Weszło Junior

Od początku kariery do profesjonalnego klubu. Polacy na szarym końcu

Zastanawialiście się kiedyś, w jakim wieku reprezentanci Polski trafili do profesjonalnych akademii? Portal „futsalfinn.com” wyliczył, że spośród 624 uczestników EURO 2020, „biało-czerwoni” zaczynali przygodę z poważną piłką… najpóźniej.

W środowisku szkoleniowym często wraca dyskusja o tym, czy to dobrze, że dzieciaki już od najmłodszych lat są selekcjonowane przez największe kluby nad Wisłą. Jedni uważają, że jeżeli chce się coś osiągnąć, to trzeba też coś poświęcić, inni twierdzą za to, że w mniejszej drużynie też można wyszkolić klasowego piłkarza, a taki chłopak nie musi w wieku np. 12 lat mieszkać w internacie oddalonym o 300 kilometrów od rodzinnego domu.

Jednak im dalej w las, tym więcej racji ma pierwsza grupa. Widzimy to, chociażby po powołaniach do młodzieżowych reprezentacji. W kadrach do lat 15 czy 16 zdarza się, że na zgrupowania jeżdżą zawodnicy z niewielkich, wiejskich klubów, ale oni wtedy występują zazwyczaj w seniorach, co również jest pozytywne dla ich rozwoju. Jeżeli mówimy o takiej reprezentacji U-19, to tam już praktycznie wszyscy albo zbierają minuty w Ekstraklasie lub I lidze, albo występują w topowych akademiach.

Ile minut jazdy samochodem dzieliło uczestników europejskiego czempionatu od ich pierwszego profesjonalnego klubu? Tutaj największe znaczenie ma korzystne położenie geograficzne i wielkość państwa, a więc na podium znalazły się: Szwajcaria (+23 minuty), Dania (+26) oraz Holandia (+26). Dosyć wysoko, bo na siódmym miejscu, uplasowała się Anglia (+34 minuty). Jednym z nielicznych zawodników, który musiał kawałek dojeżdżać, jest obrońca Aston Villi, Tyrone Mings. Trasa z rodzinnego Bath do Southampton zajmowała mu ponad półtorej godziny. Jak wypadli pod tym względem Lewandowski i spółka? Dopiero 18. miejsce (+80 minut), ale i tak wyżej niż… Włosi (+112) czy Francuzi (+144).

W pierwszej klasyfikacji udało nam się wyprzedzić kilka nacji, za to w drugiej znaleźliśmy się na szarym końcu. „Biało-czerwoni” statystycznie zaczynali trenować w strukturach profesjonalnego klubu w wieku 14,2 lat. To prawie… dwa razy później niż Anglicy, którzy do akademii z prawdziwego zdarzenia trafiali jeszcze przed ukończeniem 8. roku życia. Dobrze wygląda to także w przypadku Hiszpanii (9,6 lat), Rosji (9,8) i Belgii (9,9).

Teraz pozostała odpowiedź na najważniejsze pytanie: jak to się ma do osiąganych wyników? W obu zestawianiach bardzo nisko uplasowali się… aktualni mistrzowie świata. Czy to oznacza, że „Trójkolorowi” są słabi? W żadnym wypadku, chociaż na EURO 2020 im nie poszło. Podopieczni Didiera Deschampsa wywodzili się zazwyczaj z mniej zamożnych rodzin, a więc piłkarskie umiejętności szlifowali głównie na podwórku, a dopiero później ktoś ich dostrzegł. Przykład? N’golo Kante do 19. roku życia grał w podparyskim JS Suresnes.

Tak samo było z Polakami. Czy taki Robert Lewandowski rozpoczynał karierę w Legii Warszawa? No nie, w lokalnej Polonii Leszno. Jan Bednarek? Jako 14-latek przechodził z Sokoła Kleczew do Szamotuł, a dopiero w wieku 16 lat znalazł się w Lechu Poznań. Kamil Jóźwiak? Przygodę z piłką rozpoczął w Juniorze Zbąszynek. Mateusz Klich? W Tarnovii Tarnów. Tymoteusz Puchacz? W Pogoni Świebodzin. Piotr Zieliński? W Orle Ząbkowice Śląskie. Grzegorz Krychowiak? W Orle Mrzeżyno. Rodzice, jeżeli obawiacie się o to, że wasze dziecko ma 12 lat i nadal gra w lokalnym klubiku, to jeszcze nic straconego – najważniejsze są talent, ciężka praca oraz odrobina szczęścia.

Fot. Newspix, futsalfinn.com