Weszło Junior

Czy pandemia sprawiła, że na boiskach oglądamy więcej młodzieżowców?

Wpływ pandemii na światowy futbol jest niepodważalny – odwoływanie turniejów mistrzowskich, przerywanie rozrywek seniorskich i młodzieżowych czy ograniczona liczba kibiców w trakcie spotkań. Jak jednak wirus wpłynął na samą grę? Czy na boiskach oglądamy więcej młodzieżowców?

Nie trzeba od razu reformować ligi, żebyśmy częściej w składach obserwowali zawodników poniżej 21. roku życia. Wystarczy ogólnoświatowa pandemia, która doprowadziła do tego, że być może przez długie lata nasze życie nie będzie wyglądać tak samo, jak wyglądało dotychczas.

Ciężko ruszyć się gdzieś z domu, bo wszystko jest zamknięte. Wyobrażacie sobie teraz, że za pół roku na trybunach Legii Warszawa czy Lecha Poznań będzie mogło zasiąść po 30 tys. osób? Wizja nierealna. Sukcesem będzie, jeżeli chociaż niewielka część z nas otrzyma możliwość oglądania spotkań na żywo.

Wprowadzono pięć zmian, nagromadziło się trochę zaległych spotkań, to też zespoły zaczęły myśleć nad tym, żeby może poszerzyć swoją kadrę i mieć większą liczbę zawodników do wykorzystania. Nie opłaca się kogoś sprowadzać na ławkę rezerwowych lub by grał bardzo sporadycznie, więc lepiej dać szansę własnym wychowankom.

Szwajcarski Instytut CIES wyliczył, że w 2020 roku młodzieżowcy stanowili ok. 4% kadry zespołu, co było wzrostem o niecały procent względem poprzedniego roku. Przekłada to się również na to, że w ostatnich dziesięciu miesiącach pojawiło się też więcej piłkarzy debiutujących w rozgrywkach.

Wydaje to się logiczne – w składach zaczęło się pojawiać więcej graczy poniżej 21. roku życia, nie wszyscy odgrywają od razu kluczową rolę, ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby otrzymywali po kilka minut na grę od swojego szkoleniowca. Nie rozwiną się, jeżeli ich rola na boisku ograniczy się do rzucenia komuś bidonu i poklepaniu po plecach.

Najmłodszą ligą na Starym Kontynencie była do tej pory liga słowacka, która względem ubiegłego roku stała się jeszcze młodszymi rozgrywkami, średnia wieku zmalała z 24,31 do 23,78 lat. Najbardziej postarzała się liga słoweńska (z 24,57 na 24,97 lat), a najbardziej odmłodniała liga serbska (z 25,98 do 25,20 lat).

Jak to wygląda w przypadku rozgrywek z europejskiej czołówki, czyli Bundesligi, La Liga, Ligue 1, Premier League oraz Serie A? Młodsza stała się tylko liga niemiecka, a średnia wieku pozostałych rozgrywek nieznacznie się powiększyła. Jeżeli chodzi o Ekstraklasę, to u nas oglądamy niewielki spadek.

Bardziej liczyć się zaczęli też zawodnicy z akademii, ponieważ łączą w sobie role młodzieżowca i wychowanka. Dla siedmiu europejskich krajów chłopcy z własnej szkółki stanowią ponad 25% całego składu zespołu: Izraela, Słowacji, Słowenii, Czech, Norwegii, Szwajcarii oraz Finlandii. Polska liga również zanotowała postęp – z 16,4% na 18,3%.

Tak, pandemia miała wpływ na to, że po boiskach zaczęło biegać więcej młodych zawodników – w większości europejskich rozgrywek. Ale znajdziemy też wyjątki potwierdzające regułę. Jeżeli liga od zawsze była skierowana do piłkarzy wiekowych i doświadczonych, to ciężko, żeby w kilka miesięcy wszystko się zmieniło.

Do takich rozgrywek należy liga turecka, która nie ma problemu ze ściąganiem doświadczonych i obytych z futbolem na najwyższym poziomie piłkarzy – ich rolą nie jest, żeby za wszelką cenę odmłodzić średnią wieku zespołu. Inaczej jest w krajach bałkańskich.

Czy pandemia dużo namieszała w tym aspekcie w Ekstraklasie? Zaczęliśmy oglądać trochę więcej młodych zawodników i średnia wieku ligi zmalała, ale ciężko powiedzieć, na ile jest to spowodowane wirusem, a na ile przepisem o młodzieżowcu. Wydaje się, że naukowcy z CIES nie wzięli tego pod uwagę, bo na jakiej podstawie stwierdzić, że np. Czesław Michniewicz w ostatnim meczu z Lechem Poznań dał szansę Kacprowi Skibickiemu, który odwdzięczył się potem golem? Jakby miał 22 lata, to by nie zagrał?

Fot. CIES, Newspix