Wywiady

CLJ-ka od środka: “Czeka nas bardzo ciężka walka o utrzymanie”

Akademia Piłkarska Reissa istnieje od 2010 roku, a jej zespoły już rywalizują na poziomie Centralnej Ligi Juniorów. Zespół w kategorii U-17 w debiutanckim sezonie był w stanie utrzymać się w lidze, notując aż 10 punktów przewagi nad miejscem spadkowym. O celach na ten sezon i promowaniu piłkarzy do ekstraklasowych akademii porozmawialiśmy z trenerem “Reissów” Maciejem Palką.

Na inaugurację sezonu przegraliście z Lechem Poznań 2:4. Trener “Kolejorza”, Bartosz Bochiński, uważa że jego drużyna zagrała świetnie pierwszą połowę. Chciałby, żeby Lech grał tak cały czas. Z kolei w drugiej połowie mecz się wyrównał i doszliście do głosu. Trener zgadza się z tym opisem tego spotkania? 

– Tak, w stu procentach mogę zgodzić się z opisem przedstawionym na oficjalnej stronie Lecha. Pierwsza połowa była pełną dominacją Lechitów. Pokazali naszym zawodnikom, co oznacza gra w Centralnej Lidze Juniorów. Z grą na tym poziomie wiążę się szybkość w podejmowaniu decyzji czy odpowiednia mentalność. Możemy być szczęśliwi, że wynik do przerwy wynosił tylko 1:3. Udało nam się zdobyć gola, a stracić zaledwie trzy.

Druga część gry była efektem waszej reakcji w przerwie?

– W przerwie zrobiliśmy trzy zmiany, reagując na to, co działo się na boisku. Porozmawialiśmy mocniej w szatni. Na początku drugiej połowy od razu podeszliśmy wyżej, zaczęliśmy grać bardziej agresywnie, z charakterem. Podejmowaliśmy szybciej decyzje i był moment, gdzie doszliśmy do wyniku 2:3. Mogliśmy pokusić się o wyrównanie, choć nie mieliśmy jakiejś stuprocentowej sytuacji do zdobycia gola. Natomiast na 10 minut przed końcem popełniliśmy błąd indywidualny. W meczu z Lechem każde zbyt wolne działanie w środku pola i zbyt wolna reakcja obrońców od razu kończy się akcją bramkową. Tak też było przy bramce na 2:4. W takich meczach jak z “Kolejorzem” trzeba być perfekcyjnym w obronie, żeby marzyć o trzech punktach. My tacy nie byliśmy w pierwszej połowie, bo za łatwo traciliśmy bramki. Ich lewa strona była bardzo mocna, co akcję szli lewą częścią boiska i stwarzali zagrożenie pod naszą bramką. Do tego błędy w ustawieniu, choć nad tym pracowaliśmy to dla wielu zawodników był to debiut w CLJ. Dochodził do tego po prostu stres. Druga połowa jest promykiem nadziei na resztę sezonu.

Następny mecz będziecie grać z Arką Gdynia, czyli u siebie. W zeszłej rundzie swoje domowe mecze rozgrywaliście w Tarnowie Podgórnym i Opalenicy. Doszło do zmiany i teraz waszą “twierdzą” ma być boisko MOS-u (Młodzieżowy Ośrodek Sportu) w Poznaniu, gdzie jest sztuczna nawierzchnia. Znacie ten obiekt? Często tu trenujecie?

– Znamy to boisko, trenujemy tu od 8 lipca. Graliśmy tu też gry kontrolne. Chcemy jednak też przygotowywać się na mecze wyjazdowe, żeby szybko dostosować się do naturalnej nawierzchni. Trenujemy również na boisku POSiR (Poznański Ośrodek Sportu i Rekreacji, ulica Warmińska) z naturalną nawierzchnią. Teraz przed meczem u siebie spotykamy się pięć razy w tygodniu na MOS-ie. Z kolei poprzedni mikrocykl przed meczem z Lechem realizowaliśmy na obiektach POSiR-u z naturalną trawą. Przygotowujemy się typowo pod dane spotkanie. W lipcu robiliśmy to pół na pół. W jednym tygodniu trzy treningi na sztucznej, a dwa na naturalnej. Z kolei w drugim tygodniu na odwrót, żeby nasi zawodnicy mieli też styczność z naturalną nawierzchnią.

Przygotowania do nowego sezonu zaczęliście dosyć wcześnie, gdyż 8 lipca. Jak one wyglądały? Na czym się skupiliście?

– Przede wszystkim tutaj mamy nową grupę zawodników. Została u nas wybrana grupa zawodników z zeszłego sezonu i przyszło do nas 20 nowych zawodników. Praktycznie w pewnych kwestiach musieliśmy zacząć od nowa. Na przykładzie rocznika 2002 po awansie do Centralnej Ligi Juniorów mieliśmy cztery miesiące na pewne udoskonalenia. W bronieniu w czwórce w linii. Współpraca z dwiema szóstkami. Działania w fazach przejściowych. Nie wiem, czy nie za dużo mówię, bo sztaby innych zespołów pewnie przeczytają ten wywiad (śmiech). Wracając, tutaj musieliśmy zacząć od zera, nie mówimy o fazie udoskonalenia tylko o fazie nauczania. Zajęliśmy się założeniami w czterech fazach gry i kwestiach mentalnych oraz fizycznych. Cały nasz model gry oraz motoryka z trenerem do przygotowania motorycznego. Do tego kwestie mentalne. Bo głowa jest bardzo ważna w CLJ, co pokazał Lech w sobotę, byli gotowi nie tylko pod względem piłkarskim, ale też udźwignęli to mentalnie.

Byliście na jakimś obozie przygotowawczym?

– Tak, byliśmy na siedmiodniowym obozie w Grodzisku Wielkopolskim. Rozegraliśmy też gry kontrolne z Wartą Poznań, Polonią Warszawa, Śląskiem Wrocław, ŁKS-em Łódź, Pogonią Szczecin oraz Bałtykiem Koszalin. Dużo graliśmy, bo musieliśmy się zgrywać i poznawać. W tym czasie chcieliśmy zmieścić te wszystkie najważniejsze kwestie.

Jak prezentowaliście się w tych sparingach?

– Z Pogonią Szczecin zagraliśmy bardzo fajnie, ale przegraliśmy 0:1. Z Bałtykiem Koszalin wygraliśmy 2:1, następnie z ŁKS-em Łódź do tyłu 0:1. Porażki z Polonią Warszawa i Śląskiem Wrocław. Odpowiednio 1:5 i 0:4. Tam była widoczna bardzo duża różnica. Te spotkania pokazały, ile jeszcze pracy potrzebujemy. Na koniec wygraliśmy z Błękitnymi Wronki 3:1, o tym spotkaniu wspominał trener Dolata na waszym portalu (link). Z meczu na mecz było widać u nas spory progres, nawet z Lechem. Pytanie tylko czy starczy nam czasu, żeby przełożyć naszą pracę na mecze. Bo w piłce nic nie zrobi się w jeden czy dwa dni. Na wszystko potrzeba czasu. Tym bardziej, że musimy nadrabiać pewne braki z przeszłości.

Trener wspominał o dwudziestu nowych zawodnikach. To są piłkarze z naboru, transferów czy zostali po prostu przesunięci z młodszych roczników waszej akademii?

– Większość jest z naborów i transferów głównie z Wielkopolski. Przyszło do nas czterech zawodników z Warty Poznań od trenera Bartka Majchrzaka – dwóch jako transfer definitywny, dwóch na wypożyczenie. Oni mają bardzo mocny rocznik, dla dobra zawodników nawzajem dogadaliśmy się, żeby byli u nas, bo mają większą szanse na regularne występy w CLJ. Nam to mocno zwiększyło możliwości personalne w składzie. Z kolei Warta ma kontrolę nad wypożyczonymi zawodnikami. Ponadto przyszli do nas zawodnicy z całego regionu, w tym z Mistrza Wielkopolski z sezonu 2018/19 Lidera Swarzędz, gdzie świetną pracę wykonał trener Maciej Rybicki. Mamy piłkarzy z Unii Swarzędz, Górnika Konin, Szczecinka, Gorzowa Wielkopolskiego, Bydgoszczy i FASE Szczecin. Do tego też wypożyczyliśmy zawodnika z Polonii Warszawa na rok, ograny na tym poziomie. Znam się z trenerem tej drużyny, a zawodnik ma tutaj rodzinę w Poznaniu, więc była możliwość na taki ruch.

A od was z akademii, ktoś został przesunięty do drużyny U-17?

– W okresie przygotowawczym było trzech graczy z rocznika 2004, ale tylko jeden wywalczył sobie skład: Mikołaj Chudziak. Pozostali są w szerokiej kadrze, ale trenują z rówieśnikami.

Z kolei co się stało z zawodnikami z rocznika 2003, którzy grali w CLJ w tamtym sezonie? Są w kadrze?

– Grało dwóch: Wiktor Gaweł i Wiktor Kuberski, a w kadrze był Mikołaj Witkowski. Wiktorem Gawłem było duże zainteresowanie ekstraklasowych akademii. Jednak gdzieś pewne kwestie jeszcze nie zadziałały poza domem, tak, jak powinny. Natomiast otrzymał powołanie do reprezentacji Polski U-17, więc dostał nowy bodziec. Nagroda za ciężką pracę. U nas będzie grał w seniorach, żeby łapał doświadczenie w starciach ze starszymi. Oczywiście też będzie występował w Centralnej Lidze Juniorów.

Co stało się z zawodnikami z rocznika 2002, którzy wywalczyli utrzymanie w Centralnej Lidze Juniorów? Trener wielokrotnie wspominał, że celem akademii jest wypromowanie zawodników do ekstraklasowych akademii. Z tej grupy udało się komuś do takiego zespołu trafić?

– Tak naprawdę tylko jeden odszedł do ekstraklasowej akademii. Marek Nyćkowiak jest w Górniku Zabrze. Duże zainteresowanie było Jakubem Pietrzakiem i Wiktorem Gawłem, którzy byli na testach w Sandecji Nowy Sącz, Cracovii. Jednak pewne kwestie poza sportowe sprawiły, że ostatecznie zostali u nas. Z tej grupy jeden piłkarz poszedł w świat. Reszta została w roczniku 2002 i grają też w seniorach (V liga). Kuba Pietrzak ma już dwie bramki w dwóch meczach. Z kolei w kategorii U-19 chcemy awansować do makroregionu (zaplecze Centralnej Ligi Juniorów- przyp. red.). To też jest bardzo ważne w kontekście rocznika 2003. Bo zawsze w życiu trzeba mieć plan B. Nie zakładamy spadku, widzę potencjał w tym zespole do walki z każdym rywalem, ale to jest piłka nożna tutaj może się wszystko zdarzyć. Do CLJ nikt nie awansuje z przypadku. Nikt nie wygrywa tam miejsca na loterii. Czeka nas bardzo ciężka walka o utrzymanie. Potencjał jest w tym zespole. Kilku zawodników po roku pracy u nas może pójść do ekstraklasowych akademii. Jednak wiemy, że jest mało czasu, a wiele pracy do wykonania. Chcemy się zabezpieczyć tym, żeby rocznik 2002, robiąc ten makroregion. W przypadku spadku z CLJ i awansie do Makroregionu U-19 mamy miejsce do ogrywania tych zawodników. Jednak cel to utrzymanie.

Widziałem zawodników schodzących do szatni po treningu i odnoszę wrażenie, że oni są nieco niżsi. Do tego trochę gorzej zbudowani fizycznie od tamtej grupy, którą trener miał w tamtej rundzie. To jest tylko moje optyczne złudzenie czy pan zgadza się z tą tezą?

–  Chyba złudne. Bo mamy też zawodników dobrze zbudowanych fizycznie. To mogło być tylko takie wrażenie, bo oni są de facto o rok młodsi. Bo my w CLJ graliśmy na wiosnę i tamci zawodnicy byli jednak dojrzalsi. Jeśli chodzi o same warunki, myślę, że są one porównywalne. Z kolei para środkowych obrońców jest wyższa od tych, co mieliśmy w roczniku 2002. Natomiast warunki fizyczne to nie wszystko, trzeba je umiejętnie wykorzystać na boisku, z działaniami z piłką i bez piłki.

Jak trener scharakteryzowałby swój obecny zespół? Jest on bardziej techniczny, fizyczny czy atletyczny?

– Mamy zachowany pewien balans. Są zawodnicy fizyczni, atleci do biegania, boiskowi rzemieślnicy oraz kreatywnych graczy z przodu. Teraz tylko to zgrać i połączyć w zespół. Tak, jak to zrobiliśmy w zespole z rocznika 2002.

Cel na ten sezon jest taki sam jak w poprzednim? Utrzymać się i promować zawodników do ekstraklasowych akademii?

– Tak, chcemy rozwijać tych piłkarzy i grać przez rok w CLJ U-17. Jednak tak, jak mówię trzeba, mieć w życiu plan B. Ważny jest dla nas awans do makroregionu.

Jak ocenia trener szansę na utrzymanie w tej rundzie? Widział pan w akcji beniaminków?

– Widziałem mecze SI Arki Gdynia w U-15, w tamtym sezonie. Bo to oni przyczynili się do spadku naszej drużyny w CLJ U-15. Kilku zawodników z tej ekipy na pewno doszło do składu U-17. Byliśmy na meczu Warty Poznań z Chemikiem Bydgoszcz, po 15 minutach mieliśmy wrażenie, że mecz skończy się łatwym zwycięstwem Warty, natomiast Chemik pokazał charakter i, że ma w składzie kliku bardzo dobrych zawodników – mecz zakończył się remisem (3:3 – przyp. red.). Przede wszystkim skupiamy się na sobie. Trudno jest mówić o szansach. Ważny jest każdy kolejny mecz. Dla nas jest to wyzwanie. Bo pięć tygodniu w piłce to jest bardzo mało czasu. Pytanie, ile jesteśmy w stanie zrobić, w tak krótkim czasie. Szczególnie że my musimy być świadomi, że dostajemy piłkarzy, którzy są kandydatami na zawodników kompletnych. Z kolei tacy są w wieku 17 lat, w: Lechu, Pogoni, Zagłębiu czy Legii. Do nas przychodzą zawodnicy, którzy jeszcze nie są na tym poziomie. W innym przypadku zostaliby już wypatrzeni przez te zespoły. Chcemy ich na ten poziom wprowadzić, co udało się w roczniku 2002. Tylko, gdzieś sprawy pozaboiskowe zadecydowały o tym, że tacy zawodnicy jak Pietrzak czy Gaweł tam nie trafili. Bo już mieli proponowane kontrakty w tych klubach, a wiadomo, że takich rzeczy się nie robi, jeśli do zawodnika nie jest się przekonanym. W roczniku w 2003 jest potencjał, żeby najlepsi tam trafiali albo grali w I bądź II lidze. Jednak im powtarzamy, że muszą być świadomi swoich braków.

Plan na grę w CLJ jest także taki sam jak w zeszłym? Tzn. oddać inicjatywę rywalowi, a nie narzucać swój styl gry?

– Tak, musimy być świadomi, że jeśli chcemy się utrzymać, musimy tak grać. Spotykając się z taką jakością, jak Lech, nie jesteśmy w stanie grać otwartej piłki. Musimy być tego świadomi. Jeżeli mamy fajnych zawodników szybkich i fizycznych, ale z piłką mają zaniedbania to musimy dostosować wszystko pod możliwości. Chodzi mi tu o jej kontrolę, szybkość podejmowania decyzji, nie możemy iść na wymianę ciosów. Tego nie nadrobimy w 5 tygodni. Pytanie, czy zrobimy to w przeciągu kilku miesięcy i się utrzymamy? Bo, jednak my chcemy grać rok w CLJ i dalej się rozwijać. W przypadku rocznika 2002 wyglądało to tak, że zrobiliśmy rozgłos wygranymi z Lechem czy Pogonią. Nikt by na te mecze nie przyjeżdżał i nie obserwował tych piłkarzy, gdybyśmy mieli same porażki. Tylko z Błękitnymi Wronki czy Gryfem Słupsk byliśmy w stanie narzucić swój styl gry. Tutaj będzie tak samo. My możemy nawiązać walkę taktycznie, fizycznie oraz mentalnie z topowymi drużynami. Dzięki temu będziemy rozwijać się zespołowo, jak i indywidualnie. Musimy być świadomi, że na tym poziomie wynik weryfikuje zespół.

Jednak czy w tym zespole ma trener indywidualności?

– Tak, jest w tym zespole kilku ciekawych zawodników, którzy mogą wejść na wyższy poziom. Gdybyśmy mieli cztery miesiące na przygotowania jak z rocznikiem 2002, też inaczej by oni wyglądali. Jednak mimo tego okresu, proszę zwrócić uwagę, ile czasu nam zajęło poznanie ligi. Dopiero w 5. kolejce, po czterech porażkach z rzędu, odnieśliśmy pierwsze zwycięstwo. Następnie w dziesięciu kolejnych meczach na 30 możliwych punktów, zdobyliśmy 20. Z rocznikiem 2002 pracowałem przez 5 lat. Ten zespół dominował w Wielkopolsce. Z większością tych zawodników pracowałem długi czas, podstawowi zawodnicy jak Mateusz Haufa, Marcel Kaczmarek, Mikołaj Dorna byli ze mną cały ten okres. Michał Patalas, Marek Nyćkowiak, Łukasz Trocholepszy i Wiktor Gaweł przyszli w drugim roku pracy. Siedmiu zawodników, którzy grali w CLJ w tamtym sezonie, trenowało w naszym zespole minimum dwa lata. Przed sezonem 2018/19 przyszli bardzo dobrzy zawodnicy tacy jak Kuba Pietrzka, Mateusz Wzięch, Krzysztof Karpik, Borys Laufer czy Michał Miazek. Dla porównania zestawmy to, z obecną kadrą. W meczu z Lechem grało takich zawodników trzech, plus Mikołaj Chudziak, z rocznika 2004. Reszta to są nowi zawodnicy – byliśmy świadomi konieczności wzmocnienia zespołu. Cała linia obrony. Tam mieliśmy zgraną defensywę, ograną przez kilka lat. Dużo razem ze sobą przeszli, ligę wojewódzką, kilkanaście meczów kontrolnych, baraże o CLJ. W obronie trzeba się rozumieć i bardzo dobrze znać. Asekurować, wiedzieć, jak zachować się, kiedy kolega popełni błąd. Tam mieliśmy wypracowane to latami, a tutaj budujemy od nowa.

Zatem jak na tym etapie wyglądają efekty budowania tego zespołu od nowa?

– Powiem tak, w porównaniu do tego, jak działało to jeszcze trzy tygodnie temu na meczach z Pogonią i Śląskiem, jest dużo lepiej. Myślę, że jakbyśmy zagrali tak samo z Lechem, jak wtedy to wynik mógłby być dwa razy wyższy dla “Kolejorza”. Przez ten czas naprawdę zrobiliśmy dobrą pracę. Bo postawiliśmy się jednej z najlepszych akademii w Polsce, gdzie tam grają etatowi reprezentanci Polski. Cieszę się, że udało nam się szybko zacząć przygotowania do nowego sezonu. Bo bez tego niemożliwe byłoby dojście do tego poziomu i takiego progresu. Daje nam to nadzieję na kolejne mecze. Aczkolwiek musimy już nie tylko grać dobrze 45 minut, a 90. W tym zespole jest ciągły progres i rezerwy, co cieszy, ale musimy zacząć punktować.

Załóżmy, że uda się wam utrzymać w tej rundzie w Centralnej Lidze Juniorów. Czy zimą waszym priorytetem będzie zachowanie tych zawodników, czy jak pojawią się oferty z ekstraklasowych akademii, pozwolicie im odejść?

– Wiadomo, że jeśli po zawodnika zgłasza się Ekstraklasa, oferuje mu warunki, bierze go do gry, nie po to, żeby go testować siedem razy. Bo twierdzą, że jest gotowy i jest piłkarzem kompletnym, który może grać w CLJ U-18. Taki też jest taki cel naszej akademii. My zapewniamy tutaj im ścieżkę rozwojową, ale jeżeli zgłasza się po nich ekstraklasowa akademia, jesteśmy otwarci, żeby ich tam dawać. Będziemy zimą myśleć czy zawodnikowi jest potrzebny taki ruch, czy jest gotowy. Chcemy jak najlepiej dla tych piłkarzy.

Ile tak naprawdę daje gra w Centralnej Lidze Juniorów takiemu młodemu zawodnikowi?

– Bardzo dużo. Dla naszych zawodników było to spotkanie z dużo szybszym graniem w piłkę nożną. Są tutaj już wymagania tego topowego poziomu. Szybkość działania w czterech fazach gry, z piłką i bez piłki. Zobaczyli, co oznacza jeden błąd, który praktycznie oznacza stratę bramki. To jest przedsionek piłki seniorskiej.

Czy to też nie jest tak, że motywacja, chęć pokazania się w takich meczach z topowymi akademiami też jest tym czynnikiem, który pomaga im w rozwoju? Zakładam, że jest zupełnie inne podejście, gdy jedzie się do Popowa na mecz z Lechem czy do Szczecina na Pogoń, aniżeli do Skoków czy Wągrowca. 

– Nielba Wągrowiec też robi bardzo dobrą robotę z młodzieżą, na czele z Łukaszem Osieckim. Jednak rozumiem, o co chodzi. Motywacja przed meczem z ekstraklasową akademią jest zupełnie inna. To nowe doświadczenie mentalne, a także jeżeli chodzi o kwestie boiskowe. Do tego możliwość rywalizacji na tym poziomie rozwija ich we wszystkich aspektach. Jeden mecz daje bardzo dużo. Pokazuje czy zawodnik jest gotowy na ten poziom, jakie ma mocne strony, a jakie słabe.

Jeśli chodzi o kwestie mentalne, były takie momenty, że musieliście jako sztab odbyć dłuższe rozmowy z zawodnikami, bo nie wytrzymywali presji gry w CLJ?

– Były takie rozmowy, ale tylko na początku. Jednak jakoś wyjątkowo dużo czasu nie spędzaliśmy nad nikim – nie było takiej potrzeby.

Czy jest w stanie trener porównać pierwsze mecze inaugurujące sezon w CLJ, rocznika 2002 z 2003?

Porównując dwa mecze nasze inaugurujące sezon w CLJ, ten z Lechią na wiosnę i teraz z Lechem. To spotkanie daje nam więcej nadziei niż tamten. Bo tam była duża różnica. Praktycznie przez 90 minut kontrolowała ten mecz Lechia i wygrała 3:0. Patrząc jednak na to, że udało nam się postawić takiej akademii jak Lech Poznań, daje nam to pewien optymizm. Koniec końców, wiemy, jaki był wynik. Za walory artystyczne nikt nam punktów nie daje.

Wróćmy do tamtego sezonu, jak to był ważny sezon dla waszego sztabu szkoleniowego?

– Nowe doświadczenie, dużo wniosków. W ligach okręgowych czy wojewódzkich poziom jest dużo niższy. Gdy przyszło jakieś niepowodzenie, zaraz był następny mecz, na którym można było się bardzo łatwo odbić. W CLJ tak nie ma. One przychodziły seriami. Jedna, druga, trzecia porażka. Musieliśmy ze sztabem odpowiednio reagować. Budować ich mentalnie, dużo z nim rozmawiać. Wiedzieliśmy, że potencjał tego zespołu jest taki, że seria tych niepowodzeń, musi zostać przerwana. Wiadomo, że w piłce nie ma czegoś takiego, jak pewne zwycięstwo. Jednak na poziomie ligi okręgowej czy wojewódzkiej są widoczne duże dysproporcje. Tutaj tak nie jest.

Zaczęliście od czterech porażek na wiosnę i wielu was skazywało na spadek. Potem przyszła seria zwycięstw, m.in. z Lechem 5:3. Efekt jest taki, że pewnie się utrzymaliście. Kulminacyjnym momentem była 5. kolejka i mecz z Błękitnymi Wronki? 

– Racjonalnie patrząc, gdy mamy po czterech kolejkach zero punktów to ten mecz we Wronkach był dla nas takim finałem. Gdyby tam nam coś nie poszło, utrzymanie graniczyłoby z cudem. Tam wygraliśmy po bardzo ciężkim meczu z bardzo trudnym rywalem, po golu w 85. minucie, a w końcowym rozrachunku mamy 20 punktów. Sztab szkoleniowy Błękitnych Wronki odwala kawał dobrej roboty, jeśli chodzi o przygotowanie taktyczne i motoryczne. Należy im to oddać. Wracając, z tamtego sezonu musimy być zadowoleni. Urwaliśmy punkty każdemu zespołowi z czwórki, gdzie mamy Lecha, Lechię, Wartę i Pogoń. To jest bardzo dobry wynik jak na początek.

Z czego wynikała ta seria porażek?

– Te pierwsze mecze to był stres, brak doświadczenia gry w CLJ, nauka dla tych zawodników, że jeden błąd tutaj to jest strata bramki. Dla mnie też, że na tym poziomie należy szanować jeden punkt. W meczu z Arką Gdynia mieliśmy 2:2 i chciałem, żebyśmy powalczyli o pełną pulę, a przegraliśmy 2:3. To był czwarty mecz w CLJ i czwarta porażka. Szacunek dla tych zawodników, że po tak słabym początku, potrafili się tak odbić. Myślę, że po czterech kolejkach 95% ludzi skazywało nas spadek. Koledzy z Akademii na czele z  Mateuszem Kaczorem, już wysyłali mi memy “Czy zbiera pan punkty?”.

Czy ta grupa, z którą teraz pan pracuje, jest mocniejsza od tej, którą miał trener w tamtym sezonie?

– Ciężko powiedzieć, bo tamta grupa pracowała ze sobą dłużej, miała więcej doświadczenia na krajowym podwórku, a nawet z Herthą BSC potrafili nawiązać walkę. Dużo łatwiej jest pracować, gdy ma się kręgosłup zespołu, który pracuje ze sobą kilka lat. Wtedy tylko dołożyliśmy kilku jakościowych zawodników. Tutaj sytuacja odwrotna, bo zostało w składzie kilku i szukaliśmy wzmocnień. Potencjał jest spory czy większy niż w roczniku 2002? Ciężko powiedzieć po tak krótkim czasie pracy. Jednak na pewno jest. Natomiast deficyt czasu utrudnienia te wszystkie kwestie, aczkolwiek utrzymanie w lidze jest w zasięgu. Gdy to nam się uda, będziemy mogli to fajnie rozwijać dalej.

ROZMAWIAŁ ARKADIUSZ DOBRUCHOWSKI

Fot. Akademia Piłkarska Reissa