Weszło Junior

Zazdrość u starszych, uśmiech i radość u młodszych. 2 milionów młodszych

Często pytamy zawodników w cyklu “Piłkarskie dzieciństwo” o to, jak wyglądały turnieje młodzieżowe w ich czasach. Odpowiedzi padają różne, ale wszyscy podkreślają, że zazdroszczą dzisiejszym dzieciakom…

Nie odkryjemy Ameryki mówiąc, że kiedyś było inaczej. Chłopcy spędzali całe dnie na zewnątrz, grając w piłkę do momentu, gdy mama kazała im wracać do domu lub zrobiło się na tyle ciemno, że futbolówki nie było już widać.

Boiska? Beton albo żwir. Upadek na taką nawierzchnię nie należał do najprzyjemniejszych. Wszyscy się cieszyli, gdy mogli zagrać na trawie, bo na co dzień nie było takich luksusów.

Byli piłkarze, z którymi rozmawiamy, wychowywali się przeważnie w latach 80. Jak Polska długa i szeroka, tak wszędzie było dosyć podobnie. Własne podwórko było dla nich najważniejszym miejscem na świecie.

W tamtych czasach organizowano m.in. Turnieje Dzikich Drużyn. Łowcy piłkarskich talentów chodzili po boiskach i obserwowali setki dzieciaków – najlepsi byli zapraszani na treningi do klubów.

Były też inne inicjatywy skierowane dla młodych piłkarzy. Międzynarodowy turniej im. Adama Grabki jest organizowany przez Wisłę Kraków od 1988 roku. Kilka lat później rozpoczęto też zawody im. Marka Wielgusa.

Turniej “Z Podwórka na Stadion” powstał w 2000 roku, ale na początku był tylko jednym z wielu. Organizowano go w Krasnymstawie, gdzie rozgrywki toczyły się na kilku boiskach jednocześnie.

Co się wydarzyło, że dzisiaj to jest największy turniej dla dzieci na całym Starym Kontynencie? Wiele zmieniło się od czasu, gdy sponsorem tytularnym została marka “Tymbark”.

Byłem w zeszłym roku na finałach wojewódzkich w Chorzowie i z zazdrością patrzyłem na te dzieciaki, bo porównywałem rozgrywki tego Turnieju do moich rozgrywek osiedlowych, w których musieliśmy sami sobie robić numery na koszulkach. Tutaj wszyscy są pięknie ubrani, drużyny występują w jednakowych koszulkach. Niczego nie brakowało, organizacyjnie było perfekcyjnie. I ten magiczny stadion… Czy czegoś więcej trzeba? Uśmiech na twarzach chłopców i dziewczynek mówił sam za siebie – mówił nam Radosław Gilewicz.

Miałem przyjemność być osobiście na tym Turnieju. Było to trzy lata temu, bodajże Arek Milik wręczał wtedy dzieciakom nagrody na Finałach Ogólnopolskich. Za moich czasów nie było takich inicjatyw. Były różne turnieje dla dzieci, ale to w ogóle nieporównywalna skala, nieporównywalne wydarzenie. Dla tych dzieciaków możliwość gry na Stadionie Narodowym musi być fantastyczną sprawą – uważa Błażej Telichowski.

Na pewno dzisiaj inicjatywy sportowe dla dzieci i młodzieży są większe, bardziej medialne, grają w nich coraz lepsze drużyny. Niech mi pan uwierzy, że dla mnie, moich kolegów z młodości i teraz wszystkich chłopców, takie turnieje, to są najlepsze przeżycia z młodości. One zapadają w pamięć. Nieraz jechaliśmy autobusem przez kilkanaście godzin, braliśmy udział we dwudniowych zawodach i wracaliśmy do domu. To są piękne przeżycia – wspomina Damian Dąbrowski.

Jesteśmy obecni na różnych turniejach w całym kraju. I mamy mniejsze lub większe porównanie. Jasne, pod względem poziomu rozgrywek, na początkowych szczeblach bywa różnie. Ale chodzi głównie o to, żeby dać szansę każdemu. Taką szansę otrzymało przez te wszystkie lata ok. 2 miliony dzieci.

Na Stadionie Narodowym występują tylko najlepsi z najlepszych – dorosła reprezentacja, finaliści Pucharu Polski oraz… chłopcy i dziewczynki z Turnieju. Niektórzy piłkarze przez lata grają w Ekstraklasie, oglądamy ich mecze w telewizji, ale nigdy nie trafili na ten obiekt. 10- i 12-letnie dzieci mają taką okazję.

Takie wspomnienia zostają na całe życie. Sama gra na Stadionie Narodowym jest wielkim przeżyciem, a dodatkowo zwycięzcy poszczególnych kategorii wiekowych w nagrodę spotykają się z reprezentantami Polski. Arkadiusz Milik, dzisiaj napastnik włoskiego Napoli, kilkanaście lat wstecz sam brał udział w Turnieju. To żywy przykład, że można. Ale chłopców, którzy trafili z podwórka na stadiony jest więcej.

Ubolewamy nad tym, że nie udało się dokończyć XX edycji Turnieju. Miało być z pompą, jubileuszowo, ale wszystko pokrzyżowała pandemia. Jesteśmy jednak przekonani, że za rok emocji będzie podwójna dawka. Już teraz czekamy na nią z niecierpliwością!

BARTOSZ LODKO