Wywiady

“Od najmłodszych lat trzeba uświadamiać dzieci, że systematyczny trening przyniesie postępy”

Pamiętacie jeszcze Marcina Kusia? Siedmiokrotnego reprezentanta Polski, byłego piłkarza takich klubów jak QPR, Torpedo Moskwa, Basaksehir Stambuł, Lech Poznań, Ruch Chorzów czy Polonia Warszawa, który w Ekstraklasie rozegrał 136 meczów? Kuś kilka lat temu założył szkółkę piłkarską w Olsztynie i prowadzi zajęcia z najmłodszymi adeptami piłki nożnej. W rozmowie z nami przedstawił swoją wizję szkolenia, wyjaśnił, dlaczego nie wprowadza elementów z bajek i świata fantasy do treningu przedszkolaków i w jaki sposób stara się wychowywać młodych ludzi poprzez piłkę nożną. Zapraszamy na obszerną rozmowę z byłym obrońcą drużyny narodowej.

Jak wygląda “życie po życiu” Marcina Kusia? Czy trudno było się panu odnaleźć w nowej rzeczywistości po zakończeniu kariery piłkarskiej? Czy od razu wiedział pan, co chce robić w przyszłości?

– Gdy grałem zawodowo w piłkę, kiełkował już w głowie taki pomysł, żeby założyć szkółkę. Jednak stało się to dopiero po jakimś czasie. A wpływ na taki ruch miał mój 4-letni synek Aleks, który chciał grać w piłkę. Postanowiłem, że powołam do życia akademię i będzie on trenował pod moim okiem. Od tego się wszystko zaczęło.

Dlaczego w Olsztynie? Trudno znaleźć to miasto w pańskim piłkarskim CV.

– Dlatego, że żona pochodzi z Olsztyna. Gdy grałem w piłkę za granicą i wracałem do Polski na urlop – wybór zawsze padał na Olsztyn. To była taka nasza siedziba. Teraz, od pięciu lat, mieszkamy w tym mieście i bardzo je sobie chwalę. Oczywiście z Warszawą cały czas jestem związany. Stamtąd pochodzę i tam się wychowałem, dlatego też często pojawiam się w stolicy.

Dlaczego zdecydował się pan założyć szkółkę piłkarską? Na to wpływ miał tylko kilkuletni syn? Nie chcieliście go wraz z żoną posłać do np. Stomilu lub innych szkółek w tym mieście?

– Robiłem delikatne rozeznanie a propos szkółek i akademii w Olsztynie. Są tutaj kluby, które fajnie wykonują pracę z dziećmi, ale chciałem spróbować swoich sił jako trener. I można powiedzieć, że w tym się odnajduję. Po prostu chciałem przekazać młodym dzieciom swoje doświadczenie, które nabyłem przez wiele lat grania w piłkę. U mnie w szkółce są nawet czteroletni chłopcy. Oczywiście na początku na tych zajęciach jest zabawa, ale pojawiają się też w najmłodszych kategoriach wiekowych elementy piłkarskie.

Szkółka powstała w 2016 roku. Jak wyglądały początki? Swoją osobą wzbudził pan od razu zainteresowanie w Olsztynie? Rodzice chętnie przyprowadzali dzieci na zajęcia?

– Na początku zainteresowanie było umiarkowane. Na to też składa się fakt, że nie pochodzę z Olsztyna. Poza tym w tym mieście są szkółki, które funkcjonują od wielu lat. Rynek jest klarowny. Olsztynianie wiedzą, kto i jak prowadzi zajęcia. Dlatego w mojej szkółce wszystko działo się powolutku, ale cały czas dochodziły nowe dzieciaki. Obecnie w Akademii Marcina Kusia mamy 60 dzieci, w różnym wieku. Pocztą pantoflową to się szybko rozchodzi – wiadomo kto jak pracuje, jakich ma trenerów, jakie podejście do dzieci itd.

A dzieci, które przychodzą na pierwszy trening od razu wiedzą, kim był Marcin Kuś? 

– Chyba wiedzą (śmiech). Teraz w internecie można wszystko znaleźć. Rodzice to sprawdzają i przekazują te informacje swoim pociechom – kim ja jestem, co robiłem i gdzie grałem. Dosyć często dzieci podejmują tematy mojej kariery piłkarskiej. Pytają się, czy grałem z tym zawodnikiem lub innym. Albo czy grałem w FC Barcelonie (śmiech). Dzieci czasem potrafią rozbawić do łez swoimi pytaniami.

Zaznacza pan, że wiele jest szkółek w Olsztynie. W takim razie, co wyróżnia Akademię Marcina Kusia na rynku lokalnym?

– Nie jesteśmy szkółką, która ma setki dzieciaków. Można powiedzieć, że jesteśmy kameralną szkółką. Nie jesteśmy nastawieni na masowość. Nie ma u nas cyklicznych naborów. W każdej chwili może ktoś do nas dołączyć. Chcesz spróbować swoich sił? Możesz przyjść na trening i zobaczyć, jak to wygląda. Nie zamykamy drzwi przed nikim. Dajemy szansę spróbowania piłki nożnej każdemu, kto się do nas zgłosi.

Sporo było takich przypadków w historii, gdzie byli piłkarze zakładali szkółki piłkarskie po to, żeby czerpać z tego zysk. Czy aspekt finansowy też pan brał pod uwagę przy rozpoczynaniu pracy ze swoją akademią?

– Aspektu finansowego w ogóle nie brałem pod uwagę. Mam inne źródła dochodu. Szkółka to moja pasja i hobby. Wiadomo, że na początku trzeba było trochę zainwestować pieniędzy, m.in. w odpowiedni sprzęt. Ale oczywiście zawsze jest lepiej, gdy działalność przynosi jakikolwiek przychód, żeby po prostu do tego nie dokładać.

Jaki pomysł na szkolenie dzieci i młodzieży ma Marcin Kuś? 

– Na pewno chcę dać dzieciakom grać. Są zasady w akademii, które rodzicom przedstawiamy przed każdym sezonem. Rodzice wiedzą, że mogą obserwować z bliska trening, aczkolwiek podczas zajęć nie ma żadnego kontaktu z dziećmi – odpada podpowiadanie i dyrygowanie nimi. Te zasady tyczą się wszystkich w naszej szkółce. Staramy się też cały czas przekazywać dzieciom zasady fair play. Trzeba zdać sobie sprawę, że trening piłkarski to jest ważna rzecz, ale to są małe dzieci i trzeba zaznaczyć, że nasi trenerzy są wychowawcami. Fajnie, jak się wychowa zawodowego piłkarza. Jednak jeszcze fajniej jest, jak się wychowa porządnych ludzi.

W jaki sposób chcecie wychowywać i kształtować charaktery u tych młodych ludzi? Macie jakieś narzędzia czy sposoby, aby to robić?

– Myślę, że dodatkowe narzędzia nie są potrzebne. Z tego względu, że trening piłkarski, jak sama nazwa wskazuje, to piłka nożna. Oczywiście obecnie pojawiają się różne trendy, żeby wprowadzać dzieci do tego sportu przez świat bajek i fantazji. Nie jestem tego zwolennikiem. Wydaje mi się, że dzieci mają obecnie spory dostępu do wszelkiego rodzaju smartfonów, tabletów i konsol. Uważam, że dodatkowe wprowadzanie ich do świata bajek w treningu piłkarskim jest zbyteczne. Dostępnych jest wiele publikacji, w których można znaleźć fajne gry i zabawy dla najmłodszych. Dlatego uważam, że wprowadzanie do tego jeszcze Batmana czy innych superbohaterów jest niepotrzebne. Dzieci przychodzą na trening, żeby się poruszać, zdobyć wszelkiego rodzaju sprawności, pobawić się, rywalizować z rówieśnikami i nawiązać przyjaźnie. Moim zdaniem inne narzędzia nie są potrzebne. Oczywiście my, jako trenerzy cały czas się szkolimy. Jeździmy na różne warsztaty i konferencje. Nie tylko związane z trenowaniem, ale też wchodzą w grę aspekty psychologiczne. Cały czas się rozwijamy.

W rozmowie z “Przeglądem Sportowym” powiedział pan, że “gra w piłkę ma cieszyć, a do tego kształtować charakter”. Pana zdaniem w jaki sposób ma to na siebie oddziaływać?

– Kształtowanie charakteru następuje poprzez samodyscyplinę. Wiadomo, że ciężko mówić o samodyscyplinie, gdy dziecko ma kilka lat. Jednak to z czasem się wypracowuje. Im starszy zawodnik, tym będzie bardziej świadomy swojego celu. Ja bardzo dużo czerpię ze swojego przykładu. Zaczynałem grać w piłkę, mając 9 lat. Miałem marzenia, żeby zagrać w Milanie czy Barcelonie. Każdy chłopiec tak miał. Później stawiałem malutkie kroczki do przodu. Przeszedłem przez całą drabinkę szkolenia w Polonii Warszawa. Później pojawiła się druga drużyna, która występowała w III lidze. Aż w końcu doszedłem do Ekstraklasy. Trzeba włożyć w to dużo wysiłku i pracy, i mieć w tym wszystkim trochę szczęścia. Staramy się to przekazywać dzieciom na każdym kroku, że nic łatwo nie przyjdzie. Trzeba włożyć w to dużo wysiłku, samozaparcia, samodyscypliny, samokontroli i obowiązkowości, żeby do czegoś dojść. Czasami może się wydawać, że nasz cel to mała rzecz. A trzeba wiele poświęcić, żeby to osiągnąć.

W założeniu Akademia Marcina Kusia ma szkolić młodych adeptów piłki nożnej do jakiego wieku?

– Na obecną chwilę wygląda to tak, że chcemy szkolić do wieku młodzika. Co będzie dalej? Zobaczymy, co przyniesie czas, bo prowadzenie starszych roczników wiążę się z dodatkowymi kosztami. Gdy drużyna będzie fajnie się rozwijała, będzie podróżować w dalsze miejsca. Potrzeby będą rosły. Jeżeli na naszej drodze nie znajdzie się partner lub partnerzy, którzy nie wesprą na finansowo, podejrzewam, że my, jako szkółka nie będziemy w stanie tego sami udźwignąć. Niestety, może dojść do takiej sytuacji, że będziemy musieli podjąć współpracę z większymi klubami np. Stomilem Olsztyn.

Rozumiem, że na razie nie macie takiej wizji, co będzie działo się później z tymi młodymi zawodnikami?

– Na takie rozważania jeszcze jest za wcześnie. Rocznik, który w naszej szkółce jest fajny i wyrównany, to 2011, czyli jeszcze czasu jest sporo. Jednak myślę, że niebawem będzie trzeba coś zaplanować.

Mówiliśmy o rozwoju piłkarskim. Pan mówił wcześniej, że do waszej szkółki może przyjść każda osoba, na każdym etapie szkolenia. Nie zamykacie furtki przed nikim. Jednak, żeby ten rozwój był widoczny, najlepsi powinni trenować i rywalizować z najlepszymi. Do tego też trzeba zaliczyć jednostkę treningową, którą trenerzy ustalają pod względem poziomu grupy. Trudno to zrobić, gdy na treningu pojawi się dziecko, które nigdy nie trenowało, a w grupie będą chłopcy z kilkuletnim doświadczeniem. W jaki sposób staracie się działać, żeby wyróżniający się chłopcy nie tracili czasu na treningu, z uwagi na kolegów, którzy dopiero zaczynają?

– Występuje u nas podział na grupy wiodące i początkujące. Gdy przychodzi do nas nowy zawodnik lub zawodniczka – przyglądamy się przez kilka treningów. Wiadomo, że w przypadku osób, które nigdy nie grały w piłkę, na pierwszy rzut oka widać, że są początkujące. Jednak, gdy przychodzi chłopiec, który jakiś czas już trenuje – dajemy mu chwilę czasu, sprawdzamy go i później jest przydzielany do odpowiedniej grupy.

Przy tak niewielkiej liczbie zawodników w klubie, jesteście w stanie tworzyć dwie grupy na jeden rocznik?

– Skupmy się na wspomnianym roczniku 2011. Tam w grupie wiodącej jest szesnastu chłopców dobranych przez nas. Mamy też kilku innych zawodników z tego samego rocznika, którzy trenują w grupie mieszanej, gdzie są też dzieci urodzone w 2010 roku.

Ile macie w sumie grup treningowych?

– Mamy cztery grupy treningowe. W grupach jest od 16 do max 20 osób. Na każdych zajęciach jest po dwóch trenerów. Trenujemy od dwóch do trzech jednostek w tygodniu. Do tego też jeszcze dochodzi dodatkowy trening motoryczny. Ja pracuję przy każdej z grup i mam zatrudnionych trzech asystentów.

Na waszej stronie internetowej jest taka zakładka, jak “piłkarskie urodziny”. Niech pan powie coś o tej inicjatywie.

– Od jakiegoś czasu panuje taki trend, że urodziny dziecka wyprawia się w takich miejscach jak park trampolin czy różnego rodzaju bawialniach. Wpadliśmy na pomysł, żeby zorganizować je na boisku. Oczywiście z tortem i drobnym poczęstunkiem. Potem jest możliwość przejścia z dzieciakami na boisko i przeprowadzenia zajęć sportowych. To nie tylko piłka nożna. Aczkolwiek też wprowadzamy różne zabawy, jak mierzenie szybkości strzału czy inne konkursy. Z uwagi na obecną sytuację, ten projekt jest zawieszony.

Odbywa się to w ramach treningu?

– Nie, to jest poza ramami treningu. Przeważnie spotykamy się w sobotę i spędzamy wspólnie czas przez dwie godziny.

Czy inne tego typu projekty wdrażacie do szkółki? Urozmaicacie swoją ofertę dla zawodników?

– Mamy jeszcze projekt skierowany do przedszkoli. Współpracujemy już od trzech lat z jednym z przedszkoli w Olsztynie, gdzie prowadzimy zajęcia dla dzieci. One nazywają się piłkarskimi, ale są to zabawy z różnymi piłkami – małymi, dużymi, miękkimi.

Macie jakiś długofalowy plan na szkółkę? Macie jakiś cel do którego chcecie dążyć?

– Nie ukrywam, że dla mnie będzie to duży sukces, jeżeli doprowadzę chłopca/-ów do piłki seniorskiej. Wiem, że to jest długa droga i często wyboista. To nie jest takie łatwe, jak wielu osobom się wydaje, że trochę się potrenuje i za moment znajdzie się ekstraklasie. To nie jest takie proste. Plany może i są, ale wiadomo, że w Olsztynie jest spory problem z infrastrukturą. Są boiska typu orlik i jedno boisko pełnowymiarowe ze sztuczna trawą. I to jest wszystko. Nic więcej tu nie ma. Nawet Stomil Olsztyn ma problemy z bazą, żeby mogli trenować seniorzy i grupy młodzieżowe.

Często pojawiają się głosy, że na ten początkowy etap szkolenia jest najważniejszy u małego piłkarza. I tam powinni pracować ludzie, którzy już są doświadczonymi szkoleniowcami lub byłymi piłkarzami. A zazwyczaj bywało tak, że do najmłodszych grup przydzielano najmłodszych, początkujących trenerów. Czy zgadza się pan z tą tezą?

– Też podzielam ten pogląd, który pan przytoczył. Pamiętam, że w Holandii jest tak, że zawodnicy, którzy kończą swoją przygodę z piłką i chcą od razu zostać trenerami – nie idą od razu do najstarszych grup wiekowych w akademii, tylko zaczynają od najmłodszych roczników. To polega na pewnym ukształtowaniu dzieci, żeby nie powielały złych nawyków. Dla dziecka też jest ważny pokaz. Obecnie na kursach trenerskich pojawiają się różne osoby – grające w niższych ligach lub nieobyte w tym sporcie. Widać na tych kursach, kto miał styczność z piłką na poważniejszym poziomie. Zgadzam się z tym, że powinni się najmłodszymi zajmować trenerzy, którzy mają już jakieś doświadczenie. A nie ci, którzy dopiero co skończyli kurs, nigdy nie grali w piłkę a zawodu uczą się na najmłodszych dzieciaczkach.

A propos tematu byłych piłkarzy. Co może przekazać Marcin Kuś dzieciakom, które dopiero zaczynają grać w piłkę?

– Na początkowym etapie zaznaczam, że nic łatwo nie przyjdzie. Na pewno trzeba uświadamiać dzieci już od najmłodszych lat, że systematyczny trening przyniesie postępy. Nic samo nie przyjdzie. Bardzo często jest tak, że dzieciaki zniechęcają się do treningu, gdy pojawia się jakaś nowa rzecz. Moja rola w tym, żeby ich mobilizować i z nimi dużo rozmawiać. Często przytaczam taki przykład związany z wszelkiego rodzajami gier na konsolach. Gdy zaczynali grać, też im wszystko nie wychodziło. Jednak, gdy systematycznie grali w daną grę, to opanowywali pewne poziomy. W dużej mierze dzieciaki mi przyznają rację. Tak się dzieje. Odnoszę się do ich świata komputerowego.

Był pan obrońcą. Czy aspekty defensywne są i będą bardzo ważne w pracy trenera Kusia? Oczywiście mam na myśli starsze kategorii wiekowe, bo u dzieci jest najważniejsza zabawa, a nie nauka ofensywy czy defensywy.

– Na pewno to jest ważny aspekt, jak i atakowanie, fazy przejściowe itd. Wydaje mi się, że jest mi łatwiej zaobserwować i dopieścić zachowania u zawodników, które są nieprawidłowe. Poprzez pytania naprowadzające zawodnik potrafi się odpowiednio ustawić i zachować w danej sytuacji, która jest podczas treningu czy meczu. Czy będziemy kładli specjalny nacisk na defensywę? Wydaje mi się, że nie, bo będziemy patrzeć kompleksowo na wszystko, co jest potrzebne do gry w piłkę. Aczkolwiek doświadczenie pomaga i będzie mi pomagać.

A czy działacie według jakiegoś modelu szkolenia? 

– Czerpiemy z publikacji, które przygotował PZPN. Wiadomo, że dochodzi też do tego nabyte doświadczenie. To nie jest tak, że przełożyliśmy sobie w 100% to, co jest w tych materiałach PZPN-u. Mamy ten program zmodyfikowany pod siebie. Wybraliśmy sobie rzeczy, które nam pasują i wprowadzamy je do treningu.

A czy przystąpiliście do programu certyfikacji dla szkółek PZPN?

– Nie, gdy wystartował ten program, nie zdecydowaliśmy się przystąpić do niego. Może to się zmieni w przyszłości.

Co sądzi pan o tym programie?

– Uważam, że pozytywem jest to, że PZPN zdecydował się wprowadzić taki program. Jednak to jest coś nowego. Dowiedziałem się od kolegów, którzy w tym uczestniczą, że jest tam jeszcze wiele rzeczy do poprawienia. Fajnie, że coś takiego powstało. I jestem wręcz przekonany, że będzie to modyfikowane na bieżąco. Początki zawsze są trudne.

Dlaczego nie zdecydowaliście się wziąć udziału? Z uwagi na formalne sprawy? Czy nie chcieliście iść w nieznane?

– Chyba ta druga opcja. Wiadomo, że wszystko, co nowe, jest niepewne. Z relacji kolegów widzę, że mieliśmy rację. Bo jest jeszcze wiele rzeczy do wypracowania w tym programie.

Wielokrotnie pan się wypowiadał w samych superlatywach o Turnieju “Z Podwórka na Stadion o Puchar Tymbarku”, do którego zgłasza pan regularnie swoje zespoły. Jak pan zareagował informację, która gruchnęła kilka dni temu, że nie odbędzie się XXI edycja?

– Na pewno jest to przykra wiadomość. Jednak trzeba zrozumieć to, w jakiej sytuacji znajduje się obecnie cały świat w obliczu pandemii. Szkoda, bo to jest fajny turniej. Świetnie zorganizowany, fajny sponsor, a dzieciaki mogły sobie po rywalizować. Miejmy nadzieję, że odbędzie się kolejna edycja Turnieju.

Czy widzi się pan w przyszłości jako trener seniorów? Czy jednak praca z dziećmi to jest coś, co chciałby pan robić przez długi, długi czas? 

– Wiele osób się pyta czy nie chciałbym pracować z seniorami. Na obecną chwilę jestem przy dzieciakach w różnym wieku. Jeżeli chciałbym podjąć pracę, wiążę się to z licznymi wyjazdami. A praca trenera jest niepewna. Gdy są wyniki, jest wszystko okej. Gdy ich nie ma, można z dnia na dzień stracić pracę. Kilka razy w życiu już się przeprowadzałem. Można powiedzieć, że mieszkałem na walizkach, więc nietęskno mi do tego. Nie mówię też, że nigdy tego nie spróbuję. Nie wiem. Zobaczymy, co przyniesie przyszłość.

Czy z przebiegu swojej kariery zawodniczej jest pan w pełni zadowolony?

– Poruszając ten temat, musielibyśmy trochę dłużej porozmawiać (śmiech). Z tego względu, że moje zdrowie w trakcie kariery mi nie pomagało. Mam za sobą kilka operacji w najmniej oczekiwanych i nieodpowiednich momentach. Biorąc pod uwagę wszystkie moje urazy i zabiegi, muszę być zadowolony z tego, co osiągnąłem. Bo grałem w klubach zagranicznych. Wystąpiłem w meczach pierwszej reprezentacji Polski. Może nie rozegrałem tyle spotkań, ile bym chciał i sobie tego życzył, ale wiadomo, że życie szybko weryfikuje plany i marzenia. Jednak muszę powiedzieć, że po moich przejściach zdrowotnych, muszę być zadowolony. Nie mam na co narzekać.

A czy skutki tych urazów odczuwa pan po dziś dzień?

– Obecnie nie jestem aż tak aktywny, jak w momencie, gdy trenowałem codziennie na wysokich obciążeniach. Zatem jest okej. Nadal jestem aktywny. Czasem nawet w piłkę pogram. Gram w tenisa, rower też wchodzi w grę. Gdy czasem mnie trochę poniesie, to odczuję tego skutki. A to w kolanie coś strzyknie albo w kręgosłupie coś zaboli. Jednak wiem, że inni w moim wieku mają gorzej.

ROZMAWIAŁ ARKADIUSZ DOBRUCHOWSKI

Fot. Newspix, Akademia Piłkarska Marcina Kusia/Facebook