Tematyka piłki dziecięco-młodzieżowej bywa bardzo delikatna, ze względu na swoją specyfikę. Cele, które jej przyświecają, są zupełnie odmienne od tych dotyczących futbolu w wydaniu seniorskim, o czym często zapominają trenerzy oraz działacze. Ze skomplikowanym systemem rozgrywek zmagają się m.in. kluby z województwa pomorskiego w kategorii Młodzik.
W sezonie 2024/25 z ligi wojewódzkiej Pomorskiego ZPN spadnie aż dziesięć drużyn 12-latków (Młodzik D1). Biorąc pod uwagę, że liga liczy 16 zespołów, wygląda to… kuriozalnie. Czy w takich warunkach trenerzy są w stanie skupić się na rozwoju indywidualnym swoich podopiecznych? Czy wynik traktować będą na pewno jako efekt, a nie cel główny?
– Jesteśmy jedynym województwem w Polsce, które w ligach dziecięco-młodzieżowych ma podział tylko na dwa poziomy: ligi okręgowe oraz jedną ligę wojewódzką. W naszym województwie mamy ogrom wyników dwucyfrowych oraz drużyn wycofujących się z rozgrywek. Są tacy, którzy wolą nie zgłosić zespołu, ze względu na rozbieżność poziomu – opowiada nam jeden z trenerów, czytelnik Weszło Junior.
– W systemie rozgrywek Pomorskiego ZPN dostrzegamy kilka problemów. Pierwszy jest taki, że grając w grupie Młodzika przez pół roku, dysproporcja pomiędzy zespołami jest wielka. Niektórzy przegrywają po 0:15… i po trzech kolejkach nie mają już chęci na dalszą rywalizację. Nie mam nic przeciwko przegranym meczom, bo jest to naturalne, ale w idealnej metodologii szkolenia porażek, remisów i zwycięstw powinno być po 33%. Małym klubom takie rozgrywki więc nie pasują, tak samo wygląda to z drugiej strony, bo większym ośrodkom również nic nie dają – dodaje Jacek Paszulewicz, dyrektor Jaguara Gdańsk, największej na Pomorzu szkółki piłkarskiej, w której na co dzień, pod okiem 56 trenerów, trenuje prawie tysiąc dzieciaków.
Z każdej ligi okręgowej ma więc awansować jeden mistrz. Jedno miejsce jest przewidziane dla drużyny związkowej, zawodników UKS Orlen Gdańsk. Tych dziesięciu beniaminków zastąpi jednak dziesięciu… spadkowiczów z ligi wojewódzkiej.
– Obowiązujący system rozgrywek młodzieżowych nie jest nowością. Od lat ligę wojewódzką tworzyli zwycięzcy klas okręgowych. Natomiast w tym roku, z uwagi na większą liczbę grup, zwycięzców lig będzie aż dziewięciu. Natomiast praktyka pokazuje, że z różnych powodów, co roku w ligach wojewódzkich część spadkowiczów utrzymuje się, gdyż nie każda drużyna, która zwycięży swoją klasę, konsumuje awans – wyjaśnia na naszą prośbę w oficjalnym piśmie prezes Pomorskiego ZPN, Radosław Michalski.
Sprawa jest tym ciekawsza, że 18 klubów Pomorskiego ZPN zgłosiło projekt reformy tych rozgrywek. Projekt, który utknął jednak w komisji do spraw rozgrywek.
Paszulewicz: – Blisko pół roku temu wysłaliśmy do związku dokument z propozycją podpisaną przez kilkanaście klubów z Trójmiasta. Mamy twór komercyjny, który nazywa się JomaFive – to rozgrywki alternatywne dla Pomorskiego ZPN-u. Odbywają się na obiektach Jaguara, uczestniczy w nich ok. dwa tysiące zawodników i trener deklaruje tam na jakim poziomie jest jego drużyna. Jeśli ktoś ma zaawansowany poziom, to występuje w grupie z innymi czołowymi zespołami. Jeśli się okazuje, że w tej grupie jest najsłabszy, spada do niższej grupy. Jeśli ktoś zgłasza zespół jako np. grupa naborowa rocznika 2015, który dopiero zaczyna, zgłasza ją do ligi, a jak w tej lidze się wyróżnia, to w następnej kolejce gra grupę wyżej. Tego nie da się przełożyć jeden do jednego do lig wojewódzkich, ale uważamy, że dzisiaj w tej kategorii wiekowej kluby mogłyby współdecydować czy chcą występować w rozgrywkach wojewódzkich, czy nie.
– Dostrzegając dyskusję, która toczy się wokół systemu rozgrywek, prowadziliśmy rozmowy i prace nad ewentualnymi zmianami – odbija piłeczkę Michalski. – Od kilku sezonów dobieramy drużyny w rozgrywkach turniejowych kierując się zadeklarowanym poziomem sportowym. Po rundzie następują przesunięcia, gdy okazuje się, że ów poziom był niedoszacowany lub przeszacowany. Półtora roku temu – po przeprowadzeniu ankiety wśród klubów – zdecydowaliśmy się na zmianę systemu w rozgrywkach Młodzik D2. Kluby otrzymały po trzy opcje do wyboru i zdecydowanie opowiedziały się za jedną z nich. Została ona wprowadzona, co uatrakcyjniło rozgrywki w tym roczniku i wpłynęło na wyrównanie poziomu sportowego. Wartym odnotowania jest, że jedną z proponowanych wówczas opcji była liga „na zapisy” – wg zadeklarowanego poziomu sportowego. Zyskała ona jednak najmniejsze poparcie (10 głosów) klubów, które podzieliły się z nami opinią. Kluby wybrały system regionalnego podziału na jesień i ligi wojewódzkiej na wiosnę (awans z klas okręgowych). Dlatego też, kiedy wpłynęła do nas propozycja reformy podpisana przez kilkanaście klubów, głównie z centrum województwa, została ona skierowana do dalszych analiz.
Paszulewicz to głos opozycji. Sfrustrowany tym, co dzieje się w lokalnym związku jest do tego stopnia, że zdecydował się wystartować w wyborach na prezesa Pomorskiego ZPN. – Nasze spotkania, które zaczęły się od stycznia, tak naprawdę nie miały w ogóle charakteru politycznego. Ale ze względu na rok wyborczy wiązano je z polityką, przez co część klubów się wystraszyło i nie chciało podpisywać list. Nie wiem, czego oczekiwał związek… Że my odwiedzimy każdy z 358 podmiotów i przyniesiemy im 358 podpisów? Głos dużych i mniejszych klubów w regionie było słychać, bo my się nie chowaliśmy z naszymi zebraniami i nasze postulaty były powszechnie znane. Okej, może wszystkie kluby powinny poprzeć taką inicjatywę, ale to jest zadaniem związku, żeby rozgrywki przygotować jak najlepiej.
Michalski: – Nie jesteśmy głusi na głosy naszych klubów i akademii. Natomiast stoimy na stanowisku, że tak gruntowne zmiany muszą mieć szerokie poparcie przynajmniej większości środowiska. Nie jest sztuką wywrócić wszystko do góry nogami i postawić przed faktem dokonanym setki drużyn młodzieżowych. Zwłaszcza, że mamy już doświadczenie z ankietą dotyczącą rozgrywek Junior D2, jak również rozmawiamy z innymi województwami, które dziś borykają się z różnymi problemami związanymi z wprowadzonymi zmianami systemów.
Kontrkandydat Michalskiego w sobotnich wyborach widzi też w działaniu Pomorskiego ZPN wiele obszarów, które nie są odpowiednio zagospodarowane. Irytuje go, że związek w swych działaniach nie jest zbyt aktywny. – Mam dziś duży problem z oceną pracy Pomorskiego ZPN-u – mówi. – Jako przedstawiciele kilku klubów zaproponowaliśmy zmiany, które chcielibyśmy wprowadzić w związku i z tymi hasłami idziemy do wyborów. Oczywiście, jeśli związek przejąłby nasze postulaty i zacząć realizować nasze pomysły, to dla nas celem samym w sobie nie jest zmiana ludzi, którzy nim zarządzają. Chodzi o to, by postulaty, które wyciągnęliśmy od klubów z regionu, zostały wdrożone. Pomorski Związek Piłki Nożnej w swojej „kampanii wyborczej” nie zaproponował niczego, bo… nie ma żadnego programu. Nie mam się o co spierać z zarządem, bo nie przedstawili żadnego problemu. Może według nich takowych nie mamy? W mojej ocenie Pomorski ZPN nie robi praktycznie niczego co można poddać ocenie, oprócz działań PR-owo-marketingowych. W zeszłym sezonie w rozgrywkach A1 (junior starszy) było siedem zespołów. Siedem! Wraz z Radosławem Michalskim jesteśmy wychowankami Stoczniowca Gdańsk. Ostatnio rozmawiałem z prezesem klubu, a tam nie ma już A1… Za chwilę nie będzie również B1 i B2 (junior młodszy), więc kogo wezmą do V ligi? Pięciu zawodników w klubie pochodzi już z innego województwa. Transfery z innego województwa? Do gry w V lidze?! Dla mnie to absurd.
W dwudziestu punktach dotyczących zmian, które wdrożyć chciałby Paszulewicz, jest m.in. wsparcie w pozyskiwaniu środków zewnętrznych. – Uważam, że trzeba znaleźć rozwiązanie, np. w postaci grantów. Jesteśmy beneficjentem wielu programów grantowych, dlatego zaproponowaliśmy, żeby wprowadzić taką komórkę do związku. Żeby znaleźć wsparcie dla klubów, które nie chcą rywalizować w A1, bo taniej jest wziąć chłopców do A- i B-klasy niż jeździć po całym regionie w A1.
Dyrektor Jaguara uważa, że skoro w ostatnich wyborach nie było żadnej opozycji, wszyscy godzą się z tym, co jest. Zakładając, że tak być musi. Z jednej strony: głosów i propozycji jest wiele, a część z nich różni się skrajnie. Jak to w takich przypadkach bywa – punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Wczytując się w odpowiedź Pomorskiego ZPN, możemy jednak liczyć, że absurdalny regulamin rozgrywek Młodzika ulegnie wkrótce zmianom.
Ale czy ich wprowadzanie nie powinno odbywać się w trybie przyspieszonym? Paszulewicz zwraca uwagę, że bez natychmiastowych decyzji, na Pomorzu piłkarsko wymierają kolejne roczniki. – Została powołana specjalna komisja, Karol Wasilewski przygotował projekt reformy. Wszystko było na dobrej drodze do wdrożenia, ale ze względu na rok wyborczy, skończyło się na obietnicy, że pomyślimy o tym za rok. Mamy teraz myśleć, co zrobimy w przyszłym roku… Dla nas jest to rok stracony.
PRZEMYSŁAW MAMCZAK
Fot. MKS Czarni Pruszcz Gdański – Official / Facebook
KOMENTARZE DODAJ KOMENTARZ