Reportaże

Przystanek Kostrzyn nad Odrą. Z wizytą w UKS-ie “Czwórka”

Trzydzieści sekund do końca spotkania, na tablicy wyników wynik 2:2. Rzut wolny, do którego podchodzi Alan Krysiński. I ładuje same widły. Okienko, które w finale chłopców U-12 daje zwycięstwo. Pamiętacie ostatni mecz, jaki został rozegrany na Stadionie Narodowym w ramach Turnieju “Z Podwórka na Stadion o Pucharu Tymbarku”?

Po końcowy triumf sięgnęła SP 4 z Kostrzyna nad Odrą. Postanowiliśmy wybrać się do nich i zobaczyć, co słychać. Jak ważne były to rozgrywki dla szkoły, jak i klubu UKS “Czwórka”?

Kostrzyn nad Odrą jednoznacznie kojarzy się z festiwalem Woodstock, który od kilku lat nazywa się już Pol’and’Rock Festival. W okresie wakacyjnym w tym mieście potrafią się zebrać setki tysięcy ludzi, żeby przeżyć niesamowitą przygodę. I też w tym samym miejscu jest klub piłkarski, który też doświadczył niesamowitej przygody, ale nie związanej z koncertami, ale emocjami podczas wielkiego finału Turnieju “Z Podwórka na Stadion o Puchar Tymbarku” na Stadionie Narodowym.

To było bardzo ważne osiągnięcie dla Szkoły Podstawowej nr 4 w Kostrzynie nad Odrą jaki samego klubu UKS “Czwórka” i to już widać na pierwszy rzut oka, gdy przekroczy się próg placówki oświatowej. Na ścianach widoczne są gabloty z pucharami, ogromne zdjęcia z Turnieju oprawione w ramki, a do tego dochodzą takie gadżety, jak koszulka reprezentacji Polski podpisana przez znane osobistości polskiej piłki.

Wchodzimy do pokoju nauczycielskiego trenera Adama Bogdańskiego, a tam mnóstwo oprawionych zdjęć związanych z niesamowitą przygodą, którą przeżyli na Stadionie Narodowym w Warszawie w 2019 roku, kiedy to pokonali w finale SP 392 Warszawa (3:2). Gdzie nie spojrzymy tam przebitki i uwieńczone wspomnienia z tamtego czasu. – Wieszam te zdjęcia, bo to też oddziałuje na dzieci: “jak oni grali na takim Turnieju i spotkali reprezentantów Polski, to może mi też się uda?” –wyjaśniam nam.

– Oni do końca życia tego nie zapomną. Działa też na wyobraźnie fakt, że taki 18-tysięczny Kostrzyn nad Odrą jedzie do stolicy kraju i wygrywa turniej na Stadionie Narodowym. Do tego też dużą rzeczą było dla nich spotkanie z reprezentacją Polski z Robertem Lewandowskim na czele. Oni za 50 lat będą mogli wspominać, że widzieli się z najlepszym polskim piłkarzem. Mają, co wspominać  – zaznacza Bogdański, który w szkole jako nauczyciel pracuje przeszło kilkadziesiąt lat. – Mój najstarszy uczeń ma 56 lat. Ludzie się dziwią i pytają, jak to możliwe? Gdy zacząłem pracować w szkole jako nauczyciel WF-u, byłem od razu po studiach, czyli miałem 23 lata, a moi pierwsi uczniowie mieli wtedy po 15 lat – tłumaczy.

Człowiek instytucja, wielki pasjonata piłki nożnej i mimo to, że obecnie ma 64 lata nadal prowadzi zajęcia z najmłodszymi. – Teraz to ja już nie trenuje dzieciaków… tylko bawię się z tymi najmłodszymi, niektórzy mają nawet po 4-latka. Nigdy wcześniej takich małych nie prowadziłem. Najważniejsza jest zabawa i zarażenie ich pasją do tego sportu. Bawimy się i gdzieś w tle pojawiają się ćwiczenia oswajające z piłką – wyjaśnia Bogdański, któremu mimo wieku, nie brakuje energii i wigoru, wręcz ciężko uwierzyć w to, ile faktycznie ma lat.

– W ostatnim czasie zapuściłem brodę, więc siłą rzeczy wyglądam starzej, ale zrobiłem to m.in. dlatego, że byłem uczestnikiem takiej sytuacji, gdzie musiałem pokazać sprzedawczyni w sklepie dowód osobisty, bo nie wierzyła, że już jestem seniorem (śmiech), a chciałem zrobić zakupy w godzinach między 10 a 12. Jak się ogolę to wyglądam młodziej o kilkanaście lat – mówi nam z szerokim uśmiechem na twarzy.

Dlaczego taki długi fragment poświęcamy jednej osobie? Bo rzadko można spotkać kogoś tak mocno związanego z jednym miejscem. Ponad 30 lat pracy w jednym mieście, ale nie na zasadzie, żeby odbębnić lekcję WF-u czy jednostkę treningową z dzieciakami, a poświęcenie im odpowiednio dużo czasu i zaangażowania, aby przeżyli fajną przygodę grając w piłkę nożną. Takie ma podejście do swojego zawodu.

Trener Adam Bogdański ma na swoim koncie udział aż w 18 finałach turniejów ogólnopolskich z drużynami z  Kostrzyna: Coca-Cola Cup, Deichmann Cup, Turniej o Puchar Prezesa PZPN i Turniej “Z Podwórka na Stadion o Puchar Tymbarku. W tym ostatnim brał udział osiem razy: wygrał finał wojewódzki w kategorii U-8, wicemistrzostwo Polski U-10 i mistrzostwo Polski U-12. Do tego na co dzień jest koordynatorem tego Turnieju na województwo lubuskie.

Jestem spełniony jako trener. W skali całego kraju, Kostrzyn to jest mała wioska, jeśli z takiego miejsca udało mi się osiemnaście razy awansować na finały ogólnopolskie, należy to traktować w kategorii małych sukcesów. Tym bardziej, że tu chodzi przede wszystkim o radość i wspomnienia, jakie mają dzieciaki, które brały udział w tych turniejach. Każdy trener musi coś w sobie mieć, żeby za tym szły rezultaty lub mieć po prostu szczęście. Jak brzmiało to powiedzenie? Można mieć szczęście raz, drugi czy trzeci, ale nie dwadzieścia. To nie jest przypadek i nie trzeba mieć wcale wpisane CV: licencja UEFA Pro, a można mieć np. UEFA B, tak, jak ja i działać po swojemu – uważa.

Człowiek ma już swoje lata i powoli odchodzi w cień, bo młodzi trenerzy też chcą zaistnieć. Daję im więcej swobody i możliwości rozwoju, a ja im podpowiadam i pomagam przy zajęciach z najmłodszymi. Jestem spełniony zawodowo, ale jeszcze nie składam broni. Uda się pojechać na kolejny turniej ogólnopolski i przeżyć podobną przygodę? Fajnie! A jeśli nie, to nic nie szkodzi, ja już swoje zrobiłem – dodaje Bogdański.

Absolwentami SP 4 w Kostrzynie nad Odrą są dwaj byli reprezentanci Polski: Grzegorz Wojtkowiak i Dariusz Dudka. I oczywiste jest też to, że z tymi dwoma gagatkami pan Bogdański również miał do czynienia.  – Obaj zawsze grali w reprezentacji szkoły, a Dudka na tyle się wyróżniał, że zawsze grał ze starszymi. Gdy był w szóstej klasie to jeździł na turniej z ósmoklasistami. Pamiętam, że lubił mieć buty pod kolor stroju. Kupiłem żółte stroje to zaraz Dudka śmigał w żółtych butach. Gdy skończył podstawówkę od razu wyjechał do Wronek, a Wojtkowiak potrzebował więcej czasu, żeby jego talent się objawił i przebił się wyżej – opowiada.

Jak wyglądały początki szkółki? – Formalnie szkółka powstała w 2004 roku, kiedy to postanowiłem wraz ze swoim byłym uczniem założyć UKS “Czwórkę”. Skąd pomysł na nazwę? Po prostu wzięło się to od Szkoły Podstawowej nr 4. Nie ma tutaj większej filozofii. I tak sobie działamy, a wcześniej jako szkoła jeździliśmy na różne turnieje. Jeszcze w latach 80-tych byłem na pierwszym turnieju jako trener i funkcjonuje w tym zawodzie już ponad 30 lat – wspomina Bogdański.

Do 2004 roku trener pracował w Celulozie Kostrzyn na Odrą i do tego klubu zachęcał, aby przychodzili zawodnicy. A w szkole na WF-ie, jaki sport preferował Bogdański? Uwaga, zaskoczenie… piłkę nożną. – Mam taką teorię odnośnie nauczycieli WF-u, że najwięcej przemycają na zajęciach taką dyscyplinę sportu, z którą są najmocniej związani. Mój nauczyciel grał kiedyś w koszykówkę. Co robiliśmy na WF-ie? Graliśmy w kosza. A Bogdański uprawiał piłkę nożną i na tym się skupiam – stwierdza.

– Mówi się, że SP 4 w Kostrzynie nad Odrą to tylko piłka nożna, a ja zawsze powtarzam, jeśli ciężko i systematycznie pracujesz, wtedy przychodzą wyniki. Nie można trenować od święta i wieść prym w danej dyscyplinie sportu. Jak grałem w piłkę nożną na trzecim poziomie rozgrywkowym w kraju w barwach Celulozy – w ciągu roku były tylko trzy treningi, które opuściłem, bo… byłem chory. A tak to nie miało dla mnie znaczenia, czy mnie np. bolał palec. Zagryzłem zęby i trenowałem dalej, a wspominam teraz czasy, kiedy chodziłem jeszcze do podstawówki. Mówi się, że chłopak z wioski to ma charakter i taki jestem. To też widać u naszych chłopaków w lidze – dodaje trener.

UKS “Czwórka” prowadzi szkolenie od 4. do 13. roku życia. Następnie zawodnicy trafiają do drabinki szkoleniowej klubu Celuloza Kostrzyn nad Odrą. Chyba, że w międzyczasie zgłosi się po jakiegoś chłopca ktoś z zewnątrz. Wychowankowie trenera Bogdańskiego kontynuują swoją przygodę z piłką w takich akademiach jak: Lech Poznań, Pogoń Szczecin, Zagłębia Lubin czy Śląsk Wrocław.

– To jest inny świat. Dzwoni do mnie kolega z Pogoni i mówi, że chciałbym dwóch moich zawodników wziąć na fajny turniej, a ja mówię, że mam ligowy mecz. I teoretycznie mógłbym ich zostawić, bo liga i moi kluczowi zawodnicy. A spójrzmy na to z perspektywy chłopców mają do wyboru grać na turnieju z Manchesterem United i Bayernem Monachium czy pojechać na mecz do… Słońska. Pozwalam im na to, bo to jest świetna dla nich sprawa, a co będzie później? Jak zagrają kiedyś w reprezentacji Polski to będziemy dumni jak z Dudki czy Wojtkowiaka, że chłopak Z Kostrzyna zaszedł tak daleko – podkreśla.

Nazwa klubu sugeruje, że jest to wszystko związane z SP 4. I to prawda, ale na zajęcia przychodzą chłopcy z innych szkół. Nie jest to zamknięty ośrodek dla jednej placówki oświatowej. Aczkolwiek już w Turnieju “Z Podwórka na Stadion o Puchar Tymbarku” mogą brać udział wyłącznie uczniowie tej szkoły, ale niekoniecznie tylko jednego klubu. W skład SP 4 Kostrzyn nad Odrą wchodziło również czterech zawodników z Akademii Futbolu Kostrzyn nad Odrą.

– Na pierwszych finałach Turnieju “Z Podwórka na Stadion o Puchar Tymbarku” zarzucano mi, że krzyczę na zawodników i ogólnie pojawiła się łatka: ”drużyna krzyczących trenerów”. Nagrano mnie, a z moich ust padały takie słowa jak: “idź” czy “wróć”. Teraz też jest tak, że odchodzi się od podpowiadania na meczach i zapewne jest to słuszne podejście, bo rozwijamy kreatywności u dzieci, ale ja już mam taki charakter, że żyję tym meczem wraz z nimi. Nieraz się bardziej spocę przy linii od nich (śmiech). Proszę spojrzeć na Michała Probierza on też jest ekspresyjny przy linii i takich szkoleniowców jest wielu. To jest kwestia adrenaliny i charakteru, jeśli nikogo przy tym się nie obraża, chyba nie ma w tym nic złego. Pamiętam jak sam grałem w piłkę i usłyszałem od trenera: “wróć” i miało to na mnie spory wpływ, że brałem się w garść i dawałem z siebie jeszcze więcej – mówi z przekonaniem Bogdański.

Aczkolwiek jak zapewnia trener na następnych finale na Stadionie Narodowym starał się już panować nad emocjami i nie podpowiadać, bo wyszedł z założenia, że i tak go nie będzie słychać, bo za duży jest harmider. Zanim, jednak przejdziemy do zwycięskiego Turnieju z  2019 roku. Krótko o przygodzie tej samej drużyny, ale w kategorii U-10, która miała miejsce dwa lata wcześniej.  

Też było im dane zagrać na Stadionie Narodowym, ale wtedy przegrali z Irzykiem Warszawa (1:2). – Gdy przegraliśmy finał Turnieju “Z Podwórka na stadion o Puchar Tymbarku” z Irzykiem Warszawa w 2017 roku, miałem okazję pojechać do Warszawy jako koordynator rozgrywek, żeby zobaczyć, jak przebiega spotkanie zwycięzców Turnieju z reprezentacją Polski. Pomyślałem sobie wtedy: “kurczę, szkoda, bo to fajna pamiątka dla dzieciaków, gdzie mogą się spotkać ze swoim idolem, Robertem Lewandowskim i całą kadrą” – wspomina Bogdański.

Jednak co się odwlecze, to nie uciecze. Jak wyglądały przygotowania do “zwycięskiego” Turnieju? – Można powiedzieć, że ja na ten Turniej byłem w roli selekcjonera, a nie trenera, bo przyjeżdżali do mnie wytrenowani zawodnicy, a ja tylko wybierałem skład i mówiłem, co mamy grać. Sytuacja wyglądała tak, że mieliśmy tylko jedną jednostkę treningową w tygodniu na mocno zużytym orliku, gdzie i tak nie mogli być wszyscy zawodnicy. Trudno nam było tak zgrać terminy, żeby wszystkim pasowało – wyjaśnia.

A jak dobrze wiemy inne zespoły potrafią stricte przygotowywać się pod Turniej “Z Podwórka na Stadion o Puchar Tymbarku”. – Gdy rozmawiałem z trenerami drużyny z Wrocławia, z którą graliśmy w półfinale, to aż się za głowę złapałem, gdy powiedzieli, że oni wszyscy znają się i trenują na co dzień w Śląsku Wrocław. Bo my tylko raz się widzimy w tygodniu. Jednak historia po raz kolejny pokazuje, że Dawid może pokonać Goliata – zaznacza.

Adam Bogdański: – Ten półfinał był specyficzny, gdyż wiceprezesem PZPN-u jest Andrzej Padewski i im kibicował. Co do meczu to zaczęło się tak, że popełnili błąd i zdobyliśmy gola na 1:0. Jednak już po kilkunastu sekundach było 1:1. Mecz był wyrównany, dominowała na boisku walka. Następnie bramkarz rywali popełnił błąd przy odbiciu piłki i ta trafiła wprost do Kacpra Sikorskiego, prowadziliśmy 2:1. Końcówka meczu, wybijaliśmy często piłkę na aut. Czas działał na naszą korzyść. Zauważyłem, że zaangażował się prezes PZPN Zbigniew Boniek, nie wiem dlaczego. Podawał szybko piłkę. Gdy my wybiliśmy na aut, biegał za tą futbolówką, podawał im szybko. Kontekst jest taki, że chciał, żeby wrocławianie strzelili bramkę na 2:2 (śmiech). On powinien stać z boku i bacznie obserwować, a się zaangażował. Boniek stał za bramką naszych rywali. Jednak całą tę sytuację traktuję jako taką anegdotkę.

Sam finał był niezwykle emocjonujący. Trzydzieści sekund do końca spotkania, na tablicy wyników widnieje wynik 2:2. Sędzia Szymon Marciniak odgwizduje rzut wolny, tuż przed polem karnym. Do tego stałego fragmentu gry podchodzi Alan Krysiński i niczym Leo Messi pakuje piłkę w samo okienko bramki. W taki sposób drużyna SP 4 z Kostrzyna nad Odrą sięgnęła po zwycięstwo w Turnieju “Z Podwórka na Stadion o Puchar Tymbarku”.

– Taki urok sportu, że teoretycznie słabszy jest w stanie pokonać lepszego. Czesław Michniewicz komentował ten mecz z Mateuszem Borkiem i powiedział przed meczem finałowym, że nie wróży nam większego sukcesu, bo obserwował z bliska zespół z Warszawy, który wysoko pokonywał swoich rywali – opowiada trener SP 4 Kostrzyn nad Odrą.

I to była prawda, bo drużyna z Warszawy pokonała w ćwierćfinale SMS Łódź aż 12:0, a w półfinale ekipę ze Stężycy 5:0, z którą ekipa z Kostrzyna zremisowała 2:2 w grupie. – Śledziłem wyniki zespołu z Warszawy. Myślałem sobie, żeby za wysoko nie przegrać z nimi. Wiele osób się spodziewało, że oni nas “zleją” .Fajnie, że piłka czasem jest taka, że kopciuszek wygrywa z mocnym rywalem. Bo oni mają 10 godzin zajęć w tygodniu, treningi, specjaliści i cuda. My tak nie mieliśmy, bo ja miałem tylko jedne zajęcia w szkole, te dzieci trenują w trzech różnych klubach. Ciężko było ich wszystkich zebrać nawet na tę jedną godzinę. Zdaliśmy się na pracę trenerską – podkreśla.

Wspomniany gol Alana Krysińskiego stał się viralem w sieci i obejrzało go kilkaset tysięcy osób. – Fajnie się słuchało i oglądało mecz z odtworzenia, bo Mateusz Borek mocno nakręcał tę sytuację, “gdyby tak uderzył, jak Messi, nie byłoby rzutów karnych”. Zresztą taka anegdotka. Sędzia Marciniak powiedział do Krysińskiego: “uderz to i kończymy”. Wiadomo, można tak sobie powiedzieć, jednak akurat jego słowa stały się faktem. To była najwspanialsza forma zakończenia meczu i to takiego meczu. Wiele znanych osób z Polski komentowało, widziało spotkanie i to trafienie Krysińskiego. Wspominał o tym m.in. Hubert Urbański. Cała otoczka mocno działa na wyobraźnię – uważa.

– Do ciekawej sytuacji doszło na trybunach. Byłem na Stadionie Narodowym jako kibic i obok nas siedzieli rodzice chłopców z Katowic, z którymi nasza Szkoła zremisowała 1:1 we wcześniejszej fazie rozgrywek. I oni mieli już bilety na mecz kupione wcześniej, ale przyszli specjalnie tylko na finał chłopców U-12, żeby nam kibicować. Coś wspaniałego – mówi nam Arkadiusz Snopek, jeden z trenerów w SP 4 Kostrzyn nad Odrą.

Już ustaliliśmy, że dla dzieci spotkanie z reprezentacją Polski to wielka sprawa. Czy wiążę się z tym jakaś dodatkowa historia związana z ekipą z Kostrzyna? – Jeden z moich zawodników, który wywalczył awans na finały ogólnopolskie miał wielkiego pecha. To jest chłopak, który boi się poboru krwi, a na jej widok – mdleje. I była taka nieszczęśliwa sytuacja, że wybił sobie zęby. Chciałem go zabrać do Warszawy, bo zasłużył na to, nie zagrałbym, ale byłby z nami. Aczkolwiek jego ojciec przyszedł i powiedział, że mam wziąć kogoś innego, niech inny ma szansę zagrać w Warszawie. Tak się stało, ale… udało nam się wygrać całe rozgrywki, a nagroda główna to spotkanie z reprezentacją. I on nie mógł tego przeżyć, że go to ominie. Na szczęście udało się to załatwić, bo grał w finałach wojewódzkich i miał zaświadczenie od lekarza, że nie może ćwiczyć i to wystarczyło – opowiada.

Gdzie teraz są zawodnicy, którzy sięgnęli po zwycięstwo w Turnieju “Z Podwórka na Stadion o Puchar Tymbarku”? Alan Krysiński, czyli strzelec gola na 3:2 w finale jest teraz zawodnikiem FASE Szczecin. Sebastian Chuchnowski również FASE. Kacper Sikorski, MVP Turnieju występuje w akademii Pogoni Szczecin. Oliwier Potomski przez chwilę był w Śląsku Wrocław, a teraz szkoli się w Unionie Berlin. Bramkarz, Piotr Pakirski kontynuuje swoją przygodę z piłką w Warcie Gorzów Wielkopolski. A pozostali są w Celulozie Kostrzyn nad Odrą.

Kacper Sikorski

Co wyróżnia UKS “Czwórkę” jako szkółkę w regionie? – Doświadczenie. W stałym składzie z prezesem Robertem Góźniczakiem działamy od wielu lat i dołączają do nas młodzi, zdolni wyróżniający się w regionie trenerzy. Wychodzę też z założenia, że nauczyciel z licencją trenerską jest lepszym szkoleniowcem od osoby, która nie ma za sobą tej edukacji. Bo nauczyciel jest też pedagogiem i musi mieć odpowiednie podejście do dzieci. U nas w szkółce jest ośmiu trenerów i wszyscy mają wyższe wykształcenie, a większość jest po AWF-ie. Uważam, że jest to nasz atut. I u nas może trenować każdy, nieważne, jakie ma podejście. Dla nas najważniejsza jest zabawa, a jak uda się wychować zawodnika pokroju Lewandowskiego, będziemy dumni, ale nie jest to cel sam w sobie – puentuje Adam Bogdański. 

***

UKS “Czwórka” Kostrzyn nad Odrą nie jest profesjonalną akademią, która zatrudnia kilkudziesięciu trenerów z świetnym zapleczem sprzętowym i boiskowym. Aczkolwiek też nie można zaliczyć tego klubu do grupy amatorskich.

Warunki treningowe mają na solidnym poziomie. Brakuje tylko pełnowymiarowego sztucznego boiska, ale najważniejsze jest to, że mają dostęp do naturalnej nawierzchni, która jest zadbana przez osoby opiekujące się obiektem MOSiR-u.

Co nam się rzuciło w oczy podczas wizyty w Kostrzynie nad Odrą? Z pozytywnych aspektów na pewno należy powiedzieć, że osoby tam pracujące są pełne pasji. Ona wręcz kipi z trenerów, którą przenoszą później na swoich podopiecznych. A tym głównym bossem, który ma w sobie najwięcej energii i miłości do piłki jest trener Adam Bogdański.

Obserwowaliśmy z bliska, w jaki sposób 64-letni szkoleniowiec współprowadzi zajęcia dla najmłodszych dzieci. Dzieci były naładowane energią jak króliczki ze znanej reklamy jednego z wiodących producentów baterii alkalicznych. I one są w takim wieku, który sprawia, że w każdej chwili może zmienić się ich nastrój np. nie strzelą gola = płacz i szukanie wzrokiem, gdzie jest rodzic.

Mimo tych wszystkich okoliczności doświadczony trener radził sobie bez większych zarzutów, zachowując przy tym stoicki spokój, a z jego twarzy nie znikał uśmiech. Nie było też krzyków i wrzasków. Wywarło na nas to bardzo pozytywne wrażenie. Jedyną rzeczą, do której można się przyczepić to gwizdek, którego używał. Wielokrotnie czytaliście już na naszym portalu, że odchodzi się od tego narzędzia, bo są inne, lepsze sposoby na to, żeby dzieci się uspokoiły i skoncentrowały się na tym, co ma do przekazania trener.

Na tych zajęciach pojawił się atrybut sędziego, ale też to nie jest coś, co od razu przekreśla szkolenie w całej szkółce. Nie jesteśmy z PZPN-u i nie przeprowadzamy szczegółowej kontroli. Nasza ocena nie będzie miała wpływu na to, czy “Czwórka” nadal będzie miała brązowy certyfikat w programie certyfikacji szkółek. To tylko takie małe spostrzeżenie.

Ten reportaż był nieco inny od poprzednich, gdzie skupialiśmy swoją uwagę głównie na aspektach szkoleniowych. Tutaj na pierwszy plan wysunęły się pozytywne wspomnienia związane z Turniejem “Z Podwórka na Stadion o Puchar Tymbarku” i ogromna pasja do piłki nożnej. Wydawałoby się, że to tylko rozgrywki dla dzieci z różnymi atrakcjami takimi jak, choćby Stadion Narodowy, ale jednak to coś więcej.

Emocje, które tam się przeżywa zostają na długie lata i nie tylko u tych najmłodszych, co udowadniają to osoby, które były tam w innej roli czyt. trener czy kibic. Od pamiętnego finałowego meczu w maju miną dwa lata, a najbardziej wyróżniający się zawodnicy z tej drużyny są już rozsiani po całej Polsce, a nawet jeden z nich rozwija się w Niemczech.

Kto wie, może Kacper Sikorski lub Alan Krysiński, a może ktoś inny, pójdą w ślady Dariusza Dudki czy Grzegorza Wojtkowiaka i z Kostrzyna nad Odrą wylądują w reprezentacji Polski? Tego im życzymy i będziemy bacznie obserwować ich dalsze poczynania.

A UKS-owi “Czwórka” Kostrzyn nad Odrą życzymy, żeby dalej zarażali pasją do piłki nożnej kolejne pokolenia. Trener Bogdański niedługo uda się na emeryturę, więc mamy nadzieję, że jak on odejdzie na bok, nadal będzie to funkcjonowało tak, jak w tej chwili. Bo wydaje nam się, że jest to dobre miejsce, aby stawiać swoje pierwsze kroki związane z piłką nożną, aby złapać tego bakcyla i pokochać ten sport.

Z KOSTRZYNA NAD ODRĄ – ARKADIUSZ DOBRUCHOWSKI

Fot. UKS “Czwórka” nad Odrą/Facebook