Wywiady

CLJ-ka od środka: “Przeskok jest widoczny, nic nie zastąpi piłki seniorskiej”

Na ławce trenerskiej Lechii Gdańsk U-18 zasiada trio byłych piłkarzy: Mateusz Bąk, Piotr Wiśniewski i Paweł Pęczak. Łącznie rozegrali oni ponad 400 meczów w Ekstraklasie. Jak wygląda podział ich obowiązków w zespole? Do kogo należy ostatnie słowo? Czy Centralna Liga Juniorów spełnia swoje pierwotne założenie, czyli przygotowuje do gry w seniorach? O to wszystko zapytaliśmy trenera Pęczaka.

W normalnych okolicznościach podsumowywalibyśmy dzisiaj sezon 2019/20 w CLJ U-18, bo w niedzielę 7 czerwca miała zostać rozegrana ostatnia seria gier. Czujecie niedosyt spowodowany tym, że nie udało się rozegrać wszystkich meczów?

– Myślę, że ten niedosyt najbardziej czują zawodnicy z rocznika 2002, bo przez pandemię nie mieli szansy pokazania się na poziomie CLJ U-18. Rozegrali tylko jeden mecz w rundzie rewanżowej. Wydaje mi się, że dla nich jest to duża strata.

Jak wygląda sprawa treningów w Akademii Lechii Gdańsk?

– Drużyna do lat 18 trenuje cztery razy w tygodniu na boisku. Do tego dochodzą dwie jednostki, które realizują indywidualnie w domu, według rozpiski treningowej.

Jak długo już trenujecie? Który jest to mikrocykl treningowy?

– Trenujemy od momentu, kiedy tylko było to możliwe. To już piąty mikrocykl treningowy. Rozpoczęliśmy, gdy na boisku mogło przebywać tylko sześciu zawodników. Dzieliliśmy wtedy zawodników na grupy i w taki sposób realizowaliśmy nasze zajęcia. Najważniejsze jest to, że byli to zawodnicy miejscowi. Z kolei chłopcy, którzy mieszkają dalej od Gdańska, realizowali treningi według rozpiski w domach. W efekcie w treningach na boisku brało udział po 8-10 zawodników. Był to bardziej zindywidualizowany trening.

A jak to wygląda w tym momencie? 

– Od momentu, gdy na boisku mogła przebywać większa liczba chłopaków, wróciło to wszystko do normy. Zawodnicy spoza Gdańska wrócili do nas i wdrażamy ich z powrotem do zespołu.

A czy bursy są już otwarte?

– Nie, bursy są wciąż zamknięte. Cały czas otwarte pozostają za to domy klubowe,. Nasi zawodnicy na czas treningów mieszkają u kogoś z rodziny w Gdańsku. Jednak większość obostrzeń została już zniesiona, więc mamy nadzieję, że w najbliższym czasie wszystko wróci do normalności. Choć widzimy, co się dzieje w Polsce… Każdego kolejnego dnia jest coraz więcej nowych przypadków zachorowań.

Do kiedy chcecie trenować?

– Będziemy trenować cały czas, aż do pierwszego meczu. Na ten moment nie mamy wiedzy, kiedy rozgrywki mogą zostać wznowione. W kuluarach pojawiają się pewne daty, ale jeszcze nic nie jest pewne.

Nie ma jeszcze oficjalnego komunikatu od PZPN-u, kiedy rusza liga.

– To jest ciężka sytuacja dla wszystkich. Przygotowujemy mikrocykl do pierwszego meczu, a tu w każdej chwili może pojawić się inny termin i będzie trzeba od nowa konstruować przygotowania.

Jak obecnie wygląda intensywność waszych treningów?

– Zawodnicy sumiennie pracowali w domach według indywidualnych rozpisek treningowych. Monitorowaliśmy to, a po powrocie zrobiliśmy testy, aby sprawdzić, jak wyglądają pod względem fizycznym. Ruszamy według swojego cyklu i stopniowo zwiększamy obciążenia, aby ich optymalnie przygotować do pierwszego meczu. Jednak jeszcze nie wiemy, kiedy to będzie i należy to robić z głową.

Czy w tym momencie widać jeszcze te dwa miesiące rozbratu z piłką nożną?

– Na początku było to widać od razu, nawet po pierwszym zespole seniorów. To normalne, kiedy zawodnik przez dwa miesiące nie kopie piłki, nie ma normalnego treningu. Było widać ten rozbrat na pierwszych treningach, ale teraz już wszystko wraca do normy. Widać już czucie piłki u tych chłopaków. Z każdym kolejnym dniem jest coraz lepiej.

Pod względem kadrowym przygotowujecie się już do nowego sezonu CLJ? Przeorganizowaliście swoje grupy treningowe?

– Tak, w naszej grupie rocznik 2003 jest dominujący, ale mamy też zawodników z roczników 2004 i 2005. Cały czas ich obserwujemy. Na razie jest to etap rotacyjny. Zobaczymy, jak to będzie wyglądało później. Nie mamy w tym momencie kadry “pewniaków”. Na pewno będzie dochodzić do rotacji  między drużynami młodzieżowymi w naszej Akademii.

A czy nadal zawodnicy z rocznika 2002 trenują w drużynie U-18?

– Nie, rocznik 2002 w całości został przesunięty do drużyny rezerw, którą prowadzi Dominik Czajka. Są już tam od momentu wznowienia treningów grupowych.

Czy przez ten ruch, należy rozumieć to tak, że nie będziecie korzystać z rocznika 2002 w CLJ? Mimo że będą mogli występować na tym poziomie, z uwagi na nowy przepis, który wprowadził PZPN – na boisku w jednej drużynie będzie mogło przebywać czterech piłkarzy z rocznika starszego.

– To nie jest tak, że nie będziemy korzystać z zawodników z rocznika 2002. Nie jest też powiedziane, że będziemy grali samym rocznikiem 2003. Nie wiemy, jak to będzie wszystko wyglądać. Zawodnicy z pierwszego zespołu też mogą przechodzić do drużyny rezerw, więc ta kadra może być za duża. Może być też tak, że piłkarze z rocznika 2002 zasilą nasz zespół.

Często mówi się, że trener z doświadczeniem piłkarskim jest w stanie więcej przekazać młodym zawodnikom od tych bez tego doświadczenia. Czy zgadza się trener z tą tezą?

– Mi jest na pewno łatwiej przekazać coś zawodnikom, bo sam grałem w piłkę nożną. Wiem, jak wyglądają pewne sytuacje boiskowe. Mogę pewne rzeczy pokazać zawodnikom, jak mają się zachować w danej sytuacji. Mi jest łatwiej, ale czy trener, który nie grał w piłkę, jest gorszym trenerem? Wiele jest przypadków na całym świecie, gdzie sukcesy osiągali ci, którzy nie mieli przeszłości piłkarskiej, albo grali na bardzo niskim szczeblu rozgrywkowym. Nie można umniejszać ich zasług. Trenerka to bardzo ciężki zawód. Jednak, gdy ktoś grał w piłkę, to często jest mu po prostu łatwiej. Widzę, że w jakimś stopniu mój przekaz dociera do tych chłopaków.

Czy już wiadomo, jak będzie wyglądał sztab szkoleniowy Lechii Gdańsk na nowy sezon CLJ U-18? Nadal będzie funkcjonowało to samo trio trenerskie?

– Mogę powiedzieć, że to szalone trio nadal będzie kontynuowało swoją robotę. Moja skromna osoba pełni rolę pierwszego trenera zespołu, Piotr Wiśniewski jest moim asystentem, a trenerem bramkarzy pozostaje Mateusz Bąk. Nadal będzie z nami współpracował Piotr Kotlarczyk, trener od przygotowania motorycznego. Ten tercet zostaje.

Jak wygląda poziom obowiązków tego tria trenerskiego w Lechii U-18? Zawsze ostateczna decyzja należy do Pawła Pęczaka?

– Zawsze staram się być elastyczny. Bo jest to piłka juniorska i nie można tego porównywać do pracy trenera w seniorach. Konsultuję decyzje ze swoim sztabem. Każda decyzja jest przemyślana. Gdy pojawi się czas na decyzje, zawsze usiądziemy w trójkę i je omówimy. Po burzy mózgów nie zawsze się ze sobą zgadzamy, ale zawsze dochodzimy do konsensusu. Myślę, że finalnie dokonujemy trafnych wyborów.

A jak to wygląda, jeżeli chodzi o obowiązki? Tak, jak można się tego domyślić, że Mateusz Bąk, były bramkarz pracuje z golkiperami, a Piotr Wiśniewski, ex-napastnik przygotowuje snajperów?

– Tak, staramy się całą naszą wiedzę, którą zdobyliśmy na boisku, przekazywać zawodnikom. Jeżeli mamy podział treningów, to oczywiście “Wiśnia” nie weźmie obrońców, a ja ich wezmę. Z kolei ja nie wezmę napastników, bo Piotrek był kapitalnym, ofensywnym piłkarzem i może im więcej pokazać. Gdzie możemy jak najwięcej im przekazać, tam staramy się robić to, co potrafimy najlepiej.

A propos zawodników z rocznika 2002, którzy w sezonie 2019/20 grali w CLJ U-18. Czy oni są już gotowi na grę w seniorach?

– Kilku zawodników było już w pierwszym zespole. Zdobyli pierwsze seniorskie szlify u trenera Piotra Stokowca. Myślę, że będą spokojnie wprowadzani do seniorskiej piłki.  Część z nich może otrzymać szansę, aby się pokazać. Przecież grają już nawet młodsi zawodnicy, jak na przykład Kacper Urbański (rocznik 2004). Również Jakub Kałuziński regularnie trenuje z pierwszym zespołem. Myślę, że następni są w kolejce, ale oczywiście nazwisk żadnych nie podam.

Rozumiem, ale mam jedno nazwisko, o które chciałbym zapytać…

– Niech zgadnę – Sezonienko?

Tak. Najlepszy strzelec Lechii Gdańsk w CLJ. Zdobył 10 goli w 11. meczach. Czy trenera zdaniem on jest gotowy na debiut w Ekstraklasie?

– Nie mi to oceniać. Nie widzę go na bieżąco w treningu, bo od jakiegoś czasu trenuje z pierwszym zespołem. My swoją robotę wykonaliśmy. Teraz to trener Stokowiec ma go pod swoim skrzydłami. To pytanie należy kierować do trenera pierwszego zespołu. To byłoby nie fair z mojej strony, żeby decydować za trenera Stokowca.

Kacper Urbański, czyli zawodnik z rocznika 2004 był w tym sezonie CLJ najmłodszym zawodnikiem, który zadebiutował w lidze. Potem trafił do pierwszego zespołu, gdzie również stał się najmłodszym debiutantem w Ekstraklasie w XXI wieku. Czy on jest starszy pod względem mentalnym od innych zawodników, że już wchodzi na ten najwyższy poziom? Czy z uwagi na umiejętności indywidualne jego akcje poszły w górę?

– Podejrzewam, że nie chodzi o mentalne sprawy, tylko o umiejętności piłkarskie. Bo mentalnie to człowiek dojrzewa w późniejszym wieku i to wiem po sobie. U młodego zawodnika forma jest nieustabilizowana. Wydaje mi się, że zadecydowały o tym umiejętności indywidualne, że w tak młodym wieku zadebiutował w pierwszej drużynie. Musimy jednak pamiętać, że głowa też jest bardzo ważna, bo trzeba mieć mocny mental, żeby sobie poradzić na tym poziomie. Kacper ma 15 lat i zagrał bez żadnych kompleksów. Wyszedł w pierwszym składzie Lechii i się “nie spalił”.

Na czym się głównie skupiacie na treningach?

– Na wszystkim. Niby w tym wieku, należy już doskonalić pewne elementy, ale prawda jest taka, że człowiek cały czas się uczy i doskonali. Teraz młodzież jest inna. Nieraz, gdy rozmawiam z Piotrem Wiśniewskim, który jest jeszcze nieokrzepniętym trenerem (śmiech), śmieję się, że musi jeszcze trochę czasu minąć, żeby przeszli na tę drugą stronę, bo on się denerwuje. Mówię do niego: “Wisienka, poczekaj, to są młode chłopaki. Sam byłeś młody. Nie pamiętasz, jak to było? To nie jest tak, że oni już wszystko potrafią”. Czasem nawet w seniorach to najprostsze treningi są tymi najcięższymi np. gra głową, gra w obronie. Cały czas trzeba młodym zawodnikom przypominać. Regularność jest bardzo ważna. Mówi się “Tego się nie zapomina”. Niestety to się zapomina i my skupiamy się na tym, żeby nie zapominać o tych najważniejszych rzeczach. Gdy widzimy w meczu, że coś nam szwankuje, to na następnych treningach staramy się nad tym pracować. I tak cały czas. A wiadomo, że młodzież robi mnóstwo “baboli”. Nasz debiutancki sezon w CLJ pokazał nam, ile było takich meczów, gdzie przegrywaliśmy w ostatnich sekundach…

Traciliście też wiele bramek, jak chociażby w spotkaniu ze Śląskiem Wrocław (6:6)…

– Właśnie! To jest taki mecz, który na poziomie seniorskim się bardzo rzadko zdarza. A u nas się przytrafił. Oczywiście było to kapitalne widowisko, transmisja na kanale Łączy Nas Piłka – dla kibica był to mecz fajny dla oka. A dla nas? Cztery zawały (śmiech). Taka jest różnica.

Czy Centralna Liga Juniorów spełnia swoje pierwotne założenie: jest dobrym przetarciem i przygotowuje do gry w seniorach?

– Może ktoś się ze mną nie zgodzi, ale piłka seniorska to jest piłka seniorska i tego nic nie zastąpi. Ten przeskok jest widoczny. To widać też na przykładach innych drużyn, gdzie zawodnik brylował na poziomie CLJ, a później znikał. Wielu było takich, którym wróżono wielkie kariery, ale na końcu czegoś brakowało. Na to nic nie poradzimy. Później to wszystko zależy od nóg i głowy młodego zawodnika, czy przeskoczy ten poziom. Moim zdaniem to zależy przede wszystkim od sfery mentalnej. A tym, którym udaje się przebić do piłki seniorskiej, nie przychodzi to płynnie i swobodnie. Granie w CLJ jest fajne, ale poziom seniorski jest zupełnie inny.

Czyli CLJ nie spełnia tego założenia, że przygotowuje do piłki seniorskiej?

– To jest całkiem inne zderzenie. Nie możemy porównywać piłki seniorskiej z juniorską. My na treningach pracujemy i chcemy ich do tego przygotowywać. My jako trenerzy też nie jesteśmy łatwi w obyciu, mamy trudne charaktery i chcemy to pokazać chłopakom na treningach. Wywołujemy presję i przygotowujemy ich do piłki seniorskiej. Pomagamy im w tym, ale na końcu wszystko zależy od zawodnika, czy on podoła w seniorskiej piłce. Mam na myśli ten najwyższy poziom, a nie grę w niższych ligach.

Jak trener ocenia poziom sportowy w CLJ?

– Ciężko mi ocenić tę drugą rundę (śmiech). Wszyscy mówili, że poziom w tym roku był zaniżony, że rok wcześniej był o wiele wyższy. To może być prawda, bo wtedy mogli grać zawodnicy starsi.

Czy ta liga nie powinna funkcjonować w formacie U-19, tak, jak w większości lig Europy?

– To jest dobre pytanie. Na pewno byłby jeszcze wyższy poziom.

Czyli trener byłby za tym, żeby wrócić do CLJ U-19?

– Należy się zastanowić, czy zawodnik ma szybciej stać się seniorem, czy żeby w wieku 19 lat grał jeszcze na poziomie juniorskim. To są trudne zagadnienia w ocenie. Ciężko znaleźć optymalne rozwiązanie.

Każdy zawodnik też inaczej się rozwija, dochodzi aspekt wieku biologicznego…

– Moglibyśmy długo o tym rozmawiać, a i tak ciężko byłoby znaleźć odpowiedź, która by wszystkich zadowoliła.

Czy Paweł Pęczak w przyszłości widzi siebie jako trenera drużyny seniorów, czy raczej przy pracy z młodzieżą?

– Tego nawet najstarsi górale nie pamiętają, ale już pracowałem jako trener seniorów. Byłem grającym trenerem w GKS-ie II Tychy. Awansowaliśmy z A-klasy do klasy okręgowej. Śmiałem się, że zrobiłem awans w swoim debiucie trenerskim. Jednak nie ma co tego porównywać. Mówię o tym w ramach zabawnej ciekawostki. Wracając do pytania, widzę siebie tu i tu. Myślę, że poradziłbym sobie w piłce juniorskiej i seniorskiej. Czas pokaże, gdzie wyląduję.

A sportowe ambicje, aspiracje?

– Aż tak daleko nie wybiegajmy. Robię to, co kocham. Jestem w Akademii Lechii Gdańsk, spełniam się jako trener. Wykonuję swoją robotę najlepiej jak potrafię, a czas pokaże, gdzie w przyszłości wyląduje Pęczak.

ROZMAWIAŁ ARKADIUSZ DOBRUCHOWSKI

Fot. Newspix