Wywiady

CLJ-ka od środka: “Niczego nie dostaliśmy za darmo”

Czy dobry trener jest w stanie pracować z każdym? Bez względu czy zawodnik ma lat kilka, czy jest już seniorem? W kontekście szkoleniowców często mówi się o specjalizacji i predyspozycjach do pracy z daną kategorią wiekową. Ireneusz Stencel przez wiele lat łączył ze sobą te prace. Czego nauczył się przez ten czas? Rozmawiamy z aktualnym szkoleniowcem Raduni Stężyca U-15, zakwalifikowanym na kurs UEFA Pro, który opowiedział nam o swoich doświadczeniach trenerskich w pracy z dziećmi i seniorami.

W miniony weekend sprawiliście małą niespodzianką pokonując na wyjeździe Pogoń Szczecin (3:1). Jak ten mecz wyglądał z trenera perspektywy?

– Z tym meczem wiąże się ciekawa historia. Dzień przed ligowym starciem udaliśmy się do Szczecina. Dla naszych chłopaków jest to nowe doświadczenie. Nigdy wcześniej nie jeździliśmy na spotkania wyjazdowe z jednodniowym wyprzedzeniem. Gdy pojawiliśmy się już na boisku w dniu meczowym, okazało się, że zawodnicy nie wzięli torby ze sprzętem z hotelu,  gdzie były m.in. stroje wszystkich naszych chłopców. Bardzo fajnie zachowali się trener Pogoni i sędzia tego spotkania, którzy nam pomogli, żeby te stroje do nas dotarły. Mecz zaczęliśmy w ubraniach treningowych, dopiero później, gdy przywieziono nam naszą torbę, dokończyliśmy starcie w naszych strojach. Z tego miejsca też chciałbym podziękować wszystkim osobom ze sztabu Pogoni, którzy pomogli nam ogarnąć te logistyczne sprawy, żeby mecz mógł się odbyć w normalnych warunkach. Samo spotkanie też było interesujące. “Portowcy” grają młodszym, ale zdolnym rocznikiem. Mają swój styl i w ciekawy sposób budują akcje ofensywne. Do przerwy prowadziliśmy 1:0 po golu ze stałego fragmentu gry. Druga połowa rozpoczęła się w szalonym tempie. My od razu podwyższyliśmy swoje prowadzenie, a po dwóch minutach Pogoń złapała kontakt golem na 1:2. Później spotkanie się wyrównało. Na pięć minut przed końcem mieliśmy rzut karny, którego nie wykorzystaliśmy. Bramkarz obronił, co sprawiło, że “Portowcy” z jeszcze większym nasileniem na nas natarli, ale to my zdobyliśmy gola na minutę przed końcowym gwizdkiem sędziego i wygraliśmy 3:1.

Za nami połowa rundy jesiennej. Mieliście okazję zagrać z każdym rywalem w tej lidze. Wasz bilans to trzy zwycięstwa, remis i trzy porażki. Jak trener ocenia poziom tej ligi, w której jesteście beniaminkiem?

– Poziom ligi jest wysoki. Pomijając Lecha Poznań wszystkie drużyny prezentują zbliżony poziom sportowy. Mocna rywalizacja. Jestem zadowolony z tego, co udało nam się dokonać. Ponieśliśmy trzy porażki, gdzie Lech jest poza naszym zasięgiem (0:9), a z pozostałymi nawiązaliśmy równą rywalizację.

Czym jest dla was Centralna Liga Juniorów?

– Dla mnie jako trenera jest to duże wyróżnienie, bo z tymi chłopakami pracuję już osiem lat. Czuję sporą satysfakcję, ponieważ przychodzili do mnie, gdy mieli pięć, sześć lat i zaczynałem z nimi pracę od zera. Po drodze przydarzyły nam się fajne wyniki na ogólnopolskim Turnieju “Z Podwórka na Stadion o Puchar Tymbarku”. Jednego roku zajęliśmy trzecie miejsce, a innego czwarte. Do tego nasi zawodnicy otrzymywali nagrody indywidualne: najlepszy bramkarz i król strzelców. W poprzednim sezonie też osiągnęliśmy bardzo dobry rezultat – awans do Centralnej Ligi Juniorów, grając m.in. z Arką Gdynia. Jesteśmy małym klubem ze wsi i ciężko nam rywalizować z taką dużą marką jak Arka. Mimo to wyszliśmy z tego starcia zwycięsko, wygraliśmy I ligę wojewódzką i zagraliśmy baraże z Bałtykiem Koszalin. To jest też bardzo mocny zespół, z którym już nieraz mierzyliśmy się na licznych turniejach. U siebie wygraliśmy 1:0. W rewanżu udało nam się szybko strzelić pierwszą, drugą bramkę i ostatecznie wygraliśmy 9:2, co wiązało się z awansem do CLJ. Tu jest bardzo fajny poziom, wysoka intensywność gry – same korzyści. Nasi chłopcy teraz mogą tylko korzystać z tego, że grają co tydzień z tak silnymi zespołami. Mam nadzieję, że dzięki temu jeszcze bardziej się rozwiną.

Wspomniał pan o waszej przygodzie w Turnieju “Z Podwórka na Stadion o Puchar Tymbarku”, gdzie udało się wam daleko zajść w finałach ogólnopolskich. Czwarte miejsce w kategorii U-10 w 2017 rok i trzecie w U-12 w 2019 r. Czy chłopcy, którzy wtedy grali w tych turniejach, stanowią również o sile drużyny w CLJ U-15?

– Tak, właściwie tylko jeden chłopiec zrezygnował z gry w piłkę, a pozostali dalej są u mnie i tworzą szkielet tej drużyny. Nasi zawodnicy są w notesach najlepszych akademii w Polsce. Legia Warszawa już latem dopytywała o czterech naszych graczy i chciała ich zobaczyć u siebie w treningu, co też świadczy o tym, jaki oni poziom prezentują. Dla nas to duża nobilitacja, że taki klub jak Legia interesuje się zawodnikami Raduni.

Po tym, co trener mówi, już wiem, jaka odpowiedź padnie na następne pytanie: “co jest największą siłą tej drużyny?”. Chodzi o zgranie i to, że ci chłopcy znają się jak łyse konie, bo grają ze sobą osiem lat?

– Tak, gramy długo ze sobą i niewątpliwie to jest nasz atut. Do tego zdobywaliśmy doświadczenie na licznych dobrze obsadzonych turniejach, co też nam się przydaje w CLJ-ce.

Co może pan powiedzieć o indywidualnym potencjale tego zespołu? Pracuję pan wiele lat w Raduni, czy jest to wasz najmocniejszy rocznik?

– Zdecydowanie jest to nasz najlepszy rocznik. Ten zespół był budowany od zera, wdrażaliśmy na nim Narodowy Model Gry i wszelkie jego suplementy. Dużo czasu poświęcaliśmy na treningi zespołowe, jak i indywidualne. Graliśmy też na wielu turniejach z wymagającymi przeciwnikami. To wszystko sprawia, że tak dobrze wygląda ten zespół, co zauważają również trenerzy innych klubów.

W tamtym sezonie Olimpijczyk Kwakowo był sporą niespodzianką w CLJ-ce U-15. Szeroko opowiadaliśmy ich historię na naszych łamach i oni zaznaczyli w swoich wypowiedziach, że na ich sukces drużynowy i rozwój indywidualnych zawodników, którzy wyjechali teraz do renomowanych akademii, składało się to, że po prostu więcej trenowali od innych i grali w licznych międzynarodowych turniejach. Czy możemy dopatrywać się analogicznego schematu założeń i działań w Raduni?

– U nas jest podobnie jak w Kwakowie. My też zawsze pracowaliśmy więcej, wcześniej i dłużej z chłopcami. Mamy taką praktykę, że organizujemy minimum dwa obozy w ciągu roku. Aczkolwiek nigdzie nie wyjeżdżamy, a pracujemy na własnych boiskach. Przed rundą wiosenną zrobiliśmy sobie nawet dwa takie obozy, gdzie mieszkaliśmy w internacie i trenowaliśmy trzy razy dziennie, czyli więcej niż inni, bo to był czas, gdzie nasi rywale z uwagi na pandemię odbywali jedną jednostkę w ciągu dnia. Latem też zrobiliśmy podobnie, że zaczęliśmy przygotowania wcześniej i trenowaliśmy więcej. W Kwakowie podkreślali, że doszli do tego wszystkiego ciężką pracą. My możemy powiedzieć to samo. Nic nie dostaliśmy za darmo. Na wszystko musieliśmy ciężko zapracować. 

W latach 2012-2020 był pan pierwszym trenerem drużyn seniorów Raduni Stężyca, a do tego prowadził młodsze roczniki. Jaki ma pan plan na przyszłość? Pracować z dorosłymi piłkarzami, młodzieżą czy dziećmi? Co sprawia trenerowi największą radość?

– Jeszcze w tamtym sezonie byłem w sztabie trenerskim pierwszego zespołu, a teraz tylko i wyłącznie skupiam się na pracy z drużyną U-15. Aczkolwiek jestem w trakcie kursu UEFA Pro, więc wiążę swoją przyszłość z piłką seniorską. Największą satysfakcję daje mi pasja do piłki nożnej. Wcześniej uprawiałem ten sport zawodowo. Teraz jestem trenerem i staram się przekazywać swoją pasję młodszym chłopakom, a tym starszym doświadczenie, które zdobyłem na boisku. Docelowo chciałbym pracować z drużynami seniorskimi. Aczkolwiek na ten moment pracuję z trampkarzami, mamy tu jeszcze swoje zadania do wykonania.

Na łamach portalu Łączy Nas Piłka powiedział trener: “praca z dziećmi przynosi najwięcej satysfakcji”

– Praca, zwłaszcza z najmłodszymi dziećmi przynosi wiele satysfakcji. Zacząłem z tymi chłopcami pracować, gdy mieli pięć, sześć lat i otrzymałem od nich wiele wdzięczności. Trudno to opisać słowami, ale daje to trenerowi dużo satysfakcji i radości. To jest zupełnie coś innego niż praca z dorosłymi zawodnikami. Aczkolwiek uważam, że dobry szkoleniowiec zawsze poradzi sobie z młodszymi rocznikami jak i seniorami. Często szufladkuje się trenerów: “ten jest dobry do pracy z młodzikami, a ten do seniorów”. Nie zgadzam się z tym. Oczywiście są to różne prace, ale dobry szkoleniowiec się w nich odnajdzie.  

Ciekawe, co pan mówi, bo często spotykam się z takimi określeniami, że każdy trener powinien mieć swoją specjalizację… 

– Nazywam to “szufladkowaniem”, bo na jakiej podstawie ktoś może określić, że dany trener nadaje się do seniorów, a inny do juniorów? To jest tak, jakby powiedzieć, że dyrektor szkoły podstawowej lub przedszkola nie nadaje się do tej samej funkcji w liceum. Jeśli ktoś jest dobrym dyrektorem to poradzi sobie w podstawówce, jak i w liceum. Moim zdaniem ta sama zależność występuje w trenerce. Jeśli ktoś jest dobrym szkoleniowcem to poradzi sobie z dziećmi, młodzieżą i dorosłymi. Na bazie własnych doświadczeń i obserwacji doszedłem do takich wniosków.

Myślę, że tę specjalizację trenerską określa się na podstawie predyspozycji danego szkoleniowca do pracy z daną grupą wiekową. Bo nie każdy trener ma dobry kontakt i dryg do pracy z dziećmi, ale nie wyklucza go do tego, żeby dobrze wykonywać swój zawód ze starszymi zawodnikami. Widzę, że pan ma nieco inną perspektywę.

– Oczywiście cały czas mówię na bazie swoich doświadczeń, bo miałem okazję pracować z bardzo małymi dziećmi, młodzieżą i dorosłymi zawodnikami. Jestem przeciwny “szufladkowaniu”, ale też, żebym został dobrze zrozumiany, uważam, że specjalizacja to dobra rzecz. Jeśli dany trener czuję, że najlepiej pracuje mu się z daną kategorią wiekową, niech robi wszystko, żeby być specjalistą. Aczkolwiek dążyłem w swojej wypowiedzi do tego, że dobry trener powinien sobie bez problemu poradzić z każdą drużyną.

Co może pan powiedzieć o różnicach w pracy z seniorami, a dziećmi i młodzieżą? Bo mówi pan o tym, że każdy dobry trener sobie bez problemu poradzi z dowolną kategorią wiekową. Aczkolwiek, czy nie jest tak, że te różnice są na tyle ogromne, co sprawia, że nie każdy się w tym odnajdzie? 

– Oczywiście, że są widoczne różnice, nawet, gdy zestawimy ze sobą juniorów z seniorami II lub III ligi, nie mówiąc o dzieciach, bo sama specyfika pracy z dorosłymi zawodnikami jest zupełnie inna. Bo od nich trzeba już wymagać pewnych rzeczy. Z kolei dzieciom i młodzieży należy pokazywać wzorce i przykłady zachowań boiskowych i poza boiskowych. Trzeba pamiętać o tym, że dla dorosłych piłka nożna to jest już zawód i sposób na życie, a u młodszych widać większą pasję, entuzjazm wynikający z tego, że chcą pograć w piłkę i mniej wyrachowania.

Czy jest pan w stanie łatwo oddzielić pracę z seniorami od tej z dziećmi, młodzieżą? Bo na pewno inne jest podejście, rozmowa jak i sam trening. Do tego też dochodzą podpowiedzi od szkoleniowców, gdzie w seniorach zawsze były, są i będą, i nikt o to nie ma pretensji, wręcz jest to czasem wskazane. Z kolei w pracy z dziećmi nie jest to zalecane, wręcz odradza się podpowiadania, żeby młodzi zawodnicy sami myśleli na boisku, byli kreatywni. 

– Rzeczywiście jest to duża różnica. Uważam, że absolutnie nie powinno się dziećmi kierować, bo to nie jest gra komputerowa. Trenerzy nie mogą traktować tych młodych zawodników jak kontrolerów do gry i nimi sterować. Oczywiście, do kompetencji szkoleniowca należy edukacja, pokazywanie i nakierowywanie dzieci na podejmowanie dobrych decyzji, ale nie podczas meczu, a na treningu. Można to robić poprzez pytania, żeby zobaczyć, co dany chłopak miał na myśli, gdy podejmował daną decyzję. Trzeba dążyć do tego, żeby dziecko samo zrozumiało, co powinno wykonać w danej sytuacji. U dorosłych zawodników podczas analiz zwraca się uwagę na działania całej drużyny.

Czego trener nauczył się podczas pracy z dziećmi?

– To jest bardzo ciekawe pytanie. Pracując z dziećmi cały czas chciałem się rozwijać. Starałem się, co rusz wprowadzać nowe rzeczy, które poznałem na kursach i konferencjach trenerskich. Chciałem stosować sporo nowości, żeby to nie był zwykły trening, ale oparty o liczne gry i zabawy. Na pewno rozwinąłem się zawodowo jako trener. Ta praca poszerzyła moje horyzonty.

Od wielu lat pan też działa jako polityk lokalny. Co przez ten czas się zmieniło w Stężycy w kontekście rozwoju piłki nożnej w tej gminie?

– Na pewno rozwinęliśmy bazę treningową. Płyta główna i boisko treningowe są pełnowymiarowe, trawiaste i oświetlone. Mamy komplet boisk trawiastych, halę sportową. W tej chwili rozbudowujemy naszą Szkołę Mistrzostwa Sportowego o nowoczesną siłownią, fitness, gabinety rehabilitacyjne. Dużo się zmieniło, bo mówię o rozbudowie o SMS-u, a przecież ta szkoła powstała kilka lat temu. Mamy klasy sportowe w liceum, gdzie wcześniej były tylko w podstawówce. 

Czy to sprawia i będzie sprawiało, że będziecie mocnym ośrodkiem szkoleniowym w województwie? Tak, do tego podchodzicie?

– Na to liczymy, chcemy być silnym ośrodkiem szkoleniowym na wybrzeżu. Dążymy do tego, żeby nasi wychowankowie wchodzili do pierwszej drużyny Raduni, a w przeszłości przechodzili do ekstraklasowych zespołów. Chyba, że przez ten czas udałoby nam się awansować na najwyższy szczebel rozgrywkowy w kraju to, żeby grali na tym poziomie.

Dlaczego pana zdaniem Radunia Stężyca tak mocno się rozwinęła w ostatnim czasie? Jesteście małą miejscowością, a seniorów macie już w II lidze, a drużyny młodzieżowe też coraz lepiej wyglądają na arenie ogólnopolskiej. Co sprawia, że możecie się tak rozwijać?

– Konsekwencja w działaniu. Mieliśmy plan, żeby odbudować, a następnie rozbudowywać nasze obiekty sportowe. To się nam udało. I podobnie było z pierwszą drużyną, która stopniowo pięła się ku górze, awansując z V do IV, z IV do III i teraz z III do II ligi. W międzyczasie pracujemy intensywnie z młodzieżą. Dzięki temu, że powstała Szkoła Mistrzostwa Sportowego, pojawiły nam się kolejne możliwości do rozwoju.

Jakie cele stawiacie sobie na pozostałą część rundy jesiennej?

– Chcielibyśmy jak najszybciej zapewnić sobie utrzymanie w tej lidze po to, żeby na wiosnę też mogli grać w CLJ U-15. Bo to jest najlepsza metoda na to, żeby się piłkarsko rozwijali.

ROZMAWIAŁ ARKADIUSZ DOBRUCHOWSKI

Fot. Radunia Stężyca