Wywiady

CLJ-ka od środka: “Wszystko co dobre bierze się z pewności siebie”

Po raz pierwszy w historii na poziomie Centralnej Ligi Juniorów oglądamy GKS Katowice. Czy dopadła ich tzw. trema debiutanta i to jedna z przyczyn, która miała wpływ na słabszą dyspozycję drużyny na starcie ligi? Jaki mają pomysł na rozwój zawodników? Co jest dla nich najistotniejsze w procesie szkolenia? Co robią, żeby ich podopieczni byli kreatywnymi osobami na boisku, a nie odtwórcami założeń trenerskich? Jakie podejście mają do odpraw przedmeczowych? Na te tematy porozmawialiśmy z Łukaszem Bagsikiem, szkoleniowcem drużyny U-15 “GieKSy”.

Jak ocenia trener start sezonu w wykonaniu swojej drużyny w CLJ U-15? Przydarzyły się wam dwie porażki: 1:2 z Miedzią Legnica i 0:1 z FC Wrocław Academy oraz zwycięstwo 1:0 z TS Przylep Zielona Góra.

– Start sezonu na pewno nie jest taki, jaki byśmy sobie życzyli, co nas w pewnym stopniu niepokoi. Mamy mały dołek, kryzys i to nawet nie chodzi przez pryzmat wyników, które uzyskaliśmy, tylko pod kątem gry i realizacji założeń przez naszych zawodników. Tym bardziej, że po dogłębnej analizie możemy porównać I ligę wojewódzką, w której występowaliśmy jesienią, z tą trójką przeciwników, którą mierzyliśmy się na początku sezonu. Wnioski: poziom naszych dotychczasowych rywali z CLJ na pewno nie był wyższy od tych, których mieliśmy w województwie. W Centralnej Lidze Juniorów zagraliśmy trzy mecze po 80 minut, a na plus możemy zaliczyć tylko drugą połowę z FC Wrocław Academy na inaugurację ligi.

Czego wam zabrakło, żebyście mogli cieszyć się z większej liczby punktów? Szczęścia?

– Myślę, że zabrakło nam umiejętności. Przeważaliśmy w starciu z wrocławską ekipą, ale na tamten moment byliśmy stroną słabszą w tym meczu. Wychodzimy jako sztab z założenia, że do jakiegoś stopnia praca i piłka się obroni, i liczymy, że w następnych kolejkach tak będzie. Wracając jeszcze do dobrych momentów, wymieniłbym ostatnie 30 minut w starciu z TS Przylep Zielona Góra. Możemy w tamtym miejscu szukać pozytywów. Aczkolwiek, jeśli chodzi o pierwsze połowy w tych dwóch pierwszych meczach, na pewno nie było to, co chcemy grać. Jeszcze zostało do omówienia spotkanie z Miedzią Legnica. Gdybyśmy rozmawiali na gorąco po meczu, odpowiedziałbym, że był fatalny (śmiech). Teraz po analizie tego spotkania, który oglądałem już cztery razy – myślę, że były tylko momenty, chwile, próby i intencje. Za intencje musimy naszych zawodników chwalić i tak robimy, eksponujemy to na analizach. Aczkolwiek sposób, w jaki straciliśmy bramki na tym poziomie nie może nam się przydarzać. Szukamy przyczyn zaistniałych sytuacji. Wstępnie, myślę, że zdiagnozowaliśmy problem i bardzo liczymy na to, że mecz ze Śląskiem Wrocław w sobotę będzie przełomowy i wejdziemy naszą grą na poziom CLJ. I wcale nie mam tu na myśli wyniku, bo to jest wypadkowa pracy i tego, co się wydarzy, ale mówię o grze i stylu, jaki chcemy prezentować. Wchodząc do tej ligi, nie chcieliśmy być przeciętni. Mieliśmy zamiar być charakterystyczni, czyli, gdybyśmy zagrali w innych koszulkach, żeby ktoś z boku, oglądając nasz mecz, mógł powiedzieć: “w taki sposób gra GKS Katowice, bo oni mają określony styl”. W taki sposób pracujemy.  To jest nasz cel, który nam przyświeca.

Obserwuję CLJ-ki już od kilku lat i wysnułem taką teorię, że beniaminkowie, którzy wchodzą na poziom centralnym U-15 i U-17, potrzebują trochę czasu, żeby przyzwyczaić się do tej ligi, bo jest to dla nich coś nowego. To są młodzi chłopcy i przychodzi im rywalizować w bardzo dobrze opakowanej lidze. Na meczach pojawiają się skauci ekstraklasowych klubów i selekcjonerzy młodzieżowych reprezentacji Polski. Z niektórych spotkań są prowadzone transmisje na żywo. Do tego dochodzi też pierwsze zainteresowanie medialne itd.  To wszystko wiąże się z tzw. tremą debiutanta, gdzie w tych pierwszych kolejkach zawodnicy mierzą się ze stresem i po prostu nie są w stanie pokazać w pełni swoich umiejętności. Z tego wynikają m.in porażki na początku sezonu. Czy ta teoria ma przełożenie na pańską drużynę?

– Uciekałem od tej teorii, wręcz ją wyrzuciłem z głowy na bok i nie patrzyłem na to, co się dzieje przez jej pryzmat. W okresie przygotowawczym zagraliśmy dwanaście sparingów. Układaliśmy tak sparingpartnerów, że większość z nich na co dzień występuje w CLJ. Wyjątkami są: Odra Opole, która na jesieni spadła z tej ligi i GKS Tychy, który gra w I lidze wojewódzkiej. Pozostali to drużyny z poziomu centralnego, ale innych grup niż nasza: Escola Varsovia, Znicz Pruszków, Korona Kielce, Wisła Kraków, Sandecja Nowy Sącz itp. Ponadto, mierzyliśmy się jeszcze z Banikiem Ostrawa, który w Czechach występuje w najwyższej klasie rozgrywkowej. Naprawdę byliśmy zadowoleni z postawy naszych zawodników w meczach kontrolnych. Napawało to dużym optymizmem przed startem sezonu, a po starciu z Escolą, nawet huraoptymizmem. Obserwatorem tego meczu był selekcjoner reprezentacji Polski U-15, Rafał Lasocki i był pod dużym wrażeniem gry moich zawodników. Przyszła pierwsza kolejka ligowa i… muszę oddać panu, że teoria nie jest trefna. Nie wiem, skąd to się bierze, bo przyzwyczajaliśmy swoich chłopców do tego stresu. Mierzyliśmy się wcześniej z wieloma renomowanymi rywalami. Wyjeżdżaliśmy do Niemiec na sparingi, graliśmy m.in. z RB Salzburg. Przyszła pierwsza kolejka CLJ i zaważył poziom stresu, i “paraliż” z tym związany, przynajmniej w pierwszych 40. minutach. Druga odsłona starcia z FC Wrocław Academy było zdecydowanie lepsza, ale na pewno zapłaciliśmy frycowe w tym meczu. Podobnie było w kolejnym spotkaniu, ale nie można ciągle wszystkiego tłumaczyć tym, że trzeba zapłacić frycowe w tej lidze. Szukamy przyczyn tego, co nie działa i zaczęliśmy patrzeć najpierw na  działania nas, trenerów – co możemy poprawić w planowaniu i realizacji założeń w mikrocyklu. Już zaczęliśmy zmieniać, bo wcześniej mieliśmy zajęcia na siłowni w środy, a przełożyliśmy na wtorki. Być może ten jeden dzień więcej, schodzenia z większych obciążeń, im pomoże. Jednak, musimy przyczynić się do opinii obiegowej, że jako debiutant musimy zapłacić frycowe w tej lidze i chcielibyśmy, żeby to się skończyło na pierwszych trzech kolejkach.

Sfera mentalna to był największy problem na starcie rozgrywek?

– Myślę, że do pewnego stopnia tak, bo wszystko to, co dobre bierze się z pewności siebie, a gdy są widoczne deficyty, wtedy zawodnicy szukają rozwiązań oddawania odpowiedzialności koledze. Jeśli ma się w zespole więcej takich zawodników, którzy czują się niepewnie i chcą oddać odpowiedzialność komuś innemu jak najszybciej, to pojawiają się mniejsze lub większe problemy w całym zespole. W ostatnim spotkaniu ligowym z Miedzią Legnica mieliśmy więcej takich problemów i mamy nadzieję, że podobny występ już nam się nie powtórzy. Nie patrzymy na to przez pryzmat wyniku, choć tak jest najprościej, ale my tak nie chcemy. Bierzemy pod uwagę to, jak wyglądała nasza gra i realizacja tego, co sobie zakładaliśmy.

W poprzedniej naszej rozmowie trener zaznaczał, że sam awans do CLJ był wypadkową waszej pracy, wręcz użył pan stwierdzenia: “W naszym (trenerów) pojmowaniu, awans do CLJ po zwycięstwie w dwumeczu barażowym, był efektem ubocznym pracy, którą wykonaliśmy”. Jeśli uda wam się utrzymać w tej lidze też trener będzie mówił o “efekcie ubocznym” waszej pracy, czy już celem, który sobie założyliście?

– Wchodząc do tej ligi i patrząc na to, w jaki sposób pracują nasi zawodnicy i na jakim są poziomie sportowym, nie skupialiśmy się nad tym, że musimy się utrzymać. Braliśmy pod uwagę to, ile może dać awans do tej ligi poszczególnej jednostce, aby w czerwcu moglibyśmy sobie wszyscy powiedzieć: “to był dobry czas, wykorzystaliśmy go maksymalnie na tyle, ile było to możliwe”. Wszystkie nasze działania w każdym dniu treningowym są sfokusowane pod ten plan. Chcemy maksymalnie spożytkować czas spędzony w tej lidze, aby to był bodziec do tego, żeby mogli pracować mocniej, ciężej, lepiej i bardziej wydajniej. Każdą minutę w CLJ chcemy wycisnąć jak cytrynę, nie zamierzamy zmarnować nawet chwili. Udział i występy w tej lidze rozpatrujemy w tym kontekście. Wszystko to, co się wydarzy pod względem wynikowym i tabeli, chcemy, żeby do pewnego stopnia była to wypadkowa naszej codziennej pracy. Myślę, że po tym małym falstarcie, będziemy mieli dobry czas i wiele wspólnej satysfakcji z tego, że praca treningowa zostanie przeniesiona na mecze ligowe, choć na papierze czeka nas trudniejszy terminarz, gdzie zmierzymy się z bardziej renomowanymi rywalami niż dotychczas.

Trener mówił też wtedy, że odeszło z waszej drużyny kilku kluczowych zawodników, a nikt nie przyszedł w zamian. Czy to też nie ma przełożenia na postawę w lidze?

– Oczywiście, że ma to przełożenie. Możemy mówić różne rzeczy, ale jakość poszczególnej jednostki ma wpływ na to, jak zespół funckjonuje. Nie możemy zakrzywiać rzeczywistości pod takim względem, że wszystko można nadrobić pracą, odpowiednim przygotowaniem a taktyką zniweluje się poszczególne braki. Oczywiście tak się stanie i można to zrobić np. na jeden mecz, gdzie przygotujemy się stricte pod przeciwnika. Jednak w dalszej perspektywie, żeby grupa się rozwijała,  potrzebny jest dodatkowy bodziec do pracy, myślę, że każdy trzeźwo myślący trener i obserwator piłki nożnej, jest w stanie dojść do takiego wniosku. Nie można funkcjonować tylko w zamkniętym kręgu. Aby grupa się rozwijała, należy wprowadzać, przynajmniej raz w roku, po dwóch, trzech nowych zawodników. Jednak muszą być to jednostki z określonym już poziomem sportowym. Aczkolwiek mam na myśli poziom sportowy adekwatny do danej grupy. Jeżeli jest to zespół na poziomie drugiej ligi śląskiej to należy wprowadzać zawodników do tego poziomu i to też zadziała pozytywnie na rywalizację w grupie.  Jeżeli mamy drużynę na poziomie CLJ-ki, to, żeby dobrze z bodźcować określoną grupę i dodać ziarna niepewności tym, którzy mają pewne miejsce w składzie, należy wprowadzić takich nowych zawodników, którzy będą w stanie rywalizować o wyjściową jedenastkę. Bez tego systemowa, codzienna, żmudna praca,  nawet najlepiej wykonywana – nie da takich efektów, jakie chcielibyśmy osiągnąć. I odwrotnie. Same wprowadzanie nowych graczy też daje określony bodziec, ale jeżeli nie ma systemowej pracy, gdzie trener się do tego przykłada to też nie ma efektów. Bo selekcja łączy się z pracą i daje wymierny efekt. Nie mając tego bodźca, musimy sztucznie go stwarzać do dalszej pracy.

Czy sam awans do CLJ-ki nie był odpowiedni bodźcem do tego, żeby zawodnicy ciężej pracowali na treningach?

– Samo wejście do CLJ-ki, było dobrą motywacją zewnętrzną – nowa liga, wyjazdy, mocni przeciwnicy. To pobudza, ale też potrzeba świeżej krwi i kogoś nowego, kto zamiesza w grupie aniżeli “upuszczania” krwi, czyli oddawania kluczowych zawodników. Przed rundą jesienną odeszło od nas dwóch kluczowych piłkarzy do Lecha Poznań i nikt nie przyszedł na ich miejsce. Mocno trzeba było się nagimnastykować, żeby odpowiednio przygotować się do ligi, aby “efekt uboczny” był taki, a nie inny. Gdybyśmy zostali na poziomie I ligi wojewódzkiej to uważam, że byłoby to niemożliwe, żeby z tą grupą ludzi awansować do CLJ-ki. Dlatego, że doszłoby do większej liczby ubytków w przerwie zimowej. Fajnie, że weszli do ligi wyżej. Pierwsze kolejki są takie, a nie inne. Jednak jesteśmy przekonani, że nastąpi ten przełom, okrzepną na tym poziomie i uświadomią sobie, że owszem są level wyżej, ale nie jest to takie straszne i można grać w piłkę, realizować określone zadania, i przy okazji wygrywać. Bardzo na to liczymy. Wracając do pytania, brakuje nam świeżej krwi, która wzmocniłaby rywalizację w zespole. Owszem, przyszedł do nas jeden zawodnik, ale krótko przed startem rozgrywek. Zatem można powiedzieć, że wystartowaliśmy w identycznym składzie, co w rundzie jesiennej.

Na Twitterze napisał trener takie zdanie: “Zawodnik nie zagra w meczu tego, co usłyszał na odprawie przed meczem. Zawodnik zagra meczu to, co wykonywał na treningu”. W jaki sposób można interpretować te słowa? Odprawy przedmeczowe nie mają większego znaczenia na to, co zrobi zawodnik w meczu, jeśli nie jest to spójne z tym, co robił na treningu?

– Odprawy przedmeczowe są ważnym elementem w kontekście przygotowania do spotkania. Zawodnikowi lepiej realizuje się określone założenia treningowe, jeśli ma obraz tego, co robił w poprzednim meczu. To jest nieodłączny element, który przewija się w codziennej pracy i ma wpływ na to, co dzieje się na placu gry. Jedno przenika się z drugim. Pisząc te słowa, miałem na myśli to, że trenujemy w określony sposób, a na odprawie przedmeczowej przedstawiamy założenia, z którymi zawodnik nie miał styczności podczas treningu. Nasza filozofia jest taka, że oddajemy dużą odpowiedzialność zawodnikom na treningu. My, trenerzy jesteśmy odpowiedzialni za stworzenie im środowiska do gry, a nie ingerujemy w umysły zawodników. Chcemy, żeby to wynikało od nich. Popełniając błędy, żeby sami szukali rozwiązań. Powiem szczerze, że to nie jest łatwe dla trenera. Sam mam z tym duży problem, ale walczę  z tym i z każdym tygodniem wygląda to u nas to dużo lepiej. Jako sztab trenerski staramy się odsunąć nasze ego na bok i skupić się na tym, żeby stworzyć im odpowiednie środowisko. Z kolei pozwalamy zawodnikowi na to, żeby sam szukał rozwiązań określonych problemów, które generujemy na treningu. Myślę, że do pewnego stopnia nam się to udaje. I na pewno jest to rozwojowe dla naszych podopiecznych. Dążymy do tego, żeby tak było.

Po prostu chcecie, żeby byli kreatywni, a nie tylko odtwórcami wizji trenerów?

– My jako trenerzy nie chcemy bezpośrednio wyposażać ich w narzędzia i umiejętności, a chcemy być bardzo odpowiedzialni za stworzenie im środowiska. Aby obrazowo to wytłumaczyć, podam przykład: mamy obraz, który składa się z płótna i ramy. Naszym, trenerów działaniem jest to, żeby białe płótno włożyć w dobrą ramą, a to, co będzie na tym płótnie, leży w gestii zawodnika. Początki wyglądają tak, że obraz jest bardzo rozmyty i niewyraźny. My, trenerzy poprzez normy i pośrednie wskazówki, mamy doprowadzić do tego, żeby zawodnik znalazł najkorzystniejsze dla niego rozwiązania. Idąc tą przenośnią, dążymy do tego, żeby to, co on maluje, żeby było coraz to wyraźniejsze i na końcu powstała pełnia. Ramka, którą wyposażyliśmy danymi sytuacjami, działaniami, założeniami i pracą zawodników, ma stworzyć pełen obraz naszej gry i zachowań zawodników. W taki sposób też to tłumaczymy naszym chłopakom, żeby zrozumieli filozofię, jaką chcemy im przekazać. Nawet najbardziej wartościowy obraz bez ramki nie ma tego blasku i dopełnienia. Coś w nim brakuje. Tak samo w drugą stronę, najlepsza, pozłacana ramka z pustym płótnem, nie sprawi, że ktoś przystanie i zainteresuje się nim. Idąc  tym tokiem myślenia, chcemy tak działać. To jest trudna droga. Pracuję z tą grupą już sześć lat, a z niektórymi zawodnikami jeszcze dłużej. Taką drogę kiedyś przyjąłem i nią podążam. Dwa lata temu dołączył do mnie trener Mariusz Muszalik, który również przyjął tę filozofię. Myślę, że to było ważne w kontekście świeżej krwi i bodźca do pracy. Ważne jest to, że wzajemnie się nie zamęczamy, tylko ciągle znajdujemy sposoby, żeby ich motywować do trenowania. Za trzy miesiące nastąpi koniec pewnego etapu, bo część z tych zawodników pójdzie do liceum i nasze drogi się rozejdą. Fajnie będzie, jeśli w niedalekiej przyszłości część z nich będę mógł oglądać w telewizji. Aczkolwiek bardzo zależy mi na tym, aby za jakiś czas, gdy się spotkamy, żebyśmy wspólnie uznali: “czas spędzony w tej drużynie, był czymś niesamowitym”.

Wracając do odpraw przedmeczowych to wy, trenerzy przygotowujecie zawodników do tej rozmowy przez cały tydzień? 

– Tak, na tym poziomie stricte nie przygotowujemy się pod rywala. Zawsze założenie jest takie, że chcemy grać w określony przez nas sposób i wychodzimy z taką myślą, że to rywal ma się dostosować do nas, a nie my do niego. Wiadomo, że nie zawsze to wychodzi i w jakimś stopniu trzeba to korygować. Aczkolwiek nie robimy czegoś takiego, że cały mikrocykl treningowy planujemy pod kątem określonego przeciwnika. Oczywiście mamy nagrania meczów naszych rywali. Wiemy, który z ich zawodników jest bardziej wartościowy, a który mniej. Na pewno uczulamy naszych podopiecznych na określone sytuacje, które mogą mieć miejsce. Aczkolwiek nie pracujemy cały tydzień nad rozwiązaniami taktycznymi pod danego przeciwnika. Nasz mikrocykl jest zgodny z założeniami, jakie ustaliliśmy sobie na całe półrocze. My przedstawiamy zawodnikom na forum, w jaki sposób gra nasz przeciwnik i pytamy się ich, jakby rozwiązali daną sytuację? W jaki sposób by się zachowali? Dajemy im narzędzia do tego, żeby sami rozwiązywali boiskowe problemy. Zazwyczaj są to odpowiedzi trafne. Wrzuciłem na Twittera jedną sytuację, gdzie Dominik wprowadził skupienie przeciwników w prawą stronę, żeby zagrać w lewą. Zrobił to pełni świadomie i to nas cieszy. Bo takie zagrania są więcej warte niż wszystkie zwycięstwa na jesień. Na analizie grupowej tego spotkania, sam zawodnik był w stanie powiedzieć, co w danym momencie zrobił: “trenerze, wprowadzałem do skupienia. Chciałem ich zebrać po prawej stronie, gdy się tam zebrali, zauważyłem wolną przestrzeń i zagrałem niesygnalizowaną piłkę na drugą stronę boiska“. Jeżeli, ktoś by mnie zapytał o największy sukces, to poprzez moje myślenie na piłkę i to, co robię, dla mnie istotne są te momenty, które wrzuciłem na Twittera. Do tego dochodzi rozmowa z drużyną i z samym zawodnikiem, który zrobił to pełni świadomie. Nie wynikało to z przypadku, a zaplanowanego działania. Myślę, że to jest clue naszej pracy. Chciałbym w tej robocie doświadczać, jak najwięcej takich sytuacji.

Oprócz pracy w GKS-ie Katowice, działa trener też przy projekcie Qualitas Coaching, którego jest pan inicjatorem. Niech pan powie kilka zdań na temat tej inicjatywy. Co to jest i jakie nosi za sobą wartości?

– Qualitas Coaching to inicjatywa dwóch trenerów: Jędrzeja Wichłacza, trenera asystenta CLJ U-17 w Śląsku Wrocław i mojej skromnej osoby. Poznaliśmy się w 2013 roku podczas obozu w Trzebnicy. Okazało się, że mamy podobne myślenie o piłce. W międzyczasie przecinaliśmy się w różnych miejscach i wymienialiśmy poglądy o piłce. W 2016 roku postanowiliśmy razem coś zrobić i zawiązaliśmy stowarzyszenie, które miało być, na mikroskalę, miejscem, w którym mamy dawać wartość. To nie jest tak, że gdzie indziej nie ma tej wartości, ale my mieliśmy wtedy bardzo dużą potrzebę twórczą, w kontekście takim, o którym mówiłem przed chwilą: oddawanie odpowiedzialności zawodnikowi w tworzeniu środowiska. Jeszcze parę lat temu to spotykało się z różnymi opiniami wśród trenerów. Teraz to się zmienia i jest coraz więcej publikacji na ten temat. Teraz mamy do czynienia z innym spojrzeniem na piłkę i trening. Chcieliśmy stworzyć małe miejsce, gdzie nasza wolność twórcza będzie pozwalała nam wdrażać pomysły i sposób patrzenia na piłkę i trening. Z początkiem 2017 roku wystartowaliśmy z tym projektem. Zapoczątkowałem to na Śląsku, a Jędrzej we Wrocławiu. To są treningi w małych grupach, sześcioosobowych. Nie nazywamy tego treningami indywidualnymi, ponieważ do jakiegoś stopnia nie czuję się dobrze w prowadzeniu treningu 1 v 1 z zawodnikiem. W naszym rozumieniu zawsze musi być jakiś kontekst sytuacji meczowej, przeciwnika. Nie jesteśmy w stanie wytrenować czegoś, w taki sposób, co nie będzie spójne z tym, co się wydarzy. Piłka nożna jest na tyle zmienna, złożona, że trudno jest odwzorować określone sytuacje. Chcemy podczas treningów zbliżyć się maksymalnie do środowiska, w którym zawodnik się znajdzie, czyli kontekstu przeciwnika, deficytu czasu i określonej przestrzeni.

Jak to wygląda w praktyce?

– Obrazując to na przykładzie: pracując z napastnikiem, nie ograniczamy się do tego, że on przyjmuje i uderza, ponieważ jest szereg działań z mikrotaktyki, konceptów pozycyjnych, które on realizuje, ale w środowisku zmiennym, w którym funkcjonują: określony obrońca oraz jego partnerzy. Taki przyjęliśmy sposób pracy. Pracujemy w grupach, tworząc to środowisko. Umiejscawiamy umiejętności w konkretnej sytuacji np. pracując nad podaniem penetrującym, chcemy stworzyć takie środowisko, aby ono samo wymuszało użycie tego narzędzia do progresu w grze. Bardzo bliskie jest nam patrzenie na piłkę ludzi związanych z metodologią Ekkono. Od 2017 roku udało nam się zorganizować osiem obozów letnich, byliśmy też w Hiszpanii na obozie. W trakcie trwania sezonu organizujemy również dwu-, trzydniowe campy. Do tego zajmujemy się również tworzeniem materiałów szkoleniowych, które będą wartością dodaną, naszym postrzeganiem na trening piłkarski. Wydaliśmy cztery e-booki, które nazywamy Q-Coachami. Pracujemy nad piątym wydaniem. E-booki są uzupełnione o sporą liczbę filmów, które również pochodzą z naszych treningów. Bardzo zależy nam na tym, żeby to nie była sucha wiedza. Chcemy pokazać, że to, co jest nam bliskie, i w naszym odczuciu wartościowe, potrafimy przenieść na nasz polski grunt. Nie jest to jedyny słuszny sposób do trenowania, bo dróg jest wiele.

Ta ścieżka jest nam bliska i w ten sposób możemy wpływać na to, jak zawodnik będzie zachowywał się w trakcie meczu. Najważniejsze jest to, żeby nauczać zachowań, które mają  być odzwierciedleniem tego, co jest naturalnym środowiskiem, jeżeli chodzi o zawodników. Trenujemy po to, żeby oni dobrze wyglądają podczas weekendowego meczu ligowego, a nie tylko dlatego, żeby trening ładnie wyglądał. Skłaniamy się do takiego kierunku, że nie każdy nasz trening musi ładnie wyglądać dla osób, które nie są wtajemniczone w nasz system pracy. Tworzymy zawodnikom takie środowisko, które będzie dla zawodnika minimalnie za trudne. Nic nie da, jeżeli będzie za łatwe lub za trudne. Cały czas chcemy, żeby nasi zawodnicy pracowali w pewnym  dyskomforcie, który naszym zdaniem, jest rozwojowy. To jest klucz do tego, żeby zawodnika bodźcować, aby później schodził z takim przeświadczeniem, że: “dzisiaj otrzymałem nową wartość”. My, trenerzy też powinniśmy schodzić z placu z takim przeświadczeniem, a nie zawsze to się udaje. Wiele jest momentów, gdzie siadam do samochodu i już w trasie analizuję to, co się wydarzyło. Nieraz mam przeświadczenie niedosytu, że nie dałem tyle wartości moim podopiecznym, ile bym chciał. Jednak to też jest fajne, bo wpływa na rozwój i pozwala iść do przodu. Reasumując, Qualitas Coaching to nasza działalność, mikroprzestrzeń, w której pracujemy codziennie z zawodnikami w małych grupach, w naszych lokalizacjach.

ROZMAWIAŁ ARKADIUSZ DOBRUCHOWSKI

Fot. GKS Katowice