Weszło Junior

Nie obwiniaj, nie oceniaj, nie porównuj. To był zaszczyt, Profesorze

Inspiracja dla wielu pokoleń. Wybitny teoretyk i doświadczony praktyk. Człowiek, który pomógł wielu związkom, dziesiątkom tysięcy studentów, tysiącom trenerów. Koszykówki, ale i piłki nożnej. Rewolucjonista. Mistrz. Profesor Tadeusz Huciński zmarł w czwartek rano. Miał 72 lata.

Z treserów robią trenerów. Koszykarska rewolucja inspiracją dla futbolu? >>

Kiedy przeczytałem „Współczesną Pedagogikę”, wiedziałem, że tej książce trzeba pomóc. Wiedziałem, że ona nie może przejść bez echa, jak chwilę wcześniej Imopeksis. Dwa miesiące później wydaliśmy ją wspólnie. Dziś jest w domach ponad 2500 trenerów.

To sposób patrzenia na edukację, trening i wychowanie dzieci i młodzieży. A może nawet dorosłych? To książka dająca do myślenia. Pokazująca nowe trendy, ale i kierunek, w którym zmierza świat. Książka szokująca. Szokująca, jak wiele w życiu daje sport. I jak wiele w wychowaniu dzieci znaczą ich pierwsi nauczyciele – napisałem blurb na jej tylną okładkę.

Z jednego i drugiego mogę być dumny.

*

Połowa września, około godziny 20. – Profesor Huciński dzwoni – zawołała żona, gdy malowałem ogrodowy płot.

– Podzielę się czymś z panem. We wszystkich naszych działaniach kluczem jest zauważać i wydobywać naturalne zdolności danej osoby. To nie tyczy się tylko piłki nożnej, ale i szkoły, ale i wszystkich innych dziedzin życia. Kluczem jest widzieć to, co każdy ma w sobie naturalnie. Tacy trenerzy będą zmieniać rzeczywistość. Takich proszę wyłapywać z tłumu. Można im dać darmowe bilety na jakieś szkolenia. Pan już wymyśli jak to zrobić, żeby było dobrze.

*

Profesor, pedagog, trener klasy mistrzowskiej w koszykówce, teoretyk kultury fizycznej, psycholog sportu. 18-letnie doświadczenie w pracy trenerskiej kadry narodowej, 17 sezonów w jednym klubie. Trzy awanse do ligi zawodowej. Uczestnik dziesięciu finałów mistrzostw Europy, wicemistrz Starego Kontynentu. Uczestnik trzech mistrzostw świata. Wielokrotny medalista MP w koszykówce, były szef szkolenia PZKosz, wiceprezes PZKosz, członek komisji FIBA. Uczestnik projektów szkoleniowych w USA. Odpowiedziany ze szkolenie mentalne kadr narodowych do Igrzysk Olimpijskich w Rio de Janeiro 2016. Wieloletni pracownik naukowy AWFiS w Katowicach, Gdańsku i Warszawie. Były rektor AWFiS w Gdańsku i ESW w Sopocie. Autor ponad 30 publikacji książkowych (monografie, podręczniki), 180 artykułów naukowych. Profesor nadzwyczajny Politechniki Koszalińskiej. Profesor Hanowerskiej Akademii Nauk Przyrodniczych. Odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski przez Prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

Takie bio miesiąc temu przesyłałem do „Asystenta Trenera”. – Przemek, Profesor prosi, żeby dopisać, że rada naukowa Uniwersytetu Oxfordzkiego uznała istotność metody IMOPEKSIS, tym samym na University of Oxford,  powstanie praca magisterska i doktorska na jej podstawie – podsumowali wspólnie w mailowej odpowiedzi „Hucior” z Tomkiem Wilczewskim.

*

Graliśmy z Chinkami. Przed ostatnią kwartą nie miałem pomysłu, co im powiedzieć. Zgłupiałem. Co robimy? – zapytałem. Ruszymy na nie pressingiem – zaproponowały dziewczyny. Wygraliśmy na MŚ mecz z jednymi z głównych faworytek do tytułu. Na Chinki, pressingiem?! Ja bym tego nie wymyślił. Od tamtej pory stałem się coachem. Wcześniej, przez 15 lat, byłem treserem.

*

Czasami miałem wrażenie, że Profesor przy mnie grał. Że chciał pokazać mi jak praktykuje Imopeksis. Ale przejaskrawiał. Może taki jednak był?

Tego jaki był nie wie chyba tak do końca nikt. Bo ile razy grał z nami w te swoje psychologiczne gierki, a kiedy zachowywał się naturalnie?

– Proponuję 10% dla nas – rzuciłem podczas jednych z negocjacji którejś ze wspólnych inicjatyw.
– Nie – odpowiedział. – 15% dla was – dodał.

Profesora rozczytać nie mógł nikt. O swojej chorobie nie rozpowiadał najbliższym, a co dopiero publicznie. On zawsze był tym, który brał wszystko na swoje barki. Tym silnym, mocnym mężczyzną, który nie okazuje słabości.

Coś z jego zdrowiem zaczęło się psuć już dawno. Przed rokiem nie dojechał przecież na nasz styczniowy Kongres Wiedzy o Szkoleniu Piłkarskim. Wtedy w szpitalu wylądował dzień przed imprezą. Wcześniej opuścił też jesienny Kongres Psychologii Sportu.

Że ostatnio schudł, bałem się zwrócić uwagę. Kiedyś, w jego obecności, powiedziałem Tomkowi Wilczewskiemu: „Co ty jesteś taki blady? Chyba musisz odespać obóz”. I dostało mi się po głowie. – Oceniasz jego samopoczucie i teraz on będzie się zastanawiał, czy aby na pewno wszystko jest z nim w porządku. Dlaczego zostawiasz go ze swoją oceną? Czemu mu ją narzucasz? – zapytał, a ja uśmiechnąłem się tylko skonfundowany.

W wieku 71 lat zapisał się na kurs związany z technikami zen. Rozwijać się pragnął do końca.

Polski Phil Jackson – żartowaliśmy wspólnie. – A może Jackson to jest amerykański Huciński? – kontrował z uśmiechem.

Coś ich na pewno łączyło. Tak jak z Haynenem, z Górskim czy z Fergusonem. Grupa wybitnych coachów. “Hucior” nie bał się dużych porównań i wielkich nazwisk. Dla niego nie było świętości. W Stali Rzeszów chciał chyba zrobić za wiele. Za bardzo nie zgadzał się z systemem. Swój chciał przemycać po cichu. Podpadł też w PZPN-ie. Ale on zawsze chodził swoimi ścieżkami. Z fajką w ustach i z własnym zdaniem. Bez tego nie byłoby Imopeksisu.

Profesor podkreślał na każdym kroku, że nie wolno myśleć sobą. Że trzeba wczuwać się w emocje drugiej osoby. – Na najwyższym poziomie Milik myśli Lewandowskim. Ważniejszy jest drugi gracz – zaznaczał. – Jeśli myślisz sobą, jesteś zerem, jeśli myślisz partnerem lub zawodnikiem – jesteś jedynką.

Chociaż co semestr, na pierwszych wykładach, mówił “wszyscy macie zaliczenia, nie sprawdzam obecności” – frekwencje często notował stuprocentowe.

– Żałuję tylko, że kiedy my lataliśmy po świecie z reprezentacją Polski, w kraju panował komunizm. I kiedy my kosztowaliśmy frykasów w najlepszych hotelach, moja rodzina nie mogła sobie pozwolić nawet na normalność – powiedział mi kiedyś przy śniadaniu. Pykał swą fajkę, ale nie myślał sobą.

Na koszykarskim obozie, w którym wziąłem udział prawie dwa lata temu, przez tydzień wnikliwie wszystko obserwował. Siedział na skraju sali i zerkał na to, co dzieje się na parkiecie. Wyłapywał błędy, by eliminować je na kolejnych zajęciach.

Zawsze punktualny, na każdym posiłku był przed wszystkimi. Budował “przewagę”, zajmował pozycję, z której widzieć mógł wszystko.

Pewnego wieczora dosiadł się do nas, młodych, i wypiliśmy po piwie. – Siedzieć można do rana, to często bardzo wartościowe i twórcze. Ważne jest tylko, by nie zaniedbać swoich zobowiązań na drugi dzień – podsumował na odchodne. Z całej ekipy tylko ja wstałem na trening o 6:50. Dla niego. Choć po czterech godzinach snu ledwo doszedłem do hali, było warto. Bo przed nią Profesor siedział już z fajką. Przywitaliśmy się i reszta zajęć nie była już ważna.

Powiedziałem mu kiedyś, że powinniśmy napisać jego biografię. Ale bez niego to już się nie uda.

Spóźniłem się.

Krzyk? To wołanie o pomoc. Krzycząc na mnie, krzyczysz na siebie.

Jesteś dobrym trenerem, jeśli to co chcesz powiedzieć dziecku, dziecko powie tobie.

– Dziecko nie przychodzi do nas, byśmy mu radzili. Przychodzi, by zostać wysłuchane.

*

Połowa stycznia, niedzielny wieczór. Telefon dzwoni tym razem na górce, gdy moje dzieci zjeżdżają z niej na sankach.

– Czytał pan dzisiejszy „Przegląd”? Dzwonię tylko, żeby przeczytał pan wypowiedź Wenty. Ósma strona. Mówi o swoich sukcesach. Zwraca uwagę dokładnie na to, o czym ja mówię. Proszę zobaczyć w internecie. Koniecznie.

Sam nie wiedziałem jak podchodzić do tych jego telefonów. Były one tak nieregularne i zaskakujące, jak intrygujące jednocześnie. Przekazywał mi coś, chociaż ja wszystkiego nie rozumiałem. Ten o Wencie był chyba ostatnim z cyklu. Później pomagał mi w sprawach formalnych z jednym tematem. Zadzwonił o 7:50. – Przepraszam, że tak wcześnie, ale wszystko załatwione. Przedyktuję ci numer i możesz działać.

Ktoś napisał mi dziś na Twitterze, że dopiero co mówiłem o zaproszeniu Hucińskiego do podcastu. Kolejnym. Faktycznie, z Pawłem Habratem wspomniałem o debacie. Że taka na pewno byłaby interesującym zderzeniem. Tej debaty już jednak nie nagramy.

Żałuję, że w futbolu był na tyle krótko. Bo kilka lat to tyle, co nic.

Tym bardziej, że odbierany był skrajnie. Ale gdy ktoś twój świat wywraca do góry nogami, trudno nie trafić na krytyków.

Zawsze na początku jest opór – mawiał. – Jesteśmy kilka lat przed tym, co się będzie działo. Wyprzedziliśmy wielu i musimy na nich poczekać.

Mieliśmy wiele wspólnych planów. I części nie zrealizujemy. Ale choć 4 marca 2021 Profesor Huciński zakończył swoją ziemską podróż, podróży tej nie zakończył Imopeksis. Bo uczniowie Mistrza, na czele z Tomkiem, zostali odpowiednio przygotowani, by kontynuować jego dzieło.

Intencja, MOtywacja, Pewność siebie, zarządzanie Emocjami, Koncentracja, Spójność grupy oraz Intuicja w aspekcie odczuć i upodmiotowienia. PAMIĘTAMY.

Dziękujemy za wszystko, Profesorze.  Zaszczytem było móc czerpać bezpośrednio od Ciebie. Spoczywaj w pokoju.

PRZEMYSŁAW MAMCZAK