Wywiady

Nasza praca ma sens, gdy młodzi zawodnicy idą wyżej

Wojciech Kobeszko to były piłkarz, a obecnie trener drużyny Jagiellonii Białystok w rozgrywkach Centralnej Ligi Juniorów U-18. W poprzednim sezonie trener Kobeszko doprowadził zespół z Podlasia do mistrzostwa Polski w kategorii U-17. Teraz w starszej kategorii nie jest tak różowo i na sześć kolejek przed końcem sezonu Jagiellonia ugrzęzła w środku tabeli. Czy potencjał zeszłorocznego sukcesu został wykorzystany? Dlaczego nie wszystko idzie zgodnie z planem w drużynie juniorów starszych Jagiellonii? Kto ma szansę pójść w ślady Karola Świderskiego i przebić się do zespołu trenera Mamrota. Zapraszamy na konkretną rozmowę o żółto-czerwonych. 

W zeszłym roku zdobył pan ze swoją ekipą złoty medal za mistrzostwo Polski do lat z 17. W jednym z wywiadów po wygranej mówił pan o tym, by podopieczni nie zachłysnęli się tym sukcesem. Czy z perspektywy czasu, może się pan odnieść do tych słów?

– Patrząc na naszą postawę w lidze, to raczej nastąpiło zachłyśnięcie się tym sukcesem. Nasza postawa w lidze jest daleka od oczekiwań, na pewno moich i zawodników. Niestety w tym, co wtedy powiedziałem, miałem sporo racji i sprawdziło się to w sposób negatywny.

Jagiellonia w roczniku 2001 była w zeszłym roku najlepsza w Polsce. Teraz macie po 24 meczach w CLJ U-18 32 punkty i zajmujecie dziewiąte miejsce w lidze. Czy obecna pozycja odzwierciedla wasz potencjał?

– Trudno powiedzieć, czy odzwierciedla. To, co powiedziałem wcześniej – oczekiwania były większe i potencjał też jest większy. Jest kilka czynników, które wpłynęły na taką, a nie inną postawę, ale nie zmienia to faktu, że stać nas było na dużo lepszą grę i miejsce w tabeli.

Oczekiwania były spore. Spodziewałem się po was gry na miarę ścisłej czołówki. 

– Też liczyliśmy, że będzie lepiej. Wpływ na to miało opóźnienie startu naszej ligi. Graliśmy na Turnieju w Holandii i mieliśmy przełożone trzy pierwsze kolejki. Startowaliśmy w momencie, gdy kilka zespołów miało już punkty na koncie. Doszły do tego przełożone mecze reprezentacji na przełomie września i października i wpadliśmy w wir spotkań co trzy dni, w których niestety kilka razy się potknęliśmy. Wpadliśmy w kryzys, z którego było nam bardzo ciężko wyjść. Mając już za chwilę w perspektywie kolejny mecz, to nie mieliśmy praktycznie tygodnia spokojnej pracy, gdzie moglibyśmy się skupić i naprawić pewne rzeczy, które źle funkcjonowały w zespole.

W Holandii rozegraliśmy w dwa dni pięć spotkań i to byli dobrzy przeciwnicy. W tych meczach zaprezentowaliśmy się przyzwoicie i graliśmy z zespołami starszymi. Przegraliśmy tylko z IFK Goeteborg, a graliśmy między innymi jeszcze z Brugge i Gent. Chłopcy potwierdzali w tamtych spotkaniach dobrą dyspozycję, a na inauguracje ligi wygraliśmy po naprawdę fajnym meczu z Lechem Poznań 3:2. Później przyszedł natłok spotkań i niestety nasza słabsza dyspozycja spowodowała to, że stanęliśmy.

Trenerzy w lidze także zmieniają opinie na temat przekładania meczów. Pan by teraz przekładał spotkania z powodu braków kadrowych, czy jednak nie?

– Dzisiaj bym nie przekładał. Akurat musieliśmy przekładać, bo fizycznie nas nie było trzy kolejki, więc trudno było je wtedy rozegrać. Jeśli dochodzą jeszcze mecze reprezentacji, to często jest tak, że my możemy nie chcieć przełożyć, ale to przeciwnik nalega, jeśli ma powołanych kilku zawodników z własnego zespołu. Jeśli chodzi o grupy młodzieżowe, to istotne jest też, w jakim momencie się przekłada te spotkania. Jeśli chodzi o jednego zawodnika albo dwóch, to da się ich zastąpić i trzeba pamiętać, że to jest piłka młodzieżowa. Rozumiem też oczywiście trenerów, którzy chcą przekładać mecze. Jeśli ich zawodnicy grają w zespołach juniorskich, to też ma swoje uzasadnienie i nie mam nic przeciwko.

Czy jest pan w stanie wskazać personalnie zawodnika bądź zawodników, którzy zrobili bardzo duży postęp w obecnym sezonie? Maciej Twarowski zaliczył właśnie debiut w ekstraklasie.

– Na pewno zawodnikiem wiodącym w tym zespole był Bartosz Bida, który odszedł na wypożyczenie do Wigier Suwałki. Był to niekwestionowany lider tego zespołu i myślę, że jego brak był bardzo widoczny w naszym zespole. Aczkolwiek uważam, że mamy w drużynie zawodników, którzy są w stanie go zastąpić, ale niestety nie udało się to w takim stopniu, jak mogło się wydawać.

Jeśli chodzi o postęp zawodników w mojej drużynie, to najrówniej i najlepiej grającym piłkarzem przez większą część sezonu jest Karol Struski. Zawodnik może nie o wybitnych warunkach fizycznych, ale jeśli chodzi o inteligencję i jakość piłkarską, to w mojej opinii jest w czołówce całej Centralnej Ligi Juniorów. Brakuje mu fizyki i myślę, że jeśli się wzmocni w tym aspekcie, to dostanie swoją szansę, bo jest to zawodnik o dużej jakości i ma szansę wybić się ponad przeciętność.

Maciek również zalicza się do grona zawodników, którzy również byli ważnymi postaciami zespołu. Przede wszystkim w rozgrywkach jesiennych, bo Maciek był najskuteczniejszym piłkarzem naszej drużyny i rzeczywiście prezentował się bardzo dobrze. Na wiosnę na razie bramki nie zdobył i brakuje nam jego goli. Jest to zawodnik o bardzo dobrych warunkach fizycznych i ma fajny instynkt napastnika i wie jak poruszać się po boisku. Myślę, że przed nim są duże perspektywy, ale jest świadomy tego, jak wiele czeka go jeszcze ciężkiej pracy do wykonania.

Swego czasu etatowym reprezentantem kraju w swoim roczniku był Mikołaj Nawrocki. Moim zdaniem jest to także zawodnik o ponad przeciętnych umiejętnościach, ale jest u niego duży problem z urazami. Przez kontuzje traci regularność gry i to chyba powoduje, że nie potrafi przeskoczyć pewnego poziomu.

Trener Mamrot z zainteresowaniem spogląda w kierunku pana zawodników? Nie w każdym ekstraklasowym klubie istnieje współpraca na linii trener pierwszego zespołu – trener CLJ.

– Trudne pytanie. Zawodnicy chodzą od dłuższego czasu na treningi do pierwszego zespołu, a przed rundą wiosenną pięciu pojechało na obóz z pierwszym zespołem. Współpraca jest też pod kątem wymiany doświadczenia w kontekście treningu. Wydaje mi się, że pod tym kątem jest dobrze, ale to daje pozytywny efekt do pewnego momentu. Jeśli nie ma to przełożenia na grę, to może to kolidować w rozwoju. W ostatnich dwóch meczach parę minut zaliczył Maciek Twarowski i myślę, że będzie to dobra motywacja dla niego, jak i dla reszty zawodników.

Nasza praca ma sens, gdy młodzi zawodnicy idą wyżej i przede wszystkim zasilają szeregi pierwszego zespołu. Jagiellonia zawsze słynęła z wychowanków i dobrego szkolenia. W ostatnim czasie to się niestety zahamowało i trudno mi się odnosić do pewnych kwestii, ale wydaje mi się, że jest to kwestia obecnych priorytetów w klubie. Jesteśmy w finale Totolotek Pucharu Polski i Jagiellonia zalicza się do czołówki klubów ekstraklasy, przez co było duże parcie i ciśnienie na wynik w pierwszym zespole i to on jest priorytetem w klubie. Wydaje mi się, że trzeba jednak dostrzec tych zawodników, bo jeśli zdobyli oni mistrzostwo Polski, to kilku z nich na pewno posiada umiejętności i potencjał, by w niedalekiej przyszłości spróbować być ważnymi postaciami w pierwszym zespole. Wierzę w to, ale oni muszą dawać argumenty i muszą pokazywać, że warto na nich stawiać. Zobaczymy, jak to będzie wyglądało.

Czyli wierzy pan w to, że któryś z tych chłopaków może pójść śladem, chociażby Karola Świderskiego. Pytam w kontekście ostatniego okienka transferowego, gdzie działacze poszli chyba w innym kierunku.

– Dzisiaj trzeba o tym powiedzieć wprost. Wynik w pierwszym zespole jest teraz sprawą pierwszorzędną w Jagiellonii i to, co rozmawialiśmy – Bartek Bida, Karol Struski, Maciek Twarowski, Mikołaj Nawrocki i kilku chłopaków, których nie wymieniliśmy, mogą wskoczyć na ekstraklasowy poziom. Trzeba w nich uwierzyć i postawić, a oni muszą czuć się potrzebni w zespole i wtedy jest duża nadzieja i szansa, żeby ci piłkarze stanowili o sile pierwszego zespołu. Nie do mnie należą te decyzje, ale wierzę, że ich na to stać. Mamy wielu chłopaków, u których serce i ambicja naprawdę jest duża i kilku z nich da dużo dobrego dla Jagiellonii, oczywiście jeśli klub uzna, że są potrzebni. To się zmieni w przyszłym sezonie ze względu na reformę młodzieżowca.

Czego zabrakło w meczu z Arką, by trzy punkty zostały w Białymstoku?

– Dobrej decyzji sędziego (śmiech). Prawda jest taka, że Arka zdobyła gola na 1:1 po ewidentnym spalonym. Rozmawiałem długo po meczu z sędzią i oczywiście błędy się zdarzają, ale po obejrzeniu zapisu video z tego spotkania, to był to ewidentny błąd arbitra. Sędzia boczny przy bramce wyrównującej podniósł chorągiewkę i sędzia główny na moment odwołał gola, ale po konsultacji z bocznym arbitrem, zmienił decyzję i uznał bramkę. Zawodnik gości stał na pozycji spalonej, gdy piłka wpadała do bramki i absorbował uwagę bramkarza, podskakując nad piłką. Po meczu rozmawialiśmy spokojnie, bez żadnej awantury, sędzia powiedział, że uznał bramkę, bo nasz bramkarz nie miał szans na interwencję. Z kolei na zapisie video widać, jak nasz bramkarz jest gotowy do interwencji.

Oczywiście nie chciałbym zwalać na sędziego i tak przewrotnie odpowiedziałem na to pytanie, aczkolwiek mieliśmy w tym meczu kilka swoich dobrych okazji, ale nie wpadło. Zawiodła w tym spotkaniu skuteczność i myślę, że tutaj bym szukał przyczyn braku trzech punktów, bo wcześniej dwa mecze wygraliśmy. Szkoda tego meczu z Arką, bo w ostatnich spotkaniach dyspozycja i forma mojego zespołu poszła w górę. Zaczęliśmy regularnie punktować i wrócili zawodnicy, którzy byli kontuzjowani. Zwiększyło nam się także pole manewru, jeśli chodzi o piłkarzy z ławki. Mam nadzieję, że będziemy podtrzymywać tę dyspozycję, ale będzie trudno, bo w okresie przygotowawczym często trenowaliśmy w jedenastu, dwunastu, bo mieliśmy bardzo dużo urazów i doszedł do tego awans zawodników do pierwszej drużyny. Nie chciałbym się tłumaczyć, ale mieliśmy sporo problemów, a zawodnicy, którzy dopiero wracają, nie przeszli okresu przygotowawczego. Borykamy się ze swoimi problemami, ale uważam, że stać nas na dużo więcej.

W tym roku przegraliście z Koroną Kielce i wysoko u siebie ze Śląskiem 0:4, ale z tego, co wspominał trener Pietraszewski w wywiadzie dla nas, to wynik nie do końca odzwierciedlał przebieg gry. To obecnie dwie czołowe drużyny w lidze i czy z tymi zespołami faktycznie grało wam się najciężej?

– Jeśli chodzi o mecz ze Śląskiem Wrocław, to przegraliśmy jak najbardziej zasłużenie. Fajne słowa trenera Śląska i początek spotkania może nie wskazywał na tak wysoką wygraną rywali, ale po pierwszej bramce mój zespół przeszedł obok meczu i to był najsłabszy mecz w naszym wykonaniu w całym sezonie. Przegrywaliśmy mecze w różnych rozmiarach, ale patrząc na mentalność i walkę, to ze Śląskiem nie istnieliśmy. Próbowaliśmy grać w piłkę, ale to jest za mało na tę ligę i trzeba dołożyć sporo determinacji, by wygrać, czego zabrakło nam we wspomnianym meczu.

Z Koroną Kielce rozegraliśmy naprawdę dobre spotkanie i to był dobry mecz. Nie musieliśmy tego meczu przegrać. Wygrywaliśmy 1:0 i straciliśmy pechową bramkę na 1:1 przed przerwą. Potem błędy indywidualne spowodowały utratę bramek, ale patrząc na cały mecz, to mógł on się potoczyć w dwie strony. Taka jest piłka i Korona ma to do siebie w tym sezonie, że jest powtarzalna i bardzo konsekwentna w tym, co robi. Wydaje mi się, że na dzisiaj zasłużenie prowadzi w ligowej tabeli.

Jagiellonia już raczej nie spadnie, ale wysoko też nie podskoczy. Czego oczekuje pan od swoich zawodników w końcówce sezonu?

– Chciałbym, aby pojawiła się nasza mistrzowska konsekwencja i dyscyplina. Tego nam brakowało przez większą część sezonu i to było czynnikiem decydującym, jeśli chodzi o całą postawę w naszej lidze. Ten zespół zawsze charakteryzował się dobrą defensywą, dyscypliną i dużym zaangażowaniem. W niektórych meczach mogłoby to być lepsze i tego oczekiwałbym w ostatnich meczach sezonu – że pokażemy, na co nas stać. Gra defensywna, która niestety przez większą część sezonu była na niezbyt zadowalającym poziomie, to w ostatnich meczach już jest niezła. Liczę, że utrzymamy to w kolejnych spotkaniach i poprzemy to lepszą grą w ofensywie, a stać nas na to. Tak jak pan zauważył, do czołówki się nie zbliżymy, a na pewno teraz bliżej nam do dołu niż do góry, ale chciałbym, abyśmy rozegrali nieźle te ostatnie mecze i poprawili częściowo obraz tego sezonu.

Przed wami spotkanie z Cracovią. Długi wyjazd, a rywal ma serię trzech zwycięstw z rzędu, ale rozumiem, że liczycie na powtórzenie wyniku seniorów z tygodnia?

– Byłoby idealnie! Na pewno czeka nas trudne spotkanie, bo Cracovia jest rozpędzona i jest zespołem, który dobrze pracuje na boisku. Mamy informacje na temat przeciwnika i zobaczymy, jak u nas będzie wyglądała sytuacja kadrowa, bo mamy kilka urazów i trzech zawodników jest na “ekstaklasowym tourne”. Na pewno nie składamy broni i jesteśmy w stanie zapunktować, a chcemy się zrewanżować Cracovii za mecz w Białymstoku, który przegraliśmy dość gładko. Zobaczymy, jak to wyjdzie w praktyce, bo ta liga jest bardzo nieprzewidywalna. Pewność można mieć dopiero gdy sędzia gwizdnie po raz ostatni.

Poziom Centralnej Ligi Juniorów według pana jest…?

– Uważam, że liga jest ciekawa. Dużo jest walki, odmieniania wyników, ale brakuje trochę jakości i większej kultury gry. Nie wiem, czy to jest spowodowane obniżeniem wieku juniora, czy przez to, że dość długo nie było takiej Centralnej Ligi z prawdziwego zdarzenia. Każdy chcę być w tej lidze i coś znaczyć. Są ciekawe mecze, ale jeśli chodzi o poziom, to mógłby być on wyższy.

Wasza baza jest teraz w przebudowie, a właściwie w budowie, o czym można było przeczytać i obejrzeć w naszym materiale Liga od kuźni. Zakładam, że powstanie nowych boisk otworzy dużo więcej możliwości treningowych dla pana drużyny.

– Bardzo cieszę się, że powstaje coś, co będziemy mogli nazwać naszym domem. Pierwszy zespół zyska duże możliwości, a Akademia zyska boisko. Aczkolwiek wiadomo, że to nie załatwi sprawy, jeśli chodzi o miejsce do treningu dla akademii. Bardzo cieszymy się, że będziemy mieli własny kąt i to na pewno pomoże naszym trenerom. Jednak przydałyby się jeszcze inne możliwości, bo my zyskamy tylko jedno boisko do treningu. Na dzisiaj fajnie, że to jest, ale mam nadzieję, że w przyszłości klub będzie robił wszystko, by ta baza była jeszcze lepsza.

To ja wam życzę jeszcze lotniska!

Rozmawiał Dawid Dobrasz

fot. Jagiellonia.pl