Reportaże

“Nieraz pewnie wiem więcej o nich… niż o swoich dzieciach”- AP Macieja Murawskiego

Maciej Murawski po skończeniu piłkarskiej kariery był jakiś czas trenerem seniorskich drużyn, a później rozpoczął pracę w telewizji. W międzyczasie, w swoim mieście – Zielonej Górze – założył szkółkę piłkarską. Ile poświęca na nią czasu? Jaki ma pomysł na szkolenie dzieci i młodzieży? Dlaczego jego zawodnicy trenują tylko na naturalnych boiskach?

Murawski to były reprezentant  Polski. Pochodzi z Zielonej Góry. Ma na swoim koncie sześć meczów w kadrze, w tym występ na mistrzostwach Świata w 2002 roku przeciwko Stanom Zjednoczonym. W swojej piłkarskiej karierze grał w takich klubach jak Lech Poznań, Legia Warszawa, Arminia Bielefeld czy Aris Saloniki. Po zakończeniu kariery został trenerem i prowadził Lechię Zielona Góra (2009-2010) oraz Zawiszę Bydgoszcz (2010-2011).

Jako jeden z nielicznych piłkarzy polskiej ekstraklasy w czasie kariery zawodniczej ukończył studia wyższe – ekonomię. Skończył również studia podyplomowe z zakresu zarządzania w sporcie. W 2014 roku, wraz z Rafałem Zychem i Tomaszem Skrzypczakiem, założył Akademię Piłkarską Macieja Murawskiego Zielona Góra.

Już jako piłkarz, mając 24 lata, byłem przekonany, że będę trenerem. Miałem plan na życie po piłce. Będąc zawodnikiem Legii Warszawa przyczyniłem się do założenia “Młodych Wilków” wraz z Piotrem Strejlauem. Na początku prowadziłem tam zajęcia, ale po pół roku mogliśmy zatrudnić nowych trenerów i ja już nie musiałem prowadzić zajęć. Po karierze piłkarskiej byłem trenerem Lechii Zielona Góra i Zawiszy Bydgoszcz.  – wyjaśnia Murawski.

 Około sześć lat temu wraz z Tomaszem Kiełbowiczem i Aleksandarem Vuković rozważaliśmy założenie szkółki w Warszawie. Rozmawialiśmy o tym, ale jeden chciał być skautem, a drugi trenerem. Z kolei ja mieszkałem w Bielefeldzie. Mówiłem im: “jakby funkcjonowała ta nasza akademia? Ja nie mogę, wy nie możecie, kto by ich trenował?”. Ten pomysł nie został zrealizowany. Jednak Rafał Zych wiedział o tym i mnie namówił. Otworzyliśmy akademię w trójkę i tak pracowaliśmy – opowiada założyciel szkółki.

Początkowo klub miał nazywać się Sokrates Zielona Góra, a nie AP Macieja Murawskiego. – Sokrates był fantastycznym gościem, bardzo mądry, filozof. Z kolei brazylijski Socartes był świetnym piłkarzem, którego uwielbiałem i dodatkowo był lekarzem. Chciałem połączyć te dwa skojarzenia, żeby dzieciaki były mądrymi piłkarzami. Zaproponowałem taką nazwę, ale moi wiceprezesi się na nią nie zgodzili i zostało tak jak jest – wyjaśnia.

Szkółka obecnie współpracuje z trzecioligową Lechią Zielona Góra. Zawodnicy docelowo są szkoleni po to, aby zasilić szeregi tego klubu. Jednak po drodze zdarza się, że odchodzą do innych akademii. – To się rozrastało, zaczęło fajnie wyglądać, dzieciom się treningi podobały. W międzyczasie UKP Falubaz Zielona Góra miał problemy organizacyjno-finansowe. Poprosili nas o to, żebyśmy im pomogli. Tak połączyliśmy nasze grupy młodzieżowe. W ten sposób staliśmy się dużym przedsięwzięciem – ocenia były reprezentant Polski.

Szkolą chłopców i dziewczynki od czwartego roku życia, tworząc oddzielne grupy, ukierunkowane na indywidualny rozwój młodych zawodników. Trenują w grupach o podobnych umiejętnościach. Dzieci uczestniczą w zajęciach rano i po południu. Wiele jednostek treningowych jest prowadzonych w szkole, gdyż uczniowie od czwartej klasy szkoły podstawowej mogą chodzić do klas sportowych. Boiska znajdują się zaraz przy szkole.

Szkoła jest postrzegana jako sportowa, czyli jaka? Jako zła, gdzie dzieci się nie uczą, a tak nie jest. Dajemy nagrody dla najlepszych uczniów. U nas wielu zawodników ma średnią powyżej 5,0. Nie dlatego, że jest to słaba szkoła. Przychodzą dzieci z innych szkół i okazuje się, że muszą brać korepetycje – stwierdza Murawski.

W szkółce jest zatrudnionych ponad 20 trenerów. Ich licencje to głównie UEFA A i B. Na treningu przebywa trzech trenerów. Cały czas korygują, poprawiają i wyjaśniają zawodnikom pewne aspekty podczas gry. Szkoleniowcy nie przywiązują się do grup, pracują maksymalnie dwa lata z jedną. Cel jest taki, że mają być specjalistami do danej kategorii wiekowej. Z kolei Murawski bardzo często przychodzi na treningi i też pomaga. On zna praktycznie wszystkich zawodników swojej akademii, a ma ich ponad 300.

– Uwielbiam być na boisku, trenować. Jedni łowią ryby, inni skaczą na bungee, a ja uwielbiam wszystko, co jest związane z treningiem. Trochę mniej mecze, bo one mnie bardzo stresują. To jest też argument, który przemawiał za tym, że zrezygnowałem z bycia trenerem. Gdy przegrywamy mecze, to ja zawsze siadam i myślę co zmienić w treningu, żeby było lepiej. To mi sprawia największą frajdę – zaznacza.

– Rozwiązuję te problemy, bo chcę, żeby dzieciaki grały atrakcyjny futbol i cieszyły się grą. To jest powód, dlaczego jeszcze tutaj funkcjonuję. Moja żona nie jest zbytnio szczęśliwa z tego powodu, że widzę częściej obce dzieci niż nasze. Nieraz pewnie wiem więcej o nich niż… o swoich dzieciach. To też nie jest fajne, ale myślę, że kiedyś będę miał więcej czasu dla nich, kiedy będzie wszystko działało tak, jak będę chciał. Kiedy już nasz model gry będzie idealnie wypracowany. Nie muszę tu być, ale lubię przyjść i analizować, co można zrobić lepiej – dodaje.

AP Macieja Murawskiego współpracuje z psychologiem sportowym. – Mamy wielu zawodników, którzy są dobrymi uczniami. Dobrzy uczniowie to inteligentni ludzie. Inteligentni ludzie widzą zagrożenie. Jak oni czują się pewnie przed meczem, bo czują, że mają słabszy zespół, to grają jak dorośli. Podejmują dojrzałe decyzje. Jednak gdy gramy z Zagłębiem Lubin czy Lechem, to oni przed meczem już wiedzą, że są słabsi i nie robią tego, co umieją, są wystraszeni. Gdyby to podejście było inne, to by przegrali, ale byłby to fajny mecz dla obu ekip. Jestem przekonany, że to wynika z ich pewności siebie, a nie z umiejętności. Są dziećmi mądrymi, widzą zagrożenia i obawiają się konsekwencji. Staramy się znaleźć rozwiązanie, żeby pewniej się czuli, ich inteligencja była ich atutem. Pewność siebie i odwaga, ale nie tylko wtedy, gdy widzisz, że jesteś lepszy – zaznacza były reprezentant Polski.

Szkółka ma do dyspozycji sześć pełnowymiarowych boisk trawiastych oraz dwa sztuczne, dzięki współpracy z MOSiR-em. Jednak Murawski dba o to, żeby jednostek treningowych na sztucznych nawierzchniach było jak najmniej, gdyż jest zdania, że nie jest to dobre dla młodych zawodników. Może to odbić się na ich zdrowiu w późniejszym czasie. W głównej mierze chodzi o stawy, bo są one narażone na większe obciążenia niż na trawie.

– Mamy listopad, a trenujemy jeszcze na trawie. W Warszawie wszyscy trenują na sztucznej. Unikamy tej nawierzchni. Bo zaraz przychodzą problemy z piętami, kolanami u zawodników. Zastanawiamy się, czy nie trenować na salach, żeby nie iść na sztuczną. Niestety, w najmłodszych kategoriach, w niektórych lokalizacjach, gramy na orlikach. W starszych kategoriach staramy się jak najdłużej grać na trawie. W okresie jesienno-zimowym korzystamy ze sztucznych boisk. Jednak staramy się trenować tam jak najkrócej – mówi Murawski.

W młodszych rocznikach APMM trenuje w kilku lokalizacjach, ale już od kategorii Orlik zawodnicy grają na obiektach MOSiR-u.

AP Macieja Murawskiego złożyła wniosek o złotą gwiazdkę w procesie certyfikacji szkółek. Jednak nie korzystają z programu szkolenia Akademii Młodych Orłów, zgłosili swoją metodologię szkolenia. Czym się różni od Narodowego Modelu Gry PZPN?

Fajnie, że powstał jednolity system szkolenia. Ci, co wymyślili ten program powinni zostać wyróżnieni i nagrodzeni. Natomiast większość rzeczy w tym programie, było w Niemczech już 20 lat temu. Oczywiście jest to zmodyfikowane i adekwatne do naszych warunków, ale na tej samej bazie. Jednak w Niemczech nie robią już tego samego, co 20 lat temu. Mnie interesuje, co robią teraz i staram się to przełożyć na nasze warunki. U nas dzieci wywierają cały czas presję na przeciwniku. Nie dlatego, że chcą wygrywać, ale mają wiedzieć, jak zachowywać się, gdy będą w odwrotnym położeniu. Najlepsze zespoły wychodzą spod pressingu. Tego nie nauczysz się od razu. Od dziecka muszą nad tym pracować. Tak jest w najlepszych akademiach w Niemczech, które miałem okazję obserwować. Owszem, my też gramy jeden na jeden, ale budujemy również akcje zespołowe. Chcemy być cały czas przy piłce. Zawodnicy mają też podawać i mieć głowę podniesioną do góry. Ważna jest też dla nas koordynacja i technika – wyjaśnia.

– Zespołowość i szybsza reakcja po stracie. W AMO jest wszystko bardziej zindywidualizowane, aby zawodnicy potrafili dryblować. Zespołowość jest w grach 2v2, 3v3, ale nie ma drużyny, są indywidualności. U nas poza tym, co robią w AMO, przywiązujemy uwagę do rozumienia gry. Zawodnik poza indywidualnymi umiejętnościami ma dobrze się czuć w ataku pozycyjnym. Chcemy, żeby ich wysokie indywidualne umiejętności były dobrze wkomponowane w grę zespołową. Mają też dobrze się czuć w pojedynkach, ale wiedzieć, kiedy taki pojedynek podjąć, a kiedy lepiej zagrać do partnera i wyjść na pozycję . Chcemy, że dobrze czuli się z piłką przy nodze. Dzieci mają mało czasu na podjęcie decyzji po przyjęciu piłki. Często słyszy się, że nie powinno być taktyki w tych najmłodszych kategoriach wiekowych. Czym jest taktyka? Według mnie jest to rozumienie gry i myślenie. Jeśli ktoś mówi, że nie uczmy taktyki, to nie uczmy myślenia. Tak, to odbieram. A ja uczę myślenia. U nas jest ważne to, jak wyjść spod pressingu, ale też jak czuć dobrze w ataku pozycyjnym na połowie przeciwnika. Nasi zawodnicy nie wybijają piłki. Trenujemy cztery razy w tygodniu mamy czas na kreowanie indywidualności oraz zespołu. Poświęcamy na te dwa aspekty, po dwie jednostki treningowe w tygodniu – uważa.

Powszechnym zabiegiem w tej szkółce jest przesuwanie wyróżniających się zawodników do starszych roczników. Stawiają im wyżej poprzeczkę i w ten sposób mogą się rozwijać – Przesuwamy ich do starszych roczników, aby mieli ciężej. Nie mogą mieć za łatwo – zaznacza.

Wychowankami klubu z Zielonej Góry są tacy piłkarze jak Tomasz Kędziora, Michał Janota, Konrad Michalak, Mateusz Machaj czy Mateusz Lis. Jednak Lechia nie występuje nawet poziomie centralnym. Dlatego też młodzi zawodnicy z tego regionu często decydują się na przejście do innych akademii.

W dużych akademiach na pierwszy plan wysuwa się słowo “selekcja”. My nie jesteśmy pierwszym wyborem dla wielu młodych zawodników i przez wiele najbliższych lat nie będziemy. Może za jakiś czas będziemy pierwszym wyborem dla zielonogórzan, w najmłodszych kategoriach. Jednak będą myśleć o tym, żeby w wieku 15 lat stąd wyjechać. Chciałbym, żeby dzieci wyrażały chęć gry w Zielonej Górze. Nie chodzi o to, żeby grały tutaj do końca życia. Mamy świetną bazę szkoleniową i trenerów na podobnym poziomie jak w tych najlepszych akademiach. Warunki są, żeby mogli zostać tutaj na dłużej i się rozwijać – uważa Murawski.

Jakie są wady szkółki APMM? Co można byłoby zmienić? – Przy starszych rocznikach jest tak, że w najlepszych akademiach trenerzy pracują tylko do południa. Bo ich zawodnicy są w jednych klasach sportowych. U nas trener musi być do południa i po południu. Tego mi brakuje, że nie mamy w tych starszych rocznikach wszystkich w klasach sportowych i trzeba kombinować z jednostkami treningowymi. 70% zawodników z rocznika 2005 i 2006 jest w klasach sportowych, ale nadal pozostaje 30% w innych szkołach. To utrudnia pracę, ale radzimy sobie z tym – kosztem czasu trenerów – stwierdza były zawodnik Lecha i Legii.

 ***

Jakiś czas temu odwiedziliśmy Akademię Piłkarską Falubaz (link do reportażu). Wywarła na nas pozytywne wrażenie. Treningi były intensywne, trenerzy skupiali się na grze 1v1. Ich pomysł na szkolenie zawodników jest oparty na dwóch ścieżkach: reprezentacyjnych i lokalizacyjnych.

Falubaz ma swoje oddziały w wielu miejscach. Ich główne hasło brzmi “trenujemy blisko ciebie”. Każdy zawodnik rozpoczyna swoją przygodę w lokalizacjach, a następnie, jeśli robi postępy, trafia do reprezentacji klubu, gdzie trenuje z najlepszymi.

Maciej Murawski ma nieco inne podejście do szkolenia. Indywidualności są bardzo ważne, ale dużą wagę przywiązują również do tego, jak oni funkcjonują w zespole. Stawiają spory nacisk na atak pozycyjny i grę ofensywną. Zwracają również uwagę na taktykę, ale przez słowo “taktyka”, należy rozumieć, myślenie na boisku. Jego drużyny grają piłką i starają się narzucać swój styl gry. Treningi również są intensywne.

Fajne jest też to, że były reprezentant Polski jest bardzo blisko swoich młodych zawodników. Ma ich w szkółce ponad 300, a zna każdego po imieniu. Niektórych bardzo dobrze i często z nimi rozmawia, a na treningu udziela wskazówek. Gdy jest w Zielonej Górze, potrafi być na wszystkich treningach zaplanowanych danego dnia. Przyjeżdża o ósmej rano na boisko, a wyjeżdża z niego po 20:00.

Gdy Murawski oprowadzał nas po obiektach swojej akademii, zauważył z daleka młodego chłopaka z plecakiem. Podszedł do niego i spytał: “dlaczego nie było cię na porannym treningu?“. Ten odpowiedział, że jest przeziębiony i mama nie kazała mu przyjść na trening.

Takie dialogi dobitnie pokazują, jaką uwagę założyciel szkółki skupia na swoich zawodnikach.

Najważniejszym miejscem dla zawodników AP Macieja Murawskiego jest szkoła. Obok niej znajdują się naturalne boiska do trenowania, hale, basen. Nie tylko ważna jest piłka, ale i edukacja . Klasy sportowe pozwalają na to, że zawodnicy mogą godzić grę z nauką.

Trzeba przyznać, że młodzi adepci szkółki mają gdzie trenować. Jest wiele boisk trawiastych, umiejscowionych niedaleko szkoły. Takiej bazy szkoleniowej, na której trenują zawodnicy AP Macieja Murawskiego, nie mają niektóre kluby z Ekstraklasy. Dlatego też sam założyciel szkółki zaznacza, że nie widzi czasem sensu, aby młodzi zawodnicy odchodzili do renomowanych akademii. Bo tutaj mają dobre warunki do rozwijania się.

Atutem zdecydowanie jest też to, że mają jedno miejsce, gdzie mogą szlifować swoje umiejętności. W przypadku konkurencyjnej szkółki AP Falubaz – obiekty nie są skupione w jednym miejscu.

Ciężko na podstawie krótkiej obserwacji ocenić, która z tych szkółek lepiej szkoli. Na pewno jako wyznacznika nie można brać wyników między tymi drużynami w kategoriach U-10 czy U-12. APMM w tej rundzie rywalizowała w CLJ U-15, ale już wiadomo, że nie zobaczymy ich wiosną w tych rozgrywkach, gdyż są pewni spadku. Efekty pracy obu szkółek zobaczymy tak naprawdę dopiero za kilka, a może i kilkanaście lat. W postaci wychowanków grających w seniorskiej piłce.

Ciekawe jest to, że obie szkółki mają inne podejście do szkolenia. Należy pamiętać, że nie ma jednej recepty na sukces. Trzeba szukać różnych rozwiązań. Widać pomysł i zaangażowanie. W Zielonej Górze, jak i w całym województwie lubuskim, nie ma seniorskiej drużyny z prawdziwego zdarzenia, ale co jakiś czas wypływa na szersze wody zawodnik z tego rejonu. To świadczy o tym, że talenty i odpowiednie osoby, które dbają o ich rozwój, są.

Z ZIELONEJ GÓRY – ARKADIUSZ DOBRUCHOWSKI

Fot. Akademia Piłkarska Macieja Murawskiego / Facebook / 400mm.pl