Reportaże

Nowa przewodnia siła w województwie – AP TOP 54 Biała Podlaska

Co łączy AP TOP 54 ze słynną Barceloną? Wydaje się, że nic. Ale jest jedna rzecz wspólna. W obu klubach na ścianach wisi koszulka hiszpańskiego zespołu. I to koszulka nie byle jaka, bo szczególna, oprawiona w ramkę z dedykacją w dwóch językach. Na koszulce znajdują się autografy piłkarzy “Blaugrany” z towarzyskiego spotkania z Lechią Gdańsk. Z tego samego, w którym w nowych barwach debiutował Neymar. 

“Szkoda, że przyjechaliście teraz, gdy wymieniamy murawę. We wrześniu byłby tutaj dywan” – słyszymy na samym wejściu do klubu. Atutem jest posiadanie wszystkich boisk w jednym miejscu. W planach jest jeszcze rozbudowanie infrastruktury, nieopodal znajdują się nieużytkowane tereny zielone, na których mają powstać kolejne pola do gry. Zimą starsze roczniki mogą trenować na sztucznej nawierzchni. Infrastruktura prezentuje się korzystnie.

Z Białej Podlaskiej wszędzie jest tak samo daleko. Do Warszawy, Lublina i Białegostoku – za każdym razem trzeba pokonać ponad 100 kilometrów. Nic dziwnego, że te odległości nie sprawiają kłopotów. AP TOP 54 co roku jeździ na turnieje do Szwecji, do Goteborgu. Kiedyś wybrali się nawet na zawody do Chin – trzy lata temu w Azji odbywała się Gothia China Cup.

– Turniej rozegrano 300 kilometrów od Pekinu i byliśmy jedyną zaproszoną drużyną z Polski. Na miejsce jechaliśmy szybką koleją, która jak przejeżdżała przez milionowe miasto, to nawet się nie zatrzymywała – śmieje się Tomasz Buraczewski, prezes, a zarazem trener w akademii. – Myślę, że na otwarciu było ze 30 000 ludzi. Ale to jeszcze nic. Gdy jesteśmy w Szwecji, zawsze jest komplet – 50 000 osób.  Organizatorzy zapłacili nam za pobyt, a my musieliśmy pokryć koszty przelotów. Stwierdziliśmy z rodzicami, że to może być przygoda życia, więc dodatkowo zostaliśmy jeszcze na trzy dni w Pekinie. Byliśmy na Murze Chińskim, widzieliśmy Zakazane Miasto i inne główne zabytki – wspomina.

Klub istnieje od dwudziestu lat, a obecną nazwę nosi od roku 2013. Zmieniły się władze i z UKS-u stali się Akademią Piłkarską TOP 54.

Główną siłą w województwie lubelskim w kategoriach młodzieżowych był do tej pory Motor Lublin. W zeszłym sezonie posiadał nawet trzy drużyny w ligach centralnych, ale dwie zanotowały spadek. AP TOP 54 miała jedną, w kategorii U-15, a w tej kampanii po raz pierwszy udało się także awansować do CLJ drużynie U-17. Teraz to oni prowadzą w tym “starciu” 2:1. Na Lubelszczyźnie ich rywalami są także Hetman Zamość, Górnik Łęczna i BKS Lublin. Silni przeciwnicy są potrzebni, żeby podnosić poziom szkolenia.

Największą dumą zespołu są ich… wychowankowie. Kiedyś wisienką na torcie był Ariel Borysiuk, który zanotował dziesięć występów w pierwszej reprezentacji. Teraz jest nim świeżutki nabytek Dynamo Moskwa Sebastian Szymański. O jego początkach opowiedział nam jego trener w Białej Podlaskiej, Miłosz Storto.

Od którego roku trenował pan Sebastiana?

– Sebastian dołączył do nas w wieku przedszkolnym i trafił do rocznika 1997. Był słabszy fizycznie od innych, ale nie bałem się o niego. Nadrabiał czymś innym, więc sobie radził.

Od początku był piłkarzem ofensywnym?

– Na początku swojej przygody z piłką występował bardziej jako lewy obrońca, czasem lewy pomocnik. Dopiero później, kiedy zaczęliśmy rywalizować z innymi zespołami, jeździć na turnieje, to zaczęliśmy mu szukać pozycji w ofensywie.

Gdy był młodszy, też był taki spokojny?

– Tak, bardzo ułożony chłopak. Jestem pełen szacunku do rodziców. Póki jego ojciec żył, odgrywał dużą rolę w jego wychowaniu. Nigdy nie było z nim żadnych problemów.

Dzwonił do pana po transferze do Rosji?

– Mamy bardziej kontakt na Messengerze, gdy jest w Białej Podlaskiej czy Warszawie, to czasami się spotykamy na kawę. Dwa razy udało mi się zaprosić go do szkoły. Gdy trener Nawałka nie wziął go ostatecznie na mundial, to przyjechał do nas na turniej. Nie wszystkie dzieci wiedziały, że to on, bo wtedy jeszcze nie był tak bardzo znany.

Patrzył pan na niego i myślał, że jeśli któryś z pana podopiecznych zrobi karierę, to właśnie on?

– Miałem ogólnie fajną drużynę, jak się tak teraz okazuje z perspektywy paru lat. Przez dwa lata trenował z nami Mateusz Hołownia, był Kamil Pajnowski, który trafił do Jagiellonii Białystok, a teraz gra w Górniku Łęczna, Mateusz Jarzynka jest teraz w Cracovii. To była naprawdę mocna ekipa. Byłem dopiero na początku swojej drogi trenerskiej, ciężko było mi się odnieść czy oni już prezentują tak wysoki poziom. Dużo jeździliśmy po Polsce.

Jak się prezentowali na tle innych zespołów?

– Na początku było słabo, gdy zobaczyli Legię albo Wisłę, to byli pełni przerażenia, ale to trwało chwilę. Później jeździliśmy na zawody z naprawdę dobrą obsadą i rywalizowaliśmy z nimi jak równy z równym. Wstydu nie było, pięciu czy sześciu chłopaków na stałe grało w kadrze województwa. Na pewno wyróżniali się Sebastian i Mateusz, ale byli też inni zdolni chłopcy, którzy z różnych przyczyn nie zrobili kariery, jak oni.

Nie bał się pan oddawać go do Legii?

– Wychodzę z założenia, że nie patrzymy na wyniki. Każdego chłopaka, po którego zgłosi się jakiś lepszy klub, chętnie sam do tego klubu zawiozę. Teraz oddaję też kilku chłopaków z rocznika 2004 i mówię im, “jedźcie, spróbujcie” – taką wyznaję filozofię. Legia to w ogóle inna bajka, bo oni się nim interesowali półtora roku wcześniej zanim doszło do transferu. Cały czas mu kibicowałem i byłem pewny, że się przebije. Cieszę się, że się mu udało i oby nie poprzestał na tym, tylko szedł cały czas do przodu.

AP TOP 54 przystąpiła do procesu certyfikacji szkółek. Ich celem jest srebrna odznaka. Mogliby startować na złotą, ale wolą podejść do tego na spokojnie, bez pośpiechu. Problemem na złotą byłyby kwalifikacje szkoleniowców. Trenerów mają dużo, ale większość może pochwalić się skończonym kursem UEFA C, a, żeby przejść udanie certyfikację, wymagani są trenerzy z wyższymi uprawnieniami.

Tomasz Buraczewski i Maciej Oleksiuk trzymają puchar za zwycięstwo w Gothia Cup 2018

Co ich wyróżnia na tle innych akademii?

Buraczewski: – Na pewno przez te dwadzieścia lat wypracowaliśmy sobie markę i nazwa TOP 54 jest znana w całej Polsce. Od sześciu lat, bez przerwy, występujemy w rozgrywkach centralnych. W tym sezonie będziemy mieć nawet dwie drużyny. Pół roku temu zmodernizowaliśmy pracę szkoleniową, bo teraz mamy grupy wiodące, w których jest 12-14 zawodników, a na każdą drużynę przypada dwóch trenerów. Na pewno tym, co nas wyróżnia, jest fakt, że dajemy szansę młodym ludziom do rozwijania swoich zainteresowań i do nabierania doświadczenia. Ten pierwszy szlif jest dla nich cenny, bo studiując, mają możliwość realnie pracować w klubie, który stwarza im te możliwości.

Dużym ułatwieniem dla klubu jest to, że w Białej Podlaskiej znajduje się Szkoła Trenerów PZPN i Akademia Wychowania Fizycznego, w której utworzono kierunek piłka nożna. Studenci w ramach niego po roku otrzymują uprawnienia UEFA C, a po trzech latach UEFA B.

W młodszych rocznikach jest podział na trzy drużyny. Czerwony kolor to są grupy wiodące, a żółty i czarny – goniące. Co sześć miesięcy przeprowadzane są testy sprawdzające czy dzieciaki robią postępy. Młodzi zawodnicy wiedzą, że muszą cały czas trzymać poziom, żeby nie spaść z grupy czerwonej lub awansować wyżej.

W akademii na tę chwilę trenuje około 500 adeptów piłki nożnej. Nie mają głównego sponsora, dużą część budżetu stanowią składki za treningi, które wynoszą 80 złotych miesięcznie. Bez nich byłoby ciężko.

Największą uwagę w treningu przykładają do systematycznej, codziennej pracy. Owocuje to dobrym wyszkoleniem indywidualnym i satysfakcjonującymi wynikach w starszych grupach młodzieżowych.

Pozostałe drużyny, które nie występują w Centralnych Ligach Juniorów, grają w najwyższych ligach wojewódzkich.

– Chcielibyśmy zorganizować większy turniej dla 9-, 10-latków. Tak, żeby przyjechały kluby z polskiej czołówki. Pójdziemy trochę wzorem innych akademii, bo uważamy, że do tej pory tego nie robiliśmy, a dysponujemy dobrymi boiskami i mamy miejsce do zakwaterowania – mówi prezes akademii.

Celem AP TOP 54 jest, żeby jak najwięcej młodych zawodników trafiało do czołowych seniorskich zespołów. Nie jest to łatwe, ale chcą, żeby chociaż jeden gracz z każdego rocznika trafiał na poziom centralny. – Zrobimy wszystko, żeby tak się stało – mówi Maciej Oleksiuk, jeden z trenerów.

Jakie są plany na kolejne pięć lat?

– Na pewno chcemy stworzyć Szkołę Mistrzostwa Sportowego i już czynimy pierwsze kroki w tym kierunku. Utrzymanie się na poziomie Centralnej Ligi Juniorów również jest dla nas ważne. Wcześniej wspominaliśmy też o infrastrukturze, mają powstać kolejne boiska. Będziemy także jeździć na różne turnieje zagraniczne, nie tylko na Gothia Cup. Jesteśmy otwarci na nowe kierunki – słyszymy w klubie.

Słowem zakończenia: AP TOP 54 wygląda naprawdę dobrze. Śmiało mogą uważać się za jedną z pięciu najlepszych akademii we wschodniej Polsce. Znani wychowankowie, dwie drużyny na poziomie centralnym – to w 60-tysięcznym mieście robi wrażenie. Problemem jest skromny budżet, dlatego dużym rozwojowym kopem mógłby być sponsor, którego poszukiwania trwają.

BARTOSZ LODKO

Fot. własne i AP TOP 54