Drążczyk: „Żeby pracować z dziećmi, trzeba przede wszystkim… lubić dzieci”

W 206. odcinku podcastu „Jak Uczyć Futbolu” gościliśmy Radosława Drążczyka, trenera i dyrektora sportowego Pogoni Pieszyce, z którym porozmawialiśmy o tym, co jest najważniejsze w pracy z dziećmi.

Drążczyk: „Żeby pracować z dziećmi, trzeba przede wszystkim… lubić dzieci”

Jak liczące kilka tysięcy mieszkańców Pieszyce otrzymały złotą gwiazdkę w Programie Certyfikacji Szkółek?

– W pierwszym cyklu spełniliśmy wszystkie warunki, podczas wizyt monitorujących trenerzy byli bardzo zadowoleni. Otrzymaliśmy złotą gwiazdkę, lecz mieliśmy ją dość krótko – niecałe pół roku. Aktualnie mamy brązową odznakę, ale jesteśmy już przygotowani, żeby iść nieco wyżej.

Dlaczego wymaga od swoich podopiecznych profesjonalizmu?

– Z jednej z drużyn, którą prowadziłem, odeszło kilku dzieciaków i starałem się dowiedzieć, co było tego powodem. Zawsze w pierwszej kolejności szukam przyczyn u siebie, więc zapytałem tych, którzy zostali i usłyszałem, że dużo wymagam. Okej, ale czego wymagam? „Bo trener wymaga, że jak nas nie będzie na treningu, to mamy mu wysłać SMS-a albo trener mówi, żebyśmy raz w miesiącu wysyłali swoje oceny” – pada odpowiedź. I zastanawiam się, co z tym zrobić? Czy to rzeczywiście tak dużo?

– Często zadaję pytanie dzieciakom, kto z nich chciałby grać profesjonalnie w piłkę? Oczywiście niemal wszyscy się zgłaszają, więc czym jest bycie profesjonalistą? No i oni mówią, że profesjonalni zawodnicy trenują w takich samych strojach, mają taki, a nie inny trening i tak dalej. Podają przykłady i mówię, no dobra, ale czy my możemy być profesjonalni? Czy możemy przychodzić wszyscy w jednakowych strojach, czy każdy może mieć taką samą piłkę i odpowiednią liczbę treningów? Czy uważacie, że powinniśmy trenować więcej lub mniej? No kurczę, wszystko to mamy, to bądźmy profesjonalni tu i teraz, nie zważając na to, że chłopcy mają po 10 czy 12 lat. Wszystko zależy od tego, co robisz, a nie od miejsca, w którym jesteś, bo możesz być profesjonalny w Legii Warszawa, ale możesz być też profesjonalny w Pogoni Pieszyce i w niczym to nie przeszkadza.

O dzieciach:

– Od zawsze lubiłem dzieci i młodzież, więc aktualnie nie widzę się w piłce seniorskiej, chociaż nie mówię definitywnie nie, bo powoli do tej myśli dorastam. Żeby pracować z dziećmi, trzeba przede wszystkim… lubić dzieci. Dzieci słyszą, co mówisz i widzą, co robisz. Jeśli widzą, że trener jest godzinę czy pół godziny przed treningiem, że podczas przygotowywania zajęć ma czas na rozmowę z nimi, a może kilka razy z nimi zagra w jakąś grę, postrzela na bramkę, to oni zaczynają to naśladować. Myślę, że to jest najlepsza droga – być naturalnym, robić to, co się uważa za dobre i dzieci będą to naśladować.

Jak zbudować autorytet?

– Jeśli jesteś rozpoznawalnym piłkarzem, wchodzisz do szatni i dzieci cię znają, to ten autorytet masz już na wejściu, natomiast uważam, że możesz go bardzo szybko stracić. Już na koniec jednostki treningowej dzieci mogą być znudzone, ponieważ możesz nie potrafić się wysłowić albo nie mówić ich językiem. Z drugiej strony, możesz wejść do szatni jako osoba nieznana i od razu „kupić” dzieci. Czym? Rozmową, opowiadaniem, zapytaniem, co było fajnego u poprzedniego trenera, a co byście chcieli teraz? Co najbardziej lubicie? A może sami ułożylibyście jakieś ćwiczenie? Wydaje mi się, że w ten sposób możemy znaleźć wspólny język z dziećmi i tym samym budować swój autorytet.

O znoszeniu sprzętu po treningu:

– Mam nową grupę, to są żaki i rodzice są zdziwieni, dlaczego chłopcy z uśmiechem na ustach znoszą sprzęt po treningu? Na pierwszych zajęciach pochwaliłem chłopca, że super Maciek się dzisiaj spisywałeś i w nagrodę możesz pomóc mi znieść sprzęt po treningu. Dzisiaj chłopcy wiedzą, że ten, co sprząta, wyróżnił się na treningu, więc sami przychodzą i oferują swoją pomoc.

O ocenach:

– Proszę dzieci o wysyłanie mi co miesiąc swoich ocen, co też ich wzajemnie nakręca. Jak byliśmy młodzi, to najlepszym sportowcem był ten, który miał słabe oceny – to oznaczało, że najwięcej czasu spędzał na podwórku. Dziś jest inaczej. Obecnie często ci najinteligentniejsi chłopcy są też najlepszymi zawodnikami.

Jakie cechy powinien mieć trener dzieci?

– Uważam, że trzeba mieć w sobie empatię. Myślę, że trenerzy, a ja z pewnością, popełniałem dużo błędów, bo czasami dzieci przychodzą na trening z różnymi problemami – kogoś coś boli, na kogoś przed chwilą mama nakrzyczała. Jeśli tego nie zauważamy, a widzimy, że dziecko na tym treningu nie wygląda tak, jak zawsze, to zamiast krytykować, myślę, że warto wziąć to dziecko na bok i spróbować z nim porozmawiać, zrozumieć.

– Mi też pomaga feedback. Po każdym treningu rozmawiam z dziećmi, czy zrozumiały to, czego się dziś uczyły, co im się podobało, a co im się nie podobało, co można zmodyfikować następnym razem. Sądzę, że zrozumienie uczuć u dzieci jest kluczowe.

O właściwym podejściu do dzieci:

– Nieustannie powtarzam dzieciom, że my nie jesteśmy szkołą i nikt tutaj nie musi przychodzić na siłę. Przychodzimy do klubu, żeby miło spędzić czas, więc jeśli będę krzyczał na dzieci oraz wymyślał coś, czego one nie będą rozumiały, to będę zabijał tę rozrywkę i… po prostu zrezygnują. Przestałbym przychodzić do pracy, w której ciągle ktoś na mnie narzeka i ciągle wymaga czegoś, nie pokazując mi, jak mam to zrobić.

– Oczywiście są trenerzy dookoła, którzy krzyczą, podpowiadają, starają się rozwiązywać za dzieci wszystkie boiskowe i pozaboiskowe zagadki. Znów – to nie szkoła, tutaj nie otrzymacie jedynki. Jeśli zadaję pytanie, a dzieci potrzebują pół minuty, żeby się zastanowić, to ten czas mają. Staram się stworzyć bezpieczne środowisko – zarówno, jeśli chodzi o walory fizyczne, jak i psychiczne. To ma być zabawa, przyjemność.

Czego dzieci wymagają od trenerów?

– Jak cię widzą, tak cię piszą, więc trener powinien wyglądać schludnie na treningu. Czyste ubrania i sportowe buty, a nie klapki. Myślę, że bardzo ważne jest to, jak potrafisz albo nie potrafisz słuchać dzieci – czy im przerywasz, czy pozwalasz coś powiedzieć, czy zachęcasz dzieci do mówienia o swoich uczuciach? Dzieci lubią, żeby pokazać im jakiś fajny zwód, który wcześniej widziały u jakiegoś piłkarza, więc może warto odtworzyć ten konkretny mecz, nauczyć się danego zagrania i później im go zaprezentować na treningu? Uważam też, że bardzo ważne jest podsumowanie treningu, żeby zdobyć feedback.

– Jestem zdania, że ważne jest to, jak mówisz o dziecku podczas jego nieobecności, bo koledzy to później danemu chłopcu powtórzą, więc staram się mówić pozytywnie na temat dzieci. Jest mnóstwo rzeczy, które pomagają budować autorytet.

O Programie Certyfikacji Szkółek:

– Musimy patrzeć na certyfikację z dwóch stron – trenera, bo to właśnie trenerzy mają wątpliwości co do sensu certyfikacji, oraz osoby zarządzającej klubem. Jeśli relacje między zarządzającymi a trenerami nie są jasne, to później rodzą się konflikty i narzekania, bo jesteśmy w certyfikacji.

– Mamy spełnić określone zasady i za to jesteśmy wynagradzani. Pytanie tylko, czy wszędzie trener jest wynagradzany za to, że klub jest w Programie Certyfikacji Szkółek, że musi rzeczywiście wypełnić kilka dokumentów więcej? Dodajmy, że dokumentów pomagających w funkcjonowaniu zarówno tego trenera, jak i klubu.

– W Programie Certyfikacji Szkółek jest wiele rzeczy, których pewnie normalnie byśmy nie robili, gdyby od nas tego nie wymagano. Przykład? Wprowadzanie badań lekarskich do systemu. Gdyby nie było „bata” nad nami, to byśmy tego nie pilnowali.

Dlaczego warto być w Programie Certyfikacji Szkółek?

– Trzeba wyjść od tego, że Program Certyfikacji Szkółek jest dobrowolny. Możemy, ale nie musimy do niego przystępować jako klub. To my decydujemy się na to, jakie kryteria chcemy spełnić i na którą odznakę aplikować.

Jakie są wady Programu Certyfikacji Szkółek?

– Oczywiście według mnie Program Certyfikacji Szkółek nie jest jakimś super projektem. Albo inaczej – takim, który nie ma wad. Uzupełniłbym w nim kilka rzeczy. Ostatnio miałem przyjemność rozmawiać z pracownikiem Polskiego Związku Piłki Nożnej, że dostaliśmy maila odnośnie do szkolenia dla pracowników pochodzących z Ukrainy. Okej, ale oni tutaj są od kilku lat, więc to często temat nieaktualny, a np. nie ma wspólnych szkoleń dla trenerów klubowych i trenerów monitorujących, żeby tutaj była nić porozumienia.

– Program Certyfikacji Szkółek ma za zadanie m.in. kłaść duży nacisk na zarządzanie klubem, a nie możemy dofinansować sobie np. usług księgowej, a to jest duży koszt dla klubu. Uważam, że jedną z rzeczy, którą można dofinansować, powinna być usługa księgowa czy usługa biurowa, bo ktoś te skany musi wprowadzić do systemu.

– Myślę, że kolejną rzeczą wartą wprowadzenia jest trener monitorujący przypisany do danego klubu. Jeden z trenerów miał na zajęciach 11 zawodników w drużynie żaka. Jest zima, trener monitorujący mówi, żeby wpuścił tego szóstego i niech grają 6v5. Kilka tygodni później przyjeżdża drugi trener monitorujący i mówi, że to jest niezgodne z unifikacją, bo w żaku gra się po pięciu. W Pieszycach przez pół roku było tak, że przyjeżdżał do nas trener monitorujący z Opola. Myślę, że super wypracowaliśmy sobie z nim współpracę. Mówił o swoich oczekiwaniach, my je staraliśmy się spełniać, przyjeżdżał na następną wizytę i widział, czy się udało. Wiem, że taki system będzie rodził jakieś zagrożenia z perspektywy PZPN-u, ale należałoby się zastanowić nad tym, czy nie przyniesie więcej dobrego niż złego?

– Następna rzecz, czyli liczebność zawodników w grupie – chodzi mi o dolny pułap. Jeśli prowadzę drużynę żaka i gram 5v5, to po co mi 10 zawodników w drużynie? Nie mogę mieć sześciu albo siedmiu? W drużynie żaka w Anglii, gdzie grają 5v5, w klubie jest siedmiu graczy, czyli dwóch rezerwowych na wypadek, gdyby ktoś się rozchorował i tak dalej. Też chciałbym mieć komfort pracy z tak małą grupą, który był w trakcie pandemii, gdzie grupy były ograniczone do sześciu osób. W młodszych kategoriach wiekowych, gdzie skupiamy się na pracy nad umiejętnościami indywidualnymi, myślę, że to jest super rozwiązanie.

– Uważam, że do dziś nie został rozwiązany temat grup rekreacyjnych. Masz chłopców czy dziewczęta, które trenują od kilku lat i nagle przychodzi ktoś w ich wieku, kto też chciały trenować piłkę nożną. Dołączasz go do grupy i ją w ten sposób krzywdzisz, bo oni są na innym poziomie sportowym, a to dziecko się za chwilę zniechęci. Możemy mieć tylko dzieci z rok starszego rocznika, natomiast nie może być różnicy czterech czy pięciu lat dla tych, którzy dopiero zaczynają przygodę z piłką i chciałyby się w nią pobawić.

– Chciałbym szkoleń dla trenerów monitorujących, żebyśmy jako trenerzy klubowi, jeśli już uczestniczymy w Programie Certyfikacji Szkółek, mogli dowiedzieć się, czego wymaga się od trenerów monitorujących, bo wtedy będziemy mieć wiedzę, czego oni będą wymagać od nas. Żeby każdy wiedział, w którym kierunku wszyscy podążamy.

Jak Radosław Drążczyk kilkukrotnie zwiększył budżet Pogoni Pieszyce?

– Jeśli robisz coś, co lubisz, to jest łatwiej. Nie wiem, dlaczego wcześniej był taki budżet, natomiast kiedy przyszliśmy do klubu, to były możliwości pozyskiwania środków zewnętrznych i skrupulatnie z tego korzystaliśmy. Nie narzekaliśmy, że mamy niską dotację z miasta, bo ona się nie zmieniła, a wręcz jest niższa niż była kiedyś. Szukaliśmy środków zewnętrznych. Trzeba mieć plan i przede wszystkim wiedzieć, czego potrzebujesz. Jeśli nie ma piłek, to trzeba kupić piłki. Jeśli nie ma bramek, to trzeba kupić bramki. Jeśli chcesz mieć dobrych trenerów, to powinni dobrze zarabiać. Jak poprawialiśmy warunki bytowe klubu, głównie dzięki dotacjom celowym, to zaczęło przychodzić coraz więcej dzieci i tak się to wzajemnie nakręcało.

ROZMAWIAŁ PRZEMYSŁAW MAMCZAK

Fot. Radosław Drążczyk