Blogi i felietony

Wtorkowa rozgrzewka z Mamczakiem: nie na raz

Wielu uznanych trenerów zmieniało w przeszłości mniej popularne dyscypliny, w których byli specjalistami, na piłkę nożną. Tak było choćby z Manuelem Estiarte, który z wybitnego piłkarza wodnego stał się członkiem sztabu Pepa Guardioli, tak było z profesorem Tadeuszem Hucińskim, który pod koniec swojej kariery znacznie aktywniejszy był w futbolu niż w koszykówce, tak było również z Horstem Weinem.

Wein zajmował się hokejem. Zresztą “zajmował się” to duże uproszczenie – on sięgnął nawet po srebrny medal igrzysk olimpijskich! Swoje doświadczenia przeniósł jednak w pewnym momencie na grunt piłkarski. Na grunt znacznie żyźniejszy. Grunt, którego owocami żywo interesuje się zwykle cały świat.

I tak niespodziana decyzja Niemca o zmianie profesji okazała się źródłem wielu wartościowych publikacji, na czele z “Funiño. Piękna gra!”. Na czym polega formuła gier 3v3 na cztery bramki, z wydzielonymi strefami strzału, dokładnie wyjaśnił w “Jak Uczyć Futbolu” Tomasz Zabielski. Trudno jednak obojętnie przejść obok zalet gier w formule Weina. Tych, na szybko, znalazłem co najmniej osiem:

1. Podstawową zaletą małych gier jest to, jak często zawodnicy w nich uczestniczący znajdują się przy piłce. Przypominają mi się słowa Ruia Pacheco, który wyliczył, że w meczu 7v7 zawodnik ma z piłką trzy razy więcej kontaktów niż w meczu jedenastek. Wykonuje też dwa razy więcej podań. To przez to dzieci, które uczą się podstaw futbolu, rywalizują w znacznie mniej liczebnych drużynach od dorosłych. Przy grze 3v3 trudno sprzeczać się o liczby. Matematyka jest bezwzględna. Dla ośmio- czy dziewięciolatków proporcje te są doskonałe.

2. Dzieciaki uwielbiają gry 1v1, jednak w rywalizacji trójkowej do elementów prowadzenia piłki czy dryblingu dodać można doskonalenie podań. Trzyosobowa drużyna może swym ustawieniem przypominać trójkąt, a przecież ta figura geometryczna daje nam na boisku najwięcej możliwości. I to nie tylko na początkowym etapie rozwoju. Elementów związanych z zagraniem futbolówki do partnera warto nauczać w rywalizacji meczowej.

3. O ile technika podań oraz ich efektywność jest podczas wspomnianej rywalizacji istotna, o tyle jeszcze ważniejsze jest to, co dzieje się w głowach futbolowych adeptów w jej trakcie. Od formy wyizolowanej grę lub jej fragment dzielą decyzje. I właśnie procesy decyzyjne co rusz przebiegają na boisku. Prowadzić piłkę czy jednak podać? Zagrać do kolegi po lewej stronie czy raczej uruchomić tego nadbiegającego z prawej? A może dryblować? Decyzje podejmujemy w każdej akcji, a wraz z nimi neurony w naszych mózgach wytyczają nowe ścieżki, które utrwalają się z każdym kolejnym zagraniem zakończonym sukcesem. Tak tworzy się przyszłego mistrza.

4. W Funiño nie ma czasu na przestój. Przy dobrej dystrybucji piłek, gramy praktycznie bez zatrzymania, przez minimum dziesięć minut. Choć pole nie jest za duże (22-25 x 25-30 metrów), to trudno w tym czasie nie zmęczyć się należycie. Trener praktykujący gry Weina na pewno nie musi się martwić o ich intensywność.

5. Nie musi też motywować swoich zawodników z zewnątrz. Może, zgodnie z filozofią niemieckiego szkoleniowca, wycofać się i obserwować grę. Dopiero po niej, za pomocą odpowiednich pytań, naprowadza swoich podopiecznych na rozwiązania, których być może nie zauważyli oni w trakcie rywalizacji. Środowisko, w którym proces nauki gry w piłkę odbywa się przy pomocy coachingu demokratycznego (nastawionego na współuczestnictwo i partnerskie relacje trenera oraz zawodnika), to coś, co Wein propagował m.in. w Barcelonie, Interze, Milanie czy Arsenalu. Tu, przy okazji rywalizacji 3v3 na cztery bramki, nawet szkoleniowiec bez wielkiego doświadczenia będzie widział wiele aspektów, które można by w przyszłości zoptymalizować. Dlatego warto… w tym środowisku zafunkcjonować.

6. Pisałem o intensywności, a na jej brak często wpływa sprawa błaha – złe rozstawienie trenażerów. Odpowiedni setup, który w szybki sposób prowadzący zajęcia może zmodyfikować, zapobiega przestojom. W Funiño ten problem również znika – bo operujemy na jednej strukturze (np. dwóch boisk o wyżej wspomnianych wymiarach), na której odbyć można bardzo udaną jednostkę z udziałem szesnastu (a nawet dwudziestu czterech!) zawodników.

7. Zaznaczałem też już wyżej aspekt decyzyjności. Warto pamiętać przy tym, że otwarcie na realizację tego procesu przez młodych piłkarzy wspiera rozwój ich kreatywności. To od nich zależy czy przedryblują wszystkich rywali, czy jednak zwiodą ich pod linię boczną, by później, znienacka, przenieść ciężar gry na drugą stronę, gdzie piłkę dopaść i wprowadzić do pustej drugiej bramki może niekryty kolega. Piłka nożna to wieczne oszustwo. To ciągłe próby oszukania rywala, w których można stać się… biegłym.

8. Choć sporo pożytku można wyciągnąć z zamrażania podczas gry (metoda “stop”), Wein uznawał, że coaching odbywać się powinien pomiędzy grami. Trener, który nie krzyczy, taki, który nie podpowiada – to także Funiño. Trener dzięki grze wcale nie ma łatwiej. Ma jednak czas na refleksję i przemyślenia. Na to, by ułożyć sobie w głowie priorytetowe pytania, które za chwilę zada swoim zawodnikom.

***

Funiño ostatnio dość sprawnie odkurzyliśmy. Książki w wydaniu papierowym, których przez kilka lat w Polsce nie było, przywróciliśmy nawet do dystrybucji wśród trenerów (tutaj). Ale w naszych działaniach nie ma przypadku.

Wypunktowanie zalet formuły propagowanej przez Weina jest banalne, bo te są bezsporne. Mój powrót do tej tematyki sprawił jednak również, że przypomniałem sobie o początkach fascynacji trenerską izolacją. Od krzyku, podpowiedzi, od boiska. Fascynacji filozofią wycofania, coachingu opartego o obserwację i… częste wstrzymywanie swojego języka za zębami. Dopiero później wsiąknąłem w Imopeksis, a przecież patrzenie na komunikację Ś.P. Weina i Ś.P. Hucińskiego zbieżne są na wielu płaszczyznach.

PRZEMYSŁAW MAMCZAK

Chcesz podyskutować o szkoleniu? O najnowszym artykule? Nie zgadzasz się ze mną lub chciałbyś coś dodać? Napisz koniecznie – [email protected].