Weszło Junior

Co się z nimi stało? Najlepsi zawodnicy MŚ U-20

Kiedy otrzymujesz nagrodę dla najlepszego zawodnika młodzieżowego mundialu, z automatu twoje nazwisko ląduje w notesach skautów z całego świata. Czy każdy wyróżniony robi wielką karierę? Co stało się z MVP mundiali do lat 20?

Wrócimy do bardzo zamierzchłych czasów. Pierwsze mistrzostwa świata U-20 rozegrano w 1977 roku w Tunezji. Triumfatorem tamtej imprezy był ZSRR, który po rzutach karnych pokonał Meksyk. I od 1977 roku właśnie zaczynamy naszą podróż!

Wołodymyr Bezsonow (ZSSR) – 1977 rok

Zaczynamy z gruber rury, bo Bezsonowa można zaliczyć do jednego z najlepszych piłkarzy w historii Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich. W reprezentacji wystąpił 79 razy, niejednokrotnie pełniąc funkcję kapitana drużyny. Przez prawie całą swoją piłkarską karierę był związany z Dynamem Kijów, z którym zdobył sześć mistrzostw kraju. Po przygodzie z piłką  w roli piłkarza został trenerem, ale na tym polu nie odnosił większych sukcesów (mniejszych też).

Diego Maradona (Argentyna) – 1979 rok

Musimy w ogóle coś pisać? Maradona był idolem dzieciaków z całego świata. W Neapolu miał status drugiego po Bogu, a według niektórych wygrywał tę rywalizację. Mając 165 centymetrów wzrostu, był wielki. Ostatnio przedstawialiśmy jego początki w klubie Argentinos Juniors (TUTAJ).

Romulus Gabor (Rumunia) – 1981 rok

Były 35-krotny reprezentant kraju. Z Rumunią pojechał w 1984 roku na mistrzostwa Europy, gdzie wystąpił w dwóch spotkaniach. Większość swojej przygody z piłką spędził w jednym klubie – Corvinul Hunedoara.

Geovani (Brazylia) – 1983 rok

Pierwszy Brazylijczyk, który otrzymał nagrodę dla MVP turnieju, a w przyszłości było ich jeszcze kilku. Geovani Faria da Silva, bo tak brzmi jego pełne imię i nazwisko, swój największy sukces odniósł w 1989 roku, gdy wraz z reprezentacją “Canarinhos” wygrał Copa America.

Silas (Brazylia) – 1985 rok

On również był w kadrze Brazylii, która zdobyła mistrzostwo Ameryki Południowej. W przeciwieństwie do niektórych swoich poprzedników występował w wielu zespołach, głównie w swoim kraju.

Robert Prosinecki (Jugosławia) – 1987 rok

Wielu chciałoby mieć taką karierę. Urodził się w Niemczech, ale reprezentował barwy Jugosławii. W 1998 roku wraz z drużyną narodową zdobył brązowy medal na seniorskim mundialu. Grał i w Realu Madryt, i w Barcelonie, ale też w Belgii czy Anglii. Całkiem nieźle poradził sobie także w trenerce. Przez kilka lat był asystentem w pierwszej reprezentacji Chorwacji, a samodzielnie prowadził kadry Bośni i Hercegowiny oraz Azerbejdżanu. Obecnie jest szkoleniowcem tureckiego Kayserisporu.

Bismarck (Brazylia) – 1989 rok

Nie, nie chodzi nam o niemieckiego polityka. Bismarck po rozegraniu niespełna 100 meczów w barwach Vasco Da Gama, przeniósł się na kilka lat do Japonii. W reprezentacji Brazylii zdobył jedną bramkę.

Emilio Peixe (Portugalia) – 1991 rok

Peixe ma na swoim koncie występy we wszystkich czołowych klubach Portugalii – Porto, Benfice i Sportingu. Kibice pamiętają go głównie z reprezentowania ostatniej z wymienionej drużyn. Nie zrobił wielkiej kariery. Miał krótki epizod w reprezentacji, grał w Liga NOS, ale reasumując – bez fajerwerków.

Adriano (Brazylia) – 1993 rok

 To nie jest ten Adriano, o którym ostatnio rapował Quebonafide. Adriano Gerlin da Silva występował m.in. w Japonii, Kolumbii, Szwajcarii czy w… Polsce. Był częścią polskiej brazylijskiej Pogoni, ale w Szczecinie nie zagrzał długo miejsca. Podobnie jak w 19 innych klubach, w których występował.

Caio (Brazylia) – 1995 rok

Następny Brazylijczyk, który nie zapisał się niczym szczególnym na kartach historii. Miał krótkie epizody w Interze Mediolan oraz Napoli, po których wrócił do rodzimego kraju. Jako napastnik nie był szczególnie skuteczny, dlatego też kluby często rezygnowały z jego usług.

Nicolas Olivera (Urugwaj) – 1997 rok

“Stara miłość nie rdzewieje” – to powiedzenie dobrze opisywało przygodę Urugwajczyka z klubem Defensor Sporting. Tam rozpoczął swoją karierę, wrócił po kilkuletniej “hiszpańskiej przygodzie” oraz zakończył. W reprezentacji “Los Charrúas” wystąpił 28 razy.

Seydou Keita (Mali) – 1999 rok

Kibice kojarzą go przede wszystkim z występów w Sevilli i FC Barcelonie. Miał szczęście grać w towarzystwie najlepszych piłkarzy na świecie i przez kilka lat utrzymywać miejsce w składzie. W Hiszpanii reprezentował także barwy Valencii. Keita może czuć się spełniony jako piłkarz, bo odnosił sukcesy w piłce klubowej i reprezentacyjnej. Z Mali dwa razy zdobył brązowe medale na Pucharze Narodów Afryki.

Javier Saviola (Argentyna) – 2001 rok

Co łączy Argentyńczyka z Prosineckim, poza tym, że obaj zdobyli nagrodę dla najlepszego zawodnika mistrzostw świata do lat 20? Obaj reprezentowali barwy Realu Madryt i Barcelony. Saviola był raczej zawsze w cieniu bardziej zdolnych kolegów, ale i tak swoje wygrał oraz osiągnął.

Ismail Matar (Zjednoczone Emiraty Arabskie) – 2003 rok

Dla kibiców na świecie – postać anonimowa. Ale w Zjednoczonych Emiratach Arabskich jest uznanym piłkarzem, który jeszcze niedawno pełnił funkcję kapitana reprezentacji. W kadrze swojego kraju wystąpił ponad 120 razy.

Leo Messi (Argentyna) – 2005 rok

Dobrze się składa, bo wczoraj minęło 15 lat od pierwszej bramki Messiego w barwach Barcelony. Zaczęło się od pierwszej, potem drugiej, trzeciej i tak leci i leci. Jak skończą z Cristiano Ronaldo kariery, to chyba wszyscy pójdziemy się poryczeć. Naprawdę.

Sergio Aguero (Argentyna) – 2007 rok

Już tylko trzech występów brakuje mu, żeby przekroczyć liczbę 100 meczów w reprezentacji. Sergio Aguero występował w życiu w trzech klubach i w każdym z nich jest postacią szanowaną. Jeśli zostanie w Manchesterze City jeszcze kilka lat, może przegonić Alana Shearera w liczbie zdobytych bramek w Premier League!

Dominic Adiyiah (Ghana) – 2009 rok

Adiyiah rozpocznie cykl trzech piłkarzy, którzy nie zaistnieli w światowym futbolu. Mając 21 lat trafił do AC Milanu, ale nigdy nie wystąpił w barwach klubu z Mediolanu. Błąkał się po Serbii, Ukrainie i Kazachstanie, a teraz wrócił do Ghany.

Henrique (Brazylia) – 2011 rok

Pierwszy zawodnik w tym zestawieniu, który nie ma nawet swojego profilu na polskiej Wikipedii. Grał prawie w każdym klubie z pierwszej ligi brazylijskiej, a obecnie występuje w Goias EC. Nigdy nie zadebiutował w dorosłej reprezentacji “Canarinhos”.

Ebenezer Assifuah (Ghana) – 2013 rok

Po udanym mundialu do lat 20 trafił do szwajcarskiego Sionu, gdzie występował przez kilka sezonów. Od 2017 roku gra w drugoligowym francuskim Le Havre. Ma na swoim koncie debiut w pierwszej reprezentacji Ghany, ale do tej pory to jedyny mecz, jaki zanotował w tej kadrze.

Adama Traore (Mali) – 2015 rok

Kolejny zawodnik, który nazywa się tak samo jak inny utalentowany piłkarz, ale nim nie jest. Traore jest obecnie wypożyczony z AS Monaco do innego francuskiego klubu – FC Metz, gdzie regularnie występuje w pierwszym składzie. 24-latek ma na swoim koncie 14 meczów w pierwszej reprezentacji Mali, a jeszcze wiele przed nim.

Dominic Solanke (Anglia) – 2017 rok

Jeden z niespełnionych talentów angielskiej piłki. Był w Chelsea oraz w Liverpoolu, ale w żadnym z tych klubów nie zaistniał. Aktualnie jest piłkarzem Bournemouth i nawet Eddie Howe często wystawia go w składzie, ale ten nie odwdzięcza się golami. W 24 spotkaniach tego sezonu ani razu nie zapisał się na listę strzelców.

Kang-in Lee (Korea Południowa) – 2019 rok

W Korei liczą, że rośnie im drugi Heung-min Son. 19-latek jest dopiero na początku swojej piłkarskiej kariery i jeszcze wszystko przed nim. Wychowanek Valencii dostał w tym sezonie kilka szans na zaprezentowanie swoich umiejętności, ale w przyszłej kampanii powinien poszukać klubu, w którym będzie mógł występować regularnie.

Albo byłeś/jesteś bardzo dobrym piłkarzem, albo byłeś/jesteś dosyć, a czasami bardzo średnim graczem. Zdobycie statuetki dla najlepszego zawodnika mistrzostw świata do lat 20, wcale nie oznaczało otrzymania przepustki do dużych klubów czy wielkiej kariery. Większość sobie wręcz nie poradziła.

Najlepiej pod względem przekucia potencjału w efekty wypadają Argentyńczycy. Czterech zawodników z tego kraju zdobyło nagrodę dla MVP turnieju, z czego dwóch zostało wybitnymi piłkarzami, jeden bardzo dobrym i jeden po prostu dobrym.

Warto zauważyć, że w ostatnich latach nagroda ta bardzo rzadka lądowała w rękach piłkarzy ze Starego Kontynentu. Od czasów Peixe’a trzeba było czekać 26 lat, żeby znów zawodnik z Europy został wyróżniony.

Fot. Newspix