Wywiady

Wiceprezes PZPN chce zmienić polską piłkę. “Przez lata popełnialiśmy błędy w szkoleniu”

Kilka miesięcy temu pracował jako trener Mobilnej Akademii Młodych Orłów, ale w kontrowersyjnych okolicznościach został zwolniony z pracy w Polskim Związku Piłki Nożnej. Kolejne wydarzenia to już materiał na film: najpierw został prezesem Zachodniopomorskiego Związku Piłki Nożnej, a następnie, trzy tygodnie temu, Cezary Kulesza zaproponował mu stanowisko wiceprezesa ds. szkolenia w PZPN-ie. Jak na szkolenie i jego problemy patrzy Maciej Mateńko? Jakimi ludźmi się otoczy? Jakie pomysły będzie chciał wdrażać i czy… szykuje w trenerskim środowisku rewolucję? – Pomysłów jest dużo, zmian będzie sporo – zapowiada w wywiadzie dla Weszło.

Ile pan w ostatnich dniach sypia?

Bardzo mało. Nie z powodu stresu jednak, a dlatego, że mam dużo pracy. Lubię mieć wszystko przygotowane i przemyślane, co przeszkadza mi w spokojnym śnie.

I o czym pan tak myśli?

O tym, co muszę zrobić jutro, za tydzień i za miesiąc. O tym, z kim muszę spotkać się w najbliższym czasie. O tym, co już mogę zweryfikować i o pomysłach, które dostałem od ludzi. Kiedy wybiję się jednak, robi się problem ze spaniem…

To jaki jest plan na najbliższe miesiące?

Dla mnie w tej chwili najważniejsze jest zebranie grupy, która będzie ze mną ściśle współpracować. To będzie grupa robocza złożona z 16 trenerów. Każde województwo będzie miało w niej swojego przedstawiciela, bo w każdym rejonie kraju specyfika jest różna. Inaczej wygląda rzeczywistość w województwie mazowieckim, a inaczej w województwach opolskim czy lubuskim. W każdym województwie są bardzo dobrzy trenerzy, których na szczęście znam – proponuję więc nazwiska. Jeśli zdarza się miejsce, gdzie trudno mi o kandydata, wspomagam się środowiskiem. Kto może mi pomóc? Szukam ludzi z pasją, ludzi zaangażowanych. Takich, którzy chcą się poświęcić i którzy nie będą mogli spać po nocach, jak ja. Ludzi, którzy będą żyć tym projektem i dla których to, że będą mogli pracować dla Polskiego Związku Piłki Nożnej, będzie wyróżnieniem. Razem będziemy chcieli stworzyć coś pozytywnego, co w perspektywie najbliższych kilku lat zmieni polską piłkę.

Jakie role pełnić mają te osoby?

Nie chciałbym dokładnie mówić o rolach, ale na pewno będziemy podzieleni na podgrupy. Mam już plan na pierwsze spotkania, gdzie przedstawię swój plan i wizję, jak chciałbym, by to wyglądało. Będziemy to jednak modyfikować, bo zdaję sobie sprawę, że to, co mam w głowie, nie musi każdemu się podobać. Ci ludzie mogą dużo wnieść i mogą pokazać mi sporo obszarów, na których mój plan możemy ulepszyć.

To mają być takie osoby, jak koordynatorzy kształcenia i licencjonowania trenerów w WZPN-ach?

Nie, to będzie całkiem nowa grupa. Z całkiem nowymi zadaniami. To będzie grupa do zadań specjalnych.

Ma już pan budżet na zatrudnienie dodatkowych 16 osób?

Oni nie będą zatrudnieni na stałe. To mają być pasjonaci. Oczywiście nie wymagam, by robili wszystko za darmo, więc za spotkania będą otrzymywać wynagrodzenie…

…czyli to będzie coś w stylu burzy mózgów?

Tak jest. Na początku. Później przełożymy to na konkretną pracę i zadania dla każdej podgrupy. To mają być specjaliści w pracy z młodzieżą. Ludzie, którzy pisali różnego rodzaju programy szkolenia. Tacy, którzy mają doświadczenie i swoje przemyślenia.

Jest pan ciągle zaskoczony tym, że odpowiada za szkolenie w całej Polsce?

Nie chcę wyjść na osobę, która nie wierzy w to, co się stało, ale na pewno decyzją prezesa Kuleszy byłem w pierwszej chwili zaskoczony. Wiem jednak, skąd ta decyzja się wzięła. Prezes pytał mnie wielokrotnie co sądzę o szkoleniu i jaki mam na nie plan. “Co byś zrobił?” – słyszałem. Znał doskonale moje zdanie. Jak wiecie, poinformował mnie o tym dzień przed wyborami, ale wiem, że w głowie miał to dużo wcześniej. Cezary Kulesza uwierzył, że dokonam zmian w polskim szkoleniu. Zaufał mi, a ja postaram się go nie zawieść.

Co myśli pan sobie, gdy słyszy słowa, że nominacja dzień przed wyborami, o 22:00, jest ruchem niepoważnym? Świadczy on poniekąd o tym, że prezes Kulesza nie miał planu na szkolenie… Przecież mógł mu pan odmówić!

Prezes Kulesza miał na to swój plan, ale zmienił go, gdy mnie poznał.

Kiedy się poznaliście?

Kiedy zostałem prezesem ZZPN-u. Spotkaliśmy się parokrotnie i za każdym razem dyskutowaliśmy o szkoleniu. Myślę, że podczas tych rozmów przekonałem go do swojej osoby. Najprawdopodobniej jego plan wtedy się zmienił.

Co usłyszał prezes Kulesza od prezesa ZZPN-u?

Nie lubię o tym mówić, bo aktualnie jesteśmy w początkowej fazie naszych działań. Nie chciałbym, by ludzie, którzy będą ze mną współpracować, z prasy dowiadywali się o tym, jakie mam pomysły. Chcę, by razem ze mną weryfikowali je. Ponadto pragnę przeprowadzić wiele spotkań i konsultacji: m.in. z dyrektorami i koordynatorami dużych akademii czy trenerami młodzieżowych reprezentacji Polski. Mamy w naszym kraju mnóstwo ludzi kreatywnych i ja chcę czerpać z ich wiedzy. Nie mogę otwarcie mówić, że mam wszystko gotowe. Mam plan, ale on na pewno będzie modyfikowany. Wierzę jednocześnie, że ludzie, z którymi będę rozmawiał, podpowiedzą mi, co możemy zrobić jeszcze lepiej.

Zaczęliście z grubej rury, bo to, o czym przed rokiem mówił trener Michał Libich, szybko zostało zatwierdzone oficjalnie. Dlaczego dzieci nie powinny rywalizować w rozgrywkach ligowych?

Najprostszą odpowiedzią jest szkolenie, które prowadziłem w Mobilnej Akademii Młodych Orłów. Podczas szkoleń o kreatywności zadawałem trenerom pytanie: jakich znają polskich piłkarzy, którzy są kreatywni.

Wymieniali Piotra Zielińskiego?

Jego nazwisko nasuwa się oczywiście każdemu z nas od razu. Z czego to wynika? To znaczy, że w Polsce nie rodzą się inteligentni piłkarze? Inteligentni ludzie? Nie, to wynika z błędów szkolenia, które przez lata popełnialiśmy, i które popełniamy. Zabijamy kreatywność u dzieci, a gra bez presji wśród najmłodszych ma spowodować to, że dzieci nie będą bały się podejmować pojedynków 1v1, sztuczek technicznych, podań prostopadłych czy trudnych zagrań. Teraz nikt z boku nie będzie krzyczał: „co robisz?!”, „przez ciebie tracimy piłkę”, „przez ciebie straciliśmy bramkę”. Wiem, że to działa, bo działa to w województwie zachodniopomorskim. W tym miejscu ukłony należą się Markowi Safanowowi, który był wielkim orędownikiem i zwolennikiem zmiany. W województwie zachodniopomorskim wszyscy zrozumieli już, że to było konieczne. Wszyscy widzą efekty wprowadzenia gry bez wynikomanii. Myślę, że większość tych, którzy dziś krytykują zmianę, za rok będzie miała odmienne zdanie na ten temat.

Prezes Zbigniew Boniek powiedział w Hejt Parku, że teraz „niektórzy dopiero zobaczą”. Że brak terminarza ligowego to będą schody, bo „ktoś będzie musiał organizować te turnieje”…

Jeżeli ktoś dokładnie zapozna się z projektem „Pierwsza Piłka”, przyjedzie i zobaczy, jak on funkcjonuje, nie będzie miał wątpliwości, że to właściwa droga. Tak jak wątpliwości ma prezes Boniek, tak wątpliwości mieli trenerzy w województwie zachodniopomorskim. Przed wprowadzeniem programu zrobiliśmy ankietę wśród trenerów, by sprawdzić, kto chce zlikwidować wyniki i tabele. Głosy były podzielone – pięćdziesiąt na pięćdziesiąt. Po likwidacji tabel i roku funkcjonowania projektu, znów zrobiliśmy ankietę. Jej wyniki były wręcz szokujące! 99 procent trenerów opowiedziało się za tym, by pozostawić rozgrywki w takiej formie! Tylko rok wystarczył, by ludzie zrozumieli, jak ważne jest to, co robimy. Mamy pół roku, by przygotować spójny plan dla całej Polski. Mniej więcej w połowie województw gra się bez wyników, ale jest to organizowane bardzo różnie. Przeprowadzę jednak teraz konsultacje i wybiorę najlepszy model dla całego kraju.

Osoby, które krytykują waszą reformę, mówią o tym, że powinniśmy zacząć od drugiej strony: od uświadamiania trenerów i rodziców.

Wprowadzenie tej reformy jest najlepszym sposobem uświadamiania tych ludzi… Wiem, co działo się podczas ligowych meczów w województwie zachodniopomorskim, bo występował w nich mój syn. Rodzice dostawali wścieklizny, gdy mierzyli się z rywalem zza miedzy. Stali przy linii, sterowali dziećmi, krzyczeli. Dzieci nie mogły podjąć same jednej decyzji. Jedno krzyczał trener, drugie rodzice. W tej chwili na naszych boiskach jest kompletna cisza. Nikt nie pisze wyników w internecie, bo nie ma do tego prawa. Nie ma tabel, więc nie ma się czym chwalić. Dzieci i tak zawsze walczą o zwycięstwo. I tak cieszą się po każdej bramce. W myślach liczą sobie wynik, ale nie mają presji otoczenia – tu jest różnica. Ludzie zrozumieją to za jakiś czas, jestem tego pewien.

Jak wyglądał będzie późniejszy system awansów? W kategorii młodzik uformować będziecie musieli już ligi i zespoły będą musiały zostać podzielone na poszczególne poziomy.

W ZZPN-ie nie ma z tym żadnego problemu. Będąc tyle lat w środowisku, znamy potencjał poszczególnych klubów i ich młodzieży. Dobieramy zespoły do odpowiednich lig. Konsultujemy wszystko z trenerami, oni informują nas, gdy mają lepszy czy gorszy rocznik. Czasem to oni wręcz do nas dzwonią. Robimy to z głową, bo kluczem jest dyskusja. W tym roku zostawiliśmy furtkę: w kategorii E1 (orlik starszy – red.) będzie można prowadzić tabele, by rozstawić drużyny przy przejściu do młodzika. Potem jednak trzeba będzie sobie poradzić. Wypracujemy system, będą pewnie spadki i awanse.

Nie boi się pan, że te wybory będą zbyt subiektywne? Poziom, na którym występować będą dane kluby, zależny będzie od koordynatora, który zajmować się będzie tym tematem. Różnice między niektórymi będą minimalne i trudno zakładać, że w grę nie zaczną wchodzić jakieś sympatie czy antypatie.

A może będzie tak, jak w CLJ-kach, gdzie awanse i spadki będą miały miejsce co pół roku? Jeśli ktoś trafi do drugiej ligi, a ma faktycznie mocną drużynę, awansuje po pół roku. Słabsi wtedy spadną… Zgrzyty będą na pewno, bo jeszcze się taki nie narodził, kto by każdemu dogodził. Najważniejsze jednak, by z ludźmi rozmawiać. Trzeba szukać rozwiązań. Uważam, że nie jest to rzecz niemożliwa do zrobienia.

Czego jeszcze możemy spodziewać się w najbliższym czasie po “pana ekipie”?

W najbliższym czasie spodziewać możemy się tego, że… będzie cisza. Musimy skupić się na pracy. Zmian nie da się wprowadzić w tydzień czy w miesiąc. Czeka nas bardzo dużo działań, dlatego prosiłbym o czas. Czas na przygotowanie całego projektu. Kiedy będzie on zaakceptowany i realizowany, będziemy mogli mówić o konkretach.

Na ile w tych działaniach ma pan wolną rękę? Co musi być zatwierdzone przez „górę”, a co zależy wyłącznie od Macieja Mateńki?

Prezes Kulesza powiedział, że mi ufa. Informuję o wszystkich pomysłach i działaniach prezesa, ale mam bardzo dużą swobodę.

Ile czasu zatem potrzebuje pan, by opracować i przedstawić swój plan?

Jak podam termin, będziecie się go trzymać…

…i dzień po nim będziemy dzwonić, to naturalne.

Tak jest, a to nie jest takie proste. Nie chcę, by ludzie myśleli, że nie mam pomysłu, dlatego nie chcę podać terminu, ale trudno mi powiedzieć w jakim czasie jesteśmy w stanie wszystko pospinać. Osoby, z którymi będę współpracował, mają swoje obowiązki. Muszą normalnie funkcjonować. My nie możemy zamknąć się na miesiąc i zniknąć.

To by było bardzo medialne.

(śmiech) Ale każdy z nas ma swoje obowiązki. Ja jestem prezesem Zachodniopomorskiego Związku Piłki Nożnej i nie mogę zaniedbać swojej pracy. Każdy ma swoją pracę zawodową, każdy ma rodzinę. Mam nadzieję, że najważniejsze będzie dla nas wszystkich to, by stworzyć program szkolenia. Ale musimy zrobić to z głową.

Polskie szkolenie wymaga rewolucji?

Unikam takich słów. Wiem, że to jest medialne. Rewolucja, reforma w szkoleniu – dla mnie nie ma znaczenia, jak będziecie to nazywać. Dla mnie ważne jest, by nastąpiła zmiana. Zmiana w podejściu mentalnym trenerów, rodziców. Podejścia do myślenia o szkoleniu, o tym, jak w tym wszystkim postrzegać dziecko. Dużo rzeczy jest do zmiany…

Cofnijmy się o kilka miesięcy – do Szczecina przyjeżdża Cezary Kulesza i pyta: “Maćku, co twoim zdaniem jest największym problemem polskiego szkolenia?”.

Brak pomysłu na to szkolenie. Dziś pomysł na szkolenie mają duże akademie. Akademie, które coraz lepiej prowadzą ten proces. Średnie i mniejsze kluby nie mają programów. Każdy robi coś dowolnie. Ja się mogę cofnąć nie o kilka miesięcy, a o kilkanaście lat. Kiedy byłem na kursie UEFA A, usłyszałem o polskiej myśli szkoleniowej. Zadałem wtedy pytanie: a jaka to myśl? W Polsce mamy dziś mnóstwo treningów, na każdym z nich mamy coś innego. Mamy jakąś myśl? Mamy sprecyzowane, jakiego zawodnika chcemy wychować? Jakie powinien on posiadać umiejętności? Jaką wiedzę? Jak powinien wyglądać reprezentant Polski, który trafia do młodzieżówki? Jestem samoukiem, pracę jako trener zaczynałem mając 20 lat. Nie otrzymałem jednak od Polskiego Związku Piłki Nożnej żadnej pomocy. Sam musiałem do pewnych rzeczy dochodzić. Wiem, ile po drodze popełniłem błędów. Wiem, ile rzeczy mogłem zrobić dużo, dużo lepiej i wiem, ilu lepszych piłkarzy wyszłoby wtedy spod mojej ręki. Chcę pomóc trenerom, by nie marnowali tych lat. Czasy się zmieniły, dzisiaj, jeśli ktoś chce, może się rozwijać. Ale ja chcę wynieść to na jeszcze inny poziom.

Czy kursy trenerskie wymagają zmian?

Zawsze można coś poprawić. Spotkałem się z edukatorami z całej Polski w Białej Podlaskiej i umówiłem się z nimi, że każdy z nich prześle mi informacje na temat swoich spostrzeżeń – co można zmienić w kształceniu trenerów. Wiem, że każdy z nich ma swoje przemyślenia i będę starał się to zebrać w jedną całość. Zastanowimy się co możemy wprowadzić szybko oraz jakie zmiany potrzebne są w dalszej perspektywie. Piłka nożna nie stoi w miejscu, ona ewoluuje, dlatego w szkoleniu trenerów też potrzebne są zmiany.

Szykuje pan czystkę w strukturach wśród trenerów edukatorów, do których postawy środowisko ma chyba najwięcej uwag?

Prezes Kulesza powiedział, że nie chce robić czystki dlatego, że ktoś pracował dla innego prezesa. Chcemy spokojnie temu wszystkiemu się przyjrzeć. Jestem przeciwnikiem gwałtownych ruchów, jeśli nie są one oczywiście niezbędne. Chcemy przyjrzeć się jak to wszystko funkcjonuje, chcemy poznać ludzi. W tej chwili w PZPN prowadzę wiele spotkań, poznaję poszczególne działy, które pode mnie podlegają, ludzi, którzy w nich pracują. I wyrabiam sobie na ich temat zdanie. Będę robił wszystko, by fachowcy nie stracili pracy dlatego, że zmieniło się szefostwo. Podejść do tego należy spokojnie. Przede wszystkim patrzeć trzeba na kompetencje poszczególnych ludzi.

Poziomy kursów trenerskich są dzisiaj bardzo zróżnicowane, głównie dlatego, że różne są ich obsady. Dobór edukatorów jest oddolny – dokonują go pracownicy poszczególnych WZPN-ów. Czy jest pan w stanie to zaakceptować? Może będzie pan chciał mieć na to większy wpływ?

Jak wszędzie – sukces zależy od ludzi, którzy są przy danym projekcie. W każdej dziedzinie mamy ludzi lepszych i słabszych. Też mam informacje, że nie wszędzie trenerzy edukatorzy na kursach potrafią odpowiednio przekazać wiedzę. Będę konsultował to z prezesami wojewódzkich związków, a gdy będę miał sygnały, że potrzeba zmian, będę je sugerował.

Jesienią 2018 roku odwiedziłem Szkołę Trenerów PZPN i usłyszałem, że lada moment związek zaprezentuje ustandaryzowany program kursów trenerskich na poziomie UEFA A i UEFA B. Dwa lata później w radiu odwiedził mnie Adam Łopatko, który opowiedział nawet o efektach. Ale dwa miesiące później, na spotkaniu edukatorów w Zabrzu, padły słowa, że potrzeba… rewolucji. Że musimy pójść w stronę rozumienia gry. Czy wy macie ustandaryzowane już te kursy, czy znów jesteśmy w procesie ich tworzenia?

Tak jak powiedziałem wcześniej: piłka jest dziedziną, która cały czas ewoluuje i zmienia się. W Polsce mamy wielu mądrych trenerów, którzy starają się podążać za zmianami. Kursy przez ostatnie lata poszły mocno do przodu. Mamy na to pomysł. Parę lat temu każdy związek prowadził kursy według własnego pomysłu. Teraz mamy już jednakową tematykę, prezentacje – mamy wypracowany model kształcenia trenerów.

Jakimi ludźmi chce się otoczyć Maciej Mateńko? Kogo weźmie pan do teamu?

Fachowców. Ludzi, którzy poświęcą się tej pracy.

Czy poza wymienioną wcześniej szesnastką możemy spodziewać się jakiś nowych formacji? Np. komisji, która będzie koordynować kursy trenerskie w całym kraju i zadba o ich standaryzację?

Mieliśmy rozmowę na ten temat, wczoraj! Być może jest potrzeba stworzenia takiej grupy? Grupy ludzi, którzy będą weryfikować poziomy poszczególnych kursów trenerskich i będą je nadzorowali? Pomysłów jest dużo, zmian będzie sporo.

Kto zostanie nowym szefem Szkoły Trenerów PZPN?

A kto powiedział, że będzie nowy szef?

A nie będzie?

Spotkałem się ostatnio z trenerem Pasieką i na pewno to człowiek, który ma bardzo dużą wiedzę. Zmienił wiele w polskim szkoleniu, pomimo tego co powszechnie się mówi – że edukacja trenerów powinna wyglądać inaczej. Mówi się, że pewne rzeczy potrzeba dopracować i ja też o tym wiem. Pewnych zmian trzeba dokonać, ale to nie znaczy, że pan Pasieka nie zrobił kapitalnej roboty w czasie, gdy przewodniczył edukacji trenerskiej. Będziemy o tym rozmawiać z prezesem Kuleszą. Na dziś – całkiem uczciwie – mogę powiedzieć, że nie wiem kto będzie szefem Szkoły Trenerów PZPN. I nie wiem czy ten szef się w ogóle zmieni.

Jakie doświadczenia – zarówno trenerskie, jak i zarządcze – stoją za nowym wiceprezesem ds. szkolenia PZPN?

Dwadzieścia lat pracowałem jako trener, dziesięć szkoliłem innych trenerów jako edukator. Pracowałem na wszystkich szczeblach – od grup naborowych skrzatów, po seniorów, bo prowadziłem rezerwy Pogoni Szczecin. Pracowałem przy młodzieżowych reprezentacjach Polski, przez 14 lat pracowałem w Gimnazjalnym Ośrodku Szkolenia Sportowego Młodzieży, gdzie z grupą najlepszych chłopców z województwa przeprowadziłem ponad tysiąc godzin zajęć, po dwa razy dziennie. Z naszej szkoły wyszło ponad czterdziestu młodzieżowych reprezentantów Polski, ponad dwudziestu chłopców zagrało w Ekstraklasie. Byłem koordynatorem FASE Szczecin, kiedy to pisałem swój program szkolenia i zarządzałem grupą ludzi. Jestem dumny z tego, jaki ci trenerzy zrobili progres, jestem dumny z tego, jakimi są trenerami. Ostatnio, przez trzy lata, pracowałem jako trener Mobilnej Akademii Młodych Orłów – w mniejszych miejscowościach prowadziłem po trzy szkolenia tygodniowo, szukałem też tam talentów. Od trzech miesięcy jestem natomiast prezesem ZZPN-u i bardzo szybko uczę się zarządzać ludźmi. W Polskim Związku Piłki Nożnej podlegają pode mnie 262 osoby. Przed nami dużo pracy, ale dookoła jest wiele osób, które pomogą mi ze wszystkim.

Którzy zawodnicy drużyny juniorów Chemika Police, z którą sięgnął pan po mistrzostwo Polski przed dziesięcioma laty, zrobili większe kariery?

Zarzuca mi się, że zrobiłem wynik, a z tej drużyny nikt nie wypłynął. Jeden mecz w Ekstraklasie rozegrał Norbert Neumann, bardzo duże szanse na karierę miał bramkarz Krystian Rudnicki, który bronił nawet w reprezentacji, ale poważna choroba przerwała jego piłkarską przygodę. Można wejść na Youtube i obejrzeć mecz finałowy z Legią. Grali u nas chłopcy z ogromnym potencjałem. Dobrze wyszkoleni, ale źle pokierowali swoim życiem. Może to źle powiedziane, ale oni po prostu realizują się w innych dziedzinach życia. Takie podjęli decyzje, nie poszli za ciosem. Trenowałem wielu chłopaków, którzy grają w Ekstraklasie i uważam, że z Chemika przynajmniej czterech zawodników prezentowało poziom adekwatny dla topowych rozgrywek w naszym kraju.

Marek Koźmiński podczas otwarcia Ogólnopolskiej Konferencji Trenerów w Łodzi powiedział, że my, Polacy, mamy DNA do gry z kontry i to ten styl powinniśmy preferować. Co pan sądzi o tym zdaniu?

Wszystko zależy od szkolenia. Moim zdaniem DNA nie ma tu za wiele do rzeczy. Czy mamy inne DNA niż Niemcy? U nich szkolenie jest po prostu na wyższym poziomie, dlatego przewyższają nas piłkarsko. Nie sądzę, by w Niemczech rodzili się ludzie, którzy mają większe predyspozycje do gry w piłkę niż w Polsce. Często podaję przykład Danii: w 2007 roku wprowadzono tam rewolucyjne zmiany. Zlikwidowano ligi i tabele w najmłodszych kategoriach wiekowych, wprowadzono swój model szkolenia i… dzisiaj Duńczycy zbierają plony. Wtedy nie mieli odpowiedniego DNA, a teraz mają? Nie, to wynik systemowej pracy, którą wykonano w Duńskim Związku Piłki Nożnej. Dlaczego Belgowie mają taką generację klasowych piłkarzy? Bo w pewnym momencie postawiono tam na szkolenie. To wynik pracy, a nie przypadek czy genetyka.

Wychował się pan pewnie na książkach Jerzego Talagi?

Jasne, nie było niczego innego.

Jak pan patrzy na metodykę i metodologię szkolenia? Z czym się pan zgadza wobec nowych trendów, a czym kompletnie nie?

Nie zgadzam się z tym, że możemy jeden do jednego przenieść do Polski system szkolenia z Portugalii czy z Hiszpanii. Na to składa się wiele rzeczy. Niektórzy mówią, że to nie ma znaczenia, ale ja uważam, że ma. Warunki atmosferyczne robią różnicę. Na półwyspie Iberyjskim dzieci od rana do wieczora biegają po dworze. Mogą grać w piłkę przez cały rok, cały rok jest tam ciepło. Przez to, spędzając godziny na boiskach, naturalnie uczą się rzeczy, których polskie dzieci same nie zrobią. Musimy pewne rzeczy wprowadzić w innej formie. Musimy wprowadzić elementy formy ścisłej w treningu.

Po co?

By była pewna powtarzalność elementów technicznych. Naszym zadaniem będzie w tej chwili przecedzić to, co dobrego mają inne federacje oraz to, co my wiemy o szkoleniu i co sprawdza się w Polsce, i z tego ułożyć nasz oryginalny polski program szkolenia, dostosowany do naszych możliwości.

Czasy się zmieniły. Forma ścisła to rozwiązanie najprostsze dla trenera. Dla zawodnika jest nudna. Kiedy graliśmy na podwórkach od rana do wieczora, każdy obok swojego bloku doświadczał meczowej rywalizacji. Do klubu przychodził na szlif, właśnie w formie ścisłej, który był uzupełnieniem godzin spędzonych w rywalizacji meczowej. Dziś, moim zdaniem, gier na podwórku jest na tyle mało, że na formę ścisłą mamy niewiele czasu i podczas zajęć musimy skupić się na grach, bo to one są priorytetem.

Absolutnie nie twierdzę, że forma ścisła ma dominować w treningu dzieci. Ale wstawki tej formy ścisłej są niezbędne. Przykład: przyjęcie piłki klatką piersiową. Gdybyśmy w treningu proponowali wyłącznie gry, jak często zawodnik będzie mógł wykorzystać przyjęcie klatką?

Tak samo rzadko jak… podczas meczu.

Ale jeśli podczas wstawki w treningu zawodnik powtórzy to przyjęcie sto razy, opanuje je do perfekcji. Czy mamy pewność, że przyjmując dwa razy w tygodniu, podczas gier, zawodnik w meczu przyjmie tak, jak powinien? Mówi się, że by dopracować jakiś element do perfekcji, trzeba powtórzyć go 10 tysięcy razy.

Ale ta teoria została już obalona.

Coś w tym jednak jest. Żebyśmy się jednak dobrze zrozumieli: Mateńko nie będzie proponował teraz rzucania piłki na klatkę w parach. Nie. Ale by wypracować program szkolenia skrojony pod nasze możliwości powstanie grupa ludzi, z którą podejmiemy ostateczne decyzje.

Co jest najważniejsze w treningu dla trenera Mateńki?

Nie ma jednej, najważniejszej rzeczy. Przez lata wykładałem na kursach trenerskich i w pewnym momencie zauważyłem, że rzeczy oczywiste dla mnie, trenera z kilkunastoletnim stażem, namiętnie notują kursanci. Pewnego razu przyszedłem więc po kursie do domu i zastanowiłem się, jak to usystematyzować. Jak przekazać trenerom co jest ważne? Napisałem wtedy alfabet trenera. To bardzo się spodobało. U niektórych mój alfabet wisi w domach. Trenerzy mówią, że rzucają na niego okiem przed wyjściem na zajęcia.

ROZMAWIAŁ PRZEMYSŁAW MAMCZAK

Fot. Newspix