Blogi i felietony

Wtorkowa rozgrzewka z Mamczakiem: nie na raz

Ostatnio gdzie tylko się nie pojawię, otrzymuję jedno pytanie. Czy to na kursach trenerskich, czy na konferencjach, czy w radiu, przed nagraniem “Jak Uczyć Futbolu“. Na treningach, podczas reportaży – wszyscy pytają mnie o to samo: czy zamierzam wrócić do trenerki?

Liczba tych pytań w ostatnim czasie mocno wzrosła ze względu na kurs UEFA A, który po mega intensywnym wrześniu doprowadziłem praktycznie do końca.

O swoich dylematach związanych z trenerskim życiem pisałem na koniec roku 2019. Co zresztą obiło się dość szerokim echem, pomimo daty premiery tekstu – w sylwestra. I w zasadzie od tego czasu niewiele się zmieniło. W telegraficznym więc skrócie: w najbliższym czasie nie mam planów powrotu do czynnego prowadzenia jakiejś drużyny piłkarskiej.

Po co robiłem więc UEFA A? Dla własnego rozwoju, poszerzenia horyzontów, zdobycia nowej wiedzy i sprawdzenia tego, w jaki sposób najbardziej ekskluzywne kursy, spośród tych organizowanych przez wojewódzkie związki piłki nożnej, wyglądają od kulis. (Tak, obiecany reportaż na temat kursu, który odbywałem w Katowicach, niebawem pojawi się też na Weszło Junior).

Jakiś czas temu analizowałem swoje cele (takimi właśnie rzeczami zajmuje się człowiek pracujący w XXI wieku). I zupełnie nie trafia do mnie to, o czym czytałem w kilku mądrych książkach. Strategia w stylu: określ swój życiowy, długoterminowy cel, potem podziel go na kawałki (cele etapowe), a na koniec wyznacz zadania, które doprowadzą cię do realizacji najmniejszych kolejnych kroków.

Próbowałem, próbowałem i nic mi z tego nie wychodziło. Teoria ta wydaje mi się więc mocno chybiona. Choć zdaje się, że w jakiś sposób popiera ją nauka i psychologowie, więc nie będę się w tym miejscu zbytnio rozdrabniał. Może niektórym się sprawdza? U mnie zupełnie nie działa.

Nakreśliłem jednak wartości, które są dla mnie istotne. Sporo się mówi o zdrowiu, o rodzinie, o pasji. Ale czym one są dla ciebie? Jakbyś je zdefiniował? Kiedy dbasz o odpowiednie relacje i twój lifestyle jest taki, że nie odbija się na twoim złym samopoczuciu? Czy w ostatecznym rozrachunku nie doprowadza cię do zbyt częstych wizyt u lekarza?

Wydaje mi się, że zdefiniowałem to sobie dość precyzyjnie. I od tego czasu obserwuję.

Obserwuję więc w jaki sposób realizuję to, co sobie nakreśliłem, a podejmuję się kolejnych wyzwań lub inne odpuszczam w oparciu o ustaloną hierarchię. A jeśli czasami zajaram się jakimś tematem, to zanim w niego wejdę na całego, analizuję. Analizuję za i przeciw. Wtedy często spoglądam na tę swoją listę.

Po zajęciach w mikrogrupach i kilku treningach, w których wziąłem czynny udział, wiem, że chęć regularnej praktyki jest wewnątrz mnie bardzo duża. Ciągnie mnie, żeby sprawdzić swoje przemyślenia na żywym materiale, by zweryfikować to, o czym słucham co czwartek w radiu.

Raz jeszcze więc, jak we wspomnianym wyżej sylwestrowym felietonie, pragnę podkreślić, że bardzo chciałbym trenować. Ale dzisiaj wiązałoby się to z decyzją, na którą mnie nie stać. Bo tu wracamy do listy…

Nie zakładam, że chciałbym pracować z najmłodszymi rocznikami. Raczej wyłącznie interesuje mnie piłka 11-osobowa. Układ więc z minimum czterema treningami i meczem w weekend. Jak wiadomo, zajęcia w znacznej większości odbywają się późnymi popołudniami. Na szali znajduje się zatem dziś kontakt z moimi dziećmi.

Abstrahując od głębszych przemyśleń, konieczność wyjazdu około 16:00 na trening i powrót w okolicach 20:00, to dziś jedyny czas, który spędzam z córkami. Jedna ma cztery lata, druga kończy dwa i pół, ale w domu nie ma ich za wiele – z przedszkola wracają przecież przed trzecią.

Jeśli dołożymy do tego trenerskie obowiązki ojca, zostanie nam niedziela. I tu jestem trochę jak Król Julian z Madagaskaru. Dla mnie to mało.

Znów – stwierdzić można, że to wygodna wymówka. Ale intuicja podpowiada mi, że tego czasu nie chcę stracić. Choć nie zawsze jest on tak efektywny, jakbym tego chciał, to jednak jest. Gdyby go nie było… no, nie wyobrażam sobie, by go właśnie nie było. Tutaj każdy powinien powrócić do pytania sprzed kilku wersów – na ile ważna jest dla ciebie rodzina? W jaki sposób definiujesz poprawne relacje ze swoimi dziećmi? Każdy ma swoją granicę, którą ustawia w zupełnie innym miejscu. Mając do tego święte prawo. Moja jest po prostu dzisiaj zbyt cienka. Dlatego nie ma mnie jeszcze na boisku.

Ale mam coś na pocieszenie. Dla siebie. Bo to, że odpuszczam, to ciągle opcja tymczasowa. Wiem, że dzisiejsze realia za chwilę będą zgoła odmienne. Za chwilę dzieci będą później chodziły spać i temat się rozwiąże. Jeszcze później i tak nie będzie ich w domu w czasie moich treningów, bo przecież same będą coś trenowały albo chodziły na lekcje tańca, basen i dodatkowy hiszpański (broń je Panie Boże, by rodzice tak zepsuli ich dzieciństwo!). Cierpliwie więc czekam i obserwuję rozwój wypadków.

A może być różnie. Bo to wszystko w mojej dzisiejszej sytuacji nie jest też takie proste.

Bo z jednej strony – mam jakąś wiedzę. Ale z drugiej – brakuje mi doświadczenia. Pytanie zatem – czy ktoś będzie chciał dać mi szansę? Wprost nikt nie mówi: „Przemek, jeśli będziesz miał taką ochotę, zapraszamy do pracy u nas”.

Czy ja natomiast nie będę też zawsze patrzył na dany klub i realia w nim panujące inaczej niż jeszcze przed kilkoma laty? Sporo widziałem. Sporo ludzi poznałem. Czy czasem nie będę chciał oferty pracy rozpatrywać zbyt szeroko? Czy nie będę przez to zbyt wybredny? Z jakich projektów i na ile będę w stanie zrezygnować (bo przecież sporo ostatnio namnożyliśmy inicjatyw szkoleniowych, z których jesteśmy równolegle szalenie dumni), kosztem pracy na boisku? No właśnie.

Czy chcę wrócić do trenerki? Chcę. Ale teraz to jeszcze nie ten moment. Tak to wygląda na dzień dzisiejszy. Ale wszyscy wiemy, że życie jest jedną wielką zmianą. Więc wcale nie jest powiedziane… czy w listopadzie nie wrócę na ławkę trenerską 😂

PRZEMYSŁAW MAMCZAK

Chcesz podyskutować o szkoleniu? O najnowszym artykule? Nie zgadzasz się ze mną lub chciałbyś coś dodać? Napisz koniecznie – [email protected].