Libich: „Do 14. roku życia nie posłałbym dziecka do wielkiego klubu”

Granica między konstruktywną presją a zachowaniem, które może naruszać autonomię dziecka, bywa trudna do uchwycenia. Jak odnaleźć równowagę, by motywować, ale nie narzucać? By wspierać, jednocześnie nie odbierając poczucia sprawczości?

Libich: „Do 14. roku życia nie posłałbym dziecka do wielkiego klubu”

„Granica między presją a autonomią dziecka” – to tytuł webinarium, którego prelegentami byli Kinga Legieta, psycholog sportu oraz Michał Libich, koordynator ds. szkolenia dzieci i młodzieży PZPN.

– Już na samym początku mogę powiedzieć, że takiej jednoznacznej granicy między presją a autonomią dziecka nie ma… – zaczęła Legieta.

– Dzieci nie mówią często wprost o tym, że rodzice narzucają na nich zbyt dużą presję, tylko mówią, że np. nie chcą zawieść oczekiwań mamy albo taty, co w zasadzie sprowadza się do tego samego – uważa psycholog sportu.

Chyba każdy z nas pamięta ze swoich szkolnych czasów taką osobę – kolegę lub koleżankę, która po szkole brała udział w niezliczonej liczbie zajęć dodatkowych. Często na siłę. Czas wolny był dla niej pojęciem obcym, a wszystko tylko po to, żeby sprostać oczekiwaniom bliskich.

– Nie lubię skrajności. Słowo „presja” źle się kojarzy, aczkolwiek zarówno w życiu, jak i w sporcie nie jesteśmy i nie możemy być jej pozbawieni. Teraz kwestia tego, żeby ją dobrze rozumieć. Uważam, że dziecko powinno być poddane ze strony rodziców czy trenera pewnej presji, ale mam tu na myśli elementy wykonalne, czyli np. idę z dzieckiem na mecz i chciałbym, żeby zrobił zwód, który ostatnio wspólnie ćwiczyliśmy w parku. Tego typu presja myślę, że jest okej – gorzej, jeśli ogranicza się ona wyłącznie do końcowego wyniku – mówił Michał Libich.

Psycholog sportu Kinga Legieta podkreśliła, że wszyscy rodzice chcą dla dziecka jak najlepiej, natomiast to „najlepiej” ma różną formę. Ani nadmierna presja, ani nadmierna autonomia nie jest dobra.

– Nie należy mylić wspierania z osaczaniem. To nie chodzi o to, żeby być z dzieckiem na każdym treningu i meczu, co więcej uważam, że nie jest to korzystne dla dziecka, bo dzieci liczą się z opinią rodziców i często zamiast słuchać trenera, czy kolegów z boiska, koncentrują się na podpowiedziach ze strony bliskich. Starajmy się wspierać, a nie osaczać. Spośród zawodników, których trenowałem i oni później zadebiutowali w seniorskiej reprezentacji Polski lub na poziomie Ekstraklasy, nie kojarzę, żeby któryś z nich miał rodzica, który pojawiałby się często na meczach, a na treningach to już w ogóle. Nie wiem, czy to przypadek, ale miałem też takich rodziców, którzy nie opuszczali żadnego treningu i ich dzieci się nie przebiły… – zwrócił uwagę Libich.

Koordynator ds. szkolenia dzieci i młodzieży PZPN wymienił następnie kilka nazwisk. – Robert Lewandowski, Piotr Zieliński, Wojciech Szczęsny, Jan Bednarek, Łukasz Piszczek, Jakub Moder, Paulina Dudek, Ewa Pajor czy Katarzyna Kiedrzynek – co ich łączy? Wszyscy pochodzą z usportowionej rodziny, w której rodzice byli często nauczycielami wychowania fizycznego lub uprawiali zawodowo sport – wytłumaczył.

Tutaj warto zauważyć, że oczywiście nie trzeba być nauczycielem WF-u, by zaszczepić w dziecku zamiłowanie do ruchu. Jeśli rodzice mają jakikolwiek związek ze sportem – nawet w czysto amatorskiej formie, jak jazda na rowerze, bieganie czy okazjonalna aktywność fizyczna – i podejmują te działania wspólnie z dziećmi, to już dają im bardzo dobry przykład.

Dlaczego nie należy zbyt szybko posyłać dziecka do topowej akademii? – Jeśli zapytałbym 8- czy 12-latka, czy wolałby grać w Realu Madryt, czy w lokalnej szkółce piłkarskiej, to myślę, że 99% dzieciaków wybrałoby pierwszą opcję. W piłce seniorskiej? Jeśli masz możliwość gry w Realu, to się oczywiście nie odmawia. Ja do 14. roku życia nie posłałbym dziecka do wielkiego klubu. Dlaczego? W drużynie lokalnej, gdzie dzieciak się wyróżnia, jest wiodącą postacią, musi być zaangażowany w każdym momencie meczu, bo inaczej drużyna będzie miała słabsze wyniki. Jeśli zawodnik jest samodzielnym liderem, co się często w tych mniejszych klubach zdarza, cały czas czuje się potrzebny. Jeśli zbyt szybko trafi do dużego klubu, który wygrywa ze wszystkimi po 10:0, to tak naprawdę, czy on będzie leżał, skakał, czy chodził na czworakach, to i tak ta drużyna wygra 10:0. Motywacja wewnętrzna nie będzie u niego już tak duża – sądzi Michał Libich.

Jednym z zadań, które pojawiło się w trakcie tego webinarium, było odpowiedzenie sobie na pozornie proste, aczkolwiek bardzo ważne pytanie – jakim rodzicem chciałbym być? To pytanie skłania do refleksji nad sposobem, w jaki budujemy relację z dzieckiem. I z tym pytaniem was zostawiamy.

BARTOSZ LODKO

Fot. FotoPyK, PZPN – oficjalny kanał Federacji (YouTube)