku. Ot – uzupełnienie sztabu, student, prawie wolontariusz.

Rozumiem, że ktoś może mieć inne zdanie. Rozumiem, gdy pisze: “moim zdaniem tercet Cracovii tercet Górnika Zabrze tercet Jagiellonii Białystok (cholera, jeśli liczyć drugich trenerów, asystentów i analityków, to… wcale nie tak łatwo jest w ogóle ten tercet znaleźć) tercet Lecha Poznań Kędziorek-Makowski-Janas przebija częstochowski sztab pod względem X, Y i Z”. Szczególnie, że duet Kędziorek-Makowski, który pracował przecież wcześniej w Rakowie, mocno cenię. Ale na Twitterze tak nie napisze nikt. Tam nie można rzeczowo odnieść się do komentarza, nie można też przekazać swojego zdania. Bo bo… Twitter. A Twitter przecież nie jest od subiektywnych opinii. Takich jak moja. Twitter jest od… od gównoburzy! Od tego, żeby się z kimś pokłócić. To narzędzie właśnie do tego stworzone.

Bawcie się dobrze.

PRZEMYSŁAW MAMCZAK

Chcesz podyskutować o szkoleniu? O najnowszym artykule? Nie zgadzasz się ze mną lub chciałbyś coś dodać? Napisz koniecznie – [email protected].