Blogi i felietony

Wtorkowa rozgrzewka z Mamczakiem: nie na raz

Czy my faktycznie chcemy coś zmienić w polskiej piłce? Czy wszystkie dywagacje i twitterowe dyskusje na temat naszego szkolenia to faktyczna chęć jego rozwoju, czy tylko udawane gierki? Czy krytykując działania innych, zastanawiamy się nad zasadami, którymi sami się kierujemy?

Felieton na dziś miałem napisany z wyprzedzeniem. Jak zwykle. Pierwszy raz jednak postanowiłem wyrzucić go do kosza i pod wpływem emocji – usiadłem w środku nocy do nowego tekstu.

Nie będzie więc długo, ale… nie będzie też sympatycznie.

Bo czasem mam tego szkoleniowego grajdołka zwyczajnie dość!

576 (edit: chociaż mówi się o już tylko 376!) z początkowych 694 szkółek pozostało w programie certyfikacji. W ostatnich dwóch tygodniach ich koordynatorzy mocno mi o tym przypomnieli. Do wczoraj bowiem przyznane dotacje można było rozliczyć, więc mój telefon rozgrzany był do czerwoności.

Kiedyś zastanawiałem się, jak wyglądały będą dofinansowania szkoleń dla trenerów. Zakładałem, że większość pieniędzy przeznaczona będzie na kursy w Wojewódzkich Związkach Piłki Nożnej. I nie pomyliłem się. Ale pieniędzy było tak dużo, że w obszarze “rozwoju” sporo środków zostało do rozdysponowania. Myślę, że ich część bezpowrotnie też niestety przepadła.

Aby uniknąć sytuacji, że syn prezesa wystawi fakturę na 10 tys. złotych, wpisując w nazwę usługi “szkolenie dla trenerów”, wszystkie inicjatywy musiały zostać zaakceptowane przez utworzoną na tę potrzebę komisję w PZPN-ie. I bardzo dobrze. Ważne tylko, by pod górę nie mieli ci, którzy faktycznie organizują dla trenerów szkolenia. Na przykład ja.

Istotnym jest według mnie tutaj, by nie było cenzury. By kluby mogły decydować, na kogo chcą postawić. Nasze działania w ramach projektu EkstraTrener w ostatnich latach pokazały, że sporo świetnych trenerów dzieli się wiedzą na najwyższym poziomie, a z ich punktem widzenia zapoznać się chcą setki innych szkoleniowców. Dajmy im zatem taką szansę.

Certyfikacja to dobra okazja do tego, by trenerzy wyszli poza swoją bańkę. By opuścili pudełko, w którym często się zamykają.

W roku 2017 rozbiłem szkoleniowy bank. Odwiedziłem dwadzieścia jeden konferencji. Wydałem fortunę? Bez przesady. Pomiędzy treningami i meczami, w zasadzie ciągle się szkoliłem. Szukałem, drążyłem i analizowałem to, co słyszałem w kolejnych miastach.

W 2018 mój licznik zatrzymał się na dwudziestu siedmiu wydarzeniach. W 2019 na siedemnastu.

Dla czynnego trenera to za dużo. Tak twierdzę dziś. W mojej roli – obserwatora szkoleniowego światka w Polsce – muszę być jednak w ruchu. Bez tego nie będę rzetelny, zabraknie mi punktu odniesienia. Ale trenerowi wystarczy zdecydowanie mniej inspiracji. Powinien wybierać według tego, co czuje. Według własnych potrzeb. I treści szkoleń nie kopiować bezrefleksyjnie, w stu procentach, a wyciągnąć dla siebie mityczne jedno zdanie z którejś z prelekcji.

Takich świrów jak ja poznałem może kilku. Pozostali na szkoleniach pojawiali się sporadycznie (mniejszość) lub wcale (większość). I ta ostatnia grupa, bez dwóch zdań, także przeginała. Przeginała ze swoją biernością i pasywnym podejściem do zawodu.

Regularne treningi i mecze to dla wielu wystarczająca wymówka, by nie udało się im na żadnej konferencji w roku pojawić. “To skomplikowane”, “nie mam czasu”, “może w wakacje” – jak na tych, którzy od lat bronią się licznymi usprawiedliwieniami, wpłynąć? Jak przekonać ich, że warto?

Certyfikacja może wreszcie sprawić, że nie będą mieć wyboru. Jeśli do klubu przyjedzie ktoś, kto przygotował dla szkółki dedykowane szkolenie, w oparciu o jej potrzeby, nawet najbierniejszy szkoleniowiec na takim spotkaniu się pojawi. A w klubach, które legitymują się gwiazdkami, w kolejnych latach takie spotkania będą cykliczne.

Tak to przynajmniej wygląda w teorii.

Ale my oczywiście musimy kombinować. Pojawiła się szansa, by nagle zaprosić w swoje skromne progi ludzi, na których zwyczajnie nie było szkółek wcześniej stać. Nagle można swoim trenerom zapewnić naprawdę wartościowe spotkania ZA DARMO. Nigdzie nie trzeba jeździć. Odnieść się można do warunków realnych. Wystarczy tylko korzystać.

Ale to wciąż za mało.

Nie udało się za fikcyjne szkolenie zapłacić koledze, PZPN się przed tym zabezpieczył, więc teraz Mamczak i inni ludzie, którzy szkolenia organizują faktycznie, dostają zapytania o to, czy wystawią faktury na wyższe kwoty. Domyślnie, różnicę od ustalonej ceny, przywieźć mamy na szkolenie w kopercie.

Być może jestem naiwniakiem i nie wiem jak funkcjonuje świat. Być może strzelam sobie w kolano, bo za rok, zamiast na trzydzieści szkoleń, kluby zaproszą mnie na dwa. Być może tak się po prostu robi, bez tego twój kawałek torta będzie cieniutki. Taki wręcz przezroczysty, w dodatku bez czekolady. Być może.

Ale wiecie co? Ja znów, kiedy pochylam się nad certyfikacją, współczuję PZPN-owi. Temu PZPN-owi, w który wali się z każdej strony. Bo związek nad tym, gdzie idą pieniądze, musi czuwać.

Ciekawi mnie ile z przyznanych przez Rząd milionów zostałoby zainwestowane w szkolenie kadr, gdyby właściciele wszystkich szkółek mogli zdecydować czy kasę z konta zostawić dla siebie, czy jednak wydać ją na rozwój trenerów.

Na rynku pojawiła się nowa nisza, na którą niektórzy, jak Coerver, Deductor czy EkstraTrener, byli przygotowani. Nasze oferty szkoleń dla klubów istniały, zanim to było modne.

I na dobrą sprawę teraz powinien być tu jeden klucz: by kluby dokonywały mądrych wyborów. Odra Opole Mateuszem Ludwiczakiem zainteresowała się w szerszym kontekście. Akademia ze złotą gwiazdką szykuje się do tego, by w roku 2021 nakreślić swój własny program szkolenia. Jak mógłby wyglądać on, by więcej w treningach było gier? Jak skupić się jednocześnie na rozwijaniu metodologii w kierunku fundamentów gry? Osiem wizyt w Opolu i całodniowa ewaluacja procesu szkolenia wraz z jego analizą i zadaniami na kolejne spotkania mogą ponad dwudziestu tamtejszych trenerów nie tylko zmobilizować do poszukiwań, ale i kompletnie odmienić to, co działo się będzie na ich zajęciach za kilka miesięcy.

Słowem klucz jest tutaj proces. Bo szkolić można się poszukując inspiracji (i to też przecież nic złego, jak zorientować się zdążyliście wyżej – jednodniowe szkolenia jak najbardziej cenię), ale i obserwując, usprawniając oraz dokonując zmian w jego trakcie.

Zbudowany tym, co zobaczyłem w niedzielę, na trasie A4 myślałem o tym, że fajnie byłoby, gdyby mądrych wyborów podejmowano jeszcze więcej. By w kolejnym roku spokojnie popracować w dłuższym okresie w kilku miejscach, warto byłoby rozciągnąć niektóre współprace na całe dwanaście miesięcy. Wtem jednak mój zapał zabiły kolejne telefony. Jestem idealistą, te niewinne prośby i propozycje naprawdę przyjąłem z niesmakiem.

Bo jak można nie chcieć skorzystać z tak interesujących szkoleń? Pamiętam, jak Polskim Busem o 2:50 jechałem na Kongres Psychologii Sportu. Jak szkoda było mi wydać na hotel. Bo zamiast niego, tydzień później, mogłem wyskoczyć na kolejną konferencję. Czy można nie widzieć wartości w tym, że można mieć wszystko na miejscu? W dodatku za darmo?

“Jak kochać – księżniczki, jak kraść – to miliony”.

“Niektóre rzeczy w życiu warto, a niektóre się opłaca. Nie zawsze to, co warto, się opłaca, ale nie zawsze to, co się opłaca – warto”.

Wybierz swój cytat i kieruj się nim w życiu! Albo przestań się wreszcie oszukiwać. I nie udawaj, że zależy ci na szkoleniu. Że chcesz, by polską piłkę ktoś wreszcie naprawił. Spójrz w lustro i zrozum, że właśnie za te 500 złotych, o których defraudację (tak, tak to się brzydko nazywa) tak zaciekle walczyłeś, sprzedałeś polską piłkę. Na której tak ci przecież rzekomo zależy.

PS I nie dzwoń za rok w sprawie szkoleń. Przynajmniej do mnie.

PRZEMYSŁAW MAMCZAK

Chcesz podyskutować o szkoleniu? O najnowszym artykule? Nie zgadzasz się ze mną lub chciałbyś coś dodać? Napisz koniecznie – [email protected].