Zawodnik Polonii Warszawa ma chłoniaka. „Wierzę, że mój syn wróci na boisko”

Jednego dnia wyróżniasz się w Centralnej Lidze Juniorów i zmierzasz po statuetkę króla strzelców rozgrywek, a kilka dób później dowiadujesz się, że musisz przerwać swoją piłkarską karierę i poddać się intensywnemu leczeniu. Alexander Gawarecki, który latem zeszłego roku zamienił Varsovię na Polonię Warszawa, zmaga się z chłoniakiem.

Zawodnik Polonii Warszawa ma chłoniaka. „Wierzę, że mój syn wróci na boisko”

Jak Alex przyjął tę informację? Jak wygląda leczenie? Kiedy będzie mógł realnie zacząć myśleć o pierwszych piłkarskich treningach? Porozmawialiśmy z Aleksandrą Gawarecką, mamą 16-latka.

W ostatnich dniach zawodnicy i trenerzy z całej Polski wysyłają życzenia powrotu do zdrowia dla Alexa. Co się stało?

– Alex od 5. roku życia zmaga się z cukrzycą typu 1, natomiast półtora roku temu zachorował na nowotwór tarczycy. Udało nam się go zwalczyć i poradzić sobie z tym nowotworem. Alex musiał być w szpitalu, usunięto mu całą tarczycę, później miał robione badania scyntygraficzne i jodowanie, żeby wyeliminować nowotwór z organizmu i potwierdzić brak przerzutów.

Od listopada zeszłego roku mieliśmy podejrzenia, że dzieje się coś złego, bo Alex zaczął puchnąć po infekcjach oraz zaczęły mu się powiększać węzły chłonne. Początkiem marca przeszedł szereg badań i okazało się, że ma złośliwego chłoniaka limfoblastycznego czwartego stopnia, który wymaga bardzo intensywnego leczenia. Zakładamy, że będzie trwało do dwóch lat. Mamy nadzieję, że tylko do dwóch lat.

Jest to mocno obciążające organizm leczenie, bo mówimy o chemii dokanałowej oraz dożylnej. Do ostatniego momentu normalnie grał w piłkę. 14 marca poszedł do szpitala na wycięcie kawałka węzła chłonnego do histopatologii i wówczas okazało się, że to chłoniak. Od 23 marca jest w Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie na stałe.

Muszę powiedzieć, że Alex może liczyć na wsparcie ze strony władz klubu, trenerów czy kolegów z aktualnego zespołu oraz szkoleniowców i kolegów z drużyn, w których wcześniej występował. Alex jest niesamowitym fighterem i nie mówię tego, ponieważ jest moim dzieckiem.

Jak Alex przyjął informację, że ma chłoniaka?

– Były łzy, złość i gdzieś tam musiał w samotności przetrawić tę informację, natomiast w pewnym momencie zaczął… pocieszać nas – żebyśmy się nie denerwowali, żebyśmy nie płakali, bo on idzie na wojnę z tym rakiem. Że musi tę wojnę wygrać i nie ma innej opcji. Ma bardzo fajną panią doktor, która ma do niego fantastyczne podejście. Pielęgniarki na oddziale również powiedziały, że przyszedł prawdziwy wojownik. Przyszedł gość, który nie będzie leżał w szpitalnym łóżku i załamywał rąk, tylko będzie walczył.

– Syn od trzech tygodni jest w szpitalu, ale mówi, że nie czuje różnicy, chociaż oczywiście chemioterapia ma wpływ na organizm. Przetaczają mu płytki krwi i osocza, żeby wzmocnić organizm, natomiast on mówi, że fizycznie nie czuje żadnej różnicy. Jak tylko jest możliwość, wychodzi popołudniami na spacery, do domu, spotkać się z dziewczyną, rodziną, przyjaciółmi…

Stara się normalnie żyć.

Dokładnie. Mamy też starszego syna i on również ma cukrzycę. Z tą cukrzycą to żyliśmy w zasadzie bez przeszkód, dla nich to nie był problem, że obaj chorują na cukrzycę. Realizują własne plany bez względu na chorobę.

Wierzę, że mój syn jeszcze wróci na boisko. Cały czas mu to powtarzam. Alex myśli, że troszeczkę chłoniak osłabi jego organizm, ale wierzymy w to, że on wróci do gry w piłkę. Po dwóch tygodniach leczenia poprosił do siebie rehabilitanta, bo wiadomo, że jak sportowiec nie ruszał się przez kilkanaście dni, to czuje, że nie ćwiczył. Poprosił tego rehabilitanta, żeby pokazał mu kilka ćwiczeń, które mógłby wykonywać. Alex cały czas chce coś robić, żeby wrócić do sportu.

– Wiadomo, że ta choroba ma również wpływ na psychikę człowieka, zmieniają się priorytety. „Mamo, ale co ja teraz będę robił? Nie miałem planu B” – pytał. Odpowiedziałam, żeby wziął się za geografię, za języki, za historię. I sport. Zaczął się więcej uczyć w szpitalu, chętnie uczęszcza na zajęcia. Jak to bywa ze sportowcami, czasami różnie jest u nich ze szkołą, ale stwierdził, że musi coś robić, żeby ten czas dwóch lat szybciej mu minął, ale też na koniec coś z tego miał.

Jak należy rozumieć okres dwóch lat leczenia? To jest termin minimalny, maksymalny?

– Tak wygląda protokół leczenia chłoniaka. Szukaliśmy w internecie możliwie najlepszego rozwiązania i leczenia. Okazało się, że w Izraelu oraz całej zachodniej Europie wszędzie stosują ten sam protokół leczenia chłoniaków.

Wyróżnia się w nim różne etapy, aktualnie jest w tym pierwszym, wstępnym, który jest bardzo intensywny. W czerwcu i lipcu będzie kolejny etap, który zakłada trochę inny harmonogram chemioterapii. Następnie mamy trzeci etap, który według moich obliczeń powinien trwać maksymalnie do końca września. Alex ma wówczas urodziny, więc powiedziałam mu już, że na urodziny będzie miał remisję, bo lekarze zakładają, że będzie ją miał po sześciu miesiącach. Później, przez półtora roku, będzie na etapie podtrzymania. Czyli będzie mógł być w domu, będzie normalnie żył, ale od czasu do czasu będzie musiał wrócić do szpitala, żeby wziąć chemię, ewentualnie przetoczą mu krew. W tej chwili przetaczają mu płytki krwi, ponieważ spada mu krzepnięcie.

Lekarze zakładają, że leczenie potrwa do dwóch lat, ale w przypadku np. różnych infekcji, chemioterapia może się wydłużyć. Ale my założyliśmy, że leczenie będzie trwało dwa lata – nie więcej.

Rozumiem, że Alex jest na co dzień w szpitalu, ale może wracać na kilka godzin do domu?

– W zeszłą sobotę otrzymał zgodę, żeby pojechać na mecz na Polonię i tam wspierał kolegów. Mamy blisko do domu, więc nie mamy tego problemu jak w przypadku osób, które nie mieszkają w Warszawie.

Jak państwo zareagowaliście, gdy dowiedzieliście się, że Alex ponownie zachorował na raka?

– To był szok. Tego nie da się opisać. Mówiłam, że statystycznie jest to niemożliwe, żeby dziecko miało dwa nowotwory, a do tego trzy choroby przewlekłe. To jest nierealne, niemożliwe. Trudno ubrać mi w słowa, co przeżyliśmy. Ale też nie jestem osobą, która by się załamywała…

Rozmawiając z panią od kilku minut, dochodzę do podobnego wniosku.

– Alex ma cudowną rodzinę, bo poza mną i mężem, ma starszego brata, bratową, babcię i dziadka, którzy bardzo go wspierają i pomagają również nam, bo wiadomo, że trzeba trochę życie przeorganizować, kiedy jedna osoba musi być na stałe z nim w szpitalu.

Muszą być państwo na stałe w szpitalu?

– To jest tak, że na onkologii rodzic zawsze jest przy dziecku – bez względu na jego wiek. Poza tym widzę, że jemu to dobrze robi dla psychiki, bo zawsze ma do kogo się odezwać, z kim wyjść na spacer. Wie o tym, że nie jest sam. Dziadkowie, ciotki – wszyscy go wspierają. Ma też cudowną dziewczynę, która go stale odwiedza i wspiera.

Jej życie również się zmieniło.

Zgadza się. Fajna, mądra dziewczyna, więc jest dla niego ogromnym wsparciem. Tak samo koledzy, bo widzę, że cały czas do niego piszą – także z innych drużyn czy tych, w których kiedyś grał. Alex był również związany ze „Słodką Polską” i występował w młodzieżowych reprezentacjach Polski diabetyków, więc z tej strony również może liczyć na wsparcie.

Na którym etapie leczenia Alex będzie mógł realnie myśleć o większej aktywności fizycznej czy pierwszych treningach piłkarskich?

Ze słów pani doktor wynika, że jest większy problem z immunologią niż wysiłkiem fizycznym, bo on jest w dobrej formie. Chodzi o to, żeby na razie unikał dużych skupisk ludzi. Jest też problem z krzepnięciem krwi, więc gdy zapytał, czy mógłby jeździć na rowerze, usłyszał, że tak, ale najlepiej na stacjonarnym, żeby w razie czego nie przewrócił się, nie miał ran, które mogłyby wywołać krwotoki. Co do samego powrotu na boisko, myślę, że będzie mógł nad tym myśleć za ok. pół roku, gdy będzie na etapie podtrzymania, a na razie może ćwiczyć sobie stacjonarnie. Myślę, że początkowo będą to treningi indywidualne, bo kontakt z innymi ludźmi może nie być wskazany.

Pewnie nie w ten sposób Alex chciałby mieć kontakt z wielką piłką, ale myślę, że słowa wsparcia ze strony Roberta Lewandowskiego czy Piotra Zielińskiego muszą działać motywująco.

– Tak, bardzo. Powiem szczerze, że to nie jest taki dzieciak, który był zarozumiały, bo to dobry, empatyczny człowiek.

Naprawdę wyróżniał się w Centralnej Lidze Juniorów.

– Tak, ale nigdy nie zadzierał nosa, nie uważał, że on jest zajebisty, a inni to w ogóle do niczego się nie nadają. Był bardzo obiektywny w stosunku do samego siebie, zawsze był wsparciem dla swojej drużyny – niezależnie od tego, w jakim klubie występował.

– Jak zobaczył filmik od Roberta Lewandowskiego, a następnie Piotra Zielińskiego, to cieszył się jak małe dziecko. To było dla niego niesamowite zaskoczenie i było widać, że dodało mu to naprawdę dużej otuchy. On sam nie chciał robić takiego szumu wokół siebie, wstawiać zdjęć, że jest chory i teraz użalajcie się nade mną, ale widzę, że wszystkie słowa wsparcia bardzo mu pomagają przezwyciężać tę chorobę.

ROZMAWIAŁ BARTOSZ LODKO

Fot. Akademia Piłkarska MKS Polonia Warszawa