Reportaże

Z treserów robią trenerów. Koszykarska rewolucja inspiracją dla futbolu?

Chcemy traktować swoich najbliższych oraz podopiecznych po partnersku – nie z pozycji siły czy krzyku. Chcemy budować zaufanie dziecka i do dziecka, ale jak nie myśleć sobą i wczuć się w emocje drugiej osoby w praktyce? Jak wyzwolić wolę walki i nie skasować motywacji u najmłodszych? Czy faktycznie dziecko zawsze na początku nie zje ciastka, a odda je drugiemu? Czy nasz dziurawy system można wywrócić do góry nogami?

Podobno każdy problem wystąpił już kiedyś w jakiejś dziedzinie życia. Kluczem jest, by dopasować ją do kłopotu, który na boisku piłkarskim do rozwiązania ma trener. Wybrałem się na koszykarski camp, którego organizatorzy starają się zrewolucjonizować szkoleniowe środowisko.

W takim miejscu jeszcze mnie nie było.

– Jedziemy 425 km z Opola do Zbiczna. Zgarniemy cię po drodze – rzucił przez słuchawkę Maciek, trener basketu.

– Na pewno będzie po drodze? – upewniłem się.

– Nie chodzi o kilkadziesiąt kilometrów, to i tak kawał drogi.

I tak z opolską ekipą szczęśliwie wyruszyłem na Polish Basketball Clinic z Zbicznie.

Maciek wziął ze sobą trzech podopiecznych, 18-latków. Jeden czyta w drodze „Potęgę podświadomości”, drugi „Włam się do mózgu”. Niebawem przed nimi poważne życiowe decyzje. Studia, własna firma?

Póki co chcą jeszcze powalczyć o koszykarskie kariery.

Sprawcami całego zamieszania w malowniczej wsi w powiecie brodnickim (woj. kujawsko-pomorskie) są po raz kolejny profesor Tadeusz Huciński i Tomasz Wilczewski. Goście „Jak Uczyć Futbolu” i „Akademii Weszło Junior”, autorzy świeżo o wydanej książki „Współczesna pedagogika”, kreują swoich następców.

W tydzień chcą nie tylko zmienić ich postrzeganie dotyczące komunikacji z dziećmi i młodzieżą, ale odwrócić całkowicie spojrzenie na ich wychowanie.

***

Pora na pakowanie. Wszyscy poprawili swoje wyniki.

Diagnostyczne testy wypadły o średnio 50 procent lepiej niż przed tygodniem. Niemożliwe?

– Daliśmy im odczuć progres – podkreśla Huciński.

– Wyjeżdżają stąd z dobrymi wspomnieniami, a każdy z tych zawodników faktycznie się rozwinął. Zarówno pod kątem technicznym, jak i z perspektywy swej świadomości sportowej – dodaje Wilczewski.

Jak do tego doszło?

***

7 dni wcześniej.

Dojeżdżamy do Zbiczna. Około 60 zawodników podzielonych zostaje na „systemowych” i pozostałych. Ci pierwsi już na PBC byli. Wiedzą w czym rzecz. Za chwilę mają instruować pozostałych.

Bo właśnie o to w dużej mierze chodzi na campach w Zbicznie. Dzieci mają uczyć siebie nawzajem. Poprawiać i korygować błędy kolegów.

Dziewięć umiejętności ocenianych jest według precyzyjnie określonej punktacji. Rzut z miejsca, rzut z biegu po podaniu, podania w miejscu, w biegu, poruszanie się bez piłki, obiegnięcie, obrona zawodnika bez piłki i z piłką oraz wyrzut piłki zza linii końcowej, po zbiórce – to wszystko rozbite zostało na czynniki pierwsze.

Konkretne i maksymalnie uszczegółowione wskazówki, jak „obserwacja całego boiska w momencie chwytu piłki”, „lądowanie przodem lub bokiem do kierunku biegu”, „przyspieszenie biegu po podaniu”, „utrzymanie piłki powyżej barków” czy „ręce szeroko chronią piłkę” w przypadku tego ostatniego to tylko część z nich. Faktycznie punktów w diagnozie można zdobyć 232.

Następuje samoocena. Każdy poznaje zasady i ocenia się według nich. Każdy uzyskał swoją liczbę. Teraz w oparciu o nią nastąpi podział na grupy.

***

Wilczewski: – Boisko podzielone jest na sześć sektorów. W każdym trenuje odpowiednia grupa. Co 10 minut następuje zmiana – zawodnicy przechodzą kolejne stacje. Po tamtej stronie, przy ścianie, mamy fazę nauczania. Środek boiska to doskonalenie, a obok nas pora na trenowanie. Na każdej z wymienionych części trenerzy muszą wcielić się też w inną rolę: pedagoga, zarządzającego sytuacją wokół dziecka oraz egzekutora. Każda to inna specyfika.

***

– Michael Phelps w wieku 15 lat zapomniał na mistrzostwa Stanów Zjednoczonych okularów. Zajął czwarte miejsce. Przeszedł mu koło nosa medal mistrzostw USA! Bo zapomniał głupich okularów.

Taką historią Kacpra, który na halę przyszedł w klapkach, przywitał trener Wilczewski.

I dodał na odchodne: – Co ciekawe, trener Phelpsa okulary miał… obok siebie. Michael później już jednak nigdy nie zapomniał okularów.

A Kacper butów z pokoju.

***

Po czterech dniach obserwacji koszykarskich zmagań, Wilczewski uświadamia mi, jak ważny jest odpowiedni pokaz. Tak akcentuje kolejne kroki przy obiegnięciach, że zaczynam rozumieć o co chodzi w tym elemencie koszykarskiego rzemiosła.

***

Trenerzy PBC zapraszają nas na salę kwadrans przed pierwszym treningiem. Demonstrują, jak wyglądać ma praca na stacjach.

Patrząc przez dłuższą chwilę na to, co dzieje się na sali, uświadamiam sobie, że metodyki koszykówki nie uczył mnie nikt. Nigdy.

Atak na piłkę, jej agresywny chwyt, odwodzenie z barku, ruch nadgarstka zakończony zdecydowanym akcentem po rzucie czy podaniu? Wilczewski pokazuje to na tyle przejrzyście, że nawet laik od razu widzi w tkwi sekret poprawnego wykonania danego elementu.

Zauważam to, choć prowadzący nie powiedział ani słowa.

Tak miało być. Mieli nauczać bez sztywnych komunikatów i zbędnych tłumaczeń. Szybko przekonują, że się da.

***

Dzień trzeci, trening poranny.

– Nie mogę słuchać jak się rozgadujecie – grzmi profesor Huciński. – Macie przekazać komunikat w czterech słowach! – irytuje się.

Huciński rzadko wkracza do akcji.

Przez większą część obozu siedzi w rogu sali, przy otwartych drzwiach ewakuacyjnych. Piękne słońce wpada przez nie do środka, a on, znad okularów przygląda się treningom. I analizuje.

Pyka spokojnie z fajki, a interweniuje tylko kiedy uzna, że jest taka konieczność. Że musi. Ostatnią rzeczą, jaką można by jednak o nim powiedzieć, to że podczas zajęć jest bierny.

Zasady są proste:
* dziecko może być skoncentrowane średnio do 18 wypowiedzianych przez szkoleniowca słów, więc trener przekazuje tylko krótkie komunikaty
* nigdy nie zaczyna od „JA”
* nie narzuca siebie i swojej racji, nie podchodzi ze swoimi wartościami jako nadrzędnymi

– Prowadząc zajęcia w ten sposób, trzyletni program zrealizujecie w półtora roku – zapewnia polski Phil Jackson.

*** 

Dla Hucińskiego i Wilczewskiego 1 lipca 2019 to wielki dzień. Właśnie wtedy zaplanowali oni premierę „Współczesnej pedagogiki”. Książki rozchodzą się jak świeże bułeczki, trenerzy, którzy nie zamówili ich w przedsprzedaży, po dwóch dniach zajęć z duetem autorów, również sięgają po lekturę.

– Trafili do naszej sekty – śmieje się Wilczewski.

***

Maciek jest na PBC po raz trzeci, Piotrek również. Tak samo Rafał czy Marcin, Patryk z drugim Piotrkiem są na drugim kolejnym obozie. Marek 20 lat temu kupił jedną książkę. Pozostał do dziś i regularnie udział bierze w kolejnych klinikach. Faktycznie, Huciński tworzy wokół siebie małą sektę. Ale idea jest słuszna.

 ***

W systemie każda kolejna stacja jest coraz bardziej skomplikowana i złożona. Łączy kolejne umiejętności w układy.

Wilczewski: – Jak najszybciej wykonać należy trzy tysiące powtórzeń danego ruchu. Wtedy wchodzi to w podświadomość.

Mając określone umiejętności, zawodnicy mogą brać udział w grach zadaniowych. A w nich zadania wymuszają nie trenerzy, a sami zawodnicy.

Na koniec treningu trenerzy mobilizują dzieci do wzmożonego myślenia:
– co było najważniejsze w startach?
– jakie były kolejne kroki?
– czy teraz rzucano dobrze? Dlaczego?

Prawdziwa burza mózgów.

***

Na treningach porannych kluczem jest dobre połączenie w pary. Zawodnik lepszy musi zaopiekować się tym na niższym poziomie.

– Dajecie zadania i egzekwujecie je. Ale w „nasz” sposób – przypominają trenerom prowadzący PBC.

Na tym treningu nie ma trenerów. Każdy dostaje obwód do pracy nad określoną umiejętnością.

Każdego dnia na treningu wieczornym dzieci poznają z kolei jedną nową umiejętność.

Chodzi o pierwsze przeżycie i odczucie. We śnie młody człowiek przeżywa wieczorną sytuację.

***

– Pamiętajcie, jak ja kogoś poprawię, to dla niego wygląda tak, że „przyszedł duży ch… i mnie poprawia” – tłumaczy Wilczewski. – Dziecko uczy dziecko, na PBC musicie wbić sobie to do głowy.

Młodzi Polacy uczą zatem rówieśników z… Rosji.

***

Sobota, 20:12. Na turnus do Zbiczna przyjechali ostatni zawodnicy. Z Sankt Petersburga.

Anatolij Nesmeyanov ma 75 lat. Siwe włosy, sporo mówi. Po angliski nie panimajet jednak, więc cieszy się, gdy służę organizatorom pomocą z tłumaczeniem. Leciwy profesor chce w Europie rozpropagować grę w „3 kosze”. W Rosji to „Peterbasket”, nie przypadkiem nazwany tak przez jego pomysłodawców z dawnego Leningradu.

Z Hucińskim znają się z działań naukowych sprzed prawie dwóch dekad.

Nesmeyanov: – Otrzymaliśmy cały wasz system w języku polskim oraz angielskim. Ale nie potrafiliśmy tego przetłumaczyć. I postanowiliśmy przyjechać, by przekonać się na własne oczy w czym rzecz. Jesteśmy pod ogromnym wrażeniem.

***

– Przypilnuj, żeby u niego ręka pozostała po podaniu ugięta w nadgarstku – poinstruował młodego koszykarza Piotrek ze Szczecinka.

Do czego doprowadził? Dziecko, które błędnie realizowało swoje ćwiczenie, nie tylko bacznie śledzić zaczęło swojego partnera z pary, ale, przede wszystkim, błąd wyeliminowało… u siebie.

Polecenie od coacha ze Szczecinka było drobnym elementem całego misternego planu.

A akurat Piotrek wie w czym rzecz. Od ośmiu lat inspiruje się Hucińskim, a jego metody wdraża w swojej szkole. Pewnie niektóre w tajemnicy przed innymi nauczycielami, którzy nie chcą zrozumieć tej drogi.

Uczniowie Piotrka oceniają się sami, jego syn rozwija się znakomicie.

Kolejne sytuacje mobilizują szkoleniowca do przemyśleń, na które czas znajduje podczas biegu. Ostro trenuje do maratonów, których rocznie przebiega po kilkanaście. – W ruchu układam sobie w głowie to, co widzę na PBC. To, co usłyszę od Hucińskiego czy Wilczewskiego. I to, co spotykam w swoim codziennym życiu. Jestem fanem tego podejścia, bo ono naprawdę działa – puentuje.

***

Pobudka o 6:30. Punkt 7:00 meldujemy się na hali. Przez kolejne siedem dni każdy dzień zaczynał się będzie o tej porze.

Dzieciaki mają zorganizować się same, nie ma mowy o tym, by pomóc im i obudzić któregoś. Wiedzą, na którą była zbiórka.

„Life is a mystery, everyone must stand alone” – słyszymy z głośników na przywitanie.

Nesmeyanov: – Siedzieliśmy do północy. Tyle było waprosów – ze śmiechem rękę podaje mi rosyjski kompan.

Na krześle naklejona jest kartka, a na niej rozpiska: liczba poszczególnych obwodów, które wykonać należy podczas porannego treningu. Jeden uczy drugiego, starszy najczęściej pokazuje młodszemu.

Sztuką jest tak dobrać pary, by ten, który jeszcze nie do końca wie co robić, zobaczył idealny wzorzec u kolegi. Przy jego dodatkowej korekcie można liczyć, że dzieci uczyć będą dzieci.

***

Niektórym trenerom brakuje podstaw. Jakże podobne obrazki do tych znanych ze szkolenia piłkarskiego…

Z jednej strony więc gonią za intensywnością, z drugiej zapominają o jasnym wytłumaczeniu zadania. O klarownym przekazaniu zasad. O określeniu pola gry, linii końcowych boiska.

Sam nie rozumiałem nigdy, czemu w obliczu, nazwijmy to, czasowego ograniczenia, presja i napięcie rodzą takie zamieszanie.

Nie ma struktury, organizacji i porządku. Chyba, jak mawia klasyk, tylko spokój może nas uratować.

Zawodnicy przykładowo ustawiają się obok tyczek. Raz za razem piłka uderza w trenażer, a… korekty brak.

Pewnie czytając to myślicie „logiczne”, ale potem, na boisku następuje jakaś głupawka. Wielu już znajomych mówiło mi jedno, a robiło drugie. Sam nie mam pomysłu z czego to wynika. Może tyle bodźców powoduje, że niektórym ciężko je wszystkie okrzesać?

***

Huciński: – Problemem społecznym jest to, że nie potrafimy słuchać. Kiedy ja coś mówię, ty musisz chcieć usłyszeć mnie. Nie myśleć sobą. Bo wtedy oceniasz to, co mówię.

Zawodnik musi powiedzieć „JA CHCĘ”, nie „ja muszę”. Jeżeli myślimy o jego sukcesie. Kiedy potrafisz wczuć się w emocje dziecka, nie myślisz sobą, potrafisz wczuć się w sytuację dziecka.

„Hucior” przez 30 lat zajmował się techniką i taktyką, które w teorii obok diety, motoryki i psychologii stanowią rzekomo po 20% nauczania gry w koszykówkę. – A 20% psychologii trzeba było uwolnić, by inaczej to wszystko poprowadzić – dochodzi do konkluzji doświadczony szkoleniowiec, który w swojej karierze sięgnął m.in. po mistrzostwo Polski czy brązowy medal mistrzostw świata.

Codzienne wykłady z byłym selekcjonerem reprezentacji Polski w koszykówce mijają jak „z bicza strzelił”.

Spróbować zrozumieć go można zapoznając się z jego cytatami. Złotych myśli wynotowywać można jednak w nieskończoność. Przepisuję ze swojego notatnika…

„Człowiek silny nigdy nie będzie agresywny. Bo zrozumie sytuację. Przecież zawodnik nigdy nie jest przeciwko tobie…”

„Uwielbiam kobiety. Tego, o czym wam mówię, one mnie nauczyły”

„Krzyk? To wołanie o pomoc. Krzycząc na mnie, krzyczysz na siebie”

„Na ludzi nie wolno gwizdać”

„Jak kobieta idzie do plastyka, za chwilę będzie szła do psychiatry. Najpierw trzeba w pełni akceptować siebie. Zanik relacji ze sobą to jeden z dziesięciu podstawowych błędów emocjonalnych, które prowadzą do emocjonalnego analfabetyzmu”

„Kiedy dziecko nie ćwiczy, pokazuje trenerowi środkowy palec. Środek był źle dobrany przez ciebie, pamiętaj o tym trenerze!”

„Budujmy zaufanie dziecka i do dziecka. Traktujmy je po partnersku, nie z pozycji siły, nie z pozycji krzyku”

„Warto być punktualnym. Jak jesteś wcześniej – ty obserwujesz. Jak jesteś później – jesteś oceniany”

„Żona ocenia cię nieprawidłowo? Zostaw ją z tym. Ona dojdzie do tego, że źle cię oceniła i przeprosi. Tylko nigdy w życiu nie możesz tego jej wypomnieć. Tego, że ją z tym zostawiłeś”

„Na najwyższym poziomie Milik myśli Lewandowskim. Ważniejszy jest drugi gracz”

„Trener powinien doprowadzać do ciekawości własnego rozwoju. Koszykówka jest narzędziem do rozwoju osobowości”

***

– Oceniam cię na 5. Jak się czujesz? – rzuca do trenerki z Ostrołęki profesor.

– Jestem zadowolona  – odpowiada Wiktoria, dokładnie jak ja na antenie Weszło FM podczas nagrania „Jak Uczyć Futbolu”.

– Redaktor się śmieje, bo już go tak testowałem. No więc dlaczego jesteś zadowolona, jeśli stać cię na 10?! W taki sposób trener kasuje motywację dziecka, blokuje potencjał do podniesienia oceny, bo pojawia się zadowolenie.

***

Huciński, kolejny wykład: – Nie daj się przepraszać. Jeżeli zawodnik cię przeprosi, dasz mu rozliczyć tę sytuację. Zostaw go z tym odczuciem. Później nie masz jednak prawa pokazać mu, że jest odsunięty. Prowadzisz go tak samo jak w poprzednim meczu, a cała drużyna wspiera tego zawodnika w tym, żeby się zrehabilitował. Pamiętaj, że nie możesz w szatni wrócić do tej sytuacji. Nie możesz jej wypomnieć.

***

Piłki wędrują naturalnie w okolice barku, z którego są energicznie wypychane. Wszystkiemu towarzyszy krok w przód.

To wygląda jak jakieś karate. To działa.

***

Jestem zwolennikiem raczej holistycznego podejścia do treningu piłkarskiego. Nie czuję nadmiernego izolowania środków treningowych, nadmiernego nacisku na formy ścisłe. Tutaj, w Zbicznie, stacje oparte o nauczanie, to natężenie takich zadań.

Wilczewski: – Jeżeli nie potrafisz czegoś wykonać, jak może wyjść ci to w meczu? Najpierw musi być nauczanie, dopiero później doskonalenie. W tym, o czym mówisz, coś jest. Akcent na ścisłe formy nauczania jest mniejszy przy coraz bardziej zaawansowanych graczach, ale też kolejne stacje są bardziej złożone i skomplikowane, łączą wiele umiejętności i wymagają dużej koncentracji.

***

Małe przesilenie, zawodnicy są już podmęczeni. To piąty dzień intensywnej obozowej pracy. I nocnych szaleństw, jak to bywa wśród uczniów podstawówki.

– Ale parkiet przerysowałeś – Wilczewski z troską i przejęciem przeciera dłonią nawierzchnię do koszykówki.

Chwilę wcześniej kolanem upadł na nią jeden z 9-latków. Grymas bólu zapowiadał płacz, ale reakcja trenera zadziwiła go na tyle, że wstał jak gdyby nigdy nic. „Żebym nie musiał oddawać za malowanie parkietu” – pewnie pomyślał.

***

– Ćwiczenia ścisłe, wymagające dużej koncentracji mogą trwać 2-3 minuty. Po nich zawodnicy muszą się przebiec. Trzeba przepompować układ nerwowy – instruuje trenerów Wilczewski.

Jak to zrobić? Na klaśnięcie – zmiana trójek. I już mamy nową sytuację.

***

Niedziela, 19:40. Minęła doba. – Zobaczcie jak wiele już potrafią.

Faktycznie, wygląda na to, że dzieciaki skomplikowany system przyswoiły szybciej, niż można się tego było spodziewać.

*** 

8-letni Iwo ze Szczecinka to syn Piotra. Przyjechał z ojcem, choć na początku wcale nie chciał grać w jego ulubiony sport. Szkoleniowiec ze Szczecinka wycofał się, wykonał krok do tyłu. Zacisnął zęby i w pewnym momencie sam Iwo postanowił, że będzie trenował.

– Jestem w tym kiepski, muszę się podszkolić – rzucił. Od tego czasu pod koszem spędza po kilka godzin dziennie, a wskazówki dotyczące każdej umiejętności zna na tyle dobrze, że w Zbicznie uczył ich rodzica, który we wspólnie wykonanym teście uzyskał mniejszy dorobek niż ośmiolatek.

***

Dzień czwarty. Dojrzewamy do tego, żeby spisać listę słów-kluczy. Takich, które faktycznie łatwo mogą nam pomóc w codziennych treningach czy relacjach z… ludźmi. Bo przecież nie tylko z dziećmi:

– Jak sobie z tym poradzisz?

– Co byś z tym zrobił?

– Zapytaj kolegi…

– A co ty o tym sądzisz?

– Poradzisz sobie, wiem to.

– Sam zdecyduj…

– Fajne? A jak ty uważasz?

– Jak rozwiązać tę sytuację?

– Co teraz zrobisz?

– Spójrz – czy partner wykonuje to prawidłowo?

– Zauważ element u kolegi – czy wszystko robi poprawnie?

***

Huciński odkłada fajkę i zaprasza na środek trenerów. Pokazuje swoje „popisowe” ćwiczenie, które łączy kilkadziesiąt elementów nauczanych podczas PBC.

Nie wyszło tak jak chciał. Było dość ostro. W grach trener musi być egzekutorem.

***

– Dlaczego w ogóle nie kozłujemy? – pytam wreszcie, bo czegoś mi tu brakowało.

– Podanie jest ważniejsze niż kozioł – krótko ucina “Hucior”.

– Jeśli chcę grać szybko, kluczem są podania. Do kontry są zawsze potrzebne. Niektórzy śmieją się, że gdyby Huciński został ministrem, straż miejska wystawiałaby mandaty za kozłowanie – żartuje profesor. I dodaje:  – Lubimy kozłowanie. Kozłowanie jest przyjemne. Bo jest egoistyczne. Dzieci rodzą się z przewagą cech społecznych, a my powinniśmy tę przewagę zachować. Tak prowadzeni  zawodnicy stworzą wspaniałe rodziny, nie będą myśleć o sobie i egoistycznie. Egocentryzm dziecka ma polegać na odczuwaniu postępu. Dziecko zawsze na początku odda ci ciastko, a nie je zje.

Ciekawe ujęcie sprawy, szczególnie w kontekście tego, co w szkoleniu piłkarskim mówi się ostatnio na temat dryblingu.

***

6:54, dzień piąty. Zaspana młodzież powoli zbiera się w hali. „Cheri Cheri Lady” oraz „Billie Jean” pobudza do życia tych wytrwałych. Bo na zajęciach jest  tylko 33 zawodników, czyli ponad połowa turnusu.

Teraz ci, którzy nie przyszli mają być wpędzani w poczucie winy. Wilczewski:- Przy śniadaniu wystarczy spojrzeć na tego, który spał zamiast trenować. Jutro będzie 15 minut przed zajęciami, on to odczuje. A gdy wróci do domu, powie mamie: tylko raz nie byłem rano na treningu.

***

Jutro wyjazd.

Piłka toczy się w moim kierunku. Czubkiem buta podrzucam ją do rąk i… cofam rękę do barku, wypycham z niego. Po podaniu prostuje rękę w łokciu, odwodzę nadgarstek w dół.

O kurde…

Śmieję się do kolegi: pięć dni obserwacji spowodowało, że nauczyłem się… podstaw koszykówki. A nigdy nie robiłem tego w ten sposób, podawałem tak, jak tego nauczyłem się na podwórku.

***

Ze swego krzesła znów podniósł się Huciński. – Trenerzy, powtarzamy wczorajsze ćwiczenie, odliczam do 10.

Wszyscy ustawiają się jak poprzednio, nie ma zmiłuj. To zadanie łączy wszystkie elementy, od podań, przez zbiórkę, po kontratak.

Po minucie płynnych akcji gra zostaje wstrzymana.

– Dzieci, jakie błędy popełnili trenerzy?

Rękę podnosi  9-latek.

– Podejdź do tego trenera i pokaż mu, co zrobił źle.

Dzieciak bierze dwadzieścia lat starszego szkoleniowca „na ścianę” i tam pokazuje mu, że nie wygiął nadgarstka, jak powinien. Podstawy.

Wczorajsza egzekucja nie wyszła? A może właśnie wyszła. Dziś poszło szybko i całkiem sprawnie.

***

Dwóch 11-latków ćwiczy obronę bez piłki, tzw. czarną. Zawodnik broniący z niebieskiej przechodzi do czarnej ustawiony od kosza, zamiast od piłki. Rafał z Wiktorią, trenerzy przy tej stacji, nie zdążyli zareagować. Atakujący złapał kolegę za barki i przestawił go o 180 stopni.

Dzieci uczą dzieci. Kilka dni i to działa, efekty stają się namacalne.

***

Trener widzi błąd podczas doskonalenia lub trenowania? Są na to sposoby:

– Idź poćwicz w parze z partnerem X lub idź na ścianę. Zgłoś się jak będziesz gotowa.

To wystarczy.

Ktoś szybko się uczy? Jak najszybciej wyłączyć trzeba go z podstaw. I wprowadzić do ćwiczenia wyżej zorganizowanego.

***

Ostatnie poranne zajęcia. Trenerzy nie są tu potrzebni. 45 minut stoimy z boku. Dzieci realizują program. Swój program.

***

Uzyskać samemu uczucie postępu. Do tego dążą Huciński, Wilczewski i wszyscy, którzy inspirują się ich metodologią pracy. To clue. Tego, co działo się w Zbicznie, i tego, o czym przeczytać można we „Współczesnej pedagogice” (nasza recenzja).

W sprawdzianie diagnostycznym, w którym wziąłem udział, punktów można było zdobyć 232. To jednak tylko pierwszy poziom Polish Basketball Clinic. Łącznie w systemie Hucińskiego i Wilczewskiego szczegółów jest aż 625!

Warto zaznaczyć, że nazwa „klinika” nie jest tu przypadkowa.

Twórcy PBC faktycznie chcą uleczyć polskie szkolenie. Czy jednak nie działają aż nadto kontrowersyjnie?

Huciński przyznaje, że jego zdaniem pedagogikę i psychologię, której uczy, zrozumieć może zaledwie trzy procent naszej populacji. I nie trzeba być matematycznym orłem, by zauważyć, że znacznie łatwiej znaleźć się wśród pozostałej części społeczeństwa.

Jednak pamiętać należy o tym, że bez odczuwania empatycznego wszystko sprowadza się do konsumpcji, do dołu piramidy Maslowa. Zawodnik przez to traci wolność do samostanowienia. A to największa życiowa pułapka w wychowaniu dzieci.

ZE ZBICZNA – PRZEMYSŁAW MAMCZAK