Weszło Junior

Pierwszy trener: Karol Fila

Młodzi zawodnicy często szybko wyjeżdżają za granicę, ponieważ uważają, że w polskiej lidze nie zrobią już postępu. Innym przykładem jest Karol Fila, który najpierw ogrywał się w I-ligowej Chojniczance, rozegrał kilka sezonów w Lechii Gdańsk i dopiero tego lata zdecydował się na transfer do Francji. Jak wyglądały początki jego kariery? Czy wyróżniał się na tle swoich rówieśników? Kto miał na niego największy wpływ?

Fila swoją przygodę z piłką zaczął jako dzieciak od treningów w Żuławach Nowy Dwór Gdański. Z tym klubem związany był również jego ojciec, który najpierw pełnił rolę zawodnika, a później prezesa pomorskiego klubu. – Zacząłem pracę w Żuławach w czerwcu 2007 roku, a Karol już wtedy tam trenował. To była łączona grupa roczników 97/98. Od samego początku trenował ze starszymi, prowadzili go trenerzy Tomasz Kwiatkowski oraz Tomasz Górski, a następnie ja przejąłem ten zespół na stałe – mówi nam Andrzej Głowacki, jeden z pierwszych szkoleniowców nowego nabytku RC Strasbourg.

Piotr Stokowiec praktycznie zawsze wystawiał go w Lechii na pozycji prawego defensora. Czy od początku jego przygody z piłką tak było? Okazuje się, że nie. – U mnie Karol prawie zawsze był rozgrywającym, bo stosowałem też rotacje na pozycjach – większość meczów grał jednak w środku pola – wyjaśnia Głowacki. 

W mniejszych klubach zazwyczaj jest tak, że na najważniejszych pozycjach występują… najlepsi. Nie ma większego znaczenia, kto zagra na lewej obronie, ale już na bramce czy w środku pomocy nie można wystawić “losowego” chłopaka. – Tak, wyróżniał się. Był jednym z naszych najlepszych zawodników. Był dosyć wydolnym dzieckiem, cechowała go bardzo dobra technika, waleczność na boisku, a zarazem skromność i pokora poza nim. To był bardzo ambitny chłopak. Gdy przechodził do Lechii Gdańsk, sprawdziłem sobie, jaka była jego frekwencja na zajęciach, bo zapisywałem zawodnikom obecności na treningach i Karol miał ją na poziomie ok. 97%, czyli pojawiał się praktycznie zawsze. Później, jak w Nowym Dworze Gdańskim utworzyliśmy gimnazjum sportowe, do którego uczęszczał, udało nam się zwiększyć chłopakom liczbę treningów do nawet siedmiu jednostek w tygodniu – tłumaczy trener z LKS-u Żuławy.

– Największym atutem Karola jest pracowitość. Chłopak zawsze ciężko trenował. Jego ojciec specjalnie postawił po domem bramkę i Karol ćwiczył uderzenia nawet po zajęciach w klubie. To natomiast powoduje, że jego największym piłkarskim atutem jest technika – powiedział w rozmowie z pomorski-zpn.pl Jarosław Talik, również jego były szkoleniowiec.

Nie znaleźliśmy nigdzie informacji, że Karol Fila brał udział w Pucharze Tymbarka, natomiast w dzieciństwie brał udział w wielu zawodach dla najmłodszych. – Braliśmy udział w różnych turniejach. Jestem przekonany o tym, że jeździliśmy na Remes Cup do Opalenicy czy startowaliśmy w zawodach Coca-Coli. Możliwe, że Karol brał udział w Turnieju “Z Podwórka na Stadion o Puchar Tymbarku”, ale z wuefistą ze swojej szkoły podstawowej. Zgłaszałem chłopaków, gdzie tylko mogłem, więc jeżeli pasowało rocznikowo, to na pewno braliśmy w nich udział, bo praktycznie nie omijaliśmy żadnego turnieju – mówi Andrzej Głowacki.

Młody obrońca do Lechii przeniósł się jeszcze przed ukończeniem gimnazjum, natomiast do liceum chodził już do Gdańska. Jak powtarzają jego szkoleniowcy z macierzystego klubu, Karol miał zapewnione bardzo dobre warunki do rozwoju. Duży wpływ na jego karierę mieli również jego rodzice. W szczególności tata. – Pan Janusz Fila jest byłym zawodnikiem oraz prezesem naszego klubu. Karol jest bardzo rodzinny i zawsze rodzice mieli na niego duży wpływ. Pamiętam nasze rozmowy z panem Januszem, do tej pory mamy kontakt, że trzeba było odebrać Karola w nocy z kadry Pomorza czy innego turnieju, więc trzeba było po niego pojechać i nigdy nie było z tym problemu. Myślę, że u Karola to wsparcie rodziców miało wpływ na to, że mu się udało. Wiem z rozmów z nim, że bardzo dobry wpływ na niego miał trener Piotr Nowak oraz Krzysztof Brede w Chojniczance. Chociaż, w Chojnicach też miał trudniejszy okres, bo początkowo nie grał, nie mógł się przebić – dodaje Głowacki.

W Gdańsku początkowo występował w CLJ-ce. Po dwóch latach gry na szczeblu juniorskim, przyszła pora na debiut w Ekstraklasie. Ten nastąpił na początku sezonu 2017/18, kiedy rozegrał pięć minut przeciwko Cracovii. Zimą został wypożyczony do Chojniczanki, gdzie dopiero pod koniec rundy wiosennej zaczął regularnie występować w podstawowej jedenastce. Do stolicy województwa pomorskiego wrócił jako zawodniki z niewielkim, ale jednak doświadczeniem w seniorskiej piłce, co sprawiło, że w następnej kampanii był już kluczowym piłkarzem biało-zielonych. Wtedy też zaczął występować w młodzieżowej reprezentacji.

– Uważam, że miał taki okres, że już pojawiały się różne oferty z zagranicznych drużyn, a on najpierw chciał ugruntować swoją pozycję w Ekstraklasie. Być może ktoś mu w tym podpowiadał, ale mogło to też być jego nastawienie. Regularnie grał w Lechii, zanotował fajną przygodę u trenera Michniewicza w młodzieżowej reprezentacji i w związku z tym, że Karol nigdy nie należał do zawodników podpalonych, że najpierw działa, a potem myśli, tylko właśnie w drugą stronę. Nie zachłysnął się pierwszym sukcesem, tylko w tym wszystkim był taki wyważony i opanowany – uważa były już trener seniorów LKS-u Żuławy.

Przed transferem do Francji rozegrał blisko 100 występów na najwyższym szczeblu rozgrywkowym w kraju. To naprawdę spora liczba, jeżeli weźmiemy pod uwagę fakt, że większość nastolatków wyjeżdża po jednej udanej rundzie czy sezonie. Ligue 1 nie była w ostatnich latach szczególnie popularnym kierunkiem dla piłkarzy z Polski, ale może za przykładem Karola Fili pójdą następni? 23-latek trafia do klubu, który w zeszłym roku skutecznie obronił się przed spadkiem, a jeżeli wierzyć portalowi Transfermarkt, oprócz wychowanka Żuław Nowy Dwór Gdański, w całej drużynie jest obecnie… tylko dwóch prawych obrońców.

– Mamy kontakt do dzisiaj. Do niedawna byłem trenerem seniorów w Żuławach. Graliśmy sparing z Gedanią Gdańsk, a że Karol miał czas, to przyjechał. Do tej pory przyjaźni się z chłopakami, z którymi grał w LKS-ie. Działam w fundacji charytatywnej i często organizujemy turnieje i wyjazdy dla dzieciaków z Domów Dziecka. Karol zawsze włącza się w tę inicjatywę, jak tylko może, to pomaga. Przekazywał swoje koszulki, przyjeżdżał na zawody dla dzieci. Dla nich jest to duże wyróżnienie. Życzyłbym sobie, żeby było więcej takich sportowców – kończy Andrzej Głowacki.

BARTOSZ LODKO

Fot. Newspix