Weszło Junior

18-letni uchodźca, który strzela bramki w Serie A. Musa Juwara i jego historia

Młody chłopak ucieka z Gambii, przez kilka afrykańskich państw i wraz z innymi przeprawia się przez Morze Śródziemne do Włoch. Po to, by kilka lat później zdobyć swoją pierwszą bramkę w Serie A. Czy to scenariusz filmu z gatunku science-ficton? Nie, ta historia wydarzyła się naprawdę.

Musa Juwara od początku nie miał łatwo. Urodził się w kraju rządzonym przez bezwzględnego dyktatora Yayhę Jammeha, który władzę zdobył w 1994 roku wskutek bezkrwawego zamachu stanu. – Jammeh, jako prezydent, był oskarżany o nadużywanie władzy, ograniczanie swobód obywatelskich i łamanie praw człowieka. W czasie jego prezydentury kilkakrotnie dochodziło do prób przewrotu wojskowego – czytamy w niezawodnej w takich chwilach Wikipedii.

QUIZ: Co wiesz o młodzieżowcach w Serie A? >>

Gambia należy do najbiedniejszych państw świata. Gospodarka kraju opiera się głównie na rolnictwie oraz turystyce, a to wszystko przez bliskość Oceanu Atlantyckiego. Marzeniem afrykańskich dzieci jest, żeby trafić na Stary Kontynent. Tutaj widzą szansę na lepsze życie. W ogóle na życie, które nie polega tylko na tym, żeby przetrwać kolejny dzień.

Jemu się udało, ale nie wszyscy mają to szczęście. Trzeba mieć w sobie ogrom determinacji, żeby w wieku zaledwie 14 lat przebyć drogę przez kilka afrykańskich państw, a potem wsiąść z setką innych osób na łódź płynącą do Europy.

Chociaż, czy miał inne perspektywy?

Nie wiadomo dokładnie, jak wyglądały losy rodziny Gambijczyka. Niektóre źródła podają, że żył z matką, według innych – był sierotą. Na pewno miał dziadka, który pomógł wnukowi w tym, żeby ten miał szansę na poprawę swojego bytu.

10 lipca 2016 roku – tę datę Musa Juwara zapamięta do końca swojego życia. Właśnie wtedy transport z nim na pokładzie, podczas przeprawy przez Morze Śródziemne, natrafił na łódź niemieckiej organizacji pozarządowej, która pomogła uchodźcom w bezpiecznym dotarciu do włoskiej Messyny.

Pierwsza część planu się udała – Juwara znalazł się w Europie. Pozostało jeszcze tylko poradzić sobie samemu na obcym kontynencie, bez znajomości języka oraz bliskich. Gambijczyk znalazł się w ośrodku dla uchodźców w miejscowości Ruoti. I to właśnie tam spotkał osobę, której zawdzięcza chyba najwięcej.

Vitantonio Summa wiódł raczej spokojne życie. Włosi kochają piłkę nożną, a on się w ten trend wpasowywał. Lubił szkolić młodzież i tym też się zajmował w szkółce Virtus Avigliano. Dostrzegł talent Musy i został jego pierwszym trenerem. To nie wszystko, bo tak się przywiązał do tego chłopaka, że ten… zamieszkał w jego domu, a niedługo później wraz z żoną Loredaną zostali jego nowymi opiekunami prawnymi.

Summa zauważył, że młody napastnik ma talent. Był nawet na testach w Interze Mediolan i Juventusie, ale na testach się skończyło. Chciało go Chievo, które oferowało za jego transfer 50 tys. euro, ale na przeszkodzie stanęło prawo. Dlaczego? Według włoskich przepisów nie można podpisać kontraktu z nieletnim zawodnikiem z innego kontynentu bez udziału biologicznych rodziców. Taka polityka ma na celu ograniczenie pozyskiwania masowo młodych uchodźców z Afryki. W jego przypadku było to naturalnie niemożliwe.

Ostatecznie jednak trafił do klubu z Werony, dzięki Vitantonio i Loredanii, którzy stali się jego rodziną zastępczą. Zaczął występować w rozgrywkach juniorskich, gdzie zaliczył bardzo udane wejście do drużyny – w pierwszych trzech meczach zdobył cztery gole.

Urodzony w Tujereng zawodnik w Serie A zadebiutował w ostatniej kolejce ubiegłego sezonu. Rywalem Chievo było Frosinone, a nastolatek rozegrał wówczas 11 minut. Latem czekały go duże zmiany – przeniósł się do Bologni, co było awansem sportowym.

Dalej występował głównie w Primaverze, ale otrzymywał coraz więcej szans na grę w pierwszym zespole. O chłopaku z Gambii zrobiło się naprawdę głośno przy okazji jego pierwszej bramki we włoskiej ekstraklasie.

– Przede wszystkim chcę podziękować trenerowi, bo zasługuje na słowa uznania za posłanie do gry z Interem tak młodego człowieka, jak ja. Następnie pragnę zadedykować tę bramkę mojej rodzinie i tym, którzy pomogli mi tutaj dotrzeć – powiedział po meczu Juwara.

Świat poznał historię 18-latka, który by znaleźć się na San Siro i pokonać Samira Handanovicia, musiał wiele w życiu przejść. Przykład Juwary udowadnia, że w życiu wszystko jest możliwe – trzeba tylko tego bardzo chcieć. Z przyjemnością śledzić będziemy jego losy.

Fot. Newspix