Wywiady

Trenerzy vs PZPN, a w puli 100 milionów?! “Związek nie miał prawa odbierać zdobytych uprawnień”

Przez kilka ostatnich lat absolwenci AWF-ów z dyplomami trenerów I i II klasy co rusz z pretensjami odnosili się do działań Polskiego Związku Piłki Nożnej. Najpierw piłkarska centrala zagroziła im odebraniem prawa do wykonywania zawodu, a po czasie, gdy ci posłusznie wzięli udział w kursach wyrównawczych… zmieniła zasady gry.

W 2016 roku w życie wszedł nowy regulamin licencji trenerskich. Wtedy to absolwenci AWF-ów, z dyplomami trenerów I i II klasy, przestali mieć możliwość prowadzenia swoich klubów w rozgrywkach ligowych na określonym wcześniej poziomie. Wtedy to nakazano im “wyrównać” licencje.

Specjalne kursy kosztowały tysiące złotych, a PZPN utrzymywał, że nie ma innego wyjścia. Choć z roku na rok szedł trenerom na rękę (przedłużając ostateczny termin na “wyrównanie” uprawnień), nie dawał za wygraną, trzymając się swego stanowiska.

Sytuacja zmieniła się jednak o 180 stopni we wtorek, gdy na stronie pzpn.pl opublikowano dość zaskakujący komunikat. Wynika z niego, że ustalone przed kilkoma laty zasady zmieniają się, a uznanie uzyskanych przez trenerów I oraz II klasy kompetencji na studiach wyższych dziś jednak… będzie możliwe!

Skąd taka zmiana? Czym ona skutkuje? Do czego może doprowadzić?

Porozmawialiśmy z Markiem Stopczyńskim, który przeciwko piłkarskiej federacji prowadzi w sądzie kilka spraw. O radcy prawnym wcześniej głośno było przez wojnę, którą w imieniu swojego klienta wytoczył ZPRP (Związkowi Piłki Ręcznej w Polsce) i którą, dzięki prawomocnemu wyrokowi, klient ów wygrał. Sytuacja trenera Krzysztofa Kotwickiego była podobno niemal bliźniacza do tej tysięcy zaangażowanych w świat futbolu, a szkoleniowiec z Kwidzyna dziś może być dumny z tego, że nie odpuścił.

To dotyczy około 20 tysięcy trenerów! Każdy z nich zapłacił około czterech tysięcy złotych za kurs wyrównawczy, a do tego trzeba doliczyć jeszcze koszty zakwaterowania i dojazdów. Liczymy, że związek “skasował” na tym około 80-100 milionów złotych! To jest pierwsze, podstawowe roszczenie, które po wtorkowej uchwale można w uproszczeniu przedstawić tak: związek sam, swoją decyzją, przyznaje się do błędu i uznaje, że kursy nie były potrzebne – mówi Stopczyński. A jeżeli wierzyć mu na słowo… burza dopiero się zaczęła.

***

W środę spotkaliście się na rozprawie z dyrektorem sportowym PZPN – Stefanem Majewskim. Co zdecydował sąd?

– Jeszcze żaden werdykt w tej sprawie nie zapadł.

Proszę przybliżyć nam więc jej szczegóły.

– W środę odbyła się druga rozprawa trenera Pawła Olszowskiego przeciwko Polskiemu Związkowi Piłki Nożnej, o uznanie prawa do wykonywania zawodu trenera w pełnym zakresie oraz przyznanie licencji UEFA Pro. Ewentualnie – licencji UEFA A. Przez godzinę i piętnaście minut zeznawał wyłącznie pan Majewski, natomiast pozostałych świadków – pana Basałaja i trzech trenerów z naszej strony – sąd przesłucha w formie pisemnej, jak dziwnie by to nie brzmiało. Mamy na to dwa miesiące, taki termin wyznaczył sąd.

Widział pan najnowszy komunikat PZPN-u? Tak się składa, że może pana zainteresować.

– Zarząd PZPN we wtorek przyjął uchwałę, która zmienia regulamin trenerski. W ten sposób, że umożliwia odzyskanie licencji trenerskiej trenerom z pierwszą i drugą klasą mistrzowską, ale uzależnia to od pewnego rodzaju doświadczenia na poszczególnych klasach rozgrywek.

I są trzy opcje, nawet w komunikacie są rozpisane.

– Związek powołuje się na to, że uchwała powstała w związku z tym, że dopiero konwencja UEFA z 2020 roku umożliwiła mu uznanie kursów organizowanych przez niezależne instytucje, inne niż PZPN, w tym przypadku – Akademie Wychowania Fizycznego. PZPN utrzymuje, że wcześniej takiej możliwości nie było. A to jest nieprawdą. Artykuł 6 konwencji UEFA z 2015 roku, a konkretnie punkty c i d, o które sprzeczaliśmy się, dopuszczał możliwość tego, żeby związek w dowolnym momencie wystąpił do UEFA o uznanie dodatkowych dyplomów trenerskich, przyznawanych w narodowych systemach. Pan Majewski, a wcześniej pan Pasieka, który zeznawał w listopadzie, potwierdzili, że związek nie wystąpił o uznanie tych dyplomów, mimo że miał taką możliwość. Oczywiście, UEFA mogła się zgodzić albo się nie zgodzić, ale sprawa z naszego punktu procesowego jest wtórna, bo związek ruchu dobrej woli w ogóle nie wykonał. Wystąpił tylko do UEFA o zgodę na prowadzenie kursów wyrównawczych. I taką zgodę uzyskał na cztery czy pięć lat. Natomiast żaden przepis konwencji UEFA – ani tej z 2015 roku, ani tej z 2020 roku, nie pozwalał związkom na odbieranie kwalifikacji i uprawnień już raz zdobytych.

Konwencja Trenerska UEFA z 2015 roku

Skąd taka zmiana frontu? Dlaczego pojawił się ten komunikat?

– Proszę się zapytać PZPN-u, ja nie wiem.

Rozumiem, że miała miejsce po zeznaniach?

– Tak, pan Dariusz Pasieka zeznawał w listopadzie.

Jakie roszczenia macie wobec związku? O co w ogóle walczycie?

– Mamy roszczenia o uzyskanie prawa do wykonywania zawodu za cały ten okres, w którym mój klient był pozbawiony prawa wykonywania zawodu – ze względu na pozbawienie go uprawnień wynikających z posiadanych kwalifikacji trenera drugiej klasy.

Czego się domagacie?

– Na razie niczego. Jeżeli wygramy proces, wystąpimy z roszczeniami odszkodowawczymi za pozostawanie bez pracy przez okres sześciu lat.

Pan prowadzi tylko sprawę trenera Pawła Olszowskiego?

– Dodatkowo prowadzę sprawy dwóch trenerów indywidualnie oraz jeszcze jedną zbiorową – dwunastu innych trenerów. W niej występują oni razem, w jednym procesie, ale nie jest to postępowanie grupowe, gdyż naszych roszczeń nie można dochodzić w tym trybie.

Na jakie odszkodowania, pana zdaniem, mogą liczyć trenerzy? Jak to oszacować?

– To zależy od sytuacji. Uchwała, która została podjęta we wtorek, nie odnosi się w ogóle do trenerów minimum drugiej klasy, którzy nabyli uprawnienia, np. UEFA A, kończąc kursy wyrównawcze. Z tej uchwały wynika, że w tej chwili trener nie musi nic płacić za uzyskanie licencji UEFA A, a wtedy musiał. Ci, którzy zrobili kursy wyrównawcze, mogą więc mieć roszczenia odszkodowawcze. Już w tej chwili, moim zdaniem, mają możliwość ubiegać się zwrot kosztów kursów – bez czekania na ustalenie prawa do wykonywania zawodu, bo to odrębny temat.

Prowadzi pan sprawy piętnastu trenerów, reszta odpuściła tę walkę i albo jest już poza piłką, albo wyrównywała swoje uprawnienia dodatkowymi kursami.

– To dotyczy około 20 tysięcy trenerów! Każdy z nich zapłacił około czterech tysięcy złotych za kurs wyrównawczy, a do tego trzeba doliczyć jeszcze koszty zakwaterowania i dojazdów. Liczymy, że związek “skasował” na tym około 80-100 milionów złotych! To jest pierwsze, podstawowe roszczenie, które po wtorkowej uchwale można w uproszczeniu przedstawić tak: związek sam, swoją decyzją, przyznaje się do błędu i uznaje, że kursy nie były potrzebne.

Z perspektywy prawa wygląda to tak prosto?

– Tak. Według mnie nie mamy o czym mówić.

Powiedział pan o pierwszym roszczeniu…

– Drugie jest takie, że każdy z nich może mieć roszczenie odszkodowawcze, tak jak pan Paweł Olszowski, o utracone zarobki. Tutaj może być już różnie, bo to zależy od tego, kto gdzie pracował. Pan Paweł szacuje swoje roszczenia, myślę, że nie będzie to tajemnicą, w granicach od kilkudziesięciu do ponad stu tysięcy złotych.

Te kwoty wyliczyliście na podstawie wcześniejszych umów, które posiadał dany trener?

– Tak, trener, który pracował np. w pierwszej lidze, mógł zarabiać np. dziesięć tysięcy złotych miesięcznie. Wyliczamy to zatem na podstawie ostatnich zarobków. Trener musi udowodnić, że miał możliwość trenowania w innym klubie lub w tym samym. To samo udowadnialiśmy w sprawie trenera Kotwickiego, trenera piłki ręcznej, który wystąpił o odszkodowanie do ZPRP z tytułu pozbawienia go prawa do wykonywania zawodu. Taki proces polega wtedy na udowodnieniu wysokości uzyskiwanych w ostatnim czasie zarobków i możliwości wykonywania pracy, w dalszym ciągu, w innym klubie.

Czy PZPN jest w poważnych tarapatach? Słuchając pana, słyszę pewność w głosie – kwestią czasu jest, by sprawy zostały rozstrzygnięte na korzyść trenerów?

– Gdyby wszyscy naraz zdecydowali się na procesy odszkodowawcze, to związek będzie miał problem, ale nie jest to najbiedniejsza instytucja – jakoś to przełkną.

Macie taki plan, by wszystkich trenerów zrzeszyć w jakiś zbiorowy pozew?

– Ale jak to zrobić? Były próby nagłaśniania tej sprawy, przeprowadzono ze mną wywiad w TV Republika, dwa razy byliśmy z trenerami z Warszawy w radiu TOK FM, ale jak ich wszystkich zebrać? Ja nie będę za nimi chodził, co najwyżej oni mogą chodzić za mną. Mogę zostawić namiar mailowy, proszę śmiało go podać publicznie: [email protected] – i każdy trener może się ze mną skontaktować.

Słychać, a w sieci można przeczytać, pierwsze komentarze po wtorkowym komunikacie – część osób pisze: “to oddawajcie mi pieniądze za kurs wyrównawczy”. Inne zwracają uwagę na obawy wobec tego, jak sprawy sądowe odbierze związek.

– To kwestia determinacji i określenia priorytetów. Ludzie mogą być małostkowi, ale zapewniam, że sądy są w Polsce niezależne i niezawisłe i tam macki związkowych działaczy nie sięgają.

W jakim stopniu można być pewnym, że te sprawy będą wygrane?

– Trenerzy, którzy zdecydowali się ze mną pracować, kierowali się przede wszystkim uzasadnieniem i wykładnią przepisów dokonaną przez Sąd Apelacyjny w sprawie wspomnianego już trenera piłki ręcznej. Od 27 miesięcy czekamy na wyznaczenie terminu skargi kasacyjnej, którą złożył Związek Piłki Ręcznej. Notabene, reprezentowany przez tych samych mecenasów, którzy reprezentują Polski Związek Piłki Nożnej. Oni myślą, że to jest ich ostatnia szansa, traktują to jako prejudykat do odwrócenia tendencji, ale nie dawałbym im większych szans, że Sąd Najwyższy orzeknie, że polskie związki sportowe mogą pozbawiać kogoś prawa do wykonywania zawodu. O to tyczy się sprawa, a nie o to, czy związki sportowe mogą wyznaczać autonomiczne systemy licencji trenerskich – bo tego nikt nie kwestionuje.

Kiedy to całe zamieszanie się w ogóle zaczęło?

– Sprawa rozpoczęła się od regulaminu licencji trenerskich, który wszedł w życie  po konwencji UEFA z 2015 roku. I dwa lata temu skontaktował się ze mną trener Paweł Olszowski, który przeczytał w “Przeglądzie Sportowym” wywiad, którego z kolei udzielił Krzysztof Kotwicki. Sprawa Kotwickiego zakończyła się prawomocnie w listopadzie 2018 roku, a na początku roku 2019 skontaktował się ze mną Olszowski. On jako pierwszy wniósł pozew przeciwko PZPN. Paweł Olszowski przyjeżdża wytrwale na każdą rozprawę, choć można by tego uniknąć, bo wystarczy, że tylko ja byłbym w Warszawie. Ale on był nawet na rozmowie polubownej z PZPN-em, w sierpniu ubiegłego roku.

Co Polski Związek Piłki Nożnej mu zaproponował?

– Nic. My zaproponowaliśmy, żeby wszystkim trenerom drugiej klasy przyznać licencję trenerską UEFA A, a trenerom drugiej klasy, którzy ukończyli kursy wyrównawcze – rozszerzyć uprawnienia na I i II ligę piłki nożnej.

Propozycja dzięki której można było “uciszyć” sprawę, a jednocześnie nie trzeba byłoby wydawać milionów, o których pan mówi?

– Taka była nasza intencja.

Co będzie działo się dalej?

– W środę pełnomocnik PZPN-u złożył wniosek o zawieszenie postępowania ze względu na postępowanie przed Sądem Najwyższym, twierdząc, że do sprawy kasacji mają się przyłączyć Polski Związek Lekkiej Atletyki, Polski Związek Piłki Nożnej i Polski Komitet Olimpijski, gdyż rozstrzygnięcie w tej sprawie będzie miało fundamentalne znaczenie dla funkcjonowania całego sportu w Polsce.

Czyli ta sprawa może się jeszcze trochę pociągnąć?

– Myślę, że jesteśmy bliżej niż dalej, ale nie zmuszę Sądu Najwyższego do wyznaczenia terminu rozprawy. Nie mam takich możliwości jak w przypadku Sądów Okręgowych, Rejonowych czy Apelacyjnych, gdzie można złożyć skargę na przewlekłość.

A kto w Polskim Związku Piłki Nożnej odpowiada za to, że miały miejsca, pana zdaniem, jakieś zaniedbania? Czyj to był obowiązek, żeby do tego nie dopuścić? Prawników?

– Prawnicy są ostatnimi osobami, które podejmują decyzje w związku, oni wykonują tylko stronę formalną. Winni są ci, którzy rządzili w 2016 roku i odpowiadali w tym okresie za licencje trenerskie. A odpowiadał za nie zarząd, bo to zarząd przyjmuje uchwały o licencjach trenerskich. W Związku Piłki Ręcznej zwalono wszystko na sekretarza generalnego, pana Jerzego Eliasza. To on sam wszystko podobno wymyślił, wprowadził i tak dalej… Nie wiem, kto wymyślił to wszystko w PZPN-ie, ale odpowiada za to zarząd i ludzie w zarządzie, którzy się na to zgodzili, którzy “podnieśli za tym ręce”.

ROZMAWIAŁ PRZEMYSŁAW MAMCZAK