Weszło Junior

Rodzic, czyli ojciec sukcesu w cieniu trenerów

Wzruszyłem się, gdy przeczytałem informację o śmierci ojca Nicoli Zalewskiego. Pan Krzysztof chorował na nowotwór z przerzutami, wiedział, że każdego dnia jest bliżej smutnego końca. Los chciał jednak, żeby przed śmiercią spełnił swoje największe marzenie – zobaczył debiut syna w seniorskiej reprezentacji Polski.

Wokół powołania wychowanka AS Romy przez Paulo Sousę na zgrupowanie kadry krążyły różne opinie. Naturalnie, że chodziło również o to, żeby “zarezerwować” Zalewskiego dla Polski, aby Włosi nie zgarnęli nam go sprzed nosa. Nastolatek nie pojawił się przecież w reprezentacji ze względu na świetne występy w Serie A, bo w tej zagrał tylko jeden mecz, a jego doświadczenie w seniorskiej piłce jest praktycznie zerowe. Dla Krzysztofa Zalewskiego powołanie dla Nicoli było czymś więcej, “nagrodą” za ciężką pracę i trud, który włożył w to, żeby jego dziecko znalazło się w tym miejscu.

Jak to się stało, że syn polskiego emigranta zadebiutował we wrześniu w biało-czerwonych barwach? Ojciec zawodnika na Półwyspie Apenińskim zamieszkał pod koniec lat 80. Skończył technikum, planował wieść spokojne życie w ojczyźnie, natomiast wszystko zmieniło wezwanie do wojska. Jego matka miała znajomości, udało jej się załatwić, żeby pan Krzysztof mógł legalnie wyjechać z kraju. Udał się do Rzymu, gdzie mieszkała jego ciotka. Służby w wojsku nigdy się nie podjął.

Nicola przyszedł na świat już w Italii. Urodził się w miasteczku Tivoli. Krzysztof Zalewski z zawodu był budowlańcem, we Włoszech zajmował się głównie pracami remontowymi. Po dziesięciu latach rozkręcił własną firmę, natomiast gdy wyraźnie podupadł na zdrowiu, był zmuszony ją zamknąć. W domu państwa Zalewskich momentami się nie przelewało – doszło nawet do sytuacji, że finansowo wspierała ich jego mama, która z tego powodu sprzedała lasy po dziadku piłkarza.

– Przez pięć lat codziennie dowoziłem Nicolę na treningi 60 kilometrów w jedną stronę – z Poli, wsi pod Rzymem. Zostawiałem syna pod bramą ośrodka treningowego i czekałem w furgonie. W zimę, bez ogrzewania. Czasem wstyd było nawet wysiadać z auta, bo jeździłem prosto z pracy, piachem ubrudzony – opowiadał portalowi WP Sportowe Fakty.

Pan Krzysztof poświęcał się dla syna. Gdyby nie on, nastolatek nie mógłby brać udziału we wspomnianych treningach, nie trafiłby do zespołu „Giallorrosich” oraz nie zadebiutowałby w pierwszej reprezentacji Polski. To właśnie opiekunowie często stoją za sukcesem wielkich piłkarzy – bez ich pomocy nie udałoby im się tego wszystkiego osiągnąć. Rodzice są takimi niewidocznymi bohaterami, o których roli w kontekście piłki nożnej, sportu i w ogóle życia, wspomina się zdecydowanie zbyt rzadko.

– Moja matka poświęciła swoje życie, żeby wychować mnie oraz moje rodzeństwo. Chodziła spać głodna, żeby nas nakarmić. Nie mieliśmy pieniędzy. Pracowała siedem dni w tygodniu, a w nocy dorabiała jako sprzątaczka, żeby kupić moje pierwsze buty. Dedykuję jej cały mój sukces – powiedział w jednym wywiadzie Cristiano Ronaldo.

– Jego mama – pani Jola – jeździła z nami na wszystkie spotkania. Zawsze była gdzieś obok na treningach. Ona pierwsza wiedziała, że Kuba może kiedyś grać gdzieś wysoko. Była o tym przekonana – mówił nam Adam Skorzec, pierwszy szkoleniowiec Jakuba Kamińskiego.

– Na pewno nie byłoby Grzegorza Mielcarskiego piłkarza, gdyby nie moja mama. Chyba że życie napisałoby jeszcze inny scenariusz. Jej upór w dążeniu do celu i chęć, żebym wypłynął na szerokie wody, miały decydujące znaczenie – wspominał wicemistrz olimpijski z 1992 roku w rozmowie z Onetem.

Nicola Zalewski na Stadio Olimpico po raz pierwszy zagrał w 35. kolejce poprzedniego sezonu, gdy rywalem rzymian było Crotone. Debiut w Serie A był miłym wyróżnieniem, natomiast… jeszcze większe spotkało tatę zawodnika, któremu kilka lat wcześniej zaoferowano zatrudnienie w klubie oraz zapewniono stabilizację finansową, żeby mógł się skupić na swoim zdrowiu.

Młody pomocnik w kampanii 2021/22 został na stałe włączony do zespołu prowadzonego przez Jose Mourinho. Doczekał się także kolejnego powołania do kadry Polski (wcześniej grał w drużynie do lat 20), mimo że całe życie mieszka we Włoszech. Teraz miał jednak przyjechać na zgrupowanie i zadebiutować w pierwszej reprezentacji, co było największym marzeniem jego ojca.

– Jestem dumny z tego, że mój syn zagra dla Polski. To jest niesamowite. Czy będą łzy ze wzruszenia? Na pewno, tego się nie da ukryć. Myślę, że dla mnie, jako człowieka kochającego sport, jest to najpiękniejszy dzień w moim życiu – opowiadał śp. Krzysztof Zalewski w poniższym materiale wideo:

Łez rzeczywiście nie udało się powstrzymać, a Nicola, którego na żywo na stadionie w San Marino oglądali rodzice wraz z siostrą, zanotował asystę przy trafieniu Adama Buksy. Ojciec będzie teraz z Góry obserwował poczynania swojego syna, dla którego zapewne był, jest i będzie prawdziwym bohaterem.

BARTOSZ LODKO

Fot. Łączy Nas Piłka/YouTube, za: WP Sportowe Fakty