Blogi i felietony

Wtorkowa rozgrzewka z Mamczakiem: nie na raz

Spotkałem się kilka dni temu z nowym wiceprezesem PZPN ds. szkolenia, Maciejem Mateńko. I najczęściej zadawane przez was pytanie o to spotkanie to “i jak wrażenia?!”.

Mateńko w środowisku nie jest anonimowy, ale nie jest też osobą, po której każdy wie, czego można by się spodziewać. Czy spodziewać możemy się zmian? Rewolucji? Na dzień dzisiejszy w ogóle bardzo trudno cokolwiek wyrokować.

Moje pierwsze odczucie po spotkaniu z byłym trenerem Mobilnej Akademii Młodych Orłów jest takie, że to po prostu dobry człowiek. Punktualny, obowiązkowy, słowny. Sympatyczny przy recepcji na wejściu do budynku federacji, miły dla pani sekretarki na drugim piętrze. Z błyskiem w oku. Świadomy swojej szansy i chętny, by ją wykorzystać. Kiedy siedzieliśmy na przeciwko siebie, bił od niego optymizm. On chce zmian i chce być ich autorem. Wierzy w nie całym sercem, a w jego oczach widać niekłamany entuzjazm.

To wszystko to bardzo dobry fundament do tego, by zmiany zacząć wprowadzać. Ale myślę sobie równocześnie, że za nim pójść musi coś jeszcze: trudne decyzje trzeba podejmować czasem ostro i zdecydowanie. O ile przekonany jestem co do determinacji prezesa Zachodniopomorskiego ZPN-u, o tyle mam wrażenie, że czasami może być on… zbyt dobry dla innych.

Osoba, która chce wprowadzać zmiany, zawsze trafia na opór. Jak to niektórzy zwykli mówić: “nie jestem banknotem stuzłotowym, żeby mnie wszyscy lubili”. A Mateńko wydaje się osobą, która jednak wierzy, że uda pogodzić mu się interesy wszystkich.

Choć w przeszłości też byłem taki jak Mateńko (na potrzeby tego tekstu zakładam, że jest on taki, jak mi się wydaje), z roku na rok coraz wyraźniej widzę, że to wszystko nie jest takie proste. Że skoro jest wojna, to muszą być ofiary. A wojna o racje trwa cały czas. W środowisku szkoleniowym walka ta jest nieustanna i całkiem zapalczywa.

Jako ludzie lubimy tkwić w komfortowej strefie. Lubimy sytuacje, które znamy. Prościej nam funkcjonować w środowisku, pomimo jego licznych mankamentów, z racji tego, że tkwimy w nim od lat. Nowe jest niepewne. Przy nowym trzeba się dodatkowo napracować. Aby nowe wdrożyć, trzeba popełniać błędy i eliminować je w przyszłości. Trzeba analizować, poprawiać, usprawniać. To nieustanny proces. Dlatego też środowisko piłkarskie od lat odporne jest na zmiany wszelakie.

Nie prosto słuchać jest epitetów pod swoim adresem. Nie jest łatwo iść pod prąd. Dlatego osoby, które piłką zarządzają, muszą być dość gruboskórne. Raczej nie ma dla nich innej rady.

Czy Mateńko będzie na tyle bezkompromisowy i radykalnie postawi się opozycji, która na pewno się pojawi? Czy będzie w stanie forsować to, co w gronie zaufanych ludzi stworzy podczas głosowań? Czy w swoich działaniach będzie na tyle nieustępliwy, by pogodzić wszystkich baronów (kiedy dyktowałem roboczą wersję tego tekstu, Google Voice zapisał barAnów – niezły z niego figlarz!)? Czy będzie w stanie wyperswadować im pewne pomysły? Udowodnić słuszność i przekonać do swoich decyzji? Sprawić, by zaakceptowały je mające tak różne interesy związki – zarówno z województw najmniejszych, największych i jaki i tych średnich?

Boję się, że to nie pójdzie tak gładko, jak byśmy tego wszyscy chcieli. Tak, jak sobie idealistycznie marzymy i za co ściskamy kciuki. Szczególnie, kiedy skupiam swoją uwagę na fragmentach naszego wywiadu:

  • tego o nowym szefie Szkoły Trenerów PZPN,
  • tego o planowanych zmianach,
  • tego o formie ścisłej,
  • i pewnie kilku jeszcze.

Słyszałem o Mateńce, że to człowiek “do rany przyłóż”. Że nawet gdy dzwonił do niego prezes jakiegoś malutkiego klubiku z A klasy i żalił mu się przez godzinę na warunki w gminie, ten, już jako prezes ZZPN, cierpliwie wisiał na telefonie.

Teraz będzie musiał nauczyć się odmawiać. Być bardziej asertywnym. Znacznie pewniej i mocniej postawić na swoim. Być może się mylę i on już to wszystko umie – wtedy będę się oczywiście z tego faktu cieszył. Ufając jednak swojej intuicji uważam, że w naszym przytulnym trenerskim światku wiele zależy od tego, jakimi ludźmi wiceprezes ds. szkolenia otoczy się w najbliższym czasie.

Kiedyś w rozmowie z dyrektorem czołowej polskiej akademii powiedziałem mu o swoich deficytach. Trenerskich deficytach. – Ale ty nie musisz tego wcale umieć. To nie musi być twoja kompetencja. Kluczem będzie, kogo dobierzesz sobie do sztabu i czy te osoby uzupełnią braki, o których wspominasz. Tak wygląda zarządzanie zespołem w XXI wieku – odpowiedział mi.

I wydaje mi się, że podobnie może być w tym nowym PZPN-ie. Który niczym nie będzie różnił się od starego – znów oparty zostanie na ludziach. Na ludziach, od których zależeć będzie wszystko.

Warto wspomnieć przy tym słowa legendarnego Dale’a Carnegiego, który kilka efektywnych teamów na światowym poziomie w swojej karierze przecież utworzył: przy wyborze kandydatów do pracy najważniejszym czynnikiem są ich przeszłe osiągnięcia. Ludzie odnoszący sukcesy zwykle nadal je odnoszą. Osoby o przeciętnych dokonaniach zwykle zostają przeciętne.

Panu Maciejowi, dziękując raz jeszcze za czas poświęcony na wywiad, życzę więc powodzenia dobrego researchu. I wyłącznie trafnych decyzji personalnych!

PRZEMYSŁAW MAMCZAK

Chcesz podyskutować o szkoleniu? O najnowszym artykule? Nie zgadzasz się ze mną lub chciałbyś coś dodać? Napisz koniecznie – [email protected].