Blogi i felietony

Mamczak: Mateńko vs Grycmann. Czy na dyskusje my wciąż mamy czas?

Sporo emocji i komentarzy wzbudziły ostatnie nominacje do grupy roboczej ds. programu szkolenia. Grupę powołał Polski Związek Piłki Nożnej, na czele z Maciejem Mateńko.

Nie jestem uprzedzony do żadnej osoby z listy. Żadnej z tych osób nie oceniam też negatywnie pod kątem szkolenia. Zastanawiam się bardziej nad tym, o czym dyskutowaliśmy podczas piątkowej konferencji w siedzibie związku.

Nie będę ukrywał, że z ponad połową grupy się znamy. Myślę, że z większością z jej członków mam nawet dobre relacje – bo czemu miałbym mieć złe? Tak więc dotarły do mnie głosy, jeszcze przed piątkiem, że w zasadzie grupa jako dyskusyjna funkcjonować sobie może, ale o jakiś szerszy koncept działań to póki co… raczej ciężko.

Słyszałem w jaki sposób na wykład dyrektora Grycmanna zareagował Bogusław Kaczmarek – co zresztą mnie nie zdziwiło, bo jak tylko zobaczyłem listę nazwisk, zarzuciłem takiego tweeta:

Trochę ze mnie jasnowidz? Nie, wystarczy wiedzieć kto jak patrzę na piłkę i proces szkolenia, by przewidzieć rezultat danego ruchu czy jego efekt.

Wiele razy tutaj pisałem, że podoba mi się to, co robi Śląski Związek Piłki Nożnej. Grycmann forsował w Katowicach rozumienie gry i spojrzenie na futbol w – moim zdaniem – bardziej nowoczesny sposób. To spojrzenie mi się podoba, ale nad tym rozwodzić się teraz nie będę, bo kto regularnie mnie czyta czy słucha “Jak Uczyć Futbolu,” doskonale o tym wie.

Ale mi się może podobać jedno, komuś innemu może podobać się coś innego. Mi się może podobać to, co podoba się Ludwiczakowi, Grycmannowi czy Śledziowi, a Marek Wawrzynowski patrzy na to z przymrużeniem oka. Tak samo z przymrużeniem oka patrzy na to Mateńko. To święte prawo nas wszystkich. Każdy z nas może mieć przecież spojrzenie takie, a nie inne.

Mamy z trenerem Grycmannem zupełnie inne podejście, ale po to powstała grupa robocza, żebyśmy wypracowali to, co będzie najlepsze dla naszego kraju. Nie będziemy się wzorować na jednym kraju, od którego coś skopiujemy. Chcemy wypracować coś swojego, coś dobrego dla nas. Poparte naszym doświadczeniem. Ludzi z różnch środowisk. Gdybyśmy patrzyli na wszystko jednakowo, nie byłoby to dobre. Poszlibyśmy w jakimś kierunku, ale nie jest powiedziane, że ten kierunek byłby najlepszy. Jak będzie wyglądał ten program? Dzisiaj tego nie wiem. Uważam, że różnice w naszym podejściu to nasz atut. Amilcar Carvalho to podejście typowo portugalskie i tutaj kilka dni temu żywo dyskutował z Michałem Zioło, człowiekiem, który osiem lat spędził w akademii Borussii Dortmund – powiedział mi w piątek wiceprezes ds. szkolenia.

I to do mnie nie trafia. Po jakiego grzyba przekonywać kogoś do swojej wizji i spojrzenia? Jaki sens ma wrzucanie tych wszystkich ludzi, niektórych tak skrajnie patrzących na piłkę, do jednego worka? Przy całej mojej sympatii do pana prezesa, totalnie nie kupuję argumentu, że im więcej zdań, tym lepiej dla polskiej pliki, bo nie popoełnimy błędu, ignorując jakąś drogą.

Żadna szanująca się korporacja i organizacja nie robi na tym etapie burzy mózgów. Skoro nowy PZPN miał na szkolenie plan, to plan ten powinien mieć jakiś core. Kręgosłup, twardy fundament. Większość z takich podmiotów wychodzi od strategii, wartości czy DNA, które wcześniej są wszystkim znane i transparentnie określane.

Wchodzisz do projektu? Wiesz z czym się w nim spotkasz. Masz zupełnie inną wizję? Możesz pracować w klubie, w którym patrzy się na futbol tak, jak ty go widzisz. Nie ma problemu – być może tamto miejsce pozwoli ci realizować się w swojej pasji w jeszcze lepszy sposób?

Weganin nie chodzi konsultować się z dietetykiem, który twierdzi, że bez mięsa w dłuższej perspektywie funkcjonować się nie da. Jeżeli pójdzie do niego na wizytę, to maksymalnie raz. Później znajdzie takiego lekarza, który pomoże mu obrać strategię odpowiednią do jego światopoglądu, czerpiąc z doświadczeń swoich i innych klientów, których przez proces ten już przeprowadził.

A my chcemy dać teraz wszystkim się wypowiedzieć. My chcemy postawić na przepychankę, na przeciąganie liny. My znów będziemy teraz analizowali czy bardziej Niemcy, czy Anglia, czy może jednak ta Hiszpania. My zamiast wyjść od aspektów organizacyjnych i na bazie najnowszych trendów szkoleniowych sztywno określić swoje ramy – tak jak zrobili to choćby w Stanach Zjednoczonych – my będziemy debatowali.

Chciałbym się w tym przypadku mylić, ale według mnie powstanie grupy roboczej tylko opóźni realne zmiany w polskim szkoleniu. Dołoży zbędnej dyskusji i bezproduktywnych spotkań, które może i miałyby sens, ale już nie na tym etapie. Nie w momemencie, gdy otwarcie mówimy o rewolucji.

Polskie szkolenie potrzebuje lidera. Wszyscy liczyliśmy i wciąż liczymy na to, że Maciej Mateńko liderem zmian w polskim szkoleniu będzie i że podoła swemu zadaniu. Że przeskoczy wysoko zawieszoną poprzeczkę. Ale czy lider ten nie musi pociągnąć innych? Podjąć jednej decyzji, wobec której, stety lub niestety, inni będą się musieli podporządkować?

I raz jeszcze podkreślę, nie ma znaczenia tu to, jak ja patrzę na piłkę. Bo ja mogę zaakceptować nawet, że inaczej od prezesa Mateńko. To on ma przecież większe doświadczenie i wiedzę. Jego koncepcja na zmiany w polskim szkoleniu może być przecież lepsza od mojej. Mało tego, ja bym nawet chciał, żeby Mateńko zaczął te zmiany wprowadzać. Bo moim zdaniem jakikolwiek system będzie tu lepszy niż ciągłe tkwienie gdzieś pomiędzy. Ciągłe zmiany, ciągłe kombinowanie przy programie certyfikacji, przy programach szkolenia. Ciągłe nowe koncepcje, którym nie dajemy szansy na weryfikację i ich sprawdzenie. Cokolwiek, zorganizowanego i usystematyzowanego, przyniesie pozytywne efekty polskiej piłce. Wybór tego, który kierunek te efekty przyniesie najlepsze – po pierwsze jest niemierzalny, a po drugie jest bardzo subiektywny. Dlatego wydaje mi się, że pora zrozumieć, że już nie warto na niego tracić czasu. Że pora działać.

Ale wracając do konkluzji – jeżeli Maciej Mateńko patrzy na piłkę inaczej niż Paweł Grycmann – to dlaczego wziął go na dyrektora Szkoły Trenerów PZPN?!

Nie wierzę, że nie przeczytał wcześniej jego książki i nie wiedział, w jakim kierunku ten ostatni na przestrzeni ostatnich dwóch lat spogląda. Przypomina mi to trochę sytuację ze Śląska Wrocław, gdy jeden z prezesów klubu (już nie pamiętam nawet który, był taki moment, że wrocławianie wymieniali ich jak rękawiczki) miał pretensje do Mariusza Rumaka, że tak mało jest w jego pracy siłowni. Jak gdyby jakimś zaskoczeniem było to dla kogoś, kto Rumaka zna i kto wie, że pracuje on od lat na periodyzacji taktycznej…

Grycmann rozpoczął już zmiany w programach kursów trenerskich, realizuje je według wizji, którą wiele osób okazję poznać miało na Górnym Śląsku. Czy będzie ona spójna z tym, co wymyśli grupa robocza? Czy kolejny rok znów zaczniemy od… zmian?

PRZEMYSŁAW MAMCZAK

Chcesz podyskutować o szkoleniu? O najnowszym artykule? Nie zgadzasz się ze mną lub chciałbyś coś dodać? Napisz koniecznie – [email protected].