Wywiady

Fajnie byłoby znaleźć się na pudle na koniec sezonu

Trener Marcin Ciliński już od kilku lat prowadzi zespół Zagłębia Lubin U-19, a teraz U-18. Miedziowi w tym sezonie grają w kratkę, ale przed ostatnimi czterema spotkaniami, ekipa trenera Cilińskiego okupuje trzecie miejsce i zapowiada utrzymanie tej pozycji na koniec sezonu. Z trenerem porozmawialiśmy o kończącym się sezonie Centralnej Ligi Juniorów, postawie Zagłębia w tym sezonie, osobie trenera Bena Van Daela, wyróżniających się zawodnikach, oraz omówiliśmy ostatnie spotkania zespołu juniorów starszych zespołu z Lubina. 

Z czego trener jest zadowolony w tym kończącym się sezonie, a z czego nie?

– Cieszę się, że doprowadzono do tego, że liga stała się centralna. Nie twierdzę, że poprzedni format ze wschodem i zachodem był słaby, ale teraz jest zdecydowanie więcej dobrych meczów, więcej różnorodnych stylów gry.

Z czego wynika taki rollercoaster, jeśli chodzi o wasze wyniki w tej rundzie?

– Jesienią mieliśmy dużo większą stabilizację. Zaczęliśmy ligę optymalnym składem, wyglądało to bardzo dobrze, szczególnie po występie na Turnieju w Chorwacji, gdzie dotarliśmy się jako drużyna. W kolejnych meczach ligowych nastąpił przełom, bo musieliśmy część zawodników oddać do zespołu rezerw. Skład zaczął się rotować i musieliśmy go znowu ustabilizować głównie, jeśli chodzi o linie obrony. Zaczęliśmy grać innym ustawieniem i zaczęło znowu wyglądać to poprawnie, a co najważniejsze, zaczęliśmy punktować. W tych kategoriach wiekowych też już o to chodzi, aby grać o najwyższe cele. Zadowala nas to, że nasi chłopcy się coraz bardziej rozwijają. Na jesieni kilku zawodników zrobiło spore postępy i są już podstawowymi zawodnikami zespołu rezerw. Na dzisiaj linia obrony, która gra u Adama Buczka w III lidze i jest stabilna, mogłaby występować z powodzeniem również w naszej drużynie CLJ.

Jesienią wyglądało to dobrze punktowo, chociaż nie ukrywam, że zawaliliśmy dwa-trzy mecze i mogliśmy być bliżej Korony. Wtedy też byśmy pewnie do wiosennych meczów podeszli z nieco innym nastawieniem. Mieliśmy dziewięć punktów straty i nie mówię, że złożyliśmy broń, ale odeszło od nas kilku zawodników do zespołów wyżej, kilku poszło na wypożyczenia i niestety siłą rzeczy trzeba było to poprzesuwać.

Zimą było u was w klubie sporo zmian, jeśli chodzi o akademię i pierwszy zespół, o których nie mówiło się za szerzej . Głównie chodzi mi o osobę Bena Van Daela.

– Od samego początku, jak trener Van Dael przyszedł do klubu, to mieliśmy bardzo dobry kontakt i trener pojechał z nami na ten wspomniany turniej w Chorwacji. Jest to bardzo pracowity człowiek i bardzo dobrze potrafi przeanalizować grę naszą lub przeciwnika. Piłka idzie w tym kierunku na świecie i w Chorwacji co wieczór mogliśmy wspólnie z trenerem analizować grę. Bardzo cieszymy się, że trener może realizować się przy pierwszym zespole, ale też fajnie było, jak trener był w Akademii. Dużo rozmawialiśmy, co czwartek mieliśmy wspólne narady i ustalaliśmy plany. To wszystko dalej funkcjonuje, ale trochę inaczej. Trener jest bardzo otwarty na rozmowy i nie jest to typ człowieka, który sam wszystko wie najlepiej.

Jednak ta roszada nie miała na nas większego wpływu. Wiosenne rotacje spowodowane były przesunięciami do pierwszego zespołu i drużyny rezerw. Po drugim zespole jest od razu CLJ i jeśli w rezerwach brakuje piłkarzy, to wiadomo, że są zabierani od nas. Od stycznia zrobiliśmy taką sytuację, że do końca tego sezonu drużyna CLJ trenuje z zespołem rezerw. Mamy wspólne zajęcia zazwyczaj do czwartku, chyba że rezerwy grają w tygodniu, to ten plan ulega zmianie. Mieliśmy także kilka kontuzji, co jeszcze namnożyło rotację między drużynami. Musimy być także ostrożni, by nie zrobić zawodnikom krzywdy. Dlatego też wyniki są takie, a nie inne. U nas także gra głównie rocznik 2003. To jest grupa, która już szykuje się na rundę jesienną w następnym sezonie z rocznikiem 2002.

Czy widzi pan w swojej drużynie potencjalne wzmocnienia pierwszego zespołu? Zagłębie ostatnio poszło w tym kierunku.

– Na ten moment większość wiodących zawodników wyskoczyła już wyżej. Następny w kolejce jest Bogacz, Warpas, którzy na co dzień grają już w III lidze i Dudziński, który był na obozie w Turcji z pierwszym zespołem, ale leczy kontuzje. Wierzymy, że rocznik 2002 i 2003 da nam wiele dobrego. Przed nimi występy w CLJ i jeśli się tu pokażą, to będą mieli szansę zafunkcjonować wyżej.

Spodziewał się pan, że Bartek Slisz tak wystrzeli?  

– No jakbym się nie spodziewał! Sam go nawet wypatrzyłem. Jak ściągamy chłopaka do Akademii, to musi to być rodzynek. Jeżdżę po Polsce i oglądam zawodników, ale od pewnego momentu mam takie wrażenie, że widzę wielu fajnych chłopaków, ale najczęściej mamy już u siebie w Akademii chłopców z bardzo zbliżonym potencjałem i o podobnym profilu. Wtedy nie ma sensu ściągać zawodnika i blokować swojego. Bartek był „rodzynkiem”. Przefiltrowaliśmy go i sam miałem okazję go obserwować z 4-5 razy, zanim do nas przyszedł. On tylko potrzebował od nas szansy i wiedziałem, że ją wykorzysta. Miałem go w paru meczach CLJ, to nawet po kontuzjach, prezentował bardzo wysoki poziom. Już wcześniej było u niego widać spory potencjał i najważniejsze jest to, że ma on świadomość co ma, a czego nie ma i nad czym musi pracować.

Jak wygląda pana współpraca z trenerem pierwszego zespołu? Chyba przychylnym okiem spogląda na pana zespół?

– Jak najbardziej. W tej fazie sezonu są już same ważne mecze, a i tak regularnie pojawiają się w pierwszym składzie zawodnicy z Akademii. Bartek Ślisz gra regularnie, Oko gra regularnie, a to są młodzi zawodnicy, a już są podstawowymi postaciami pierwszej drużyny. Dochodzi do nich jeszcze Dawid Pakulski i oni dostają teraz coraz więcej szans, a wierzę, że staną się ważnymi postaciami tego zespołu.

Filip Jagiełło pokazał drogę, jaką można przebyć i trafić do dobrego klubu z topowej ligi.

– I z tego się właśnie cieszymy. Jak Filip odejdzie, to znajdą się następcy na jego miejsce. To nie jest moja działka, możemy sobie porozmawiać, ale trener pierwszego zespołu pokazuje, że nie ma on o to obawy, kto będzie miał zastąpić takiego zawodnika jak Filip.

To w takim razie może się okazać, że Ben Van Dael był bardzo dobrym wyborem dla waszego klubu.

– Uważam, że to nie jest tylko dobry trener dla naszego klubu, ale to jest też dobry trener dla naszej piłki nożnej. Pokazuje, że można grać w piłkę nożną, a nie tak jak wszyscy twierdzą, że jesteśmy stworzeni tylko z szybkiego przejścia z obrony do ataku. To jest nieprawda. Nasza młodzież jest coraz lepiej wyszkolona, bo my ten czas, który straciliśmy w moich czasach, teraz staramy się nadrobić. Trenerzy jeżdżą na staże, uczą się, mają dostęp do wielu materiałów, bazy zaczynają być coraz lepsze i nie mówię tu tylko o naszej, bo budują się nowe obiekty przy Pogoni i Legii. To są kluby, w których jest dobre szkolenie i zawodników piłkarsko dobrych jest coraz więcej. Z tego powinniśmy się cieszyć, ale zaraz ktoś mi powie, że nasza liga jest słaba, bo nie gramy w pucharach itd. Spokojnie. Pomału. Wszyscy by chcieli mieć wszystko od razu, a to się nie da. Uważam, że nasza liga zrobiła się ciekawsza i mecze wyglądają lepiej. Ostatni mecz Lecha z Zagłębiem pokazał, że spotkały się dwa zespoły, które chciały grać w piłkę.

Jak się pan czuł po meczu z Arką Gdynia. Bardziej wkurzenie, czy jednak pewna ulga, że udało się wywieźć ostatecznie punkt z Gdyni?

– Powiedziałem chłopcom w szatni, że grali przez 85 minut tak, jak chcieliśmy. Tydzień przed tym meczem graliśmy z Ruchem Chorzów i po spotkaniu przekazałem w bardzo dosadny sposób uwagi mojemu zespołowi. Były rozmowy i analizy, że nie można wychodzić na boisko bez determinacji i mieć w głowie co innego. Z Ruchem zagraliśmy 20 minut tak, jakbyśmy chcieli, a potem nas zjedli determinacją i graliśmy totalne dno. Jadąc na Arkę dużo rozmawialiśmy i jeszcze na treningach pokazywaliśmy pewne rzeczy . Do tego złożyło się boisko Arki, które, mimo że jest sztuczne, to jest takie jak u nas i można na nim grać. Można pograć piłką i to nam wychodziło. Dodatkowo widziałem determinację w chłopakach. Zagraliśmy pięć minut nieswojego grania i trzy razy za dużo dotknęliśmy piłkę i straciliśmy trzy bramki.

Macie trzecią defensywę w lidze i chciałem o to pana dopytać, bo ja po takim meczu, to wyszedłbym z siebie i stanął obok. Mało błędów popełniacie, a tam przydarzył się wielbłądy.

– No właśnie. Defensywa tutaj nie popełniła jakiś rażących błędów. Pan mówi defensywa jako cały zespół i zgadzam się, że jest ona poprawna i nie mamy tutaj jakiegoś wielkiego żalu, ale w tym meczu nawaliły trzy złe wybory. Błędy indywidualne, których nie było przez 85 minut. Chodziło nam o to, żeby nie było przytrzymywania piłki, żeby była płynność grania i nie było holowania piłki. W tych trzech akcjach, po których straciliśmy gole, zrobiliśmy właśnie to, czego nie mieliśmy robić. Powiedziałem chłopcom w szatni, że szkoda nas, bo dali z siebie wszystko na tym boisku i te wspomniane 85 minut graliśmy top, a przez pięć minut straciliśmy dwa punkty.

No, ale chwała chłopakom, że wyciągnęli ten remis. Prowadzili 2:0, dostali trzy gole i zdołali w końcówce wyrównać.

– Powiedziałem im to w szatni, że wielki szacunek za to. Nie było za dużo tego czasu do odrabiania, ale się udało. Po takich meczach jest spory niedosyt. Po super grze i fajnych bramkach nagle w pięć minut tracimy wszystko, co mieliśmy. Trudno. Taka jest piłka i mecz Liverpoolu z Barceloną pokazał, że nie takie zespoły jak nasz, były sprowadzane na ziemie.

Mecz z Legią był bardzo dobry w waszym wykonaniu, a co poszło nie tak w Białymstoku?

– Z Legią zagraliśmy też super mecz. Była determinacja, a i Legia przyjechała do nas ze wszystkim najlepszym co miała. Cieszymy się po takich meczach, że nasza młodzież z rocznika 2002 i 2003 idzie w dobrym kierunku. Chłopcy się rozwijają, a na tym nam najbardziej zależy.

W Białymstoku zabrakło nam ognia. W przerwie pobudziłem zawodników i w drugiej połowie wyglądało to lepiej. Piłkarsko się broniliśmy i rywal nas nie stłamsił. W drugiej połowie graliśmy dobrze w piłkę, a Jagiellonia się cofnęła. Drugą bramkę straciliśmy dość typowo, jak gra się bardzo otwarcie. Poszło dobre przejście z ich strony, popełniliśmy błąd i straciliśmy bramkę na 2:0. Nie robię z tego meczu wielkiej tragedii i cieszy mnie to, że Jagiellonia wystąpiła w najsilniejszym składzie, głównie z rocznikami 2000 i 2001. U nas fajnie zaprezentowali się chłopcy z rocznika 2002 i 2003 w tym meczu, a to mnie cieszy najbardziej. Cieszy to, że radzą sobie już teraz ze starszymi chłopakami w CLJ.

Jesteście obecnie na podium. Rozumiem, że pozostanie w tym miejscu, to jest cel na te ostatnie cztery spotkania do końca sezonu? Przed wami mecz z Elaną Toruń.

– Bardzo chcemy. Mówi się, że nie gramy na wynik, ale fajnie byłoby się znaleźć na tym pudle na koniec sezonu. Co do Elany, to tak się mówi. Mieliśmy Motor na spokoju i innych rywali na spokoju i chyba właśnie wtedy straciliśmy te punkty na jesieni. Teraz wielu zawodników z rezerw zejdzie do naszego zespołu, bo mają matury i trener rezerw nie może z nich skorzystać więc będzie spora rotacja w składzie. Generalnie zawsze patrzymy na dobro zawodnika.

Rozmawiał Dawid Dobrasz

fot. 400mm.pl