Wywiady

CLJ-ka od środka: “Jesteśmy w trudnej sytuacji, ale chcielibyśmy grać i załatwić to na boisku”

Od kilku dni trenerzy wielu szkółek i klubów głowią się, w jaki sposób wrócić do treningów, pod względem organizacyjnym. Jak to wygląda w warszawskiej Escoli, która słynie z dobrego szkolenia i ma trzy drużyny na poziomie centralnym juniorskim w Polsce? W rozmowie z trenerem Konradem Dousą skupiliśmy się na powrocie do treningów, czasie, który spędzili zawodnicy w domu i o potencjalnym wznowieniu bądź zakończeniu rozgrywek CLJ.

Czy odliczacie już dni do powrotu na boisko?

– Na razie mierzymy się z tym, w jaki sposób ma to wyglądać. Z przekazu wynika, że może być pięciu zawodników i trener na boisku. Ciężko przeprowadzić trening dla całej drużyny, ale wiadomo, że chcielibyśmy, jak najszybciej wrócić do trenowania.

Macie już pomysł, w jaki sposób przeprowadzić taki trening?

– Na razie nie mamy. Najpierw pytamy zawodników, w jakich godzinach mogą trenować, żeby to zorganizować. Wygląda na to, że indywidualne nauczanie zajmuje im tyle czasu, że niestety rankami czy południami nie będzie można trenować. Możliwa będzie godzina 16, co nie jest łatwe do zorganizowania, bo baza jest ograniczona. Może to być trudne. Jeszcze czekamy na sprecyzowanie informacji z Ministerstwa Sportu i Turystyki. Był przekaz, że może być sześć osób na orliku. Potem, że orlik ma się równać normalnemu boisku. Zobaczymy, jak to będzie wyglądało. Próbujemy to jakoś zorganizować, ale na razie niewiele wiadomo, tak naprawdę.

W przypadku drużyn z CLJ w większości przypadków zawodnicy mieszkają w bursach i internatach. Wiemy, że te placówki cały czas są pozamykane. Będzie to kłopot dla Escoli, żeby zgrać wszystkich zawodników?

– Jest to na pewno problem. Ci zawodnicy, którzy mieszkają w internatach, bo pochodzą z dalszej miejscowości – nie będą brali udziału w treningach. Chyba że będą mieszkać u rodziny. Na pewno to będzie problem dla tych zawodników.

Jest to duża grupa takich zawodników w Escoli?

– W zależności od drużyny, powiedzmy, że do 20%. Większość zawodników jest z Warszawy i okolic.

Myśleliście już nad tym, jakie środki treningowe wprowadzać od 4 maja, kiedy będzie można wrócić na boisko? Czy tylko jesteście skupieni w tym momencie na kwestiach organizacyjnych?

– Raczej tylko kwestie organizacyjne chodzą nam po głowie. Bo prawdopodobnie nie wrócimy do rozgrywek. Z tego, jak klaruje się ta sytuacja, to treningi będą skupione na indywidualnym szkoleniu. Ciężko myśleć o innych formach, gdy na boisku może być pięciu zawodników.

Jak do tej pory radziliście sobie z brakiem grupowych treningów?

– W tej chwili ten trening jest oparty o rozpiski przygotowania motorycznego. Z uwagi na to, że nikt nie ma dostępu do boisk. Chyba że zawodnicy mają jakieś większe podwórka. Zawodnicy realizują rozpiski indywidualnie w domu. Gdy można było już swobodnie wychodzić na dwór, do tych rozpisek wprowadziliśmy też przygotowanie biegowe. Niestety, to jest tylko tyle, jak prawdopodobnie u wszystkich.

Czy kontrolujecie jakoś swoich podopiecznych?

– Tak, kontrolujemy. Zawodnicy przesyłają nam screeny ze swoich biegów. Tak to wygląda, teraz gdy nasza rozpiska jest ukierunkowana na przygotowanie biegowe. Wcześniej zawodnicy przesyłali nam filmiki, jak trenują w domu.

Jeżeli chodzi o niższe ligi seniorskie i juniorskie, to decyzja została utrzymana, że rozgrywki nadal są zawieszone. Czy trener w ogóle wierzy w to, że uda się jeszcze wznowić i dokończyć CLJ?

– Szczerze mówiąc, to z tego, co mówił wiceprezes PZPN-u, Marek Koźmiński – nic z tego nie będzie. PZPN skupi się na dokończeniu lig zawodowych. Przynajmniej tak to zostało przedstawione. Z kolei amatorskie rozgrywki zostawiamy w spokoju. Natomiast czekamy na rozwój sytuacji, jesteśmy w trudnym położeniu, ale chcielibyśmy grać i załatwić to na boisku. Czujemy się dosyć dobrze. Nieźle zaczęliśmy rundę wiosenną od remisu 1:1 z Zagłębiem Lubin. To napawało nas dużym optymizmem. Mamy nadzieję, że nie będzie takich rozwiązań, bez naszego uczestnictwa, że spadniemy przy tzw. zielonym stoliku. Wiadomo, że nie jest to zależne od nas.

Nawet jeśli byłaby taka chęć, aby rozwiązać sprawę awansów i spadków przy zielonym stoliku, to ciężko jest to przeprowadzić. Bo, gdy spojrzymy na potencjalnych beniaminków – tylko jedną kolejkę rozegrali w lidze makroregionalnej. 

– Bardziej martwię się, nie beniaminkami, a ewentualnymi spadkowiczami (śmiech). Mam nadzieję, że zostanie taki zestaw drużyn, jaki mamy w tej chwili.

Czyli trener bierze pod uwagę taką myśl, że sezon 2020/21 w CLJ może zostać rozpoczęty w dwunastozespołowym składzie?

– Mam nadzieję, że nie, ale życie pisze różne scenariusze. Raczej takiego nie bierzemy pod uwagę, ale trzeba się spodziewać tego typu rozwiązań. Póki co siedzimy na takiej małej bombie zegarowej (Escola zajmuje obecnie 13. miejsce w lidze i znajduje się w strefie spadkowej – przyp. red.).

Trochę tak, ale wątpię, żeby doszło do takiej sytuacji, aby Escola spadła w taki sposób. Inny byłby temat, gdyby inaczej wyglądała liga makroregionalna. Jeśli rozgrywano by ją od rundy jesiennej, to inaczej byśmy rozmawiali. Bo po jednej kolejce nikt rozsądny nie przyzna drużynom awansu do CLJ. Byłby to wielki absurd.

– Zgadza się, ale nie takie rzeczy się działy. Aczkolwiek to jest taki najczarniejszy ze wszystkich scenariuszy.

Pojawiają się takie głosy i opinie, żeby wrócić do CLJ U-19. Co trener na to? Rocznik 2002 stracił teraz sporo przez tę pandemię i można im to zrekompensować takim rozwiązaniem.

– Jest to trudna kwestia. Z jednej strony jest to strata dla tych zawodników, a z drugiej, część zawodników powinna już grać w seniorach. Trudno jednoznacznie rozważyć tę propozycję. Powiem szczerze, że nie myślałem nad tym. Raczej przyzwyczaiłem się do kwestii, że rocznik 2003 będzie grał od następnego sezonu, czyli, że nie będę mógł już korzystać z zawodników z 2002.

Czy trener uważa, że pana drużyna jest gotowa na wejście do piłki seniorskiej?

– Czy jest gotowa? Trudno powiedzieć. Na pewno część z tych zawodników ma predyspozycje, żeby kiedyś zaistnieć…

Dodam tylko jedną rzecz. Trzeba pamiętać, że zgodnie z zasadami, jakie są obecnie w CLJ. Z końcem tego sezonu zawodnicy z rocznika 2002 stają się seniorami. 

– Kilka lat prowadzę już różne drużyny. I na tym etapie U-17, U-18 rozgrywamy mecze z drużynami seniorskimi, aby mogli się wprowadzać do tego poziomu. Oczywiście sparing to nie jest rywalizacja o punkty. Natomiast oni widzą, z czym będą się w przyszłości mierzyli. To jest inna piłka. Mój rocznik, który prowadziłem wcześniej, czyli 2003. Część z nich została wprowadzona do drużyny U-18. I też widzą różnice między ligą U-17, a U-18. To jest też inna liga, idąca w stronę seniorów, ale jeszcze nie, typowa piłka seniorska. Natomiast w sparingach z seniorami widzę, jak to wygląda. Przygotowuję zawodników do tego, żeby wiedzieli w przyszłości, z czym będą się mierzyli. Mają już jakieś przetarcie. Mniej więcej widzą, jak to wygląda. Nie jest to adekwatne do poziomu, jaki mogą kiedyś prezentować. Mam nadzieję, że będą grać wyżej.

Rozumiem, o co chodzi, ale trener mówi takie słowa, jak “kiedyś”, “w przyszłości”, jakby to miało się wydarzyć w późniejszym okresie. Jednak w przypadku rocznika 2002 to dosłownie za chwilę staną się seniorami. Stąd też te dywagacje o powrocie do CLJ U-19, żeby im to zrekompensować i wydłużyć czas wejścia do dorosłej piłki.

– Myślę, że raczej PZPN nie będzie miał skrupułów. Patrząc z tej strony, bo już tak postąpił z rocznikiem 2000. Myślę, że nikt nie będzie w ten sposób patrzył. Z drugiej strony myślę, że lepiej pójść wcześniej do seniorów, aniżeli później. Uważam, że czasem lepiej jest pójść do seniorskiej drużyny i nawet odbębnić ten czas na ławce, ale zobaczysz, z czym się mierzysz. To też jest kwestia indywidualna, bo każdy jest inny. PZPN poszedł też na skróty z tym ruchem CLJ U-18. Nie wiem, czy są jakieś dane na ten temat, czy poszło to dobrą stronę? Ma pan jakieś dane?

Ciężko jest to na pewno zmierzyć, bo wraz z tym też powstał przepis o młodzieżowcu i jest to zrozumiałe, że tych młodych chłopaków jest więcej w ekstraklasie, czy pierwszej lidze, dlatego, że muszą być. Wcześniej tego nie było, więc trudno to porównywać pod tym względem. 

– Faktycznie jest to trudne do zmierzenia.

W lidze okręgowej obecnie zajmujecie pierwsze miejsce, mając tyle samo punktów, co druga w tabeli Markovia Marki. Rozumiem, że na ten moment macie awans do IV ligi?

– Chyba tak. Liczymy na to, że awansuje ta drużyna. Oczywiście ten poziom IV-ligowy to też jest mało. Dobre miejsce do wprowadzania młodych zawodników to co najmniej III liga. A już najlepsza byłaby II liga, gdzie już jest naprawdę solidny poziom.

Jak wygląda wasz model drużyny seniorskiej? Opieracie się tylko na młodych zawodnikach? Wspomagacie ich  bardziej doświadczonymi?

– Ta drużyna jest głównie oparta o naszych wychowanków i zawodników bardzo młodych. W tym zespole jest bodajże trzech albo czterech piłkarzy starszych, którzy są silnie związani z klubem, bo są to trenerzy akademii. Reszta to są zawodnicy z roczników 1999 i młodszych. Jeśli myślimy o awansach do wyższych lig, to niezbędny jest nam senior, który grał na odpowiednim poziomie i może dać odpowiednie wsparcie młodym zawodnikom. O czym przekonaliśmy się rok temu, gdzie drużyna dobrze grała, ale niestety, w ważnych meczach przewaga doświadczenia w innych drużynach powodowała to, że mimo dobrej gry przegrywaliśmy. W tym sezonie zawodnicy trochę okrzepli. Grają już drugi, trzeci sezon w piłce seniorskiej, są wsparci zawodnikami nieco starszymi i dobrze to wygląda. Bo łączą dobrą grę z wynikami.

Czy z pana drużyny U-18 często przesuwaliście chłopaków do klasy okręgowej?

– W tej chwili nie było takich przesunięć, ze względu na to, że chcemy się utrzymać w CLJ-ce. Do tej pory drużyna seniorów dobrze grała, więc nie było takiej potrzeby. A tutaj była potrzeba, żeby gra przełożyła się na wyniki.

Jak już skończy się oficjalnie ten sezon, to cała “chmara” zawodników przejdzie do seniorów.

– Powiem, że nie do końca, bo mam drużynę łączoną z rocznika 2002 i 2003, gdzie proporcje rozkładają się pół na pół. Też musimy mierzyć się z tym, że część zawodników od nas odejdzie, a inni zostaną. Zobaczymy, chcemy, żeby jak najwięcej chłopaków zostało u nas, ale są różne sytuacje w życiu. Zawodnicy różnie do tego podchodzą. Jednych zadowalał ten poziom, a drugich nie. Dlatego chcemy mieć seniorów na wyższym poziomie.

W listopadzie rozmawiałem z trenerem Markiem Gołębiewskim, który wtedy odszedł z Escoli U-18 (TUTAJ). Powiedział wtedy takie zdanie, że jego decyzja o odejściu była zmotywowana tym, że drużyna potrzebowała nowego impulsu, aby móc się utrzymać. Trenera zdaniem ten impuls był potrzebny i pan go dał tej drużynie?

– Nie chcę komentować decyzji Marka Gołębiewskiego. On tak zadecydował. Wiadomo, że sytuacja drużyny była i nadal jest bardzo ciężka, bo jesteśmy w strefie spadkowej. Rozegraliśmy jednak kilka ciekawych spotkań i zaczęliśmy te punkty łapać. Byliśmy mocno optymistycznie nastawieni na tę rundę rewanżową. Szkoda, że tak się skończyło. Chyba skończyło. Myślę, że jakiś impuls i światełko w tunelu się zaświeciło. Tak bym to ujął.

Bo też zmieniła się koncepcja, prawda? Trener Gołębiewski prowadził głównie rocznik 2002, a pan połączył dwa roczniki w całość?

– Tak, to prawda. Musieliśmy trochę ten skład zmodernizować. Faktycznie chłopcy z rocznika 2003, którzy na stałe weszli do tej drużyny, dali trochę tej świeżej krwi. Jeśli chodzi o ten wkład, to z Zagłębiem Lubin zagraliśmy przewagą rocznika 2003. Jeśli dobrze pamiętam, to tylko czterech piłkarzy było z rocznika wiodącego w pierwszym składzie na to spotkanie.

Celem Escoli U-18 przed startem rundy wiosennej było utrzymanie drużyny w CLJ za wszelką cenę?

– Tak, to był priorytet. Idąc kierunkiem dobrego szkolenia, to też jest wyznacznik, w jakich ligach grają te drużyny, więc chcieliśmy utrzymać to miejsce w CLJ.

Jesteście też jedną z nielicznych akademii, która ma CLJ na wszystkich trzech poziomach U-18, U-17 i U-15.

– Dokładnie i chcieliśmy to utrzymać. Byliśmy optymistycznie nastawieni, jeśli chodzi o sposób grania, nastawienie, nawet ten remis z Zagłębiem był dobrym wynikiem dla tej drużyny. Dobrze się zaczęło i chcieliśmy to kontynuować, ale jest, jak jest.

ROZMAWIAŁ ARKADIUSZ DOBRUCHOWSKI

Fot. Escola