Dość rzadko się zdarza, żeby ekstraklasowy klub wydał niemal 600 tys. euro na piłkarza z I ligi, ale wydaje się, że w tym przypadku było warto. Jak wyglądały początki przygody z futbolem nowego napastnika Cracovii?
Patryk Makuch urodził się w Łodzi i od małego był związany z miejscowym Uczniowskim Klubem Sportowym. W UKS-ie trafił pod skrzydła Józefa Robakiewicza, byłego piłkarza ŁKS-u Łódź, który m.in. w 2010 roku doprowadził zespół juniorów młodszych do mistrzostwa Polski.
– Patryka miałem pod opieką przez jedenaście lat, od 5. do 16. roku życia, więc całkiem sporo. Od najmłodszych lat się wyróżniał, sporo pracował nad techniką. Początkowo nie był zbyt wysoki, dopiero później urósł, ale był silny na nogach. Udało mi się stworzyć mocną grupę w tym roczniku. Niemal od początku z Patrykiem trenował Piotr Pyrdoł, w wieku 11 lat do UKS-u trafił Tomek Makowski, a rok później dołączył jeszcze Michał Góral – mówi nam Robakiewicz, którego bracia – Zbigniew i Ryszard – zadebiutowali w seniorskiej reprezentacji Polski.
Bardzo ważne dla młodych piłkarzy jest odpowiednie środowisko do rozwoju, a w stolicy województwa łódzkiego 23-latek z pewnością mógł na takie liczyć. – Patryk był bardzo obowiązkowym zawodnikiem, zresztą miał też bardzo fajnych rodziców. Sporo ludzi ma talent, tylko nie potrafi go rozwinąć, a Patryk poprzez to, że miał ten talent, to jeszcze przez całą drogę jak go prowadziłem do tego 16. roku życia, prawidłowo się rozwijał. Na pewno pomogło w tym wszystkim to, że miałem tak silną drużynę. Regularnie jeździliśmy z chłopakami po Polsce, mierzyliśmy się z najlepszymi zespołami. Zdaję się, że w Turnieju „Z Podwórka na Stadion o Puchar Tymbarku” przegraliśmy w finale po rzutach karnych. Pamiętam, że w nagrodę zwycięzcy jechali do Francji, natomiast nam się nie udało – wspomina Józef Robakiewicz.
Jednym z atutów wychowanka UKS-u SMS Łódź jest… uniwersalność. Makuch nie jest typem piłkarza, który tylko czeka w polu karnym na podanie od kolegów, ale potrafi też grać tyłem do bramki czy zejść na skrzydło. Tej uniwersalności nauczył się już w dzieciństwie, ponieważ trener Robakiewicz miał w zwyczaju wystawiać chłopaków na różnych pozycjach.
– Moja dewiza z pracy z młodzieżą jest taka, że uczyłem chłopaków grać na różnych pozycjach, jednakże naturalnie przychodził jakiś moment, w którym trzeba było się określić. Widziałem np. po Michale Góralu, że z niego raczej nie będzie obrońcy, bo był typowym napastnikiem. Patryk Makuch grał u mnie na środku i boku obrony, w środku pola, na skrzydle oraz w ataku. Rodzice Patryka nigdy nie mieli do mnie pretensji, że go przestawiam na różne pozycje, a wiadomo, że szczególnie w tym młodym wieku każdy chce zdobywać bramki. Inaczej niż rodzice Tomka Makowskiego, którym czasami zdarzało się marudzić, że wystawiam go na różnych pozycjach, ale koniec końców – wyszło mu to na dobre. Jak Tomek trafił do młodzieżowej reprezentacji Polski, to trener Bartłomiej Zalewski poprosił mnie, żebym wystawiał go na lewej obronie, bo na tej pozycji ma deficyt, a Tomek jest tak wszechstronnym zawodnikiem, że on sobie na pewno tam poradzi. Bawi mnie czasem, gdy przyjeżdżają chłopcy na testy i mówią mi, że grają np. tylko na pozycji „siedem” – tłumaczy jego pierwszy szkoleniowiec.
Jakim typem osoby był nowy nabytek „Pasów” poza boiskiem? – Patryk nie był cichym zawodnikiem, natomiast nie był też takim, który by komuś chamsko odpyskował. Uważam, że spokojnie poradziłby sobie też jako kapitan tego zespołu, chociaż naturalne predyspozycje do tej roli miał Tomasz Makowski, dlatego to on był kapitanem – odpowiada Robakiewicz.
UKS SMS Łódź miał naprawdę silny rocznik, z którego aż trzem zawodnikom udało się zadebiutować na najwyższym szczeblu rozgrywkowym w kraju, a jeden zagrał w I lidze. Czy to właśnie ci gracze wykazywali w dzieciństwie największy potencjał? – Każdy z tej czwórki (Patryk Makuch, Michał Góral, Tomasz Makowski, Piotr Pyrdoł – dop. red.) miał potencjał na granie. Ważne jest to, gdzie się trafi po wieku juniora. Michał Góral poszedł do Legii Warszawa. Okej, kapitalnie, ale później miał problem z kontuzjami. Z Tomkiem Makowskim była historia taka, że on oprócz techniki zaszedł tak daleko swoją ciężką pracą. Patryk również osiągnął to, co osiągnął pracą i obowiązkowością. Miło było patrzeć, jak się rozwijają i pozostawało to tylko kwestią czasu, kiedy jakiś klub się po nich zgłosi. To było do przewidzenia. Chłopcy wzajemnie się nakręcali. Rywalizowali ze sobą, ale w zdrowy sposób. Rolą trenera, jeżeli ma tylu zdolnych piłkarzy w zespole, jest umieścić ich na boisku na takich pozycjach, żeby każdy był z tego zadowolony – wyjaśnia Józef Robakiewicz.
Po 11 latach spędzonych jednym klubie, Makuch przeniósł się do Miedzi Legnica. Młody napastnik początkowo występował w III-ligowych rezerwach, natomiast w tym samym sezonie (2018/19) zadebiutował w Ekstraklasie. Wówczas w trzech meczach uzbierał zaledwie 28 minut, a „Miedzianka” spadła z ligi. W następnej kampanii Makuch był już podstawowym graczem zespołu z Dolnego Śląska, jednakże nie błyszczał liczbami, więc latem 2020 roku został wypożyczony na pół roku do GKS-u Bełchatów.
Dla wychowanka UKS-u SMS Łódź przełomowy okazał się miniony sezon, w którym 23-latek strzelił 14 goli oraz zanotował siedem asyst. Zdaniem wielu obserwatorów był najlepszym piłkarzem I ligi i znacząco przyczynił się do awansu Miedzi na najwyższy szczebel rozgrywkowy w kraju. „Pasy” wydały na niego spore pieniądze, więc w Krakowie liczą na to, że ta inwestycja się spłaci, a sam zawodnik przełoży swoją dobrą formę z I ligi na Ekstraklasę.
BARTOSZ LODKO
Fot. Newspix
Obserwuj @Bartek_Lodko
KOMENTARZE DODAJ KOMENTARZ