Reportaże

“Uspokój, ale nie kłam”. Jak rozmawiać z dziećmi o wojnie?

Wiele szkółek w Polsce ogłosiło, że dzieci z Ukrainy będą mogły przychodzić na ich treningi, nie płacąc za udział w zajęciach. Co trenerzy i pracownicy tych klubów powinni jednak zrobić, żeby mali zawodnicy czuli się tam dobrze i swobodnie? Jak rozmawiać z tymi, których życie wywróciło się do góry nogami? W jaki sposób na temat wojny komunikować się z ich polskimi rówieśnikami?

Czy za wszelką cenę powinniśmy unikać tego trudnego tematu? Czy uczulać polskie dzieci, by nie pytały kolegów ze Wschodu o inwazję Rosji na Ukrainę? Jak wspierać najmłodszych i zadbać o to, żeby czuli się bezpiecznie?

W kontekście piłki nożnej nastąpiła powszechna mobilizacja i setki szkółek piłkarskich z całej Polski ogłosiło, że treningi dla dzieci z Ukrainy będą za darmo. Jak trenerzy i pracownicy klubu powinni podejść do tych zawodników? Co zrobić, żeby czuli się swobodnie i mogli cieszyć się grą w piłkę? – Na początku może pojawić się problem bariery językowej. Dlatego zadbałabym o to, żeby ten proces wdrażania do grupy był naturalny. Pomyślałabym o tym, aby wprowadzić zabawy integracyjne, aby poznać swoje imiona. Skupiłabym się na zabawach i grach wyciszających, żeby uspokoić te dzieci i zapanować nad ich emocjami. Otoczyłabym opieką i zaznaczyła, że zawsze mogą podejść do trenera i o wszystko zapytać. Bardzo ważne, żeby towarzyszył nam cały czas uśmiech i spokój – mówi nam Karolina Chlebosz, psycholog sportowy.

– Uwaga i czas to są najważniejsze rzeczy, które możemy dać dziecku. Do tego dołóżmy zaangażowanie, energię, uśmiech, empatię i poczucie bezpieczeństwa, bo są to aspekty niezwykle ważne w pracy z najmłodszymi. Na zajęciach piłkarskich dla dzieci w wieku przedszkolnym najistotniejsza jest spontaniczna, atrakcyjna zabawa. Nic nie zmieniałbym w tym kontekście… może z wyjątkiem zabaw, które mogłyby się kojarzyć z wojną – tj. „podkładanie bomb” czy „gorące kule”. W swojej pracy wystrzegam się obecnie takich zabaw ruchowych, modyfikuję je i dodaję coś nowego – mówi nam Artur Hibner, socjolog, przedszkolanek i trener specjalizujący się w pedagogice przedszkolnej i wczesnoszkolnej, wiceprezes akademii Creative Wronki.

Jeśli trenerzy poświęcą więcej uwagi ukraińskim dzieciom, aniżeli polskim, czy te nie będą czuły się odtrącone? Co zrobić, żeby na zajęciach wszyscy dobrze się czuli i świetnie bawili? – Jeśli my będziemy postępować zgodnie z nowoczesnym warsztatem trenerskim i zgodnie ze współczesną pedagogiką, żeby np. nie wyróżniać dzieci pochwałami – wtedy nie będą czuły się odtrącone. Dziecko pamięta zarówno pochwałę, jak i to, że nie zostało pochwalone. Nasza energia, zaangażowanie i poświęcenie musi być na bardzo wysokim poziomie. Dobór środków treningowych (zabaw) lepiej, żeby nie wiązał się z aspektami militarnymi i rywalizacją, zwłaszcza u dzieci w wieku 3-5 lat. Bardzo ważny jest dobry pokaz. Gdy trener dobrze, całym sobą pokazuje i odwzoruje daną zabawę czy ćwiczenie, wciela się w rolę – to nagle znika bariera językowa, bo dziecko z Ukrainy albo kojarzy ją ze swojego kraju albo po prostu szybko ją łapie. Ważne, żeby biła od nas autentyczna radość i miłość – podkreśla trener z wieloletnim doświadczeniem pracy z dziećmi w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym.

Jak rozmawiać z dziećmi z Ukrainy? Czy unikać tematu wojny? – Na pewno zapytałabym się, jak się czują i czy mają potrzebę rozmawiania na ten temat. Jeśli nie, to nic na siłę. Niektóre dzieci chcą otwarcie dzielić się swoimi odczuciami i przeżyciami, a inne tego unikają. Najważniejsze jest to, żeby dziecko czuło się dobrze na zajęciach. Piłka nożna to może być dla nich jedyna odskocznia od wojny – uważa Chlebosz. – Z ukraińskimi dziećmi w wieku przedszkolnym nie poruszałbym w ogóle tematu wojny. Z kolei z nieco starszymi ważna jest rozmowa na temat emocji, że wszystkie są potrzebne. Nie ma dobrych i złych emocji, dzielimy je na przyjemne w odczuwaniu i te nieprzyjemne w odczuwaniu. Smutek? Jest okej. Dlaczego? Dzieci powiedzą pewnie, że jest niepotrzebny, zły. Smutek zaś skłania do refleksji, pozwala się zatrzymać, daje nam możliwość zastanowienia się nad daną sytuacją. My trenerzy, pedagodzy na zajęciach zasadniczo uczymy dzieci radzenia sobie w trudnych sytuacjach. Dobrze więc, że one do nas trafiają – np. do szkoleniowców z wykształceniem pedagogicznym czy psychologicznym, bo z tych narzędzi, z których korzystamy w sporcie, możemy też korzystać na zajęciach w kontekście trudnych doświadczeń wojennych. Realizowałbym to w ramach ćwiczeń, zabaw (doświadczanie przez działanie). Aczkolwiek nie dopytywałbym dzieci o szczegóły wydarzeń rodzinnych, wojennych. Jeśli samo nam nie powie, nie drążyłbym tego tematu – dodaje Hibner.

Emocje są jak chmury na niebie. One płyną, nie mamy na nie wpływu, nie możemy ich przesunąć. Za chwilę dana chmura będzie w innym miejscu i później zniknie. Każda chmura jest inna, ma inny kształt, z czymś innym się kojarzy. Poprzez to odniesienie uczymy dzieci, że emocje kiedyś miną. Musimy je zaakceptować, możemy z ciekawością się im przyglądać. Do czegoś wszystkie one służą. Jeśli przyjrzymy się na przykład swojej emocji złości, to ona po coś jest. Może dzięki niej moja mama znalazła w sobie tyle siły i determinacji, że wyjechała z Ukrainy, spakowała rzeczy, pokonała wszelkie trudności w niełatwej drodze i znalazła się w Polsce. Złość daje bowiem m.in. energię. Naszą rozmowę o emocjach trzeba dostosowywać odpowiednio do wieku. Ale na pewno z dziećmi w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym o emocjach rozmawiać można i należy – wskazuje Hibner.

Na sport.pl ostatnio ukazał się artykuł opisujący sytuację 7-letniego Ivana, który tylko na boisku zapomina o wojnie i przestaje płakać. Gdy gra w piłkę to nie pyta, co się dzieje z tatą i czy ich dom w Kijowie jeszcze stoi. Mama tego chłopca mówi: “gdyby nie piłka, nie dalibyśmy rady”. Papież Jan Paweł II lubił mawiać “Piłka nożna to najważniejsza rzecz z rzeczy nieważnych”  i to powiedzenie idealnie pasuje do młodziutkiego Ivana, jak i pewnie wielu, wielu innych dzieci, które uciekły przed wojną do Polski wraz ze swoimi rodzinami. Czy w takim razie należy uczulać polskie dzieci, żeby nie pytały swoich rówieśników, którzy ostatnio przybyli do Polski, o inwazję Rosji na Ukrainę?

 –  Nie, jeżeli dziecko ma ochotę zapytać swojego rówieśnika z Ukrainy, jak tam było to niech to robi. Dzieci rozmawiają ze sobą o wszystkim i są w tym bardzo szczere. Nie zakazywałbym im rozmowy na tematy związane z wojną. Zwróciłabym uwagę na to, żeby podchodzić do dzieci z Ukrainy z dużą otwartością i przyjaźnią, tak, jak do innych, nowych kolegów, koleżanek – podkreśla pani psycholog.

Z uwagi na agresję Rosji na naszych wschodnich sąsiadów nasza największa uwaga skupiona jest na Ukraińcach. Polacy chcą im pomóc, jak najlepiej tylko potrafią w tym bardzo trudnym czasie. Stąd też inicjatywa z darmowymi zajęciami piłkarskimi dla dzieci z tego kraju. Aczkolwiek Artur Hibner zaznacza nam, żebyśmy nie zapominali o dzieciach z innych krajów. – Każde dziecko jest ważne, wartościowe, inne i wyjątkowe. Dzieci są inne, bo mają inny kolor skóry, są z innych państw, są innych narodowości, wyznań itd. Aczkolwiek one są wszystkie równo wyjątkowe i ważne. Nie zapominajmy o dzieciach z innych państw, żeby im też stworzyć odpowiednie środowisko, w którym będą czuły się komfortowo. Nie odtrącajmy m.in. małych Białorusinów, Rosjan, którzy są w Polsce, oni też mocno przeżywają obecną sytuację i nie mają łatwo.

W ogóle myślę, że w obecnej sytuacji dobrym działaniem są zajęcia m.in. ruchowe, sportowe (ukierunkowane na kształtowanie kompetencji psychospołecznych) dla dzieci z rodzicami. Prowadzimy takowe od grudnia dla dzieci 1,5 – 2 – 3-letnich z rodzicami. Szczególnie dla małego dziecka dotkniętego przykrymi przeżyciami obecność rodzica, współuczestniczenie mamy czy taty w treningu są niezmiernie ważne – dodaje.

Jak rozmawiać z dziećmi o wojnie?

A co z naszymi dziećmi? Jak z nimi rozmawiać na tematy wojenne? Niestety, nie da się od tego uciec. Na każdym kroku widzimy symbole wspierające Ukrainę i te tępiące agresję Rosji. Czy trenerzy na zajęciach powinni poruszać taki temat? Czy to jest miejsce, gdzie o tym się nie rozmawia, bo najważniejsza jest dobra zabawa i odcięcie się od szarej rzeczywistości?

– Myślę, że warto poświęcić czas na taką rozmowę, przygotować się do niej na spokojnie i pozwolić dzieciom wyrazić swoje emocje, czyli nie być jedyną osobą, która opowiada. Trenerzy mogą wykorzystać w takiej rozmowie opowieści i ciekawostki historyczne. Można też pomyśleć o tym, żeby zaangażować całą swoją grupą w akcje pomocowe, żeby zniwelować w nich poczucie bezradności. Uczulałbym też swoich zawodników na fałszywe informacje, które pojawiają się w Internecie – radzi Karolina Chlebosz.

Jak trenerzy powinni reagować, w momencie, gdy słyszą rozmowy swoich zawodników na tematy związane z wojną? – Wiedza zmniejsza poczucie zagrożenia, dlatego warto najpierw usłyszeć od dzieci, jakie towarzyszą im emocje. Nie oceniamy tego, ale słuchamy i je wspieramy. Później trzymamy się faktów i nie wróżymy, co będzie w przyszłości, bo nikt tego nie wie. Odnosimy się do tego, co jest aktualnie. Najlepiej też mówić do dzieci spokojniej, wolniej i powtarzać swój przekaz – tłumaczy pani psycholog.

Co w momencie, gdy usłyszymy wśród dzieci taki głos: “Putin niedługo zaatakuje Polskę”? – Powinniśmy zapytać: “skąd taki pomysł?” Fakty są takie, że trwa inwazja Rosji na Ukrainę. Ukraina się broni. Nie wiemy, co będzie w przyszłości. Najważniejsze, żeby teraz zadbać o siebie i pomyśleć o tym, co zrobić, żeby pomóc Ukraińcom. Odnosiłabym się do faktów i nie wróżyła – podkreśla.

Gdy Rosja zaatakowała Ukrainę to wielu Polaków poczuło strach. Trwa wojna, w której giną niewinni ludzie, cywile, dzieci, dlatego, że pewien zbrodniarz wojenny, Władimir Putin miał taki kaprys. Ta sytuacja mocno dotknęła nas, dorosłych ludzi, a co dopiero dzieci. Jak z nimi rozmawiać? – Rodzice powinni zadbać o to, żeby nie zarażać swoim lękiem dzieci i dobierać słowa adekwatne do wieku pociechy. Należy też akceptować emocje naszych dzieci, które mogą być bardzo różne względem tej sytuacji. Dać czas na przyswojenie nowych informacji i nie wyjaśniać wszystkiego naraz, a tyle, ile uznamy za konieczne. Bardzo ważne jest to, żeby nie oglądać przy dzieciach bieżących wiadomości, gdyż jest to przekaz dostosowany do dorosłych odbiorców – podkreśla Karolina Chlebosz.

Dzieci uczęszczają do placówek, mają kontakt z innymi dziećmi. Dzieci ze sobą rozmawiają, słuchają otaczającego świata. Dowiedzą się o wojnie, usłyszą słowo wojna. To ważne, byśmy rozmawiali z dziećmi, pytali, czy mają pytania, zapewnili, że chcemy z nimi rozmawiać i odpowiadać na pytania. To niezwykle ważne byśmy my – rodzice, ważni dorośli byli osobami od których dzieci będą otrzymywały informacje oraz osobami, które będą korygowały informacje zasłyszane poza domem. Ważne, by nazwać, co się dzieje i nazwać dlaczego wokół nas, dorosłych tak często pojawia się temat wojny w Ukrainie. Oczywiście język powinien być dostosowany do wieku dziecka i opierać się o fakty, na które dziecko jest gotowe – tłumaczy na swoim blogu “Dziecięca psychologia” Paulina Jarecka, psycholog dziecięcy.

Jak odpowiadać na pytania dzieci dotyczące inwazji Rosji na Ukrainę? Jak zaspokoić ciekawość naszych pociech? Czy powinniśmy mówić im całą prawdę? – Podam przykłady tego, jak można przekazywać takie komunikaty najmłodszym: “Pewnie już wiesz, co się stało na świecie – Rosja zaatakowała Ukrainę. To jest bardzo poważna sprawa. Inne kraje, w tym Polska, zaangażowały się w pomoc Ukraińcom” albo “Rosja zaatakowała Ukrainę. Inne kraje, w tym Polska, nie zgadzają się na to. To jest wojna” albo “jesteśmy w sojuszu wojskowym z największymi armiami świata. W tym sojuszu kraje umówiły się, że nie wolno atakować żadnego z nich, bo wtedy odpowie cały sojusz. To sprawia, że nie jesteśmy sami i możemy czuć się bezpiecznie”. Na pewno nie możemy unikać tego tematu, bo dzieci wiedzą, co się stał. Powinniśmy zadbać o to, żeby chronić je przed fałszywymi informacjami, odnosić się do faktów i tego, co jest prawdą – zaznacza Chlebosz.

Co w momencie, gdy przyjdzie do nas dziecko i powie, że się boi o Ukrainę i o to, że Rosja może później zaatakować Polskę? Uspakajać za wszelką cenę i zapewniać, że nie ma się czego bać? Podkolorowywać rzeczywistość? Czy powinniśmy dzielić się swoimi emocjami z dziećmi? Jeśli boimy się o los Ukraińców i tego, co będzie w przyszłości, możemy o tym powiedzieć naszym pociechom? – Najgorsze, co można zrobić to zaprzeczać uczuciom dzieci: “nie ma się czego bać”, “nie płacz, przecież nic się nie stało”. Myślę, że warto otwarcie mówić o uczuciach dzieci, jak i swoich. Pokazywać na przykładach, że wyrażanie uczuć przynosi ulgę. Dorośli są wzorem dla dzieci. To my możemy pokazywać im, jak opiekować się swoim lękiem, bezradnością. Wojna jest przerażająca dla wszystkich, budzi strach wśród dzieci i dorosłych. Nie ma sensu udawać przed dziećmi, że my nic nie czujemy. Powinniśmy przyznawać się do swoich słabości, emocji: “źle się czuję”, “jestem smutna”, “boję się, ale nie jest to dobry moment na to, żeby się chować”. Pokazujmy dzieciom, że się boimy, ale też udowadniajmy im, jak sobie radzić z tym strachem – radzi pani psycholog.

Wokół nas jest wystarczająco dużo trudnych informacji. Gdy czujemy lęk mamy tendencję do zniekształcania myśli i przewidywania dodatkowej katastrofy. Ważne, by być uważnym na komunikaty, które kierujemy do dziecka i do innych wokół. Ważne, by pytać dziecko o myśli, o to jakie zna fakty. I jednocześnie nie kłamać. Co mam na myśli: Komunikaty: „Zaczyna się od Ukrainy, a potem może iść do Polski”, „To tylko początek. Będzie trzecia wojna światowa” itp. One nie pomagają. Nie wiemy jak będzie. Dla dzieci, zbyt dużo to to, co jest. Nie dokładajmy. Pytajmy dzieci: co o tym wiesz? Co myślisz? Czym się martwisz. Dziecko: „Jasiu powiedział, że Putin zaatakuje też Polskę” Odpowiedz: „Na ten moment Putin zaatakował Ukrainę. Nie ma żadnych informacji mówiących o tym, że chce zaatakować Polskę. Jestem przekonana, że Jasiu też takich nie posiada” I najtrudniejsze: jednocześnie nie kłam, nie obiecuj tego, czego nie jesteś pewien. Chciałabym napisać: jesteśmy i będziemy bezpieczni. Nie wiem, czy będziemy. Dlatego nie jestem w stanie Wam tego obiecać – przedstawia swój punkt widzenia psycholog Jarecka.

Jak wspierać nasze dzieci oprócz samej rozmowy z nimi? Czy są jakieś obszary, o które powinniśmy zadbać w tym trudnym czasie? Paulina Jarecka na swoim blogu pisze, że warto wprowadzić ćwiczenia oddechowe i relaksacyjne do codzienności naszych pociech. – Na całym świecie jest wiele niepokoju, lęku. Przytulanie, ćwiczenia oddechowe i relaksacja są wskazane. Mówi się, że ojcem wszelkich chorób jest stres, a matką zła dieta. Dlatego należy zadbać o dietę i sen. Nie unikajmy tego tematu i nie okłamujmy dzieci. Nie epatujmy brutalnymi informacjami. Nie straszmy i unikajmy komunikatów, które nasilają lęk: “Rosjanie przyjdą też do nas, to dopiero początek wojny”. Przy dzieciach nie słuchajmy relacji z wojennych wydarzeń. Zadbajmy też o siebie i swój spokój, bo to, co dzieje się u dorosłych oddziałuje na dzieci. Każdy potrzebuje bezpieczeństwa zarówno dzieci jak i dorośli – zauważa Chlebosz.

Wojna na Ukrainie to temat numer jeden i spotykamy się z nim wszędzie.  Dzieci sporo czasu spędzają w Internecie, oglądając Youtuba czy TikToka, gdzie treści wojennych jest mnóstwo. W tym czasie, należy zwrócić jeszcze większą uwagę na to, co przegląda dziecko w Internecie?  – Włączyłabym kontrolę rodzicielską i mocno zwróciła uwagę na to, co dziecko ogląda w Internecie, bo to wzbudza niepokój. Tłumaczyłabym, że to źle wpływa na psychikę i samopoczucie.  Rozmawiałabym sporo na ten temat i spędzała więcej czasu razem, a nie w telefonie czy tablecie. Tym bardziej, że wiele informacji, nagrań, które pojawiają się w sieci są nieprawdziwe – stwierdza.

Okej, my w domu zadbamy o to, żeby nasze pociechy nie oglądały materiałów związanych z agresją Rosji na Ukrainę. Jednak o tym mogą dowiedzieć się np. w szkole od swoich kolegów, koleżanek, którzy mają przy sobie telefon i pokazują różne filmy. – Nie możemy chować dziecka w bańce i okłamywać, gdy zapyta nas o tematy związane z atakiem Rosji na Ukrainę. Uprzedźmy nasze pociechy, że mogą w Internecie napotkać nieprawdziwe informacje i, żeby też o tym mówiły swoim rówieśnikom, gdy ci będą pokazywać im różne treści – zaznacza Karolina Chlebosz.

Wojna to nie jest łatwy temat. Ten artykuł nie jest też kodeksem, według którego należy na co dzień postępować. Na końcu każdy z nas i tak zrobi to, co uzna za słuszne. I powie swojemu dziecku to, co będzie chciał. Tym bardziej, że wojna nie wybuchła wczoraj, a już trzy tygodnie temu. Pewne rozmowy już się odbyły, ale sytuacja jest dynamiczna – dlatego warto zreflektować się nad tym i być może coś z porad specjalistów… przenieść do swojego codziennego życia.

ARKADIUSZ DOBRUCHOWSKI

Fot. Newspix