Wywiady

“Intensywność treningów we Włoszech jest zupełnie inna niż w Polsce”. Patryk Peda o treningach w SPAL

Patryk Peda jest wychowankiem Legii Warszawa, z której w 2019 roku przeniósł się do włoskiego SPAL. Dziś występuje we włoskiej Primaverze, ale ma także styczność z pierwszą drużyną. Z 18-letnim obrońcą porozmawialiśmy o różnicach w treningu między Polską i Włochami, jego włoskiej przygodzie, polskiej kolonii w SPAL i… cukrzycy. Czy ta choroba przeszkadza Pedzie, który jest diabetykiem, w uprawianiu sportu na zawodowym poziomie? Jak z nią radzi sobie reprezentant Polski do lat 19

Do SPAL trafiłeś w styczniu 2019 roku, jak podsumujesz swój czas we włoskim klubie?

– Na ten moment mogę powiedzieć, że wiele się zmieniło od tamtego czasu. We Włoszech jest zupełnie inna gra. Ciężko jest mi to ocenić jeden do jednego, bo nie wiem, gdzie bym był i jak grał, będąc w Polsce. Na pewno zrobiłem jednak duży progres. Mam na myśli wszystkie zachowania defensywne i taktykę. Uważam, że SPAL to idealne miejsce dla środkowych obrońców. Czuję, że się rozwijam, a to jest najważniejsze.

Jesteś dużo lepszym piłkarzem niż półtora roku temu?

– Zdecydowanie tak.

Co zyskałeś dzięki transferowi do Włoch?

– Mogę powiedzieć, co się zmieniło od tego czasu: gdy byłem w Legii, dużo atakowaliśmy i byliśmy często przy piłce. Ciężko było mi się nauczyć gry defensywnej. Dopiero gdy mierzyliśmy się z rywalem, który prowadził grę, było widać błędy. Na przykład w ustawieniu. SPAL nie jest Atalantą czy Interem Mediolan. Nie wygrywamy wszystkich meczów i nie zawsze jesteśmy zespołem dominującym. Oczywiście staramy się prowadzić grę, ale pracujemy dużo w obronie. Na treningach mamy bardzo dużo taktyki. Trenerzy zwracają dużą uwagę na ustawienie ciała. Nawet, jeśli odbierzesz piłkę, a byłeś źle ustawiony – to i tak trenerzy zwrócą ci na to uwagę. Gra defensywna jest dla nich bardzo ważna. Do tego też sporo jest techniki. Nie ma tak, że jesteś zmuszony do wybicia piłki. Trenerzy nakazują cały czas grać piłką. W Polsce często jest tak, że nie wybija się futbolówki, ale za to zagra do tyłu. Tutaj, gdy zagrasz do tyłu, jest gorzej niż zagrałbyś górną piłkę. Musisz cały czas grać do przodu. Na pewno też wzmocniłem się fizycznie. Popracowałem sporo na siłowni nad tym elementem.

Skoro już jesteśmy przy sposobie grania. Powiedz, jak wyglądają wasze mecze z renomowanymi rywalami? W 2. kolejce Primavery mierzyliście z Interem Mediolan i wygraliście 2:1. Bazowaliście na głębokiej defensywie i grze z kontry? 

– To wszystko zależy od trenera. Z naszym obecnym szkoleniowcem (Giuseppe Scurto – przyp. red.) wychodzimy wysokim pressingiem. Gdy rywale wznawiają grę, podchodzimy trzema napastnikami i to już na piątym metrze. My, jako obrońcy, zazwyczaj robimy tak, gdy mamy przewagę czterech na dwóch – jeden ze środkowych defensorów musi wychodzić za linię obrońców do zawodnika ofensywnego drużyny przeciwnej. Staramy się wychodzić bardzo wysoko i myślę, że to nam dużo dało w starciu z Interem. Nie dość, że wygraliśmy, to utrzymywaliśmy się dłużej przy piłce i stworzyliśmy sobie więcej sytuacji bramkowych. Pressing jest bardzo ważny i dobrze u nas funkcjonuje.

Jeżeli chodzi o Primaverę, to przed sezonem doszło do zmiany trenera w waszej drużynie. Zauważasz spore zmiany w kontekście taktyki, myśli szkoleniowej czy podejścia do zawodników?

– Trener Scurto chce grać wysokim pressingiem. Naszym zadaniem jest szybki odbiór piłki. U tego szkoleniowca trzeba sporo biegać. Przez to, że funkcjonujemy w wysokim pressingu, musimy oddać więcej siebie podczas meczów. To jest główna zmiana. Wcześniej graliśmy w średnim pressingu. Jak widać, na ten moment, przynosi to wymierne korzyści w postaci wyników.

A jak wygląda sprawa ustawienia? Jest ono żelazne czy często dochodzi do rotacji, nawet w trakcie meczów?

– Mamy jedno ustawienie, którym zaczynamy spotkania – czterech obrońców, trzech pomocników, dwóch skrzydłowych i środkowy napastnik. Zatem można powiedzieć, że jest to ustawienie 1-4-3-3. Jednak np. w meczu z Interem około 60. minuty przeszliśmy na 1-4-4-2, więc dochodzi do rotacji. To jest zależne od zawodników. Przez to, że u nas dużą wagę przykłada się do taktyki, potrafimy grać w kilku ustawieniach.

SPAL, gdy grało w Serie A, często funkcjonowało w systemie z piątką obrońców. Czy w drużynach młodzieżowych często trenujecie ten wariant?

– W tamtym roku było tak, że zaczęliśmy sezon z trójką środkowych obrońców i dwójką wahadłowych, czyli tak, jak grała pierwsza drużyna. W połowie sezonu doszło do zmiany trenera w pierwszym zespole i zmienił on ustawienie na czwórkę defensorów. A u nas do tej zmiany doszło wcześniej. To nie jest tak, że musimy grać tak, jak pierwsza drużyna. Wszystko jest zależne od wizji trenera i ćwiczymy kilka ustawień na treningach, żeby nie było problemu ze zmianami schematów.

A jak ty się czujesz w formacji z piątką defensorów?

– W tamtym sezonie miałem z tym styczność. I różnica dla mnie jest tylko taka, że raz gram w trójce środkowych obrońców, a innym razem w dwójce. W reprezentacji Polski U-19, gdy mierzyliśmy się z Niemcami, graliśmy piątką obrońców, a ja byłem centralnym środkowym. Z uwagi na fakt, że trenowałem to w SPAL, nie miałem problemów z przestawieniem się na ten system. Wiedziałem, jak się poruszać. Nie widzę większych zmian. Dobrze czuję się w systemie, gdy jest trzech środkowych obrońców. Wtedy możesz zagrać wyżej. Bo, gdy wyjdziesz z piłką do przodu, nadal masz za sobą dwójkę stoperów. Uważam, że to dobry system.

Taktyka to słowo, które mocno kojarzymy z włoską piłką. Czy ten aspekt jest numerem jeden w SPAL, jeżeli chodzi o treningi? Każdego dnia jest ona uwypuklana i zaznaczana?

– Ciężko mi powiedzieć czy jest numerem jeden, bo włoska piłka jest też bardzo techniczna. Ale na pewno zwraca się tu dużą uwagę na taktykę. W Polsce też ona jest, ale jako element treningu. Tutaj jest tak, że mamy jeden dzień w tygodniu, który jest poświęcony tylko taktyce – czwartek. Ćwiczymy różne schematy, ustawienia w obronie, poruszanie formacji itd. To jest stricte trening taktyczny. Taktyki jest sporo, ale to nie jest tak, że zawsze musi się pojawiać na zajęciach. Mamy treningi, gdzie są same gierki i nie gramy w żadnym ustawieniu, np. podczas gier na utrzymanie się przy piłce.

Taktykę dobieracie też pod rywala? Pracujecie nad tym na treningach?

– Ciężko jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie, bo jest to zależne od trenera. W tamtym roku było tak, że cały tydzień skupialiśmy się na danym przeciwniku. Już od poniedziałku zaczynaliśmy videoanalizy i skupialiśmy się na rywalu, na to w jakim będzie grał ustawieniu. Często też ustawialiśmy się pod to, jak gra przeciwnik. Teraz wygląda to nieco inaczej, bo gramy swoim ustawieniem. Oczywiście, zwracają nam uwagę, kto i jak będzie grał, ale i tak trzymamy się swojego stylu.

Jakie dostrzegasz różnice między treningami w SPAL, a w Akademii Legii Warszawa?

– Pierwsze, co zauważyłem po przyjeździe do Włoch, to intensywność. Myślę, że każdy to powie, po wyjeździe za granicę, ale intensywność treningów jest zupełnie inna. Często jest tak, że po jednostce treningowej każdy pada i myśli tylko o tym, żeby wrócić do domu – do łóżka. Intensywność treningów jest wysoka. I myślę, że to później ma przełożenie na mecz. Jeżeli dużo biegasz na zajęciach, to w spotkaniu ligowym będziesz w stanie to powtórzyć. W SPAL też jest sporo biegania. Wygląda to tak, że po treningu mamy jeszcze bieganie bez piłki. Gdy byłem w Legii, było tego zdecydowanie mniej. Była jedna jednostka treningowa, która skupiała się na tym elemencie.

Jakub Iskra w rozmowie z naszym portalem zaznaczał, że treningi wytrzymałościowe w SPAL są bardzo wymagające.

– Trening wytrzymałościowy wygląda tak, że najpierw oczywiście jest rozgrzewka, a później wchodzimy w małe gierki. One nie są długie, ale na wysokiej intensywności. Później się zmieniamy, bo są to gierki 5 na 5 lub na utrzymanie. Potem biegamy, następnie gierki, po nich znowu bieganie i na koniec duża gierka. Tego jest naprawdę dużo. Po takim treningu ciężko się chodzi (śmiech).

I widać później efekty podczas meczów? Przygotowanie motoryczne to jeden z atutów drużyn SPAL?

– Znów wrócę do meczu z Interem w Primaverze, bo tam byliśmy w stanie grać wysokim pressingiem przez cały mecz. Może pod koniec spotkania tej energii trochę brakowało, bo się delikatnie cofnęliśmy, i prowadząc straciliśmy gola na 1:2. Te treningi na pewno dużo dają. Gdy wychodzisz na mecz, jest to dla ciebie normalne, że skoro biegasz dużo na zajęciach – będziesz jeszcze więcej biegał w lidze.

Jaki jest na ciebie plan w SPAL? W tym roku jesteś przypisany do Primavery? Czy otrzymałeś jakieś sygnały, że może dojść do przesunięć do pierwszego zespołu?

– W pierwszej drużynie doszło do wielu zmian. Na ten moment trenuję i gram wszystkie mecze w Primaverze. Byłem już kilka razy na treningu z pierwszą drużyną, ale jeszcze nie otrzymałem planu na ten sezon. W tym momencie wygląda to tak, że gram w Primaverze i czasem trenuję z seniorami.

W takim razie powiedz, kto obecnie robi największe wrażenie na treningach? Zaznaczam, że obecnie, bo pewnie wskazałbyś Andreę Petagnę.

– (śmiech) Obecnie? Musiałbym chwilę pomyśleć, bo przyszło wielu nowych zawodników. Jeszcze nie wszystkich widziałem też w treningu. Salvatore Esposito to bardzo ciekawy środkowy pomocnik, który jest silny na nogach. Mogę wzorować się na Bartoszu Salamonie, który jest na mojej pozycji i ma podobne warunki fizyczne. W ostatnim czasie zaczął też więcej grać.

Iskra zaznaczał, że podczas treningów ciężko się grało przeciwko Thiago Cionkowi. Też masz taką optykę?

– Ja raczej grałem z nim, niż przeciwko niemu. Nie doświadczyłem z nim gry jeden na jeden, ale muszę przyznać, że jest twardym zawodnikiem i trudno go przejść. Wielu zawodników to zaznaczało. Gdy wyjdzie ze strefy obrony – ciężko go ominąć.

W takim razie, jak się tobie współpracowało z Cionkiem na treningach?

– W porządku. Na pewno bardzo dobrze mnie przyjął. Gdy przychodziłem z Primavery, podszedł do mnie i porozmawiał. Naprawdę sporo mi pomógł. A na boisku dużo podpowiada i jest bardzo pewny. To pomaga, gdy masz kogoś takiego obok siebie.

W ostatnich latach w SPAL przewija się sporo Polaków, zarówno w pierwszej drużynie, jak i w młodzieżowej. Czy wy trzymacie się razem, stanowicie ” polską paczkę”?

– Wiadomo, że, gdy widzisz swojego rodaka na obczyźnie, to głupio by było, żeby się z nim nie zapoznać na samym początku. Jednak dyrektor akademii cały czas nam powtarza, że mamy mówić tylko po włosku. Nie możemy siedzieć obok siebie czy mieszkać w pokojach. Jednak, gdy jest okazja, to się spotykamy i nawzajem sobie pomagamy. W tamtym sezonie było nas naprawdę dużo: trzech w pierwszej drużynie, trzech w Primaverze, dwóch w U-17 i jeden w U-16. Czyli, gdzie nie pójdziesz, możesz spotkać Polaka.

W ostatnim dniu okienka transferowego na wypożyczenie odeszli Gracjan Szyszka (Cosenza Calcio) i Adam Stefański (ASD Sorrento). Aczkolwiek przyszedł do SPAL Tomasz Woźniak z Genoi. I w Primaverze jest też cały czas Jakub Iskra. Wspomniałeś o tym, że dyrektor akademii wam nie pozwala mówić po polsku. A jak to wygląda na treningach?

– Na treningach nie zwraca się na uwagi, czy mówisz po polsku, czy nie. Gdy przychodziłem do SPAL, trener mi zaznaczył, że mam po prostu mówić, komunikować się z innymi, nieważne w jakim języku. Teraz komunikuję się w języku włoskim, ale gdy zwrócę się po polsku do Kuby (Iskry – przyp. red.), nikt na to uwagi nie zwróci. Jednak, gdy idziemy całą drużyną do restauracji i stworzymy polską grupkę – dyrektor, gdy to zauważy, zawsze nam coś powie. Wtedy prosi o to, żebyśmy się rozsiedli. Nawet nam mówił, że będzie kary dawał, gdy będzie nas razem widział (śmiech). Wiadomo, że to było dla żartów, ale zwracają na to uwagę.

A jak wyglądasz z językiem włoskim?

– Teraz nie mam większych problemów z dogadaniem się z trenerami i zawodnikami na boisku. Mieszkam sam we Włoszech i nie mam problemu, żebym sobie pewne sprawy pozałatwiał w języku włoskim.

Miałeś jakieś problemy z aklimatyzacją? Czy właśnie z uwagi na fakt, że w SPAL jest sporo Polaków, nie miałeś z tym problemu?

– Na pewno są plusy i minusy tego, że jest tu dużo Polaków. Gdy wchodzisz do drużyny, nie znasz języka i masz kolegę Polaka, to zawsze pewnie się czujesz. O wszystko możesz go zapytać. Jednak na dłuższą metę sam chciałbyś się nauczyć tego włoskiego. I gdybyś próbował komunikować się z innymi i starał się dowiadywać nowych rzeczy, to chłonąłbyś ten język. Aczkolwiek możesz też pójść na łatwiznę i spytać się kolegi, który już mówi po włosku, wtedy on to ci załatwi. Na to też trzeba zwracać uwagę. Raczej starałem się samemu działać i w miarę szybko nauczyłem się włoskiego. Szybko się zaaklimatyzowałem. Pomógł mi też fakt, że tata i siostra mówią po włosku, więc coś od nich podłapałem. Gdy po raz pierwszy wszedłem do szatni, potrafiłem odpowiedzieć na pytanie: “co tam?”. To nie było tak, że nie wiedziałem, co się wokół mnie dzieje. Już coś rozumiałem z tego języka i stopniowo się go uczyłem.

Na co dzień mieszkacie w bursach czy macie swoje mieszkania?

– W Primaverze wygląda to tak, że jest takie miejsce, jak Aldoro – tam są wszyscy zawodnicy, którzy nie mają mieszkania lub nie mieszkają blisko Ferrary. SPAL zapewnia dwu- i trzyosobowe mieszkania. Jednak nie musisz tam przebywać, gdy masz swoje stałe miejsce zamieszkania. Mam swoje mieszkanie, które jest oddalone 10 minut od centrum treningowego SPAL. Ferrara nie jest dużym miastem i te odległości też nie są wielkie. Choć niektórzy mówią, że 10 minut to jest dużo, ale dla mnie to jest chwila, mając na uwadze to, że mieszkałem w Warszawie.

Dlaczego w ogóle wybrałeś SPAL? Jak zaczęła się twoja włoska przygoda?

– Było tak, że otrzymałem kilka propozycji z Włoch. Najpierw byłem na testach w Chievo Werona, potem w Torino, następnie w SPAL. Gdy obejrzałem wszystkie te kluby, wybrałem właśnie SPAL. To nie jest duży klub, ale panuje tu świetna atmosfera, jest fajny ośrodek, a na treningi przychodzą wszyscy trenerzy i osoby związane z akademią. To mi się bardzo spodobało. Poczułem, że mogę tu wiele osiągnąć i tak wybrałem.

Chciałeś odejść z akademii Legii Warszawa? Czy to po prostu było tak, że pojawiła się okazja, aby wyjechać do Włoch i z tego skorzystałeś?

– To nie było tak, że musiałem odejść z Legii. Wiadomo, że, gdy dostaje się ofertę z Włoch, to chce się zobaczyć, jak to jest. Od razu stwierdziłem, że to będzie dla mnie idealna ścieżka. Do tego z Włochami miałem wcześniej trochę styczności i ten kierunek mi się bardzo podobał.

Miałeś wcześniej styczność z Włochami?

– Tak, chodzi mi o to, że tata z siostrą mówią po włosku. Do tego też kilkukrotnie odwiedzaliśmy Włochy. Byłem też na kilku meczach Serie A, więc widziałem tę piłkę z bliska. Włochy mi się po prostu podobały. Gdy dostałem więc propozycję – ciężko było odmówić.

Jesteś fanem Serie A?

– Tak, od zawsze fascynowałem się włoską piłką.

O ulubiony klub nie będę cię pytał, bo wiadomo, że powiesz SPAL, choć niekoniecznie musi być to prawda.

– SPAL jest najlepszy (śmiech).

Jak zareagowałeś na informację o tym, że jesteś chory na cukrzycę?

– To było już dawno temu. Dowiedziałem się o tym sześć lat temu z badań sportowych, które były robione co pół roku. Wyszło na nich, że mam za duży cukier i musiałem powtórzyć badania. Finalnie okazało się, że mam cukrzycę. Na początku pojawił się strach, bo nie znałem tej choroby. Nie wiedziałem, jak się z nią funkcjonuje. Dużo było fałszywych informacji w internecie, że z cukrzycą nie można uprawiać sportu. Gdy to przeczytałem, to się przestraszyłem. Jednak później rozmawiałem ze specjalistami, którzy mnie uspokoili. I jak widać, nie mam z tym problemu. Trenuję normalnie. Niczym się nie różnię od innych zawodników. W miarę szybko się do tego przyzwyczaiłem.

A jak to wygląda z technicznego punktu widzenia? Czym się różni twój dzień od innych zawodników? Na co musisz zwracać uwagę, co dla osób, które nie są diabetykami – nie jest istotne?

– Najbardziej widać to przy jedzeniu. Jednak jeść mogę wszystko to, co zawodnicy, bo mamy dietę sportową. Nie przeszkadza mi to przy cukrzycy. Muszę tylko kontrolować cukry i dbać o to, żeby zjeść posiłek kilka godzin przed treningiem lub meczem. To jest największa zmiana. Muszę uważać na żele energetyczne, które są podawane zawodnikom przed meczami, aby poprawić energię. Mi czasem jest to niepotrzebne, gdyż ze względu na adrenalinę, poziom cukrów w organizmie jest wyższy i nie potrzebuję dodatkowej dawki, a wręcz mogłaby mi ona zaszkodzić. Jednak są to małe zmiany i nie ma na co narzekać.

A insulinę musisz brać?

– Tak, normalnie biorę insulinę. Mam peny i sam sobie ją podaję. Najważniejsze jest to, żeby przed treningiem, jak i po, cukier nie był za niski. Bo sport obniża cukier. Wystarczy tylko pilnować cukry i wszystko jest okej.

Czyli możemy obalić mit: cukrzyca przeszkadza w uprawianiu sportu?

– Zdecydowanie nie przeszkadza, w moim przypadku nawet mi to pomaga, ponieważ mam bardzo niskie cukry, nie muszę brać wiele insuliny. Sport reguluje cukry i dlatego nie są one takie wysokie.

Jakie indywidualne cele wyznaczyłeś sobie na ten sezon?

– Regularne granie w Primaverze, którą można uznać za młodą Serie A, bo co tydzień gramy z takim zespołami jak Juventus, AC Milan, Inter czy Atalanta, które mają świetne akademie. Chcę grać wszystko w tej lidze. A inne cele? Chciałbym nabrać doświadczenia w seniorskiej piłce. Gdy będę pojawiał się na treningach pierwszego zespołu, będę chciał pokazywać się z jak najlepszej strony. I będę liczył na debiut w Serie B.

Jak oceniasz współpracę z Jackiem Magierą, selekcjonerem reprezentacji Polski U-19?

– O zmianie selekcjonera dowiedzieliśmy się dosyć wcześnie, z uwagi na pandemię koronawirusa. W miarę szybko poznałem trenera. Spotkaliśmy się, innym razem odbyliśmy wspólny trening. Teraz byliśmy na zgrupowaniu i wiem, jak funkcjonuje. Wszystko na plus.

Czy wyznacza ci jakieś szczególne zadania?

– Trener lubi granie piłką, bycie pewnym siebie, branie na siebie odpowiedzialności. To są główne aspekty. Po prostu nie można bać się grać w piłkę.

Gdzie siebie widzisz za pięć lat?

– Na ten moment mogę powiedzieć, że pasowałyby mi Włochy. Czuję się tu bardzo dobrze, poznałem język i całą kulturę. Do tego jestem fanem Serie A, więc na pewno chciałbym tutaj zostać i grać na najwyższym szczeblu w tym kraju. Miejmy nadzieję, że tak będzie.

ROZMAWIAŁ ARKADIUSZ DOBRUCHOWSKI

Fot. archiwum prywatne Patryka Pedy