Wywiady

CLJ-ka od środka: “Trenerzy szukają miodu – jak Kubuś Puchatek”

Artur Gadzicki na co dzień jest koordynatorem szkolenia i trenerem drużyny CLJ U-17 Górnika Łęczna oraz pracuje przy reprezentacji Polski futsalu do lat 19. Co zmieniło się za jego “rządów” w akademii “Dumy Lubelszczyzny”? Czy elementy piłki halowej warto wprowadzać do zespołów jedenastoosobowych grających na co dzień na trawie? Czy szkolenie w Polsce w ogóle idzie w dobrym kierunku? Czy każdy trener powinien mieć jakąś specjalizację? Czy zawieszone rozgrywki CLJ, możemy już rozpatrywać w kategorii zakończonych? 

Jak zareagowaliście jako drużyna na wieść o tym, że zostały zawieszone rozgrywki Centralnej Ligi Juniorów?

– Nie byliśmy z całą pewnością zachwyceni tym faktem, ale również specjalnie zaskoczeni. Oczywiście wszyscy chcielibyśmy grać, żeby wszystko odbywało się w sportowej atmosferze i duchu rywalizacji.  Z rzeczy nieważnych piłka jest najważniejsza, ale dalej są rzeczy ważniejsze. Dlatego trzeba przejść z tym do porządku dziennego, skorygować swoje plany i liczyć na to, że sytuacja uspokoi się na tyle, że pozwoli nam dokończyć rozgrywki, a przynajmniej do nich wrócić. Awansowaliśmy do Centralnej Ligi Juniorów z myślą, żeby stworzyć zawodnikom, jak najlepsze warunki do rozwoju i rywalizacji, a obecna sytuacja zaburzyła nam ten plan.

Czy w tym momencie coś robicie na boisku? Czy daliście już wolne zawodnikom na święta? 

– Część zawodników ma podpisane umowy stypendialne, więc są w stanie trenować z zespołem rezerw. Natomiast ci, którzy nie mają takich możliwości, otrzymali indywidualne rozpiski treningowe, które realizują samodzielnie, zawodnicy spotykają się również w formule online, gdzie odbywają zajęcia z trenerem przygotowania motorycznego. W ten sposób radzimy sobie i czekamy na to, co wydarzy się później.

Wszyscy są zdrowi?

– Tak, na razie choroby nas omijały. Do tej pory trenowaliśmy w pełnym składzie osobowym i chociaż wirus krążył blisko to jako zespół nie odczuliśmy skutków pandemii. 

Czy trener jeszcze wierzy w to, że uda się wrócić do rozgrywek Centralnej Ligi Juniorów? Czy raczej traktuje pan to w kategoriach marzeń i złudzeń? Tym bardziej mając na uwadze to, co dzieje się aktualnie w Polsce, że po prostu nie ma przesłanek ku temu, żeby dziennie było mniej zachorowań.

– Porównując sytuację, którą mamy teraz, do tej, jaką mieliśmy w zeszłym roku, widzimy, że liczba zachorowań jest na tyle wysoka i nie spada, że ciężko będzie o to, żebyśmy 9 kwietnia wrócili do rozgrywek. Serce mówi wracajmy i grajmy, ale rozum, że rozgrywki w dotychczasowej formie mogą się nie odbyć. Na tą chwilę czekamy co będzie działo się po 9 kwietnia.

Rozgrywki dziecięce i młodzieżowe zostały zawieszone i powiem szczerze, że mnie to boli. Uważam, że są możliwości na to, żeby one się odbywały i nie miałoby to większego przełożenia na rozprzestrzenianie się wirusa. Tym bardziej że mówimy o młodych organizmach i aktywności fizycznej na świeżym powietrzu. Brak sportu u dzieci i młodzieży może przynieść im tylko negatywne skutki. 

Na pewno jest wiele niekonsekwencji w restrykcjach, które się pojawiały. Na wielu innych płaszczyznach można by próbować zmniejszać liczbę zachorowań. Aczkolwiek nie jestem specjalistą w tej dziedzinie i nie roszczę sobie praw do oceny tych działań. Natomiast wydaję mi się, że i tak Rząd długo pozwalał nam na to, żeby trenować i grać w piłkę. Rozmawiałem ze znajomym, który mieszka w Portugalii – w czasie, kiedy u nas wracała piłka jedenastoosobowa oraz rozgrywki to oni dopiero trenowali w małych grupach. W zeszłym roku udało nam się przygotować do rozgrywek w rundzie jesiennej, pojechaliśmy na zgrupowanie, rozegraliśmy pełna rundę jesienną spotkań, zimowy okres przygotowawczy również przebiegał sprawnie niestety po trzech kolejkach zatrzymujemy rozgrywki i musimy czekać. Do aktualnej sytuacji podchodzę z dużym dystansem, bo sam nie chciałbym podejmować takich decyzji, czy powinniśmy grać, czy też nie?

Przed zawieszeniem rozgrywek, udało się rozegrać trzy kolejki ligowe. Jak trener ocenia start sezonu w wykonaniu swojej drużyny? Zwycięstwo z Koroną Kielce 2:1 i dwie porażki, najpierw z Motorem Lublin 1:3, a potem Wisłą Kraków 1:4.

– Zaczęliśmy dobrze, bo od zwycięstwa u siebie z Koroną Kielce. Później przydarzyły się nam dwie porażki. Czy mogło być lepiej? Pewnie tak, ale mogłoby być też gorzej, natomiast to, co dla mnie jest bardzo istotne to poziom, na jakim przyszło nam rywalizować. Graliśmy z dobrymi zespołami, które pokazały nam swój pomysł na grę, pewną powtarzalność w boiskowych poczynaniach i wskazały nad czym musimy pracować. To nie jest już poziom ligi wojewódzkiej. Rywalizacja w tej lidze daje nam bardzo dużo. Mam nadzieję, że jeszcze wiele nam da, jeśli wrócimy do gry. Pokłosiem awansu do ligi centralnej jest też to, że sześciu zawodników drużyny U-17 przepracowało okres przygotowawczy z pierwszym zespołem Górnika Łęczna. Dwóch zawodników podpisało z klubem profesjonalne umowy. Praca, którą wykonaliśmy już przynosi efekty. Myślę, że obecność Górnika w CLJ tylko pomoże chłopakom w tym, żeby dalej się rozwijać. 

Tydzień temu pytałem trenera GKS-u Katowice, Łukasza Bagsika, czy jego drużynę nie spotkała tzw. trema debiutanta związana z tym, że są nowi na poziomie CLJ? Odpowiedział mi, że ich to dotknęło. Jak to wygląda u was? Też was to spotkało, czy z uwagi na fakt, że część zawodników ma za sobą doświadczenie w CLJ U-15, wejście do tej ligi w waszym wykonaniu, było bardziej płynne i naturalne, gdzie było mniej stresu?

– Myślę, że tremy debiutanta u nas nie było, ponieważ zawodnicy z roczników 2004 i 2005 mieli już za sobą przetarcie w lidze centralnej. Wyższy poziom na jakim przyszło nam grać jest kapitalnym wyzwaniem, z którym chcemy się mierzyć. Oczywiście do każdego przeciwnika podchodzimy z szacunkiem, ale wiem, że nie ma w nas bojaźni. Kiedy wszystko wróci do normy będziemy starali się wrócić do gry optymalnie przygotowani.

Jaki macie dalszy plan na tych zawodników? Co się z nimi stanie po tym sezonie?

– Sytuacja wygląda w ten sposób, że zawodnicy, którzy teraz rywalizują w CLJ U-17 i Lidze Makroregionalnej U-19 są uczniami Szkoły Mistrzostwa Sportowego Górnika Łęczna. Przyjęliśmy założenie, że tak szybko jak to jest możliwe najzdolniejsi zawodnicy będą trafiali do zespołu rezerw złożonego również z uczniów SMS i tam zbierali pierwsze szlify w piłce seniorskiej. Myślę, że duża część rocznika 2004 przed rozpoczęciem kolejnego sezonu zostanie przeniesiona do drugiego zespołu. Natomiast ci, którzy nie będą jeszcze w stanie na tym poziomie rywalizować, będą mieli możliwość gry w juniorze starszym. Oczywiście jest grupa zawodników, która została już włączona do szerokiej kadry pierwszego zespołu jak: Dawid Tkacz, Kamil Duda czy Jakub Latała. Są również kolejni zawodnicy, przed którymi taka szansa się otworzy. Jako klub chcemy rywalizować z jak najsilniejszymi zespołami, dlatego celem na najbliższe miesiące będzie powrót do CLJ U-15, utrzymanie zespołu U-17 w rozgrywkach centralnych oraz systematyczna gra U19 w Lidze Makroregionalnej. Oczywiście wszystkie te działania mają pomóc w jak najszybszym przygotowaniu zawodników do gry w seniorach – w naszym przypadku w Górniku II i pierwszym zespole.

W rundzie jesiennej Górnik Łęczna spadł z CLJ U-15, a teraz jest beniaminkiem CLJ U-17. Wasze pobyty na poziomie centralnym przypominają sinusoidę. Raz jesteście, a potem was nie ma. Co sprawia, że nie jesteście w stanie na dłużej zadomowić się na tym poziomie? Dlaczego nie macie więcej drużyn w CLJ? Widać, że cały czas jesteście blisko tego poziomu.

– Trzeba zawsze brać poprawkę na to, że Łęczna jest to niespełna 20-tysięczne miasteczko i poziom sportowy kolejnych roczników nie zawsze będzie taki, jak byśmy sobie życzyli. Inaczej jest, gdy funkcjonujesz w dużym mieście lub masz na tyle mocną markę, że możesz pozyskiwać zawodników z innych części kraju. My opieramy się przede wszystkim na chłopakach z Łęcznej i okolicznych miejscowości w promieniu maksymalnie do 100 kilometrów. Nie zawsze będziemy w stanie rywalizować na tym poziomie, właśnie z tego względu. Wydaję mi się, że praca, którą wykonaliśmy w ostatnim czasie, czyli ustandaryzowanie szkolenia i certyfikacja akademii, pozwoli na to, żeby obecność Górnika Łęczna w CLJ-kach była stałą. Czy uda się to zrobić w przeciągu roku, dwóch, czy trzech lat? Zobaczymy. Wiele będzie zależało od kolejnych roczników, naborów i skautingu. Jednak taka jest ambicja władz akademii i klubu, żeby do tego dążyć.

Możliwe, że wiele będzie też zależało od PZPN-u. Jeżeli ponownie anulują rozgrywki młodzieżowe to awanse i spadki nie będą wchodzić w grę.

– Tak, przynajmniej przez najbliższe półrocze. Uważam, że formuła, która pozwala awansować do CLJ-ki w rundzie jesiennej i grać na wiosnę, jest bardzo dobra. Dlatego, że pozwala konkretnym rocznikom rywalizować o tę ligę, a potem w niej występować. 

W rozgrywkach dziecięcych i młodzieżowych nie jest jeszcze ujednolicony system awansów i spadków. Mam na myśli to, że w jednych województwach konkretny rocznik pracuje dla młodszego w klubie, a w innych stricte dla siebie. Za jakim rozwiązaniem trener optuje? I czy powinno być to usystematyzowane w całej Polsce? 

– Uważam, że optymalnym rozwiązaniem jest to, gdzie zespół poprzez rywalizację, wygrywa coś dla siebie. Ci zawodnicy widzą w jakim celu pracują, a ich wysiłek jest następnie wynagradzany grą z lepszymi przeciwnikami. Dana grupa zawodników może rywalizować ze swoimi rówieśnikami na takim poziomie, na jakim aktualnie jest. Dążyłbym do tego, żeby tak było wszędzie. Dla mnie problemem nie jest samo odziedziczenie wyższej klasy rozgrywkowej, ale często posiadanie kolejnego rocznika, który pozwoli na rywalizację na tym poziomie. W naszym przypadku z CLJ U-15 spadł rocznik 2006, a obecnie o awans do tej ligi gra rocznik 2007 – uważam, że to jest uczciwe i optymalne rozwiązanie.

Odkąd jest pan koordynatorem szkolenia w Górniku Łęczna, co zmieniło się w waszej akademii? Jaką pracę zdążyliście wykonać przez ten czas, aby usprawnić proces szkolenia w klubie?

– Myślę, że zmiany, które wprowadziliśmy, były znaczące i jest to efekt pracy wielu osób zaangażowanych w rozwój Akademii. Do klubu przyszedłem trzy lata temu i stałem się częścią projektu, który wtedy się rozpoczynał – mianowicie Szkoły Mistrzostwa Sportowego na poziomie liceum. Objąłem pierwszą klasę SMS, przeprowadziliśmy kolejne dwa nabory uczniów i dziś startując od zera mamy w szkole blisko setkę uczniów i uczennic (w czterech klasach), którzy reprezentują barwy Górnika. Powstanie szkoły pomogło w odbudowaniu najstarszych roczników akademii i dało podwaliny pod zeszłoroczne awanse. Posiadanie szkoły związanej z klubem otwiera przed nami wiele nowych możliwości w zakresie rozwijania procesu szkolenia. Drugą rzeczą, którą wprowadziliśmy to ustandaryzowanie szkolenia w młodszych grupach, przy czym duże znaczenie miał program certyfikacji szkółek PZPN. Aplikowaliśmy o przyznanie certyfikatu na poziomie złotym, taki zdobyliśmy i utrzymujemy go do dnia dzisiejszego. Z uwagi na fakt, że Łęczna nie jest dużym miastem i selekcjonując zawodników opieramy się o stosunkowo małą populację, chcemy odpowiednio wcześnie wyselekcjonować zawodników i pracować w oparciu o małe grupy. Pracujemy w grupach 12-osobowych, gdzie jest jeden trener lub 16-osobowych, gdzie jest dwójka szkoleniowców, zatem nie są to liczne drużyny. Sztaby poszczególnych zespołów wspomagają: dwójka psychologów, trzech fizjoterapeutów, trener przygotowania motorycznego oraz trenerzy odpowiedzialni za pion bramkarski. Wiele fajnych rzeczy udało się wprowadzić i one nieźle funkcjonują. Powoli też rozwijamy kolejne elementy, jak chociażby dział analiz. Jeszcze kilka lat temu mieliśmy problem z „dziurami” w poszczególnych rocznikach, w tej chwili trenerzy akademii pracują w ujednolicony sposób z zawodnikami od U-6 do U-23. Nie mamy już obaw, że nie będziemy mieli kim zagrać w drużynie juniora starszego albo że poziom będzie drastycznie spadał po przesunięciu określonej liczby zawodników do rocznika wyżej. O to nie musimy się już martwić. Reasumując, w ostatnich latach zrobiliśmy wiele, aby poprawić jakość szkolenia w Łęcznej i dzięki temu, że w ten proces zaangażowała się duża grupa ludzi przebiega on naprawdę sprawnie. 

Jakiś czas temu napisał pan na Twitterze: “Siedzimy z kolega i rozmawiamy jak wiele zmieniło się w szkoleniu młodzieży w Polsce. Mówi do mnie, że 15 lat temu pojechał z Juventą Starachowice na turniej do Radomia i ukradli im busa… teraz to nie mogłoby się zdarzyć… No cóż… Faktycznie coś tam się zmienia”. Czy przez tą anegdotę trener sugeruje, że szkolenie młodzieży w Polsce w ogóle się nie zmieniło przez ostatnie 15 lat oprócz tego, że obecnie ludzie nie kradną busów?

– Absolutnie nie mogę powiedzieć, że nie zmieniło się, natomiast zawsze można zrobić jeszcze więcej i trzeba szukać rozwiązań, które pomogą nam szkolić lepiej. Gdy prześledzimy wszystkie działania, które wykonuje PZPN, czołowe kluby czy akademie piłkarskie w kraju, które robią to niezależnie od Związku poprzez rozwój infrastruktury i trenerów to widzimy, że szkolenie młodzieży zdecydowanie ruszyło. Jednak, kiedy zejdziemy kilka poziomów niżej do mniejszych klubów, mniejszych ośrodków to zobaczymy jak wiele jeszcze wymaga poprawy. Wiele tutaj zależy od nas samych jako trenerów. Ktoś kto szuka wiedzy aktualnie ma jej pod dostatkiem – ilość szkoleń, publikacji, różnego typu materiałów szkoleniowych i ich dostępność jest naprawdę duża. Należy po nią tylko sięgnąć. Widzę jak wielu trenerów w ostatnim czasie szuka wiedzy, bierze udział w szkoleniach, czy jeszcze przed wybuchem pandemii wyjeżdżało na staże do klubów w kraju i zagranicą. Natomiast te wszystkie działania pokazują, jak wiele jeszcze trzeba zrobić i jak bardzo trzeba mieć otwartą głowę, żeby takich ludzi, którzy chcą postawić na piłkę, doceniać i ułatwiać im rozwijanie swojej pasji. Dzisiaj nikt tego busa już nie zabierze, więc to już jest super, ale czy jak już dojedzie na turniej to wypadną z niego dzieciaki, które faktycznie będą szkolone lepiej niż 15 lat temu? Jak wysiądą z niego topowi zawodnicy i tych busów będzie naprawdę wiele wtedy powiemy sobie, że coś się zmieniło. Porównując się do Holandii czy Belgii, jesteśmy dużym krajem, ale topowych zawodników “nie produkujemy” aż tak wielu. Moim zdaniem rezerwy mamy wciąż potężne. Uważam, że jest duża grupa trenerów, którzy chcą się rozwijać i uczyć. Funkcjonowanie wielu wydawnictw, portale o tematyce szkoleniowej, audycja “Jak Uczyć Futbolu, gdzie przewinęła się masa ciekawych szkoleniowców to wszystko wpływa na rozwój nas jako trenerów. Reasumując, wiele rzeczy zmieniło się na plus, ale nie możemy się zatrzymać, tylko wyciągnijmy żagiel i korzystajmy z tego wiatru, płynąc jak najdalej, i jeszcze szybciej.

W takim razie, co powinno się jeszcze zmienić w polskim szkoleniu młodzieży? Pana zdaniem, jakie jeszcze segmenty kuleją?

– Jeszcze więcej możemy i powinniśmy wymagać w zakresie kształcenia trenerów, ale przede wszystkim wymagać od siebie jako szkoleniowców. Jeżeli będziesz miał przeciętnego szkoleniowca to on nie wychowa kapitalnego zawodnika, nawet największy talent potrzebuje kogoś, kto nim pokieruje. Myślę, że wszystkie zmiany, które zaistniały w Polsce, zaczynając od infrastruktury, przez organizację szkolenia w klubach, projekty AMO i wiele innych prywatnych inicjatyw, są dobre i niezbędne. Aczkolwiek trener też musi dać coś od siebie. Jestem trener skrzatów? To muszę robić wszystko, żeby być ekspertem w tej dziedzinie. Jeżeli pracuję z grupą trampkarza lub juniora, muszę zrobić wszystko, żeby ich na tym etapie, jak najlepiej rozwinąć. Wiele leży po stronie nas samych. Powinniśmy szukać różnych dróg, żeby cały czas się rozwijać. Bardziej świadomi szkoleniowcy są pożytkiem dla całego środowiska trenerskiego. Nie czekajmy tylko na inicjatywy ze strony federacji. Fajnie jest czerpać wiedzę z różnych źródeł i swoją postawa inspirować innych trenerów. 

Każdy trener powinien znaleźć swoją “działkę” i skupić się na wykształceniu specjalizacji? Padł przykład trenera skrzatów, który ma dążyć do bycia ekspertem w swojej dziedzinie.

– Bardziej chodzi mi o podejście, jeżeli już się czegoś podejmujemy jako trenerzy to mamy pracować tak, jakbyśmy zaczynali pracę w Realu Madryt. Uważam, że specjalizacja jest potrzebna. Można traktować piłkę nożną globalnie, czyli, że piłka jedenastoosobowa, futsal, beach soccer i futbol dziecięco-młodzieżowy to jest to samo. Jednak dobrze wiemy, że często są to bardzo różne dyscypliny sportu. Łączy je piłka, bramki, dwa zespoły stojące przeciwko siebie, ale inna jest specyfika pracy z małym dzieckiem, młodzikiem, trampkarzem i zupełnie inna z zawodowym piłkarzem. Jeżeli ktoś jest dobrym w danej dziedzinie, wycinku piłki nożnej, niech się jeszcze bardziej doskonali w tym kierunku. Trenerzy często szukają miodu jak Kubuś Puchatek, a tym miodem dla nas jest piłka seniorska. Czy każdy szkoleniowiec ma predyspozycje do pracy w seniorach? Pewnie nie, tak samo nie każdy ma kompetencje do pracy ze skrzatami. Trzeba trenerów uczulać, że: “jeżeli jesteś w czymś dobry – bądź jeszcze lepszy”. Akademie rozwijają się bardzo szybko, jednak nie potrzebują 24 szkoleniowców specjalizujących się w pracy np. z U-17… Potrzebują również specjalistów od U-6, U-9, U-13.

Z uwagi na fakt, że działa pan też przy reprezentacji Polski futsalu do lat 19, czy przenosi trener różne elementy piłki halowej do swojego zespołu Górnika Łęczna? Czy w okresie zimowej wchodzi trener ze swoją ekipą na halę i trenujecie jakieś schematy?

– Futsal można traktować jako wycinek dużej gry, i myślę, że można z niego wiele zaczerpnąć, jeżeli chodzi o działania indywidualne oraz grupowe zawodników znajdujących się w centrum gry. Dla kogoś kto inspiruje się pracą na fundamentach gry według mnie nie ma nic lepszego niż gra w futsal w okresie zimowym, szczególnie w młodszych grupach. Ilość działań techniczno-taktycznych podejmowanych przez zawodnika, konieczność obserwacji pola gry i szybkiego podejmowania decyzji to wszystko jest zwielokrotnione do maksimum, a przecież chodzi nam o to, żeby wychować zawodnika, który dobra decyzję podejmie w ułamku sekundy. Pomaga w tym również piłka, która nie skacze młodemu zawodnikowi na wysokość oczu. Zawodnik, który zrozumie grę w tym małym wycinku z pewnością będzie miał ułatwioną drogę na duże boisko. Za wyjątkiem techniki specjalnej futsalu, która ze względu na podłoże może być mniej przydatna na boisku to wiele elementów można przenieść lub inspirować się nimi tworząc środki treningowe.

Można i trener to przemyca?

– W dużej mierze tak, szczególnie w młodszych grupach, ale to, co jest piłką nożna, niech pozostanie piłką nożną. Aby pokazać zawodnikom, że jest taka dyscyplina jak futsal podpisaliśmy porozumienie z AZS UMCS Lublin występującym w I Polskiej Lidze Futsalu na reprezentowanie ich w rozgrywkach młodzieżowych. Nasi zawodnicy dwa lata z rzędu w okresie zimowym mieli możliwość rywalizacji na hali i wielu z nich ta odmiana piłki przypadła do gustu. 

Jakie cele wyznaczyliście sobie przed startem rundy wiosennej na CLJ?

– Celem było to, żeby zagrać kilka dobrych spotkań i utrzymać się w tej lidze. Będzie nas cieszył każdy mecz, który uda się rozegrać jeszcze w tej rundzie. Chcielibyśmy, jak najlepiej zaprezentować się w lidze, żeby zawodnicy skorzystali, jak najwięcej z tych rozgrywek, do których wykonali tyle pracy, żeby awansować.

ROZMAWIAŁ ARKADIUSZ DOBRUCHOWSKI

Fot. archiwum prywatne Artura Gadzickiego