Weszło Junior

Piechniczek: Kiedyś strzelaliśmy na mundialu 16 goli, dzisiaj trzy

Gościem 150. “Jak Uczyć Futbolu” był Antoni Piechniczek, były selekcjoner reprezentacji Polski, a jednocześnie pierwszy selekcjoner w audycji Przemysława Mamczaka. Z medalistą mundialu z 1982 roku porozmawialiśmy m.in. o tym jak zmieniło się szkolenie przez ostatnie lata. Poniżej najciekawsze fragmenty.

Czym przewyższał trenerów w swoich czasach?

– Określenie “przewyższał” jest dosyć ryzykowne, bo można powiedzieć, że byłem dobry w danym roku czy okresie. Na moje trenerskie przygotowanie miało wpływ kilka czynników. Miałem ciekawą drogę dojścia do zawodu trenera. Jako 19-latek rozpocząłem studia na Akademii Wychowania Fizycznego w Warszawie oraz grałem w miejscowej Legii. Proszę mi wierzyć, że z perspektywy czasu zastanawiałem się, co dało mi więcej – piłkarska szatnia Legii, gdzie byli sami reprezentanci kraju czy studia, na których spotkałem takich ludzi, jak Hubert Wagner, Edward Skorek, Zygmunt Smalczerz, Janusz Sidło oraz Irena Szewińska. Krótko mówiąc, same późniejsze gwiazdy sportu. Dzisiaj powiedziałbym, że po równo. Nie wyobrażam sobie, że szkoleniowiec, który prowadzi reprezentację Polski, w nawiązaniu do aktualnych czasów, w których żyjemy, nie ukończył stacjonarnych studiów akademickich. Dlaczego? Ponieważ nauczy się patrzeć przez pryzmat piłki również na inne dyscypliny sportowe. Jak obserwowałem siatkarzy, zastanawiałem się, co zrobić, żeby piłkarze mieli taki wyskok jak siatkarze. Jak oglądałem zawody koszykówki, to zastanawiałem się nad tym, co zrobić, żeby tak szybko przeprowadzać ataki, jak robią to koszykarze. Jak oglądałem piłkarzy ręcznych, to…  Do zawodu trenera przygotowałem się długo i bardzo starannie.

Dlaczego uważa, że Polski Związek Piłki Nożnej popełnił błąd, odchodząc od współpracy z AWF-ami?

– Uważam, że jest to niesamowity błąd popełniony przez FIFĘ i UEFĘ. Europejska Unia Piłkarska oraz Światowa Federacja Piłkarska uważają, że mają monopol na mądrość dotyczącą piłki nożnej, że oni wiedzą wszystko lepiej i tak dalej. Tym Akademiom trzeba oddać, że być może nie mają aspiracji czysto piłkarskich, ale mają aspiracje pedagogiczne, psychologiczne, medyczne czy teorii sportu. Mają do zaoferowania trenerom mnóstwo mądrości, które są im bardzo potrzebne. Dodałbym jeszcze, że w dzisiejszych czasach mają rzecz, która kiedyś była traktowana marginalnie, czyli zdolności socjologiczne. Szkoleniowcy, którzy brali udział w międzynarodowej ankiecie, mieli wybrać trzy najistotniejsze parametry. Z ogólnych wypowiedzi ustalono, że najważniejszą rzeczą jest umiejętność kontaktowania się z zawodnikiem, wczucie się w jego położenie. To jest cała gama przydatnych przedmiotów, a FIFA i UEFA wymyśliły sobie, że na kształceniu trenerów będą mieli jeszcze jeden komin, który dostarcza im duże zyski. Jeżeli kurs UEFA Pro kosztuje w Polsce ok. 15 tysięcy złotych, a do tego trzeba doliczyć dojazdy czy noclegi, to wychodzą niebotyczne pieniądze. Nikt, nawet ten, kto kończy UEFA Pro, nie ma żadnej gwarancji, że znajdzie zatrudnienie w ekstraklasowym klubie czy będzie mógł wywindować swoją pensję tak wysoko, jakby chciał. Do tego dodałbym jeszcze jedną rzecz, jako trener mam prawo powiedzieć, że Ministerstwo Kultury oraz Ministerstwo Edukacji oddały sprawę bez walki, bo trzeba było przekonać władze FIFA i UEFA, że przy współpracy z Polskim Związkiem Piłki Nożnej, możemy ten kurs zrobić na jeszcze wyższym poziomie. 

O wykorzystywaniu potencjału reprezentacji:

– Kiedyś potrafiliśmy do maksimum wykorzystać predyspozycje naszych zawodników. Potrafiliśmy do perfekcji opanować grę z kontrataku, a mając zawsze poukładaną grę w defensywie i dobrych bramkarzy, wygrywać spotkania, nie tracąc przy tym bramek. Żeby nie być gołosłownym, w 1974 roku zajęliśmy trzecie miejsce na mistrzostwach świata, a nasza reprezentacja strzeliła łącznie 16 goli w siedmiu meczach. Ile teraz strzelamy? Trzy. W 1982 roku, grając już w trochę innym systemie, bo w 4-4-2, strzeliliśmy 11 goli. W 1974 roku Grzegorz Lato został królem strzelców mundialu, zdobywając siedem goli. Na trzech mundialach zdobył razem 10 bramek. Lewandowski, który bije wszystkie rekordy strzeleckie, nie pobije już rekordu Grzegorza Laty, jest to niemożliwe.

O narzekających trenerach:

– Czasami szkoleniowiec narzeka, że zwolnili go po trzech miesiącach. Okej, ale w przeciągu tych trzech miesięcy ile rozegrałeś meczów? Osiem? Dziesięć? A ile miałeś treningów? Z 60. To jak? Przez taki okres nie dałeś się poznać, że jesteś dobrym trenerem? Nie dałeś się na tyle poznać, że zawodnicy cię cenią? Nie dałeś się na tyle poznać, że nikt się na zajęciach nie nudzi? Że nikt nie narzeka? 

O roli rozgrzewki:

– Zawsze wyciągam wnioski z rozgrzewki. Pokazuje mi, w jakiej zawodnicy są dyspozycji. Patrzę na taką ogólną rozgrzewkę, ćwiczenia rozciągające i zastanam się: każda jest trochę jest inna, bo jest inny szkoleniowiec, ale czy zawodnik czuje się lepiej, jeżeli wykonuje ćwiczenia stretchingu, które są dla niego kompletnie nowe? Zawodnik, który gra mecz, musi mieć komfort psychiczny – musi czuć, że jest dobrze przygotowany do spotkania.

Czy jesteśmy stworzeni do gry z kontry? 

– Nie da się grać tylko kontratakiem. To jest jeden z naszych walorów. Jeżeli ktoś jest bokserem i ma opanowany do perfekcji lewy prosty, to szukając wszechstronności, zmieni to na prawy prosty? Nie. Po prostu wykorzystuje to, co jest jego największą zaletą. Jeżeli kontra nam nie wyszła, to przechodzimy do ataku pozycyjnego. Teraz obserwuję spotkania, podchodzimy pod pole karne i… na tym koniec. Niech mi pan powie, ile razy nasza reprezentacja bije rzut wolny z odległości 18-25 metrów? Nie ma tego. A wie pan, dlaczego nie ma? Ponieważ jest tam mało fauli. Dlatego, że przeciwnik w tym rejonie nie fauluje, bo nie rozegraliśmy na tyle szybko piłki w trójkącie, żeby np. Lewandowski wyszedł 1v1 i na linii pola karnego został wycięty. Gdybyśmy w każdym meczu mieli przynajmniej trzy takie sytuacje, to byśmy powiedzieli, że naszą specjalizacją jest umiejętność rozegrania piłki przed polem karnym, tak, żeby otworzyć drogę do oddania strzału. 

O tym, że wszystkie reprezentacje powinny grać jednym systemem:

– Przykładowo mamy chłopaka, który dwa lata gra w kadrach juniorskich, do tego dochodzi okres młodzieżowca i w wieku 24 lat trafia do pierwszej reprezentacji. Przez sześć, osiem, a czasem jeszcze więcej lat jest objęty szkoleniem centralnym. Gdyby pewnych wartości, filozofii gry uczyć przez te kilka lat, gdy zawodnik jest do dyspozycji Polskiego Związku Piłki Nożnej, to na poziomie seniorów byłby to dla niego już automatyzm. Wszystko miałby zakodowane. Nie należy się bać, że przeciwnik zna te kombinacje, bo jeżeli my mamy tych kombinacji kilka, to on nigdy nie wie, którą zastosujemy. 

Dlaczego zagraliśmy dobry mecz z Anglią?

– Bo mieliśmy cykl 10-dniowy. Pierwszy mecz graliśmy po trzech dniach z Albanią, potem z San Marino, a na koniec z Anglią. Dwa pierwsze spotkania przygotowywały nas do tego trzeciego starcia. Gdyby pierwszy mecz graliśmy z Anglikami, byłoby nam o wiele trudniej, moglibyśmy mieć problem osiągnąć remis.

Co poradziłby nowemu prezesowi Polskiego Związku Piłki Nożnej? 

– Żeby priorytetem było szkolenie trenerów. 

Jak Antoni Piechniczek zarządzał szatnią?

– Każda szatnia jest inna. Jak przyszedłem jako trener do BKS-u Bielsko-Biała, pierwszą rzeczą, którą ująłem działaczy klubu, to tym, że zgodziłem się na zaproponowane warunki, ale z zastrzeżeniem, że chcę decydować o wszystkich zawodnikach, którzy od nas odchodzą i do nas przychodzą. Na początek dałem wszystkim szansę, nie zwracałem uwagi na to, czy ten piłkarz grał u poprzedniego zawodnika, czy nie. Wszedłem do szatni, przedstawiłem się, wiedzieli, że grałem kiedyś w Legii Warszawa czy Ruchu Chorzów, a tak się złożyło, że z kilkoma osobami z mojej pierwszej szatni… grałem jeszcze w Ruchu. Czy krzyczałem na zawodników? Jeżeli coś mi się nie podobało, to tak. Jeżeli coś mi się u kogoś nie podobało w szczególny sposób, to zabierałem go do swojego pokoiku i przeprowadzałem z nim rozmowę. Nie było jednak większych problemów. Jak trafiłem do Odry Opole, czyli wyżej notowanego klubu, pojechałem z nimi na letnie obóz w Karkonosze. Po obozie wiedziałem o zawodnikach prawie wszystko, a oni wiedzieli prawie wszystko o mnie. Nie ma jednej recepty. Może recepta jest taka, że trener powinien być na swój sposób otwarty, dać się poznać jako dobry psycholog – musi coś sobą reprezentować, czym ujmuje zawodników. Nie wszyscy muszą być jednakowi, każdy z trenerów ma indywidualne predyspozycje i trzeba umieć je zaakcentować, jeżeli są pozytywne.

O wejściu do reprezentacji:

– Reprezentację poznałem na obozie zimowym, bo zażyczyłem sobie, żeby któregoś stycznia ci piłkarze przyjechali na obóz do Karpacza. Byli trenerzy, którzy protestowali, że zabieram im zawodników, ale powiedziałem im, że mam tylko cztery miesiące, żeby ich poznać i to nie w całości – w sumie rozegraliśmy dwa spotkania i przyszło nam grać mecz o wszystko z NRD na Stadionie Śląskim. Zagrałem pierwszy mecz z Rumunią, przegraliśmy to spotkanie, a dla niektórych piłkarzy było to pierwsze i… ostatnie starcie. Stwierdziłem, że przy takich cechach charakteru, jakie mieli ci piłkarze, to z NRD nigdy nie wygram.

O młodych zawodnikach:

– Młodzi zawodnicy – w razie niepowodzenia – często grają sercem, a nie rozumem. Usłyszałem kiedyś takie powiedzenie, które mi się spodobało: młodzi zawodnicy próbują przeskoczyć płot z drutem kolczastym, a starzy zawodnicy szukają furtki. Sir Alex Ferguson uważał, że nie da się wygrać mistrzostwa samą młodzieżą, ale również nie da się wygrać mistrzostwa bez młodzieży.

O wizytówkach wręczonych byłym kadrowiczom:

Zbigniew Boniek, jak był prezesem PZPN-u, z okazji jakiegoś towarzyskiego meczu reprezentacji, zaprosił nas, czyli reprezentantów Polski, którzy grali na mistrzostwa światach w Hiszpanii, na to spotkanie oraz do hotelu. Pomyślałem sobie, że coś będę musiał im powiedzieć. Wpadłem na pomysł, żeby wziąć widokówki i na każdej napisać, co sądzę o danym piłkarzu, co zapamiętałem. Mieliśmy uroczystą kolację, przyszła pora na mnie, żebym coś powiedział. Powiedziałem parę zdań, a potem każdemu rozdałem tę wizytówkę. Proszę mi wierzyć, że przez następne dziesięć minut w tej sali była kompletna cisza, bo każdy czytał, co mu napisałem. Miałem olbrzymią satysfakcję z tego, że to zrobiłem. To nie ja wpadłem na ten pomysł, tylko znalazłem to w amerykańskiej literaturze i stwierdziłem, że jest to genialny pomysł. 

Czy mógłby teraz poprowadzić klub w Ekstraklasie? 

– Patrzę realnie w kalendarz, siły witalne i mentalne jak najbardziej mam, ale mimo wszystko uważam, że przyszła pora na młodszych. Praca trenera wiąże się również z odpowiedzialnością i stresem. 

Przed czym chciałby ostrzec młodszych trenerów?

– Wszystko można poprawić, ale wszystko w odpowiednim czasie. Przestrzegałbym trenerów przed popadaniem w przesadne zaufanie do własnych możliwości, że się nie dokształcają, nie dyskutują, nie analizują, nie poprawiają swojego warsztatu. Było mnóstwo trenerów, którzy przegrali przez takie zadufanie w sobie. Życzę każdemu odrobinę pokory. 

ROZMAWIAŁ PRZEMYSŁAW MAMCZAK

Fot. Newspix