Andrzej Padewski: „Licencje w piłce amatorskiej to polski wymysł”

Nielicencjonowani trenerzy w B-Klasie. Siedmioosobowe rozgrywki dla juniorów w mniejszych miejscowościach. Likwidacja wymagań licencyjnych w okręgowych ligach młodzieżowych. – Nie będę dostosowywał się jako związek do tego, co inni mówią i myślą. Jeśli robię coś źle, to niech mi udowodnią. Jak jest coś dobrego, to wszyscy powinni to kopiować – mówi Andrzej Padewski, prezes Dolnośląskiego Związku Piłki Nożnej, który ogłosił niedawno sporo zmian w piłce amatorskiej. Czy widzi zasadność licencyjnego systemu wśród trenerów? Jak oddzieliłby piłkę profesjonalną od poziomu grassroots? Czy kontra względem decyzji PZPN to próba sił?

Andrzej Padewski: „Licencje w piłce amatorskiej to polski wymysł”

Jako Dolnośląski Związek Piłki Nożnej zadeklarowaliście liczne zmiany w piłce amatorskiej i młodzieżowej.

Zauważyliśmy, że liczba obostrzeń dotyczących „wejścia” do piłki amatorskiej jest bardzo duża. Trzeba spełnić około dwudziestu przepisów, żeby tylko zagrać w B-klasie. Licencja, zgłoszenie boiska, umowa z samorządem… Spotkaliśmy się ze wszystkimi klubami na Dolnym Śląsku, żeby dowiedzieć się, jakich zmian oczekują w tej materii od Dolnośląskiego ZPN-u. I obniżyliśmy próg wejścia, również w zakresie finansowym.

Która ze zmian wywróci lokalne podwórka do góry nogami?

Moim zdaniem żadna. Dla przyszłości polskiej piłki amatorskiej zmiany są dobre, bo wypracowane zostały wraz z klubami i samorządami. Kiedyś, jako pierwsi na Dolnym Śląsku, wprowadziliśmy sześć zmian. Prezesem był wtedy jeszcze Zbigniew Boniek, a ja pełniłem funkcję prezesa DZPN-u. Boniek wezwał mnie na dywanik, powiedział, że wywracam polską piłkę do góry nogami, bo przecież nigdzie nie ma sześciu zmian. Zapytałem: czy ja jestem od rozwoju piłki amatorskiej, czy od jego hamowania? Skoro w drużynie jest wystarczająca liczba zawodników, to mam im nie dać grać? Później wszystkie związki w Polsce wprowadziły ten zapis, a dziś jesteśmy w przededniu wprowadzenia dziewięciu zmian w piłce amatorskiej.

Zlikwidowaliśmy potrzebę posiadania drużyn młodzieżowych w klubach od B-Klasy do Klasy Okręgowej. Larum było niesamowite. I co? Ministerstwo Sportu w 2023 roku ogłosiło, że Dolnośląski ZPN jest najlepszym związkiem pod względem szkolenia dzieci i młodzieży, bo w kategorii chłopców zajęliśmy pierwsze, a wśród dziewcząt trzecie miejsce w kraju. Kluby odetchnęły, jeśli chciały koncentrować się wyłącznie na piłce seniorskiej.

Dolnośląski ZPN zawsze był prekursorem nowinek wprowadzanych w amatorskiej piłce. Moim osobistym sukcesem była zmiana systemu badań lekarskich, jeżeli chodzi o piłkę amatorską. Do tej pory dwa razy do roku musieliśmy udać się do lekarzy specjalistów i musieliśmy płacić za te badania 100-150 złotych od zawodnika, a udało się z ministerstwem załatwić, że dziś lekarz pierwszego kontaktu również może wydać taką opinię. Zawsze szukaliśmy rozwiązań dobrych dla rozwoju piłki amatorskiej.

Zmiany, które ogłosiliście, wyglądają logicznie. Pułap wejścia do gry w najniższych ligach został obniżony. Trenera w B-klasie od nowego sezonu będzie można mieć, ale nie będzie trzeba. 

Znamy specyfikę B-klasy. Sam kończyłem swoją przygodę piłkarską w tej lidze i na treningi przychodziło czasem czterech, czasem siedmiu zawodników. Umówmy się, nie jesteś w stanie w takiej sytuacji przygotować niczego konkretnego, ukierunkować drużyny na jakiś sposób grania, przygotować ją taktycznie do meczu. Mimo to związek w takich sytuacjach za brak trenera karał kluby. Gdzie tu logika? Jesteśmy od rozwijania, nie od hamowania. Dajemy klubom możliwość podjęcia własnej decyzji. Jeśli stać cię i masz taką dotację, która pozwoli ci zatrudnić trenera, to go zatrudnisz, a jak nie, to może tę drużynę prowadzić osoba, która nie ma uprawnień, a jest w stanie zespołem kierować. To żadne wywracanie piłki nożnej do góry nogami, jest wręcz odwrotnie – sprawiamy, że najniższa klasa rozgrywkowa będzie dużo bardziej dostępna.

Na Dolnym Śląsku jest około trzystu drużyn B-klasowych, czyli pewnie jakieś 200 miejsc pracy dla trenerów w nowym sezonie zniknie…

Trenerzy stracą pracę? Przecież ten wymóg powoduje, że dobrzy trenerzy znajdą sobie zajęcie. Jest mnóstwo drużyn dziecięco-młodzieżowych, które są bez trenerów. Tutaj jest pole do popisu. Poza tym jestem przekonany, że kluby z aspiracjami do awansu będą nadal zatrudniać trenerów. Ale jeśli kilkunastu kumpli chce się spotkać co niedzielę by zagrać mecz, to czemu mają mieć obowiązek zatrudniać szkoleniowca?

Trenerzy będą mogli pracować choćby z juniorami, a rozgrywki dla nich przekształciliście w 7-osobowe. Czy wydłużając młodzieży czas gry na mniejszych boiskach, nie zaburzamy rozwoju gracza, którego marzeniem jest piłka 11-osobowa?

Nie, nie zaburzamy. Rynek dolnośląski jest już tak przetrzebiony przez kluby, że zdolni chłopcy i tak trafiają do czołowych ośrodków. Pozostali muszą się zmieścić w niższych klasach rozgrywkowych.

Czyli juniorskie ligi w mniejszej liczebności to alternatywa dla zawodników występujących na niższym poziomie?

Zgadza się. Nie wykluczamy, że oni kiedyś wskoczą na poziom wyższy. Gdy kluby zobaczą, że chłopak w niższej klasie rozgrywkowej ma potencjał, szybko zostanie ściągnięty do lepszej ligi. Widzimy, jak to się odbywa poprzez kadry wojewódzkie. Jeżeli powołujemy chłopca z mniejszego klubu i on wyróżnia się na tle rówieśników z lepszych akademii, natychmiast zmienia przynależność klubową. Dzisiaj nie ma czarów, każdy zostanie zauważony.

Ale dlaczego akurat rozgrywki 7v7, juniorzy są już w szkole średniej.

Bo w całej Polsce nie możemy sklecić dobrych grup juniora młodszego czy starszego. Są straszne braki w wielu ligach. Żeby zawodnik nie odchodził z klubu, w którym mógłby się dalej rozwijać, damy tym klubom możliwość gry w rozgrywkach 7v7, które będą odbywały się na orlikach. Jeśli tylko uda nam się zebrać odpowiednią liczbę zespołów, stworzymy rozgrywki ligowe.

Czyli to alternatywa dla mniejszych podmiotów, które nie mogą zebrać kilkunastu zawodników, a kilku do gry zwerbują?

Z uwagi na kartki, kontuzje, wyjazdy, kadra musi liczyć, żeby realnie nie rozsypała się w trakcie sezonu, 18 graczy. W przypadku gry 7v7 wystarczy dziesięciu zawodników.

A może pójść za ciosem i zaproponować takie rozgrywki drużynom z B-klasy? To zazwyczaj zbieranina ludzi niegotowych na grę na boisku pełnowymiarowym – nie tylko pod względem technicznym, ale przede wszystkim fizycznym.

Za nami setki spotkań z klubami i nikt nie wpadł na ten pomysł. Zaproponowano w B-Klasie np. zmiany lotne, ale takiego rozwiązania, o którym mówimy, żeby zamiast B-klasy grać na orlikach, nie. Prezesi i trenerzy klubów B-klasowych chcą zachować standard piłki 11-osobowej, jednak w poszczególnych gminach rozgrywki siedmioosobowe są organizowane. Obserwujemy taki trend i bardzo nas cieszy, bo stanowi on naturalne zaplecze rozgrywek pod egidą DZPN.

Zmiany czekają też rozgrywki młodzieżowe i to interesuje nas szczególnie.

Nie chcemy zaburzać piłkarskiej, profesjonalnej części, dlatego te zmiany wprowadzą między innymi możliwość lotnych zmian czy napomnień minutowych.

Dlaczego będziecie wymagać tylko licencji UEFA C, zamiast UEFA B?

Nie chcemy zostawiać bez opieki drużyn, które nie posiadają trenerów z UEFA B.

Z jednej strony powszechność, a z drugiej – setki drużyn obejmować będą ludzie, którzy na kursie trenerskim spędzili trzy weekendy…

Rynek trenerski ich zweryfikuje. Każdy z klubów już po kilku treningach będzie widział, czy dany człowiek nadaje się do profesji, czy nie. Musi być rywalizacja, dziś jej nie ma – identycznie to wygląda wśród sędziów. Nie ma rywalizacji, bo sędziuje każdy, kto ma uprawnienia. Tak samo musi to wyglądać wśród trenerów, że to rynek zweryfikuje ich umiejętności oraz możliwości zatrudnienia.

To jaki sens ma licencjonowanie trenerów? Z jednej strony trafiają do mnie argumenty o powszechności, a z drugiej: licencja UEFA C nie dotyka piłki 11-osobowej. Tak naprawdę ci, którzy nie mieli na kursie z 11-osobową piłką do czynienia, będą w niej pracować. Może zatem w kategoriach żak, orlik czy młodzik licencje też nie są potrzebne?

Docelowo tak powinno być. W niemieckiej czy czeskiej piłce do IV ligi w ogóle nie ma obowiązku licencjonowanego trenera. W Hiszpanii, w Sunday League – nie ma mowy o licencjach, są tylko opiekunowie drużyn. Jeśli chcesz zarabiać pieniądze i być dobrym trenerem, szukasz inspiracji do tego, żeby być zatrudnionym.

Mówimy o układzie ligowym, a co ze szkółkami piłkarskimi?

Ja mówię o grassrootsie, bo szkółki piłkarskie trzeba rozdzielić na profesjonalne i amatorskie. Szkółka amatorska np. z Lutyni nie może być porównywana z profesjonalną Akademią Śląska Wrocław. One nie powinny ze sobą rywalizować. Od dawna mówimy w PZPN-ie, żeby rozdzielić piłkę amatorską od profesjonalnej.

Jak to zrobić?

W niektórych sytuacjach jako wojewódzkie związki nie powinniśmy się wtrącać w tę rywalizację. Powinny zostać stworzone specjalne ligi dla piłki profesjonalnej. Ekstraklasa, I liga, II liga, do trzeciej włącznie.

Ale kiedy szkółka trzecioligowych Karkonoszy Jelenia Góra trafi na wspomniany Śląsk, zderzy się ze ścianą. Łatwiej ze Śląskiem zmierzyć się Olympikowi czy Parasolowi, które seniorskich drużyn nie posiadają, więc wpadną do koszyka grassroots? 

Od dawna prowadzimy gradację. Są u nas ligi, awanse, spadki, oceniamy zespół pod kątem organizacji. To nie jest trudne, żeby wystopniować tę piłkę i stwierdzić czy Karkonosze Jelenia Góra dzisiaj mogą rywalizować z czołówką, czy powinny zostać w niższej lidze, bo to przyniesie im określone korzyści. Gradacja nie jest czymś nowym, to już na Dolnym Śląsku istnieje.

Ostatnio było głośno o Wielkopolskim Związku Piłki Nożnej, który stworzył ligę profesjonalną. I z tego pomysłu się wycofał.

Paweł Wojtala bardzo dobrze prowadzi WZPN, ma też dobrego koordynatora, Marcina Drajera, z którym często współpracujemy. Związki szukają rozwiązań. Myślę, że ta gradacja poziomów jest i funkcjonuje od 8-10 lat.

Powiedział pan, że system licencji trenerskich od IV ligi w dół mógłby w zasadzie nie istnieć. Czy w takim razie wy o tym dyskutujecie z federacją? Dolnośląski Związek Piłki Nożnej to przecież część PZPN-u.

Integralna część. Taki tematami zajmować musi się Wydział Piłkarstwa Amatorskiego. My co jakiś czas podrzucamy propozycje do PZPN-u. Być może one nie trafiają na razie na podatny grunt, ale my z tego nie zrezygnujemy i nie przestaniemy działać. Zlikwidowaliśmy obowiązek posiadania drużyn młodzieżowych? Ich liczba na Dolnym Śląsku znacząco wzrosła. Dla polskiej piłki to sama korzyść, dla nas również.

Statutowo jestem do tego powołany, żeby rozwijać piłkę na Dolnym Śląsku. Mam 700 klubów – będę miał 800, to będę szczęśliwy. Kiedyś graliśmy z Bawarią w Regions Cup. Chciałem zabłysnąć i mówię do prezesa bawarskiej federacji: mam 700 klubów. A on na to: fajnie, u nas jest 2700. Od tego jesteśmy. Im więcej, tym lepiej. Można modyfikować przepisy w piłce amatorskiej, bo tak naprawdę to jest zagospodarowanie czasu wolnego. Nie szukajmy w grassrootsie profesjonalizmu. Profesjonalizm jest troszeczkę dalej.

Powiedzieliście, że waszym zdaniem inne związki powinny pójść w tym samym kierunku i będziecie się cieszyć, jeśli wybiorą taką drogę. Polska powinna pójść w kierunku zmian, które wdrożyliście w DZPN?

To też jest zróżnicowane regionalnie. Inaczej będzie w Podlaskim Związku Piłki Nożnej, gdzie gra 70 klubów, inaczej w Małopolskim ZPN, a inaczej w Podkarpackim ZPN. Nie powinno być ograniczeń dotyczących inwencji wojewódzkich ZPN-ów. Pamiętajmy o jednym: mamy 38 milionów obywateli Polski, a w porywach trenuje 400 tys. chłopców i dziewcząt. Belgia, Holandia, Czechy, Niemcy – biją nas pod tym względem na głowę. A my się potem dziwimy, że nie ma kto grać w piłkę, że nie ma z kogo wybierać. Pomimo że piłka nożna jest w Polsce sportem wiodącym, tylko 62% dzieci z Dolnego Śląska gra w piłkę. To nadal mało.

Dopóki nie zrozumiemy, że kluby nie upadają dlatego, że nie ma pieniędzy, tylko dlatego, że brakuje ludzi, będziemy obserwować coraz większy spadek liczby zawodników i zawodniczek. Bo nie robimy nic, żeby to zmienić. Musimy robić rewolucję, pokazywać, że się otwieramy. Nie masz licencji, nie grasz? No nie, nie może tak być. Nigdzie na świecie nie ma licencji w piłce amatorskiej, to jest nasz wymysł.

Otwierajmy się na ludzi, którzy chcą działać w tej branży na jej korzyść. Będąc na miejscu PZPN-u, wciągnąłbym Playarenę w struktury i powiedział: chłopaki, świetnie, że to robicie. Dofinansowałbym ich, dał możliwość rozwoju. Bo oni tworzą rozgrywki, mają struktury w całej Polsce i fajnie to wygląda.

Abstrahując od sensu zmian, nie jest tak, że konferencjami jak ta ostatnia pokazujecie, że nie zgadzacie się na to, co dzieje się w PZPN-ie? Dolnośląski czy Wielkopolski Związek Piłki Nożnej coś ogłasza, a PZPN się wkurza…

Ale właśnie nie powinien się wkurzać. W tamtym roku Walne Zgromadzenie Piłki Nożnej podjęło uchwałę, dzięki której każdy związek ma prawo modyfikować własne rozgrywki. Szukamy więc rozwiązań. Dla wszystkich związków powinno być to inspiracją. Jeden z prezesów zarzucił mi: tak modyfikujesz te przepisy, że jeszcze kup kopalnię piasku, to będziesz go dawał klubom na piaskowanie. Odpowiedziałem, że jeśli będę miał taką możliwość, że będę mógł taniej kupić piasek i pomóc klubom, to ja od tego jestem. Jeśli twoje pojęcie i rozumowanie piłki amatorskiej jest inne, to współczuję twojemu związkowi…

Dzisiaj odgradzamy się od muraw. Murawa powinna być najfajniejsza, najpiękniejsza, bo to jest narzędzie pracy – nawet w B-klasie. Płot? Piłkochwyty? Wydzielone przejścia? Po co to wszystko w B-Klasie? Jest takie piękne boisko w Parku Grabiszyńskim we Wrocławiu – co stoi na przeszkodzie, by rozgrywać tam mecze amatorskie?

Ale PZPN ogłasza unifikację, Dolnośląski ZPN nanosi w niej zmiany. Organizuje ogólnopolski turniej gry 1v1 – Dolnośląski ZPN nie bierze w nim udziału…

Na ostatnim spotkaniu zapytałem się twórców Ogólnopolskiego Turnieju Gry 1v1 – co im przyświecało? „Indywidualny rozwój zawodnika, bo nie jesteśmy proaktywni, trzeba szukać kreatywności” – usłyszałem. Trwa kolejny cykl tego turnieju, w takim razie jakie są wnioski? „Yyy” – pada odpowiedź. Jak widzisz początek, musisz widzieć też koniec. Gdzie grają ci, którzy wygrywali turniej? Czy zmienili przynależność klubową, bo są proaktywni? Nie uzyskałem żadnej odpowiedzi. Maciek Mateńko powiedział mi, że pierwsze wnioski będą za 5-7 lat. Ale to dane z głowy? Czy mamy na to jakieś badania, że po 5-7 latach zobaczymy efekty? Koniec dyskusji.

Uważam, że to trochę próba sił: jesteście na kontrze, nie lubicie się, o tym się pisze w prasie.

Nie, z prezesami się lubimy, a na kontrze lubimy być, bo musimy widzieć cel. Ostatnio zaproponowałem, żebyśmy nie grali w kadrach wojewódzkich zawodnikami występującymi w klubach profesjonalnych. „Zlikwidujmy to, nie chcę wygrywać, chełpić się tym”. Jaki byłby fajny odzew, gdyby w kadrach wojewódzkich grali chłopcy z Baryczy Milicz, Sułowa czy Orła Mysłakowice? Ale się nie zgodzili! Przynajmniej pięciu prezesów powiedziało, że to bez sensu. Ale co wam szkodzi? Odstawię zawodników Śląska, Zagłębia, Miedzi… Nie chcą się zgodzić.

Głośno było też o braku ewidencji wyników.

Trzeba byłoby sobie zadać pytanie: co to da polskiej piłce, jeśli w podokręgu Jelenia Góra, w młodzikach czy orlikach będą podawane wyniki? Wyniki powodujące radość zwycięzców i budujące motywację przegranych?

Ale nie jest tak, że wy po prostu jesteście na kontrze? To wszystko można przegadać, znaleźć kompromis, dogadać się na demokratycznie wybrane rozwiązanie. Brakuje mi spójności całej organizacji.

Nie będę dostosowywał się jako związek do tego, co inni mówią i myślą. Jeśli robię coś źle, to niech mi udowodnią. Jak jest coś dobrego, to wszyscy powinni to kopiować. Prezes od piłki amatorskiej, Adam Kaźmierczak, to łebski facet, dobrze zorientowany w strukturach PZPN-u i piłce amatorskiej. Jest też Komisja ds. Piłki Amatorskiej PZPN. Ale potrzeba zmiany w nastawieniu centrali. Należy bardziej wsłuchać się w głos piłki amatorskiej.

Ludzie muszą mieć odwagę na zjeździe PZPN-u mówić co ich boli. A my siedzimy na tym zjeździe i mówimy: no nie, wszystko jest okej. Musimy tę piłkę ożywiać. Nie możemy mówić, że wszystko, co wymyślą w Warszawie, jest dobre. Mnie to trochę martwi, bo zapraszamy ludzi, którzy mają coś do powiedzenia o piłce, ale kluby z tego nie korzystają. Wygląda to tak: my kluby, wy związek. My kluby, wy sędziowie. Dolny Śląsk ma piękną historię, a otwartość ludzi, którzy tu żyją powoduje, że wszyscy chcemy ciągnąć wózek w tym samym kierunku.

ROZMAWIAŁ PRZEMYSŁAW MAMCZAK

Fot. FotoPyK